Pojechali do pracy - nie po zasiłki

Przemysław Łuczak 17 stycznia 2014, aktualizowano: 17-01-2014 09:33

„Wielu Brytyjczyków uważa Unię Europejską za „krwiopijcę, który wysysa żywotne soki” z Wielkiej Brytanii, bierze pieniądze i uniemożliwia regulację problemu imigrantów w odpowiadający samym Brytyjczykom sposób - czyli za twór, który ogranicza swobodę Wielkiej Brytanii, niewiele dając w zamian. Jest to nieprawda, ale tak myśli przeciętny brytyjski obywatel”.

Fot.: Archiwum

Rozmowa z dr. PRZEMYSŁAWEM BISKUPEM, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.


Słuchając premiera Camerona można by sądzić, że polscy imigranci nie byli potrzebni brytyjskiej gospodarce. Czy otwarcie przez Wielką Brytanię w 2004 roku rynku pracy rzeczywiście było błędem?
Błędem ówczesnego rządu brytyjskiego było to, że nie przygotował swoich obywateli na tak duży napływ obcokrajowców. Być może trzeba było zastosować jakiś okres przejściowy w dostępie do rynku pracy. Niemniej Wielka Brytania na obecności imigrantów z naszej części Europy zarobiła i nadal zarabia. Szacuje się, że mieli oni mniej więcej 40-procentowy udział w przyroście brytyjskiego PKB w ciągu ostatnich 10 lat. Na ogół są to ludzie stosunkowo młodzi, z których większość pracowała na Wyspach już wcześniej. Generalnie, ludzie ci wcale nie przyjeżdżali, żeby wyciągać zasiłki, bo nie mieli do nich uprawnień, tylko do pracy. W 2004 roku mogli wreszcie zalegalizować swój pobyt. Dopóki panowała dobra koniunktura gospodarcza, krytyczne nastroje związane z imigracją nie były aż tak wyraźne. Nasiliły się dopiero, gdy zaczął się kryzys.

Cameron chce ograniczyć prawo imigrantów do świadczeń socjalnych, odebrać zasiłki dla ich dzieci przebywających w kraju pochodzenia. To rzeczywiście jest aż tak duży ciężar dla brytyjskiego budżetu?
Rząd Camerona podnosi ten problem już od objęcia władzy w maju 2010 roku. Od początku wprowadza daleko idące cięcia budżetowe i kiedy informuje obywateli o kolejnych wyrzeczeniach, łagodzi ich niezadowolenie wskazując, że powinny one dotyczyć także imigrantów. Ale ten temat został wywołany przez Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, głoszącą antyeuropejskie hasła. Chciaż pieniądze przeznaczane na zasiłki nie są znaczącym obciążeniem dla brytyjskiego budżetu, jednak cięcia dotyczą wielu różnych dziedzin. Jest więc oczywiste, że rząd będzie chciał również obcinać wydatki związane z osobami, które są uważane za tymczasowych mieszkańców Wielkiej Brytanii. Paradoksalnie, coraz bardziej przestaje to być prawdą, bo wielu imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej zamierza pozostać tam na stale.

Czy polscy politycy właściwie zareagowali na słowa Camerona o Polakach?
Dobrze, że w ogóle zareagowali, ale te działania są zbyt ograniczone i podjęte za późno. Należało do nich przystąpić znacznie wcześniej, bo temat imigrantów obecny jest w debacie publicznej w Wielkiej Brytanii od dawna. Był on bardzo eksploatowany w kampanii wyborczej do brytyjskiego parlamentu w 2010 roku i już wtedy nasi politycy powinni się nim zainteresować.

Czy rozmowy z Cameronem mogą przynieść coś dobrego dla Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii?
Na pewno im nie zaszkodzą. Te działania pokazują, że za naszymi rodakami stoi polski rząd i poniekąd Unia Europejska. Status Polaków w Wielkiej Brytanii determinuje przede wszystkim to, że obydwa państwa są członkami Unii Europejskiej. Chcąc skuteczniej chronić interesy Polaków, którzy tam pracują, polski rząd powinien zbudować stabilną dwustronną relację z rządem brytyjskim, a nie ograniczać się tylko do argumentacji, że „i my i wy jesteście w UE”. Trzeba także pamiętać, że wielu Brytyjczyków rozważa sensowność wyjścia z UE i wypowie się na ten temat w referendum zapowiedzianym przez Camerona na 2017 rok. Gdyby Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, do czego - mam nadzieję - nie dojdzie, powstałoby pytanie, co dalej ze statusem naszych rodaków w Wielkiej Brytanii. Choć, obiektywnie rzecz biorąc, gospodarka brytyjska nadal potrzebuje Polaków, Litwinów, Czechów czy Słowaków.

Jak należy traktować wezwanie do bojkotu sieci Tesco?
Myślę, że jeśli chce się wpłynąć na debatę na temat imigrantów w Wielkiej Brytanii, to być może wykorzystanie jakichś środków nacisku nie jest złym pomysłem, choć akurat bojkot nie jest dobrym rozwiązaniem. Trzeba pamiętać, że wielu Brytyjczyków uważa Unię Europejską za „krwiopijcę, który wysysa żywotne soki” z Wielkiej Brytanii, pobiera pieniądze i uniemożliwia regulację problemu imigrantów w odpowiadający samym Brytyjczykom sposób - czyli za twór, który ogranicza swobodę Wielkiej Brytanii, niewiele dając w zamian. To jest, oczywiście, nieprawda, ale tak myśli przeciętny brytyjski obywatel. Natomiast dalszej obecności Wielkiej Brytanii w UE gotowy jest bronić przede wszystkim wielki międzynarodowy biznes, czyli m.in. takie sieci jak Tesco, a także elity intelektualne. Jeżeli zatem chcemy szukać sojuszników i motywować ich do działania, to należałoby zwrócić uwagę przedstawicielom wielkiego biznesu brytyjskiego, że te kwestie są powiązane, a atmosfera robienia przez nich interesów w Polsce jest w pewnym sensie wypadkową atmosfery, która towarzyszy Polakom w Wielkiej Brytanii.

Jakie są relacje polsko-brytyjskie?
Nasze relacje opierają się na wspólnocie kilku celów strategicznych (i wielu mniejszych) - z jednej strony, i sprzeczności innych ważnych interesów - z drugiej. Jeżeli chodzi o generalną wizję UE, to w naszym interesie, jako państwa stosunkowo słabego, leży istnienie silnych instytucji unijnych. Natomiast Wielka Brytania, która podobnie jak Francja i Niemcy, czuje się europejskim mocarstwem, opowiada się za ograniczeniem ich uprawnień. Po drugie, Brytyjczycy będący po Niemcach drugim największym płatnikiem netto na rzecz UE, chcieliby jak największego zmniejszenia budżetu unijnego. Natomiast w interesie Polski - jako największego beneficjenta - jest, żeby ten budżet był jak największy. Po trzecie, Brytyjczycy są przeciwnikami wspólnej polityki rolnej, która z kolei dla Polski może być korzystna. To są główne pola, na których nasze interesy się zderzają i trudno sobie wyobrazić, żeby nagle te sprzeczności zniknęły.

A gdzie nasze interesy się zbiegają?
Zarówno Polacy jak i Brytyjczycy podkreślają, że najważniejszą instytucją bezpieczeństwa europejskiego jest NATO. Brytyjczycy są też konsekwentnymi adwokatami rozszerzenia UE. Jeżeli więc chcemy, żeby do Unii w jakiejś perspektywie przystąpiły Ukraina, Białoruś czy Mołdawia, to Wielka Brytania jest jednym z naszych najważniejszych sojuszników. Ogólnie rzecz biorąc, nasza współpraca nie jest najgorsza, choć musimy pamiętać, że jesteśmy państwami o innej randze, innej wielkości i innej strukturze gospodarki, co utrudnia znalezienie wspólnoty interesów.

Czy brytyjska gospodarka ma już za sobą kryzys ekonomiczny?
Kryzys przechodzi, powoli wraca wzrost gospodarczy. Natomiast długofalowym skutkiem walki z kryzysem finansowym z lat 2008-2009 jest ogromny dług publiczny. Stąd te ostre cięcia budżetowe. I to jest wielkie wyzwanie, przed którym stoi rząd Camerona, zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów do parlamentu europejskiego i parlamentu krajowego.

Sytuacji nie ułatwiają mu rosnące wpływy Partii Niepodległości?
W wyborach do Parlamentu Europejskiego obowiązuje ordynacja proporcjonalna. W związku z tym Partia Niepodległości (UKIP) wprowadza do niego coraz więcej posłów. W majowych wyborach UKIP będzie aspirować nie tylko do ich wygrania, lecz również do stania się alternatywą dla konserwatystów w oczach prawicowych wyborców. Wybory krajowe mają jednak tutaj charakter większościowy i opierają się na jednomandatowych okręgach. Do tej pory skutecznie to uniemożliwiało Partii Niepodległości zdobycie jakiegokolwiek mandatu, ale to może się zmienić w 2015 roku. Równie istotne, co zdobycie pierwszych mandatów w parlamencie krajowym, będzie to, ile głosów to ugrupowanie odbierze konserwatystom, uniemożliwiając im zwycięstwo w okręgach, gdzie samo nie może nawet marzyć o zdobyciu mandatu. Dlatego Cameron jako przywódca torysów musi dołożyć wiele wysiłku w kontrowanie działań Partii Niepodległości w oczach tych wyborców, którzy zastanawiają się, czy nadal na nich głosować. Wyjaśnia to w pewnym sensie jego słowa o imigrantach.

Jak do imigracyjnych pomysłów Camerona podchodzi Partia Pracy?

Można powiedzieć, że w sposób nie do końca jednoznaczny. Niezręczność Partii Pracy polega na tym, że to jej rządy doprowadziły do powstania problemu imigrantów. Jej politycy przypominają, że imigracja przyniosła konkretne korzyści, ale mają też świadomość, że jest ona niepopularna. Z jednego z najnowszych sondaży wynika, że aż 77 proc. Brytyjczyków jest przeciwko imigracji.


Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-01-2014 10:06

    Brak ocen 0 0

    - Marcin K.: Chyba nie do końca rozumieją Państwo świadczenia socjalne... Wynikają one w głównej mierze z podatków, które się odprowadza pracując. Idąc za w/w myśleniem należy zatem obniżyć podatki dla osób, które otrzymają niższe świadczenia socjalne.

    Odpowiedz

  2. 20-01-2014 15:56

    Brak ocen 0 0

    - Jan III: Syn za granica od kwietnia 2005...wpierw 3 lata w USA (Chicago, Nowy Jork), od ponad pięciu lat w Irlandii. Ma się dobrze, kupuje domek, firma prawie rodzinna, właściciele firmy (mąż i żona) byli na jego weselu w Budapeszcie, gościli nas kiedy byłem żona w Irlandii). Syn, UMK - Biologi - Ochrona Środowiska), ma się dobrze, jego toruńskie wykształcenie jest bez porównania lepsze niż absolwenci uniwersytetów irlandzko - angielskich. Żałosne piania polityków ( Tusk/Kaczyński) wywołują tylko delikatny śmiech...czy doczekamy się partii i polityków na miarę tego może zgniłego, acz dużo mądrzejszego Zachodu ?

    Odpowiedz

  3. 17-01-2014 23:29

    Oceniono 3 razy 2 1

    - xx: Jak wszystko na tym świecie ma dwie strony, obcokrajowcy w Polsce uważani są za coś, co przypomina raczej zero, jak ktokolwiek się odezwie i porówna standardy pomiędzy Polską a innym państwem zaraz wszyscy mówicie, – ale to Polska proszę nie porównywać w ten sposób? Jak kupuje paliwo na waszych stacjach to z podatkiem drogowym, ale w Niemczech chcecie jeździć za darmo nie opłacając dróg? Dlaczego nie mogę otrzymać rodzinnego w Polsce na dziecko w takiej wysokości jak w Niemczech?, Jak obywatel Polski chce rodzinne otrzymać w innym państwie nie zmieniając narodowości to powinno to być tyle ile w Polsce dostajecie?

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz