Za Młyny Rothera zapłacimy jak za zboże?

Tomasz Zieliński 17 stycznia 2014

Stojące w sercu Bydgoszczy Młyny Rothera od lat są świadectwem niewykorzystanych możliwości. Na perle przemysłowej architektury zęby połamał sobie biznes. Czy samorząd okaże się lepszym gospodarzem?

Fot.: Dariusz Bloch

Nasi rozmówcy w większości są ostrożni. Hurraoptymizmu brak, bo studzi go świadomość kolosalnych pieniędzy, które trzeba wydać na adaptację, a później utrzymanie młynów. Hotel, galeria handlowa, ośrodek dla wyższych uczelni? - To powinno być coś, co ściągnie do Bydgoszczy ludzi z Polski i zagranicy - rozmarza się Roman Jasiakiewicz, przewodniczący Rady Miasta, który jako jedyny nie boi się rzucać liczbami. - Nawet gdyby miało kosztować 200 albo 300 milionów złotych.

Niektóre z pomysłów zgrane są niczym karty szulera, inne onieśmielają swym rozmachem. Łączy je konieczność szybkiego pozyskania funduszy. Po pierwsze - obiekt niszczeje, po drugie - najważniejsze - to ostatnie rozdanie unijnych pieniędzy, kiedy liczyć możemy na naprawdę wielkie kwoty. Tyle że zbudować to jedno, a utrzymać...

Od przemysłu...


Budowę młyna, który dziś spędza sen z powiek bydgoskim decydentom, rozpoczęto w 1849 roku i ukończono po dwóch latach.
Budowla była imponująca. Główny budynek - murowany - miał cztery kondygnacje, a skrzydła wschodnie i zachodnie - po pięć. Skrzydła mają konstrukcję szachulcową, popularnie nazywaną pruskim murem.


W 1919 roku młyn przejął miejski samorząd, a w 1921 r. skarb państwa. Po wojnie młyn używany był jako magazyn przetworów zbożowych. Zarządzało nim Państwowe Przedsiębiorstwo Zbożowo-Młynarskie.

Do lat 80. zboże przywożono barkami, skąd za pomocą rur transportowano je do magazynów. W latach 90. Młyny Rothera wystawiono na sprzedaż. Obiekt na swoją szansę i nowego nabywcę czekał dziesięć lat.

...do pomysłu


Nowe czasy otworzyły przed obiektem nowe możliwości. W latach 90. - rodzącego się kapitalizmu - pojawiali się w Bydgoszczy biznesmeni wizjonerzy z planami jego zagospodarowania. Dominowały plany hotelowe, bo w mieście przybywało imprez targowych, a z noclegami było źle.
http://m.7dni.pl/2014/01/z5/89723-302459.jpg
- Śmialiśmy się, że po korytarzach ratusza krążą inwestorzy, ale nikt nie chce przejąć od nich walizek z pieniędzmi - mówi jeden z ówczesnych bydgoskich urzędników. - Problemem był fakt, że na te pieniądze nie było dokumentów...

W końcu lat 90. młyn kupiła firma „Hotel”. Nazwa najlepiej mówi, co miało powstać na wyspie. Wizualizacje przygotowane przez biuro Bulanda&Mucha (projektanci spichrzów BRE Banku na Rybim Rynku) pokazywały fantastyczne połączenie nowego ze starym.

Miasto zyskałoby ikonę...


Prace przerwano zaledwie po kilku miesiącach od ich rozpoczęcia. Nowi właściciele mieli problemy finansowe. Sprawa skończyła się po kilku latach wyrokiem sądowym. Na jego mocy Młyny Rothera trafiły w rece Budopolu, który z kolei odsprzedał je firmie Nordic Development. Skandynawowie chcieli urządzić tu centrum konferencyjne z funkcjami handlowymi. Niestety, koniunktura nie sprzyjała inwestycjom, a młyny znowu czekały na lepszy czas.

Wyspa pięknieje


Wszystko to działo się na coraz ładniejszej Wyspie Młyńskiej. Fundusze europejskie pozwoliły wyremontować Czerwony Spichrz i obiekty dawnej mennicy, wybudować kaskady i amfiteatr. Dodatkowe mosty połączyły wyspę ze Śródmieściem i zapomniany zakątek centrum stał się jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc. Wreszcie nowe horyzonty otworzyła budowa przystani miejskiej. Projekt i wykonanie zachwyciły nie tylko bydgoszczan, a sam obiekt wygrał wiele prestiżowych nagród. Tylko sąsiednie młyny tkwiły jak cierń w piękniejącej wyspie.

- Zrewitalizowana wyspa to miejsce, które odniosło sukces, stało się rekreacyjno-turystyczno-wydarzeniowym centrum miasta, swoistą zieloną oazą ciszy w tętniącej aglomeracji miejskiej - cieszy się prezydent Rafał Bruski, który podjął decyzję o wykupieniu Młynów Rothera z rąk Nordic Development. - Wstępna koncepcja zakłada stworzenie centrum poświęconego człowiekowi i jego relacjom z biologią, techniką i kulturą. Obiekt mógłby zostać podzielony na trzy strefy, a jednocześnie powinien zostać otwarty na otaczającą go tkankę miejską.

Kto miałby być właścicielem albo administratorem budynku? Tego na razie nie wiadomo. Ratusz zapowiada jedynie konieczność przeprowadzenia „rozmów i konsultacji”.

Na własność miasta i co dalej


- Musimy mieć świadomość, że to będzie bardzo droga inwestycja - ostrzega Roman Jasiakiewicz. - Finansowanie leży u podstaw udanej adaptacji i późniejszego prężnego funkcjonowania obiektu.

Jeden z pomysłów na wykorzystanie Młynów Rothera, o którym mówią moi rozmówcy, to umiejscowienie w nich bydgoskich uczelni. Najczęściej mówi się o Akademii Muzycznej oraz kierunkach architektura i wzornictwo, prowadzonych przez Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy.

- Szkoda tego miejsca na cele komercyjne - uważa Jerzy Derenda, prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy. - Pomysł z uczelniami podoba mi się, bo z tego miejsca nauka promieniowałaby na całe miasto - pamiętajmy, że to nauka kreuje zmiany.
Drugą opcję wykorzystania młynów przedstawia Roman Jasiakiewicz: - Przeznaczmy je na coś, czego w Polsce i Europie nie ma, np. na ultranowoczesny ośrodek z ekspozycją prezentowaną w technologii 3D. Niech nasi rodacy i goście z zagranicy przyjadą do Bydgoszczy na kilka dni. Niech zwiedzają młyny i miasto. Jeżeli koncepcja bedzie dobrze przygotowana, to nie widzę przeszkód, by pozyskać na jej realizację naprawdę duże pieniądze.

- Wymyślanie przeznaczenia dla młynów po zakupie jest nieporozumieniem - studzi nastroje Konstanty Dombrowicz, były prezydent, za którego kadencji rozpoczęła się rewitalizacja Wyspy Młyńskiej. - Obawiam się, że jeśli w Młynach Rothera nie będzie funkcji komercyjnej, staną się dużym obciążeniem dla budżetu Bydgoszczy.

Podobne uwagi zgłasza Piotr Król, przewodniczący klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości. - Idea: przejąć, a później się zobaczy, to zbyt mało. Potrzeba nam publicznej debaty, bo w przypadku młynów kluczem jest pomysł.

Roman Jasiakiewicz podkreśla, że młyny nie muszą przynosić dochodu, ale dobrze pomyślany i prowadzony obiekt powinien przynajmniej na siebie zarobić.

Przykład już jest i to niedaleko. W Toruniu oddano do użytku Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy. Powstało w zabudowaniach tzw. Młynów Richtera. Placówkę popularyzująca naukę, będącą regionalną wersją Centrum Nauki Kopernik, powołał do życia samorząd Torunia. Z 21 mln złotych, przeznaczonych na adaptację i budowę, jedną trzecią zapewniła gmina, marszałek województwa Piotr Całbecki ze środków UE dołożył 14 mln zł.

Młyn Wiedzy jest o jedną trzecią mniejszy od bydgoskiego. 2014 r. będzie pierwszym rokiem jego funkcjonowania w nowej funkcji. Budżet Torunia zapłaci za koszty jego utrzymania i pensje pracowników niemal 2 mln zł rocznie.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-01-2014 23:49

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Ins: Przewodniczący Jasiakiewicz: a nawet gdyby miał oddać razem z tymi 200 - 300 mln ostatnią parę butów? Też dołoży.......

    Odpowiedz

  2. 21-01-2014 17:18

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Jaś: No, gdy Jasiakiewicz zaproponuje nam coś dopasowanego do swojego poziomu intelektualnego, na pewno będzie to przebój.

    Odpowiedz

  3. 21-01-2014 13:44

    Brak ocen 0 0

    - yu: o właśnie, wielką dyskotekę

    Odpowiedz

  4. 20-01-2014 07:46

    Oceniono 5 razy 5 0

    - seba: Finansowa wtopa wszechczasów. Jasiakiewicz z Bruskim powinni sami za to zapłacić.

    Odpowiedz

  5. 18-01-2014 08:39

    Oceniono 1 raz 1 0

    - josef: Czy tylko mam wrażenie czy w tej sprawie wypowiada się typ który przyłożył rękę, do obecnego stanu rzeczy?

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 17-01-2014 19:21

      Oceniono 5 razy 3 2

      - ASX: Zrobić tam wielką dyskotekę, kręgielnię, parę knajp i pubów, miejsca parkingowe. Tylko najpierw trzeba tę wodę usunąć, żeby się klienci po imprezach nie potopili... ;)

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz