Kto usłyszy wołanie o miłość?

Małgorzata Oberlan

Nie chcę być niczyj - mówi Jaś. Jego mama nie żyje, a ojca nie zna. Po ośmiu latach rodzina zastępcza oddała go do domu dziecka. Czy znajdzie się wreszcie ktoś, kto podaruje mu serce i dom?

Święta Bożego Narodzenia w placówce takiej jak Dom Dziecka „Młody Las” w Toruniu nie należą do najweselszych. Z zazdrością patrzy się na tych, którzy mogą choćby na dwie godziny wyjść na Wigilię. Nawet do matki alkoholiczki czy bijącego ojca. Dzieci, które czują się niczyje i niczego tak nie pragną, jak poczucia przynależności, rozpaczliwie szukają miejsc, w których mogłyby się znaleźć. Niektóre uciekają tak jak Jaś.


Zgłodniały domu


Za kilka dni Jaś skończy 10 lat. Urodził się daleko stąd, na zachodnim krańcu Polski. Matki nie poznał, bo zmarła, gdy był całkiem mały. Ojciec pozostaje nieznany. Tak jak ojcowie jego przyrodniego rodzeństwa, z którego zna wyłącznie starszego brata Daniela.
Do Torunia trafił jako maluch pod opiekę zastępczej matki. Pod jej skrzydłami dorastał, ale i spod tych skrzydeł został wypuszczony jako nieopierzony pisklak. Zastępcza mama doczekała się własnych biologicznych dzieci i sytuacja się zmieniła. Po ośmiu latach oddała Jasia do domu dziecka, bo przestała sobie z nim radzić. - Nie oceniamy. Zdarza się to częściej niż ludziom się wydaje. Szczególnie gdy dzieci wkraczają w okres dorastania - kwitują krótko w „Młodym Lesie”.


26 grudnia Jaś uciekł z domu dziecka do byłej matki zastępczej. Jak relacjonują wychowawcy, nie został wpuszczony do domu. Cierpiał, ale napięcie i agresja rosły.
1 stycznia znów zniknął. Dzień wcześniej, w sylwestra, pobił się z innych chłopcem. Musiał interweniować wychowawca, łapiąc Jasia za ramię i siłą odciągając od kolegi.


Z siniakami do szpitala

To był impuls czy realizacja planu? Wychowawcy nie są pewni. W Nowy Rok rano Jasio grał w piłkę z innymi podopiecznymi na boisku. Skorzystał z chwili nieuwagi opiekuna i dał dyla. Pożądnego, bo dostał się aż na Stawki (dzielnica lewobrzeżnego Torunia). Tu zapukał do drzwi pani Elżbiety, matki zastępczej jego przyrodniego brata.
- Był niekompletnie ubrany, zrozpaczony, a na ciele miał siniaki. Postąpiłam tak, jak uważałam za najlepsze dla Jasia i moich dzieci
- podkreśla torunianka.

Pani Elżbieta skontaktowała się z policją, a ta z „Młodym Lasem”. W tym czasie Jasio był już poszukiwany w okolicy przez jednego z wychowawców. Drugi przyjechał na Stawki. Pani Elżbieta rozmawiała z nim na osobności. Uznała, że to najlepsze rozwiązanie. Tym bardziej że Jasio plątał się w zeznaniach. Raz pochodzenie siniaków przypisywał bójce z kolegą, po chwili zaś - interwencji wychowawcy.



Pani Elżbieta zawiozła chłopca do szpitala, gdzie został obfotografowany. Mówił, że został pobity, więc personel musiał trzymać się procedur - udokumentować sińce, wypełnić specjalną kartę informacyjną na ewentualny użytek policji itd. Jaś szybko jednak został wypisany z lecznicy, bo tak naprawdę fizycznie niewiele mu dolegało. - Miał niewielkie zasinienie na policzku. Jak przyznał, uderzył się w skrzynkę w markecie. Miał też siniaki na nogach, bo wcześniej spadł ze schodów. Chłopiec przyznał to policjantom. A na pytanie, dlaczego obarczył winą wychowawcę, odpowiedział, że „go nie lubi” - relacjonuje Anna Czeczko-Durlak, dyrektorka „Młodego Lasu”.


Czas działa na niekorzyść


I pani Elżbieta, i wychowawcy „Młodego Lasu”, i Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie, pewni są jednego. Gdyby lekarz mógł wypisać Jasiowi cudowną receptę, widniałby na niej jeden lek: rodzina. I to na już, od zaraz.

- Zachowania Jasia przypominają podręcznikowy wręcz opis dziecka opuszczonego. Czuje się osamotniony, jest niesamowicie zgłodniały uczuć i uwagi; pragnie do kogoś przynależeć. A to może mu dać tylko rodzina zastępcza - podkreśla Renata Drążkowska, psycholog z domu dziecka. - Niestety, czas działa na naszą niekorzyść. Im więcej go upływa, z tym większą mocą w chłopcu gromadzi się napięcie, któremu upust daje także w agresji.

Podobnie sądzi pani Elżbieta. - Dopóki Jaś nie znajdzie się w rodzinie, będzie uciekał i przysparzał coraz to nowych kłopotów. Tego akurat jestem pewna - mówi ze smutkiem. Sama, ze względu na obowiązki wobec przyrodniego brata Jasia i schorowanej teściowej, a także na swój niemłody już wiek, rodziny chłopcu dziś stworzyć nie jest gotowa. Ale bardzo liczy na to, że zdecyduje się ktoś inny. Doświadczony, mądry i dobry.


Taki ładny chłopiec...


Od samego początku pobytu Jasia w domu dziecka (wrzesień 2012 roku) trwają poszukiwania rodziny dla niego. Chłopiec został zgłoszony do Krajowego Ośrodka Adopcyjnego, ale nikt w Polsce się nim nie zainteresował. Zainteresowała się za to włoska organizacja adopcyjna. Doszło do spotkania w Warszawie, ale rodziców ze słonecznej Italii też na horyzoncie nie widać.

- Niezależnie od narodowości musieliby to być ludzie bardzo świadomi tego, czego się podejmują. Jaś jest dzieckiem od dawna żyjącym w traumie. Postępowanie z nim wymaga wysiłku, wiedzy, konsekwencji, no i serca. Nie wątpię jednak, że jest dzieckiem, którego wychowanie dałoby dorosłej osobie wiele satysfakcji - dodaje Renata Drążkowska.
Dziesięciolatek nie jest aniołem, ale też i nie diabłem wcielonym. Wychowawcy z marszu wyliczają jego zalety. Po pierwsze: jest po prostu chłopcem ładnym i w pełni sprawnym. Lubi sport. Intelektualnie w normie, choć ma kłopoty z socjalizacją; źle idzie mu nauka w grupie. Uwielbia długie dysputy z dorosłymi na rozmaite tematy. Potrafi zadbać o swój wygląd. Zna słowa „dziękuję”, „proszę” i „przepraszam”, co nie jest normą w domach dziecka. Wreszcie: chłopiec uwielbia być przytulany i głaskany.


Jeszcze bez happy endu


Jaś po opuszczenia szpitala nie wrócił do „Młodego Lasu”. Do czasu wyjaśnienia sprawy ma przebywać w innym domu dziecka w Toruniu.

- Trwają czynności mające na celu wyjaśnienie pełnych okoliczności związanych z ucieczką dziecka oraz okoliczności powstania zasinień. Ponieważ sprawa dotyczy małoletniego, całość zebranych przez funkcjonariuszy ustaleń będzie przekazana do wiadomości Sądu Rodzinnego i Nieletnich - informuje podinspektor Wioletta Dąbrowska z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu.

W „Młodym Lesie” trochę czują się dotknięci zachowaniem pani Elżbiety („zamiast wzywać policję, trzeba było rozmawiać z nami”), ale nie mają czasu rozpamiętywać. Właśnie przyjęli za jednym zamachem siódemkę rodzeństwa. Pani Elżbieta też czuje się trochę dotknięta, ale liczy, że ten artykuł pomoże znaleźć rodzinę dla Jasia. Jeśli taka gdzieś istnieje, powinna skontaktować się z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie w Toruniu, nr tel. 56 650 85 65 wew. 39 i 43.
PS Imię chłopca zostało zmienione

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 14-01-2014 09:07

    Oceniono 7 razy 5 2

    - Magda;: Jasiu umieszczony w domu dziecka czuje się odrzucony przez rodzinę,nie dostaje też uwagi wychowawcy i głosno to wyraża ,wszyscy to słyszą,za nic nie odpowiadają i nic nie robią żeby temu dziecku pomóc.Hasło DOBRO DZIECKA,to ładne,ale puste i naduzywane słowa.Kto odpowie jesli dojdzie do tego ,ze zrobi sobie krzywdę lub komuś.Nie lubi wychowawcy ,a może się pana boi.Dlaczego nikt nie pomysli,że w rodzinie w której wychowuje się brat,on tez mogłby przebywać,w końcu do nich uciekł .Z całego serca tego Jasiowi życzę. !!!!

    Odpowiedz