Są tatusiowie, którym duma nie pozwala przewinąć dziecka

Dorota Witt 14 stycznia 2014

Niemowlę otoczone jest wianuszkiem kobiet: poza mamą wokół ustawiają się babcie, ciotki i przyjaciółki rodziny. Jeśli wszystkie starają się udowodnić ojcu, że nie zna się na opiece nad dzieckiem, ten się załamuje i zniechęca.

Fot.: Thinkstock

- Przede wszystkim pojawia się pytanie, kiedy ojciec powinien wejść w życie dziecka. Jak najwcześniej! - zaznacza Andrzej Jabłonowski, twórca portalu klubojcow.pl, współtwórca „Uniwersytetu Ojców” i prezes fundacji „Ojcostwo mistrzostwo”. - Doskonale, gdy jest już przy jego narodzinach. Jeśli to niemożliwe, pierwszy kontakt najlepiej nawiązać tuż po przyjściu dziecka na świat, podczas przewijania, kąpieli i masaży.


Dziecko od samego początku potrzebuje „najważniejszego innego”, jak określany jest w psychologii tata, jednak ojcostwo nie może być prostym zastąpieniem roli matki.
- Inaczej przytula mama, inaczej tata i tak powinno być, wtedy maluch naturalnie poznaje różnorodność świata - mówi Nadia Kostrzewa, psycholożka z bydgoskiej Pracowni Rozwoju „Jabłoń”.

Ojciec w ciągu pierwszych dwóch lat życia malca ma stać się mentorem, który wyprowadza go ze świata ścisłych relacji z matką i pokazuje mu świat samodzielnego „ja”. Jednak są i tacy specjaliści, którzy przekonują, że nawet przez pierwsze 7 lat życia dla dziecka najważniejsza jest matka. - To kontrowersyjny temat - mówi Nadia Kostrzewa. - Tradycyjne badania dowodzą, że przez pierwsze pół roku czy nawet rok matka dla dziecka jest podstawową figurą. W oparciu o więź z nią malec tworzy zalążki osobowości, więc od kobiet oczekuje się pełnego zaangażowania w życie dziecka. Feministki mówią nawet, że to wpychanie kobiety do domu tylnymi drzwiami, bo zachodnie nowoczesne badania podważają te poglądy: okazuje się, że figury ojca i matki można już w pierwszych miesiącach życia dziecka zamieniać, choć oczywiście najlepiej, gdy stworzy się szansę do powstania silnych więzi z obojgiem rodziców.
Częstym argumentem ojców, którzy nie angażują się w równym stopniu co matki w opiekę nad małym dzieckiem, jest zajmująca praca. - Kto chce, szuka sposobu, kto nie chce, szuka powodu - mówi Andrzej Jabłonowski. - Podam jasny przykład. Pracuję jako menadżer. Bez wysiłku znalazłbym powód, by nie wrócić wcześnie do domu, w którym czeka sprzątanie i ta część pielęgnacji dziecka, za którą nie przepadam. Wystarczyłby krótki telefon do żony: „Kochanie, szef zlecił mi spotkanie o 17.00”. Ale nie chcę tak. Metodą na ułożenie sprawiedliwego planu dnia i znalezienie czasu nie tylko na zabawę z dzieckiem, ale i na obowiązki domowe jest codzienna rozmowa z żoną i ciągłe negocjacje.

Sytuacje są różne. Andrzej Jabłonowski poznaje je podczas zajęć na Uniwersytecie Ojców. I wylicza: są kobiety zbyt roszczeniowe, które chcą, by ojcowie nie tylko przynosili do domu coraz więcej pieniędzy, ale i wypełniali połowę, a czasem i więcej, obowiązków domowych. Są tatusiowie, którym duma nie pozwala wykonać określonych czynności przy dziecku, bo uważają, że to niemęskie. Ale są i kobiety, które utwierdzają swoich partnerów w przekonaniu, że ci nie umieją dobrze zająć się dzieckiem, a obok nich ustawia się potakujący temu stwierdzeniu łańcuszek kobiet. Racja, teściowa, szwagierka, i własna matka często wiedzą lepiej od świeżo upieczonego taty, jak trzymać główkę, jak kąpać malca. Zapominają jednak o tym, że to on jest ojcem tego dziecka i to on, choć jeszcze nie umie, ma prawo i obowiązek nauczyć się pielęgnować je i wychowywać. Facet odsunięty przez kobiety nabiera przekonania, że rzeczywiście nie nadaje się do opieki nad dzieckiem i się zniechęca.
- Aby ojciec poczuł się ojcem, musi ściśle współpracować z mamą swojego dziecka, a ta musi dopuścić go do malucha, bo bywa i tak, że w przypływie silnych macierzyńskich uczuć najczęstszym zdaniem, jakie od niej słyszy, jest: „Daj, ja zrobię to lepiej” - mówi Andrzej Jabłonowski.

- To prawda, w naszej rzeczywistości kobieta musi zrobić miejsce mężczyźnie, bo na początku kontakt z niemowlakiem można nawiązać jedynie przy czynnościach opiekuńczych, na które stereotypowo monopol ma matka - mówi Nadia Kostrzewa. - Dobrze, gdy tata znajdzie sobie zajęcie z dzieckiem, które będzie tylko ich, jak choćby kąpiel, która może stać się rodzinnym rytuałem.

Dwa tygodnie urlopu dla taty na pewno nie zbliżą do siebie ojca z dzieckiem na całe życie, ale mogą być dobrym początkiem: - Polecam ojcom, by spróbowali wejść w buty mam: wykorzystali ten urlop, kiedy kobieta wraca do pracy. Jeśli przekonają się, ile wysiłku kosztuje zorganizowanie dnia z małym dzieckiem, pojawi się grunt do zbudowania dobrej relacji z maluchem, ale i szansa, że partner doceni pracę kobiety.