Nawet pijany kierowca nie chce zabić

Przemysław Łuczak

Rozmowa z prof. MARIANEM FILAREM, prawnikiem z UMK

Fot.: Jacek Smarz

Pijanemu i odurzonemu narkotykami kierowcy z Kamienia Pomorskiego, który zabił sześć osób, a dwie ciężko zranił, grozi kara do 15 lat więzienia. Mają rację ci, którzy uważają, że to za mało?



Dyskusji w tym kontekście w ogóle nie chcę podejmować. Błąd tkwi bowiem już na samym początku takiego rozumowania. Żeby prawo karne dobrze funkcjonowało, musi składać się z części szczególnej i ogólnej. W tej pierwszej wymienione są katalogowo rodzaje przestępstw - chodzi o to, żeby było wiadomo, co jest przestępstwem, a co nie. Natomiast część ogólną stanowią przepisy dotyczące rodzajów i wymiaru kary. Kara musi być wymierzona, nie może więc być napisane sztywno, że za taki a taki czyn grozi określona kara. Gdybyśmy zapisali, że np.: kto prowadzi pojazd pod wpływem alkoholu, zawsze podlega karze 15 lat pozbawienia wolności, byłby to strzał w kolano. Dlatego musi być to ujęte w formule „od do”. Istotą odpowiedzialności karnej jest bowiem elastyczność, sędzia musi mieć możliwość wyboru sankcji zależnie od okoliczności i ciężaru popełnionego czynu, między karą surowszą a lżejszą. Gdyby tego nie było, nie byłoby wymiaru sprawiedliwości, tylko skrzynka z napisem „wrzuć monetę”.

Ale w powszechnym odczuciu kary dla pijanych kierowców powodujących wypadek, w którym zginęli ludzie, są zbyt łagodne...

Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie jestem obrońcą pijaków za kierownicą. Sam nie piję i innych od tego odwodzę, bo nikt nie powinien prowadzić samochodu będąc pod wpływem alkoholu. To nie podlega dyskusji, bo skutki takiego postępowania są straszne. Nigdy nie ośmieliłbym się jednak, jak robią to niektórzy posłowie, nazywać takich kierowców bydlętami. Nawet największy zbrodniarz jest bowiem człowiekiem. To na marginesie. Natomiast co do wysokości kary, zawsze trzeba rozpatrywać konkretną sprawę. Opinia społeczna jeszcze nigdy nie powiedziała, że kara jest za wysoka. Na ogół wynika to z indywidualnego strachu przed przestępczością, nikt nie chciałby być ofiarą przestępstwa i to jest zrozumiałe. Zawsze więc w takich przypadkach mówimy, niech ta kara będzie jak najwyższa. Ale przekonanie, że im kara jest wyższa i bardziej surowa, to tym skuteczniej powstrzymuje przed popełnieniem przestępstwa, jest błędne, bo nie w ten sposób rozumuje przestępca. Gdyby tak było, wystarczyłoby wszystkie przestępstwa hurtowo karać wyrokiem śmierci. I w poniedziałek, a najpóźniej we wtorek przestępstw w ogóle by nie było, bo przestępcy się wystraszą. Tak nigdy nie było, nie jest i nie będzie.

Na fali tych nastrojów większość polityków domaga się surowszych kar dla pijanych kierowców...

A jaka kiełbasa wyborcza jest lepsza od opowiedzenia się za jak najsurowszymi karami dla pijanych kierowców? Kiedy jakiś polityk tak mówi, ludzie sobie pomyślą „to jest nasz człowiek, my też jesteśmy za cięższymi wyrokami, będziemy głosowali na niego”. To jest dziecinnie prosty mechanizm, ale z punktu przestrzegania prawa droga donikąd.

Obowiązujące prawo jest więc całkowicie wystarczające do skutecznej walki z pijakami za kierownicą?

Przepisy Kodeksu karnego, rozpiętość sankcji dla pijanych kierowców, są wystarczające*. Dajmy więc temu wreszcie spokój i nie majstrujmy przy prawie karnym. Robienie sobie kampanii na ludzkiej krzywdzie i nieszczęściu to nie jest uczciwa gra.

Skoro prawo jest takie, jakie powinno być, to może sędziowie są zbyt pobłażliwi wobec sprawców najcięższych wypadków drogowych?

To nie jest tak, że sędzia jest carem, który siedzi na górze Ararat i ogłasza ostateczne wyroki. Przecież wyroki sądowe podlegają kontroli wyższej instancji, są rewizje nadzwyczajne. Uważam, że mamy wystarczające możliwości, mamy środki, tylko trzeba z nich rozsądnie korzystać. Ale każdą pracę można wykonać dobrze albo źle.

Czy w przypadku pijanych sprawców wypadków drogowych zawsze mamy do czynienia z winą nieumyślną? Pojawiają się głosy, żeby spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym po spożyciu alkoholu traktować jak zabójstwo i karać dożywociem lub 25 latami więzienia...

Często pojawia się taki postulat, że jeżeli ktoś kogoś przejeżdża samochodem, to jest właściwie zabójstwo, więc i kara powinna być odpowiednio wyższa. Istnieje tutaj jednak zasadnicza różnica. Przy zabójstwie bandyta chce zabić człowieka lub przynajmniej godzi się na jego zabicie i to jest zamiar ewentualny. Ale przy całej negatywnej ocenie sprawców, którzy doprowadzili do wypadku ze skutkiem śmiertelnym, pomijając skrajne przypadki, żaden kierowca nie chce nikogo zabić ani na to się nie godzi. On bezpodstawnie przypuszcza, że uniknie wypadku i nie zrobi nikomu krzywdy. Nie można więc stosować analogii między zabójstwem a spowodowaniem śmiertelnego wypadku po spożyciu alkoholu. Takie pomysły wykorzystujące ludzkie emocje powinny być odrzucane.

A co z propozycją karania współpasażerów pijanego kierowcy?

Prawo karne w naszym kraju nie zna obowiązku tzw. doniesienia o przestępstwie. Wyobraża pan sobie, jak miałoby to być zapisane w przepisach? Jak współpasażer miałby przeszkodzić pijanemu kierowcy w jeździe? Powalić go ciosem karate, odebrać kluczyki? Oczywiście, uczciwy człowiek będzie się starał zrobić wszystko, żeby taką jazdę uniemożliwić, ale wymuszanie określonego zachowania, czyli obowiązku denuncjacji, normą karną nie da się przeprowadzić. Co innego, gdyby doszło do podżegania do przestępstwa, kiedy człowiek siedzący obok takiego kierowcy zachęca go do szybkiej jazdy i ryzykownego wyprzedzania innych pojazdów.

Czy wobec dużej skali pijaństwa wśród kierowców w Polsce, należałoby zmniejszyć dopuszczalne stężenie alkoholu z 0,2 do 0,0 promilla?

Z czysto teoretycznego punktu widzenia dałoby się to zrobić, wprowadzając przepis, że kto prowadzi pojazd po spożyciu jakiejkolwiek ilości alkoholu, podlega określonej karze. Tylko że doświadczenie wskazuje, iż takie regulacje prawne nie sprawdzają się, musi być jakiś margines. Skórka nie jest warta wyprawki. To samo zresztą dotyczy starego pomysłu, żeby pijanym kierowcom odbierać samochody, którymi jechali.

Wszyscy zabierający głos w dyskusji podkreślają dużą społeczną tolerancję dla pijaków za kierownicą. Jak sobie poradzić z tym problemem?

Kto powoduje po pijanemu wypadki? Głównie młodzi ludzie, którym odbija po alkoholu i wtedy chcą za wszelką cenę zaimponować siedzącym obok nich pasażerkom. Może to one mogłyby coś tutaj zrobić i w tego rodzaju alkoholowych sytuacjach zacząć mówić nie tylko, że z pijanym nie tańczę, ale również, że z pijanym nie wsiadam do samochodu i nie jadę. Taki społeczny zwyczaj i nacisk, gdyby się wytworzył, byłby o wiele ważniejszy niż przymus, za którym stoi prokurator czy policjant. Jadąc do pracy, przejeżdżam przez toruński most drogowy. Jeszcze nie tak dawno kierowcy walczyli tutaj z sobą, trąbili, obrzucali się wyzwiskami, ale obecnie zachowują się kulturalnie i na ogół się przepuszczają, bo to przyspiesza ruch. Może kiedyś nie będzie także wypadało wsiadać po pijanemu za kierownicę? Jestem optymistą - jeżeli nie w tym, to w następnym pokoleniu będziemy jeździli po kraju, w którym będą panowały normalne, a nie dzikie obyczaje, także w ruchu drogowym.

Co rząd może zrobić w tej sprawie?

Rząd w tej atmosferze, kiedy mnożą się pomysły polityków na zaostrzenie prawa przeciwko pijanym kierowcom, również musi pokazać społeczeństwu, że nie lekceważy problemu bezpieczeństwa na drogach. Ale ministrowie nie mają żadnej tajemniczej szuflady, z której mogliby wyciągnąć jakieś genialne i skuteczne rozwiązania. Dlatego może gdzieś dorzucić do widełek kar parę lat, może trochę zmienić granice odpowiedzialności za spowodowanie wypadku po spożyciu alkoholu. Ale jak zwykle w tego rodzaju sytuacjach skończy się pewnie na działaniach mających pokazać, że rząd dokłada wszelkich starań, żeby poprawić stan bezpieczeństwa na drogach i ulicach.

* Sprawcy wypadku w Kamieniu Pomorskim prokuratura postawiła zarzut spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Zazwyczaj grozi za to kara więzienia od roku do lat 10. Jeżeli następstwem jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób - od 2 do 12 lat więzienia, a jeżeli do tego czynu dojdzie pod wpływem alkoholu lub środków odurzających - do 15 lat więzienia.


Teczka osobowa
Prawnik, polityk, sportowiec


- Marian Filar (71 lat) jest profesorem zwyczajnym prawa karnego, pracuje w Katedrze Prawa Karnego i Polityki Kryminalnej Wydziału Prawa i Administracji UMK. Zainteresowania badawcze: prawo karne porównawcze, polityka kryminalna, dostęp do broni, prawo karne seksualne, prawo karne lekarskie. Autor około 200 publikacji naukowych.

- Był posłem na Sejm VI kadencji (najpierw Lewica i Demokraci, potem Demokratyczne Koło Poselskie Stronnictwa Demokratycznego). Pracował m.in. w Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, był przewodniczącym Podkomisji Stałej do spraw Nowelizacji Prawa Karnego.
Hobby: sport, zimą narty.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-08-2016 00:55

    Brak ocen 0 0

    - Abc: Panie Profesorze prawdopodobmie ma pan racje ale czasami wybrałbym automat do którego wrzuciłbym monetę zamiast comiesięcznie płacić w formie podatków na wymiar sprawiedliwości, choć jak wiemy w sadzie sprawiedliwości nie znajdziemy.

    Odpowiedz

  2. 27-09-2014 15:06

    Oceniono 2 razy 0 2

    - gosc9: Za zabicie 6 osob grozi mu do 15 lat. Powinno byc minimum 15lat i wiecej. Ale co zrobic chory system

    Odpowiedz