Dwie tony węgla do pensji

Krzysztof Błażejewski 10 stycznia 2014, aktualizowano: 19-01-2014 15:17

Nawet dziś mają się całkiem dobrze. Deputaty, czyli część wynagrodzenia odbierana w tzw. naturze. Swoich przywilejów pracownicy bronią jak lwy, bowiem przywykli do nich przez długie lata jako do formy wyróżnienia i nagrody za wykonywaną pracę.

Fot.: Ze zbiorów Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy

Wbrew obiegowemu przekonaniu, deputaty - nazywane też świadczeniami branżowymi albo przywilejami zawodowymi czy nawet zakładowymi - nie zrodziły się w czasach PRL-u, ani też nie są polską specjalnością.



Wedle obecnej nomenklatury bonusy pojawiły się w naszym kraju na dużą skalę w okresie, kiedy trzeba było odbudowywać Polskę po zniszczeniach I wojny światowej, kiedy kształtowała się II Rzeczpospolita. Państwo było ubogie, stało przed ogromem wyzwań związanych z restytucją swoich struktur. Łatwiej i wygodniej było skarbowi państwa, w powszechnej biedzie i niedostatku, oferować zatrudnionym w najważniejszych gałęziach przemysłu część wytworów ich pracy, niezbędnych w gospodarstwach domowych. Chodziło głównie o węgiel i płody rolne. Ich permanentny brak na rynku sprzyjał wzrostowi cen i spekulacji. Przydziały w naturze dla osób pracujących i ich rodzin jako część wynagrodzenia pozwalały zatem budżetowi państwa nieco zaoszczędzić (ceny przeliczeń za deputatowy węgiel były niższe niż rynkowe), podobnie było w przypadku pracowników, którzy nie musieli poszukiwać deficytowego towaru i nabywać go od paskarzy za lichwiarskie ceny.

Tamte deputaty były nawiązaniem do form dodatkowego wynagradzania pracowników, wymyślonych w okresie dynamicznej industrializacji w XIX stuleciu. Przywileje, szczególnie rozdawane za darmo deficytowe towary przyciągały pracowników, zamykały wielu usta, niwelowały rosnący wpływ związków zawodowych, ułatwiały dystrybucję produkowanych dóbr. Zadowoleni z tego byli wszyscy: i pracodawcy, i pracobiorcy.

W odrodzonej Polsce jako pierwsi szczególne korzyści mieli kolejarze. Kolej żelazna w pierwszych latach II RP była prawdziwym krwiobiegiem gospodarczym kraju. Bardzo istotne było zatem przyciągnięcie do pracy na niej najlepszych fachowców. Pracownicy kolei dostali zatem w 1920 roku nie tylko prawo do bezpłatnych i ulgowych przejazdów dla siebie i swoich rodzin (a także dla... pomocy domowych i opiekunek do dzieci), ale również prawo do bezpłatnego transportu płodów rolnych dwa razy w roku w ilości do 200 kg. Niektórzy kolejarze otrzymywali mieszkania służbowe i darmową pomoc w przeprowadzce. Mieli nadto zagwarantowane bezpłatne zaopatrzenie w węgiel, renty wdowie i sieroce, bezpłatną opiekę medyczną i lekarstwa. Ale swoje przywileje branżowe, niekiedy bardzo znaczące, mieli i inni: leśnicy, energetycy. W II RP istniały też swoiste deputaty dla określonych grup pracowniczych w formie bezpłatnego użytkowania gruntów rolnych o powierzchni 15 hektarów.

Po II wojnie światowej lud domagał się przywilejów dla wszystkich. I władza ludowa szczodrze nimi klasę robotniczą obdarzała. Szczegółowe rodzaje deputatów wpisywano powszechnie do tzw. układów zbiorowych. Dodatkowo, przez wszystkie lata swojego istnienia, PRL zmagała się z brakiem rąk do pracy. Deputaty miały przyciągnąć do najbardziej „deficytowych” zawodów. W ten sposób można było sterować rynkiem, w ten sposób można było rzeczywiście sprawować jedyną i niepodzielną władzę nad społeczeństwem, wielu niezadowolonym zamykając usta.

- Moi rodzice zatrudnieni w instytucie rolniczym - wspomina Krystyna Malinowska z Inowrocławia - otrzymywali jako deputat codziennie mleko i co jakiś czas niektóre płody rolne. Do tego przynosili raz czy dwa razy w roku odzież roboczą i ochronną, obuwie, mydło, ręczniki, różne środki czystości, a nawet papier toaletowy! Pamiętam też, że kuzynka zatrudniona w grudziądzkim „Stomilu” dostawała materace gumowe i płaszcze, a znajomi rodziców z Kruszwicy zawsze dysponowali dużymi ilościami oleju. Praktycznie każdy pracujący coś dostawał gratis...

Węgiel przegrywa z kaloryferami

Deputaty węglowe rozpowszechniły się szeroko. Przyznawano je hutnikom, metalowcom, pracownikom przemysłu chemicznego. Z biegiem czasu, w miarę poprawiania się sytuacji na rynku i powszechnej stabilności dostaw opału, deputaty węglowe poczęły stwarzać coraz większe problemy. Mieszkańcy coraz liczniej oddawanych do użytku bloków ogrzewanych przez gorącą wodę nie mieli co robić z węglem i sprzedawali go na wolnym rynku. Kiedy jednak cena jego spadła, część talonów pozostała niewykorzystana.

W składach opału rosły pryzmy deputatowego węgla nieodbieranego przez zakłady. Blokowały miejsce kolejnym dostawom, wywołując jesienią gigantyczne kolejki prywatnych odbiorców. Na początku lat 60. w toruńskich składnicach wprowadzono zasadę, według której przydziały deputatowego węgla zakłady pracy powinny odebrać w ciągu 40 dni od jego dostarczenia. Początkowo poskutkowało, potem znów odbiorcy przestali przejmować się terminem.

„Z tego obowiązku wywiązują się tylko wyjątki. Większość zakładów mimo próśb, gróźb i nakładanych wysokich kar za składowanie węgla, nie odbiera go często nawet przez pół roku!” - pisała pomorska prasa. W toruńskich składnicach leżały w sierpniu 1962 roku ponad trzy tony takiego deputatowego węgla. W nieodbieraniu opału przodować miały w mieście takie zakłady jak PZWANN, Pol-
chem i Zakłady Mięsne. Podobnie było w całym regionie. Wojewódzkiemu Przedsiębiorstwu Handlu Opałem należało się prawie milion ówczesnych złotych kar rocznie za przechowywanie nieodebranego w terminie węgla.

Wskutek takiej sytuacji, pod koniec lat 60. w Polsce dyskutowano o likwidacji przywilejów branżowych, szczególnie deputatów. „Zakłady przemysłowe zostałyby zobowiązane do wypłacenia należności za deputat węglowy, a pracownicy sami zakupywaliby sobie potrzebne ilości węgla w placówkach opałowych” - taka propozycja w Bydgoszczy pojawiła się na łamach „Głosu Zachemu” u progu 1967 roku. W tych zakładach co roku odbierano 5500 ton deputatowego węgla dla pracowników. „Ta zmiana byłaby korzystna zarówno dla zakładów, które zaoszczędziłyby na płaceniu kar za nieodebrany węgiel, jak również dla pracowników (...) Minęły te czasy, gdy trudno było dokupić sobie asygnatę węglową. Dziś trudno znaleźć nabywcę na asygnatę, nawet po normalnej cenie”.

Pomysł został zaakceptowany tylko częściowo. Deputaty poczęto wymieniać warunkowo na gotówkę doliczaną do pensji, ale opodatkowaną. Powstały zatem dylematy w przedsiębiorstwach, które najlepiej obrazuje fragment obwieszczenia, które pojawiło się w styczniu 1968 roku w „Zachemie”: „Z uwagi na opóźnienia w składaniu przez poszczególnych pracowników deklaracji do otrzymania deputatu węglowego i związanym z tym brakiem rozeznania, kto będzie pobierał deputat całkowicie w naturze, kto częściowo w naturze i częściowo w gotówce i wreszcie, kto wyłącznie w gotówce, zaliczono deputat do płac za styczeń wszystkim, a wyrównanie dokonane zostanie w lutym”.

Karnet zamiast deputatu

Od zakończenia budowy socjalizmu w naszym kraju w 1989 roku nieustannie pojawiały się postulaty odebrania szczególnych uprawnień pracowniczych różnych grup zawodowych. Część tych przywilejów stopniowo rzeczywiście została wyeliminowana, wiele jednak pozostało do dziś, jednak w nowoczesnej formie - jak choćby darmowe bilety komunikacji miejskiej dla jej pracowników, karnety na fitness czy siłownię, prywatne dodatkowe ubezpieczenia medyczne (o ile nie są finansowane ze środków funduszu socjalnego), samochody służbowe, komórki i laptopy, zakupy po niższej cenie w zakładowych sklepach etc., etc.

Oburzonych taką sytuacją nie brakuje. Warto jednak mieć świadomość, że przywileje pracownicze i branżowe były, są i będą, zarówno w Polsce, jak i w innych krajach. To naturalne narzędzie prowadzenia polityki kadrowej, finansowej i gospodarczej przez właściciela - firmę prywatną lub państwo. Przecież lekarze czy pielęgniarki nie będą stać w wydłużającej się z każdym rokiem kolejce po usługi medyczne razem ze zwykłymi obywatelami. Przeciw temu, przeciw dziesiątkom innych podobnych przywilejów nikt nie protestuje - są one traktowane jako coś zupełnie naturalnego.


Warto wiedzieć

Przywilejów nie wymyślili ani komuniści, ani kapitaliści - przyniosło je samo życie


- Deputaty znane były już w... średniowieczu. Zygmunt Gloger
w swojej „Encyklopedii staropolskiej” zapisał: „Kazimierz W. (Wielki) przy kopalniach wielickich wyznaczył pensyi rocznej pierwszemu wiceżupnikowi 26 grzywien - czyli 13 funtów, sztygarowi 84 grosze, łucznikowi i kucharzowi swemu po jednej grzywnie, kuchcie, palaczowi, odźwiernemu, pomywaczowi po 24 grosze; nadto każdy ze służby dostawał odzież zimową i letnią, oraz co miesiąc nowe obuwie (co przypomina zwyczaj zachowany dotąd u ludu na Mazowszu i Podlasiu, gdzie gospodarz daje swemu parobkowi ubranie zimowe, letnie i buty)”.

- Na przełomie XIX i XX w. pruscy zarządcy kopalń na Górnym Śląsku po długotrwałej serii strajków zgodzili się na wypłatę deputatu w postaci przydziału węgla dla osób zatrudnionych w kopalniach. Prywatni przedsiębiorcy godzili się wówczas z poważnymi nawet wydatkami dotyczącymi pracowników, aby tylko zabezpieczyć sobie dostateczną liczbę wykwalifikowanych rąk do pracy, tak bowiem szybko rosła koniunktura na węgiel, a tym samym i zyski przedsiębiorców.

- Na początku XX wieku fachowcy w dziedzinie elektryczności, energetyki, włókiennictwa i metalurgii byli zachęcani do pracy w dynamicznie rozwijających się fabrykach licznymi bonusami. Państwo i firmy, w których pracowali, pokrywały np. koszty doprowadzenia elektryczności do ich domów i część rachunków za pobierany prąd. Podobnie było w dobie rozwoju telekomunikacji i innych dziedzin gospodarki.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-06-2014 11:44

    Oceniono 2 razy 0 2

    - bydgoszczak : Oczywiscie ze to byli zydzi- kazdy redaktorek to wie ale nie napisze bo sie boi o prace. Np. ojciec Michnika skazywal prawdziwych Polakow na smierc za Bieruta....a michnik to teraz taki wielki demokrata...w latach 1944-1968 Polska byla rzadzona przez zydow- potem dzieki Gomulce mielismy 21 lat bez tych smierdzacych Obrzezanych i teraz od 1989 znowu zabieraja sie do rzadzenia nami- tylko tym razem to zydy z usa- te kapitalistyczne- a nie te ze wschodu. Zreszta wschod czy zachod nie graja tu roli- ich lojalnosc jest zawsze na Poludnie!!!! w kierunku pewnego malego kraju ktory terroryzuje swoich sasiadow i wyniszcza rodzima ludnosc tubylcza.

    Odpowiedz

  2. 18-01-2014 15:01

    Oceniono 3 razy 1 2

    - emeryt PKP: Już się kracze o 2 razy w roku dla pracowników i emerytów kolejowych to co z tego, że mamy c. o. ale mamy głodowe emerytury to te 2 zastrzyki dwa razy w roku to choć coś a teraz już rodzi się pomysł o ich zabraniu ?

    Odpowiedz

  3. 15-01-2014 21:15

    Oceniono 4 razy 4 0

    - czytelnik ekspresu: red błażejewski pisał niedawno o ludziach którzy po wojnie trafili do więzień w wyniku politycznych procesów. nie napisał jednak kim byli sędziowie i prokuratorzy którzy tych ludzi do więzien wtrącali. Ktos niezorientowany pomyslałby że to byli Polacy. Tak jednak nie było BU i im podobne kanalie to nie byli narodowości polskiej. rzetelność dziennikarska panie Redaktorze wymaga aby pisac do końca prawde. Wiec napisz pan prawdę w następnym materiale.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 10-01-2014 16:24

      Oceniono 2 razy 2 0

      - Rubinek: No proszę, jak te nieżyjące już eisenbahnery za Wilusia dobrze sobie miały. Uniformy robocze dostały, mianowane do pracy zostały, deputaty dostawały , to i dziarsko do fotografii pozowały. Nie to co te dzisiejsze POsłowie tez mianowane. Spróbujcie sfotografować choćby psora mykologa Stefcia grzyba starego, to zaraz POsinieje na obliczu i zacznie jadem bluzgać.

      Odpowiedz

    2. 10-01-2014 11:18

      Oceniono 3 razy 3 0

      - Janet: Już muj dziadek w II Rzeczpospolitej jako ogrodnik w majątku ziemskim dostawał deputat w zbożu ale wtedy były głodowe pensje i to był zarobek płacony w naturze a nie dodatkowa premia.

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz