Igrzyskom mogą zaszkodzić terroryści

Przemysław Łuczak 3 stycznia 2014

„Soczi ma przywrócić Putinowi popularność w społeczeństwie rosyjskim. Natomiast pożyczka dla Ukrainy i obniżka cen dostaw gazu ziemnego będzie profitować dalszym wiązaniem gospodarczym Ukrainy z Rosją”.

Fot.: Jacek Smarz

Rozmowa z dr AGNIESZKĄ BRYC, politologiem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.


Czy dzisiejszy Putin jest równie mocny jak ten dawniejszy?
Jest słabszy. Zaszkodził swojemu wizerunkowi po ustąpieniu w 2008 roku ze stanowiska prezydenta i objęciu funkcji szefa rządu. W rosyjskiej tradycji politycznej premier, w odróżnieniu od prezydenta, jest chłopcem do bicia, to na nim skupia się całe odium krytyki w państwie. Zaszkodził mu także kryzys finansowy, z którym musiał się mierzyć tuż po objęciu stanowiska. I nie radził sobie wyjątkowo dobrze. Sytuacji nie zmienił powrót na fotel prezydenta w 2012 roku. Bez względu więc na starania, Putin pozbawiony jest wcześniejszej świeżości. Za to prezydent Rosji ma dobrą passę za granicą, gdyż brytyjski „Times” uznał go za osobowość 2013 roku. Jego zasługą ma być „ogranie Obamy, przełożenie przez kolano UE”. Pozornie tak, realia są jednak znacznie bardziej skomplikowane, a sukces Putina już nie tak oczywisty. Innymi słowy, skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest z Rosją tak źle? I Putin zdaje sobie z tego sprawę.

Dlaczego część zachodnich polityków zamierza zbojkotować zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi?
Igrzyska w Soczi są dobrą okazją do zademonstrowania krytyki autorytarnego stylu rządów w Rosji. Jeżeli Barack Obama i Angela Merkel, dwoje najbardziej wpływowych polityków na świecie, pozwalają sobie na otwartą krytykę Putina, to idą za nimi i inni politycy. Bojkot nie zaszkodzi jednak olimpiadzie, zaszkodzić jej mogą zamachy terrorystyczne, czego kilka dni temu dwukrotnie doświadczono w Wołgogradzie.

Co zyskał Putin ogłaszając amnestię?

Amnestia odpowiadała na potrzeby wewnętrzne i międzynarodowe. Z jednej strony Putin przypomniał społeczeństwu, że to on decyduje o wszystkim, w tym o prawie łaski. Z drugiej strony, przesłał sygnał światu, że państwo rosyjskie nie pozwoli, by ktokolwiek z zagranicy mieszał się w jego sprawy wewnętrzne. A wszelkie próby skazane są na niepowodzenie i nieuchronną karę. Jednocześnie amnestia miała dowieść, że Putin nie jest autokratą i potrafi wypuścić z więzienia nawet swoich osobistych wrogów, jak Chodorkowskiego, dziewczyny z Pussy Riot, czy aktywistów z Greenpeace. Tak więc amnestia złagodziła wizerunek Putina, to raz. Dwa, skutecznie odciągnął on uwagę od sprawy Ukrainy i demonstracji na Majdanie. I trzy, pozbawia argumentów tych krytyków, którzy wzywali do bojkotu igrzysk w Soczi z powodu nieprzestrzegania praw człowieka w Rosji.

Ale sprawa Chodorkowskiego nie ma chyba większego wpływu na nastroje Rosjan?
W społeczeństwie rosyjskim Chodorkowski nie jest uważany za ofiarę reżimu. Raczej za oligarchę, który zgromadził fortunę w nieuczciwy sposób, jak zresztą większość w okresie transformacji gospodarczej. Stąd jego uwięzienie nie budziło takich kontrowersji jak na Zachodzie. Rosjanie pamiętają również, że Chodorkowski, zanim skonfliktował się z Putinem, całkiem sprawnie z nim współpracował. Poróżnił ich biznes, a nie odmienne wizje polityczne. I to konflikt z prezydentem spowodował, że Chodorkowski - nie sam z siebie, ani też altruistycznie, ale z kalkulacji politycznej - zaczął wspierać liberalną, antyputinowską opozycję.

Chodorkowski twierdzi, że mimo amnestii w Rosji nadal pozostanie wielu więźniów politycznych. Jak dużo może ich być?
W rosyjskich więzieniach najczęściej przebywają pomniejsi aktywiści różnych organizacji i stowarzyszeń, które działają na szczeblu regionalnym i lokalnym. Pochodzą oni raczej z większych ośrodków miejskich, ze środowisk inteligencji. Prowincja tradycyjnie wspiera władze, jest pod tym względem konserwatywna i mało krytyczna wobec prezydenta.

Czy tak ogromnym krajem jak Rosja, targanym konfliktami narodowościowymi, da się rządzić według zasad zachodniej demokracji?

Rosjanie nie mają zachodnich tradycji demokratycznych, trudno więc wymagać od nich akceptacji w zasadzie obcych im mechanizmów. Potrzeba na to czasu. Muszą oni po prostu dostrzec korzyść z demokracji oraz przyzwyczaić się do funkcjonowania w warunkach państwa demokratycznego, a wówczas nie będzie już odwrotu od przemian wewnętrznych i będą mieć one charakter oddolny. Charakter narodowy Rosjan ukształtowało jarzmo tatarsko-mongolskie, czasy bizantyjskie, imperium rosyjskiego oraz ZSRR. W ten sposób inaczej niż na Zachodzie definiują oni władzę, tolerują jedynie silną i akceptują przemoc z jej strony. Z kolei z czasów bizantyjskich pochodzi przywiązanie do biurokracji i rozbudowanego ceremoniału. Na to nałóżmy spuściznę homo sovieticus, czyli człowieka radzieckiego, i mamy odpowiedź, dlaczego demokracja i liberalizm kojarzą się Rosjanom w większości z rządami słabymi, kradzieżą majątku państwowego, a reformy liberalne z ubożeniem społeczeństwa.

Putin przyznaje, że Rosja ma problemy ekonomiczne, ale jednocześnie funduje igrzyska za 50 mld dolarów, obiecuje 15 mld dolarów i obniża cenę gazu dla Ukrainy, a Białorusi pożycza 2 mld dolarów. Rosję na to stać?
Rosji na to nie stać, to prawda. Jednakże dla Putina jest to swoista inwestycja. Soczi ma mu przywrócić popularność w społeczeństwie rosyjskim. Natomiast pożyczka dla Ukrainy i obniżka cen dostaw gazu ziemnego będzie profitować dalszym wiązaniem gospodarczym Ukrainy z Rosją. Nawet jeśli nie uda się odzyskać tych funduszy, zawsze Rosjanie mogą w zamian przejąć aktywa w strategicznych przedsiębiorstwach ukraińskich, co - pamiętajmy - nie jest wyjątkową procedurą w stosunkach gospodarczych Rosji z republikami b. ZSRR. Po Pomarańczowej Rewolucji Kreml nauczył się, że w sprawie Ukrainy nie można otwarcie grać ostro, bo w taki sposób poniósł porażkę na przełomie 2004/2005 roku i drugi raz tego błędu nie popełni.

Czy Rosja wygrała spór o Ukrainę?
Wbrew pozorom, nie. Ukraina od 1991 roku umiejętnie lawiruje pomiędzy Europą a Rosją. Takie balansowanie pozwala zachować równowagę i nie dać się ostatecznie wciągnąć w orbitę wpływów ani jednej, ani drugiej strony. Trzeba pamiętać, że główną siłą na Ukrainie są oligarchowie i to oni kreują politykę i polityków. Tak więc Janukowycz nie jest tak prorosyjski, jak przedstawia się go w Polsce, reprezentuje on przede wszystkim interesy biznesu, czyli oligarchów. Nie są oni zainteresowani nadmierną zależnością od Rosji, ani też wdrażaniem unijnych reform wolnorynkowych, bo oznaczałyby one koniec doskonałej, nietransparentnej atmosfery, sprzyjającej wielkim biznesom. Jasne jest, że to oni najbardziej straciliby na akcesji do UE. Jednakże dopóki Rosja będzie zainteresowana wpływami na Ukrainie, władze ukraińskie będą zainteresowane blokowaniem rosyjskich ambicji współpracą z UE. Tak więc sprawa stowarzyszenia Ukrainy z UE nie jest zakończona, gra toczy się dalej.

Czy Rosja przybliżyła się do odzyskania pozycji światowego mocarstwa, czy wciąż może tylko o tym marzyć?
Swoje momentum Rosja przeżywała w okresie tzw. wczesnego Putina, czyli w latach 2000-2008, kiedy dzięki wpływom z handlu surowcami energetycznymi poprawił bardzo pozycję Rosji na świecie. Kryzys finansowy znowu obnażył słabość Rosji, kruche podstawy jej mocarstwowości. Bo nie chodzi tylko o potencjał wojskowy, dziś rozstrzyga potencjał gospodarczy. I z tym Rosja ma problem. Nie zrealizowano projektu modernizacyjnego i tym samym zaakceptowano fakt, że świat się modernizuje, ucieka do przodu, a Rosja będzie pełnić wciąż prymitywną rolę dostawcy surowców na rynkach światowych. Jej wizerunek ratuje jednak w znacznym stopniu doskonała dyplomacja, której wieloletnim szefem jest Siergiej Ławrow. Dzięki umiejętnościom negocjowania i strategicznej rozgrywce w 2013 roku do sukcesów Rosji zalicza się sprawę Syrii, a także udzielenie schronienia Snowdenowi.

Jak można by określić stosunki polsko-rosyjskie?
Dramatu nie ma, jest chłodna normalizacja. Rosjanie nauczyli się dostrzegać dyplomację polską dzięki naszej coraz lepszej pozycji w UE i doskonałym kontaktom z Berlinem. Poza tym władze polskie nie są już tak podatne na prowokacje rosyjskie za pomocą instrumentów polityki historycznej. W ten sposób zabrakło im środków presji, dlatego tak długo jak Polacy będą, przy dużym zaangażowaniu „zakonu smoleńskiego”, niezwykle emocjonalnie reagować na sprawę odzyskania wraku samolotu prezydenckiego, tak długo Rosjanie będą tę sprawę przeciągać, odgrzewać i destabilizować sytuację społeczną w Polsce.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-01-2014 19:26

    Brak ocen 0 0

    - apis: są jak widać łagodne taryfy dla koalicjantów i wolnorynkowe dla reszty użytkowników

    Odpowiedz