Pan Karp rusza w świat

Michał Malinowski 20 grudnia 2013

Świątecznych dań przygotowanych ze świeżych polskich karpi będą mogli już dziś skosztować gwardziści szwajcarscy w Watykanie. Niewykluczone, że skusi się na nie również papież Franciszek. Pomysłodawcą akcji jest Zbigniew Szczepański, torunianin, prezes Towarzystwa Promocji Ryb „Pan Karp”.

Fot.: Archiwum Expressu

- W ten sposób chcemy wskrzesić średniowieczną tradycję dzielenia się plonami rybackimi - mówi Zbigniew Szczepański. - W dawnych czasach mnisi m.in. z zakonu cystersów, znani z zamiłowania do hodowli karpi, dzielili się zasobami swoich przyklasztornych rybników, jak wówczas nazywano stawy karpiowe, z braćmi, którzy takich stawów nie posiadali. W chłodne, jesienne dni, kiedy karpie zaczynają zapadać w zimowy letarg, pomiędzy klasztorami sunęły wozy wyładowane tymi rybami.


Dar polskich stawów




Trzeba było się nieźle nagłówkować, żeby ryby dojechały w miarę dobrej kondycji. Układano je warstwami, przekładając wilgotnym mchem, a całość obficie polewając wodą. Po dotarciu do celu karpie przerzucano do kadzi z wodą, gdzie dochodziły do siebie. Dzisiaj możliwości są o niebo lepsze. Wykorzystując samochody ze specjalnie natlenionymi basenami, przewożenie ryb nawet na odcinkach kilku tysięcy kilometrów nie jest żadnym problemem. Dlaczegoż by zatem przed świętami Bożego Narodzenia nie podzielić się świeżutkim darem polskich stawów z watykańską Gwardią Szwajcarską?

Zbigniew Szczepański gładko przekonał do tego przedsięwzięcia kolegów z „Pana Karpia” i innych organizacji rybackich. Dzięki pomocy Magdaleny Wolińskiej-Riedi, często pojawiającej się w polskiej telewizji żony jednego z gwardzistów, nawiązał kontakt z komendantem straży przybocznej papieża Franciszka. Ten musiał być zaskoczony polską propozycją, ale nie miał nic przeciwko. Przygotowania nabrały tempa.

Dlaczego karp?



W trzech gospodarstwach rybackich starannie wybrano ok. 120 dorodnych karpi królewskich. We wtorek załadowano je do specjalnego zbiornika przewozowego, w którym ryby przetrwały 18-godzinną podróż w dobrym stanie.

- Pojechał z nami Tomasz Leśniak, dyrektor kulinarny hotelu „Sheraton” w Krakowie, który tu na miejscu, w Watykanie, wraz ze swoimi współpracownikami i siostrami albertynkami, prowadzącymi na co dzień gwardyjską kuchnię, będzie przygotowywał różne potrawy z karpia dla gwardzistów i ich rodzin - łącznie dla około 200 osób - dodaje Zbigniew Szczepański. - Komendant gwardii obiecał, że dań z karpia skosztuje też papież Franciszek.

Zbigniew Szczepański: Bądźmy patriotami, pokażmy to, co mamy najlepsze - ta kampania spotkała się z niesamowitym odzewem ze strony rybaków i sprzedawców, a wielu telewidzów do dziś ma w głowie wymyśloną przez nas rymowankę.



Dzielenie się karpiem to nie pierwsza tak wyrazista akcja Towarystwa Promocji Ryb „Pan Karp”. Jego członkowie już od dziewięciu lat starają się przekonać Polaków, że warto jeść karpie i to nie tylko w Wigilię Bożego Narodzenia. Dlaczego? Bo spożywanie karpia ma u nas wielowiekową tradycję, bo dokarmiane ziarnami pszenicy, jęczmienia i kukurydzy ryby hodowane są u nas w systemie wolnowybiegowym, który specjaliści żartobliwie porównują do hali, na której pasą się owce, bo odpowiednio przyrządzone mięso karpia jest smaczne, bardzo łatwo przyswajalne i zdrowe, bo dzięki stawom mogą egzystować inne zwierzęta, choćby czaple i orły bieliki, które hodowlane akweny traktują jak stołówkę, bo przy hodowli Polacy mają pracę. Bo...

Pytanie tylko, jak skutecznie dotrzeć z tymi informacjami do rodaków. W 2006 roku działaczom „Pana Karpia” udało się zdobyć z Unii Europejskiej fundusze na przygotowanie profesjonalnej kampanii reklamowej. Przed świętami Bożego Narodzenia spoty były emitowane w kilku stacjach telewizyjnych, a czterowiersz, będący elementem przewodnim: „Norweg swoje je łososie, Hiszpan małże w białym sosie, a ja zjadam wraz z rodzinką dzwonko karpia pod choinką”, lektor odczytywał w momencie, gdy na ekranie dorodna ryba wyskakiwała z otoczonego piękną przyrodą naturalnego stawu wprost na udekorowany wigilijny stół, idealnie wkomponowując się w półmisek.

- Bądźmy patriotami, pokażmy to, co mamy najlepsze - ta kampania spotkała się z niesamowitym odzewem ze strony rybaków i sprzedawców, a wielu telewidzów do dziś ma w głowie wymyśloną przez nas rymowankę - mówi Zbigniew Szczepański. - W spocie przygotowanym w kolejnym roku postawiliśmy na podkreślenie łączności pokoleń. Elegancko ubrany młody człowiek przyjeżdża nad staw, gdzie rybacy wyciągają sieci z rybami. Okazuje się, że jeden z nich jest ojcem młodego człowieka, długo się nie wiedzieli, a staw hodowlany jest tym miejscem, które ich łączy. Reklamy były naprzemiennie emitowane w telewizji w kolejnych latach, aż do 2011 roku.


To przecież takie proste...



Spot, który telewidzowie mogli zobaczyć przed dwoma laty, był wyraźnie inny. Nie odnosił się do tradycji i Wigilii, wręcz przeciwnie - jak najbardziej do współczesności. Najpierw pojawiała się studentka, która w bibliotece wypowiadała jedno zdanie: „Gdyby egzaminy były tak proste jak „to”, to miałabym w indeksie same piątki”. O łatwości „tego” zapewniali później również młody naukowiec (w laboratorium) i podobny do niego wiekiem biznesmen (w eleganckim biurze). Na końcu wszyscy spotykali się w kuchni. Zagadkowe „to” to nic innego jak przyrządzenie karpia. Emisję spotów zgrano z zamieszczonym w Internecie filmem istruktażowym, pokazującym krok po kroku, jak w prosty sposób można tę rybę wyfiletować, przygotować kilka dań, z zupą włącznie. Tysiące odsłon potwierdziły, że przed Bożym Narodzeniem Polacy z tego wsparcia skorzystali.
Czy do karpia uda się przekonać również Włochów? Działacze Towarzystwa Promocji Ryb „Pan Karp” zdają sobie sprawę, że to nie będzie łatwe. - Jeśli jednak któregoś z dań rzeczywiście skosztuje papież Franciszek, to kto wie... - mówią