Myśl naukową dobrze sprzedam

Tomasz Zieliński 13 grudnia 2013

USA zapewne jeszcze długo pozostaną niedościgłym wzorem współpracy nauki i gospodarki, na której zyskują obie strony. Jednak i w Polsce, w Bydgoszczy także, zaczyna się coś w tej materii zmieniać. Naukowcy wreszcie zaczęli zauważać,że bez praktycznego zastosowania ich teorie i oni sami tracą rację bytu.

Fot.: Fot. Tomasz Czachorowski

Co nauka ma wspólnego ze sztućcami jednorazowymi? Czy naukowiec w białym kitlu wnieść może coś twórczego do plastikowego przedmiotu za trzy grosze, który natychmiast po użyciu trafia do kosza?

- Może. Co więcej - powinien - mówi dr Dariusz Sykutera z Zakładu Przetwórstwa i Recyclingu Tworzyw Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego. - Plastikowa łyżeczka też może być przedmiotem badań, a nawet innowacji.
Takie stwierdzenie wielu ludziom, zwłaszcza tym wychowanym w czasach, gdy o sile gospodarki stanowiły huty, stocznie i kopalnie, wyda się co najmniej dziwne. A jednak trzeba się pogodzić z tym, że dawny model gospodarki to już przeszłość. - W nowoczesnych krajach wyróżniamy dziś nowy typ gospodarki, a mianowicie takiej, która jest oparta na wiedzy - mówi dr Michał Cichoracki, pracownik Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego i Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy. - Ten termin, użyty po raz pierwszy 15 lat temu, opisuje dominujący typ produkcji. Dziś jest nim usługa, a nie wytwór przemysłu. W gospodarce opartej na wiedzy „produkuje” się przede wszystkim pomysły i innowacje.
Filozofia łyżeczki
W Kujawsko-Pomorskiem działa 180 firm w branży przetwórstwa tworzyw. Wartość produkcji sprzedanej rośnie w szybkim tempie. W 2012 r. firmy zarobiły o jedną piątą więcej niż przed rokiem.
- Branża, w której działamy, jest bardzo podatna na pozyskiwanie pieniędzy z Unii Europejskiej. To pozwala przedsiębiorstwom rozwijać technologię. Cieszymy się, że część z tych funduszy trafia do nas. Dzięki nim na przykład możemy kupować nowe wyposażenie laboratoriów - bez inwestowania w sprzęt innowacji nie będzie - mówi dr Sykutera. Jego zakład od lat współpracuje z przemysłem, m.in. w ramach Bydgoskiego Klastra Przemysłowego. Nakielski „Zelan”, jeden z największych w Europie producentów sztućców jednorazowych, jest tylko jedną z firm, dla której pracują naukowcy z UTP.
- Zaczynaliśmy współpracę siedem lat temu, gdy poprosiliśmy uniwersytet o przeprowadzenie dla nas niewielkich badań - wspomina Marian Olszyński, doradca ds. rozwoju w „Zelanie”. - Dzisiaj mamy na koncie wspólne programy badawcze. Miały one duży wpływ na to, że nasze wyroby sprzedajemy nie tylko w Polsce i Unii, ale i weszliśmy na bardzo wymagający rynek rosyjski.
Naukowcy pomagają, m.in., w podnoszeniu jakości wyrobów. Osiągnięcie odpowiedniej wytrzymałości i struktury produktów, oszczędność materiałów użytych do produkcji, wreszcie - współpraca z pracownikami i studentami wzornictwa przemysłowego, zmierzająca do opracowania nowych, niepowtarzalnych projektów - to dziedziny, w których uczelnia współpracuje z firmą „Zelan”.
Obie strony podkreślają, że - jak w życiu - nie zawsze jest różowo. Największe problemy stwarza biurokracja. Do wymogów stawianych przez Brukselę polscy urzędnicy wtrącają jeszcze swoje trzy grosze. - Nasz ostatni wniosek miał ponad 250 stron - skarży się Marian Olszyński. - Bez bajkopisarstwa mógł mieć ich 50, w zupełności by to wystarczyło.
Uczelniom takim jak UTP, kształcącym kadry dla przemysłu, łatwiej jest znaleźć partnerów do współpracy niż innym uniwersytetom. - Nas powołano z potrzeby przemysłu - przypomina prof. Marek Bieliński, prorektor ds. współpracy z gospodarką UTP. - Dziś duża część kadry zarządzającej firm kooperujących z uczelnią to nasi absolwenci. Wiedzą, jaki mamy potencjał, czym dysponujemy, wiedzą, że możemy wspólnie sobie pomóc.
Michał Cichoracki zwraca uwagę, że dziś nauka już nie jest dedykowana tylko przemysłowi. Socjologia, psychologia, antropologia kultury to dziedziny, które w dobrze rozwiniętych krajach nierozerwalnie związane są z biznesem, ale też np. z polityką - tą wielką i tą lokalną.
Potrzebni są ludzie, którzy mają kompetencje, by te innowacje „wymyślać”, choć to nie wszystko. - Dziś najważniejsze jest to, żeby przekształcić te nowoczesne rozwiązania w produkt, który można sprzedać - mówi dr Cichoracki. - Może nim być oczywiście przedmiot, urządzenie, ale i proces technologiczny czy usługa.
Uczelnie budzą się
- Mentalność się zmienia i na uczelni, i w biznesie - mówi prof. Bieliński. - Nasze obroty z prac zleconych w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosły dziesięciokrotnie. W tym roku to już blisko pięć milionów złotych. Są w tym tematy za kilkaset złotych i taki za 1,5 miliona.
Profesor przypomina, że fundusze przekazywane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego to tylko 60 proc. budżetu - resztę pieniędzy uczelnia musi zarobić. Owszem, wymóg współpracy z biznesem zapisany jest w ustawie o szkolnictwie wyższym, ale nawet gdyby tak nie było, dla uczelni to być albo nie być.
Tę świadomość coraz wyraźniej da się zauważyć wśród pracowników Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. - Nie możemy zostawać w tyle, bo to będzie nasz koniec - mówi prof. Jan Grajewski, pełnomocnik rektora ds. współpracy z gospodarką. - Aplikujemy do programów europejskich łączących naukę z gospodarką, wychodzimy naprzeciw otoczeniu biznesowemu, namawiamy młodych pracowników, by korzystali z możliwości, które mają - coraz skuteczniej.
Profesor Grajewski zalicza się do tych naukowców, którzy współpracują z gospodarką od wielu lat, więc wie, o czym mówi. Laboratorium badające mikotoksyny, jedno z najnowocześniejszych w Polsce, właśnie rozrasta się za pieniądze ministerstwa. - Co roku realizujemy kilkadziesiąt umów z firmami i jednostkami badawczymi z Europy i Stanów Zjednoczonych. Prowadzimy badania, szkolenia, wykłady. Wiemy jedno - nie możemy spać, bo jeżeli tak się stanie, to za chwilę wypadniemy z biznesu. Działamy jak przedsiębiorstwo - mówi profesor. - Kontrolujemy sytuację na rynku, badamy go, staramy się przewidzieć, w którym kierunku podąży, jakie są trendy. To procentuje. Drugi czynnik sukcesu to ludzie: dobry zespół to podstawa. Dziś w nauce samemu sukcesu się nie osiągnie.
Siła młodych
Obaj profesorowie podkreślają, że nadzieja na przyszłość leży w młodych. To oni, często już na poziomie przygotowywania doktoratów, szukają zastosowań dla swoich prac, uczestniczą w szkoleniach i stażach.
- Odbyłem trzymiesięczny staż w grudziądzkiej firmie „Kselmed” w ramach projektu „Z nauki do biznesu” - mówi dr Artur Słomka z Zakładu Zaburzeń Hemostazy Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. - To był świetny czas na poznanie się. Dzisiaj pracujemy razem nad nowymi rozwiązaniami dla koagulometrów, urządzeń mierzących krzepnięcie krwi.
Dr Słomka to jeden z uczestników przedsięwzięcia zwanego voucherem badawczym, które prowadzi związek Pracodawców Pomorza i Kujaw. Jego celem jest wsparcie finansowe inicjatyw prowadzonych na styku nauki i biznesu. Pierwsza edycja programu, w której naukowiec otrzymał 25 tysięcy złotych na badania, właśnie się zakończyła, druga - właśnie się zaczyna. - Spróbujemy powalczyć o kolejne dofinansowanie na rozwinięcie naszej współpracy - mówi Artur Słomka, licząc na to, że może uda się doprowadzić do opatentowania metody, nad którą pracują naukowcy.
Marian Olszyński z firmy „Zelan” (już na emeryturze) zapewnia, że wynalazczość czy innowacyjność dają niesamowitą satysfakcję. - Niczego nie da się porównać z uczuciem, które towarzyszy temu, że udało się coś udoskonalić lub stworzyć. Mnie opatentowanie jakiegoś rozwiązania dawało satysfakcję podobną do wielkich osiągnięć w sporcie, no bo kto nie chciałby stanąć na podium?