Nieletni na gorącym czacie

Katarzyna Bogucka 28 października 2013, aktualizowano: 28-10-2013 17:17

Trzynastolatka z Bydgoszczy mailowo wynegocjowała 2 tysiące złotych za swoje dziewictwo. Kupcem miał być około 30-letni mężczyzna. Już warował pod jej blokiem, czatował, a matka dziewczynki nie miała o niczym pojęcia...

Fot.: thinstock

Robert Lubrant, prezes Stowarzyszenia „Bezpieczeństwo Dziecka”, który zajmował się tą sprawą, zaznacza, że to zaledwie wycinek (i wcale nie najdrastyczniejszy) wirtualnej rzeczywistości, którą coraz częściej moderują dzieci (według badań, do których odwołamy się za chwilę, seksualne zachowania w sieci podejmują, nierzadko zachęcani przez dorosłych, już ośmio-, dziesięciolatkowie). Przedstawiona wyżej trzynastolatka najpierw zawiadomiła drogą mailową stowarzyszenie „Bezpieczeństwo Dziecka”, że jest w ciąży z nauczycielem. Prosiła o pomoc, przedstawiała się jako ofiara. Bulwersująca historia poruszyła nie tylko prezesa, ale i psychologów działających w stowarzyszeniu, a także specjalistów z Fundacji „Dzieci Niczyje”. Robert Lubrant usiłował namówić dziecko do spotkania z psychologami, ale ci, analizując treść maili, zaczęli wątpić w prawdomówność nieletniej ofiary...- Opowieść jakoś się nie kleiła, coś było nie tak. Sprawę zaczęła więc drążyć starsza siostra trzynastolatki. Dosłownie przetrzepała domowy komputer, przejrzała dokładnie maile i komunikatory. To, co znalazła, przerosło jej wyobraźnię...


Psycholodzy dobrze przeczuwali, że historia o ciąży była blefem, ale jak najbardziej prawdziwa okazała się sprawa pewnej transakcji, ujawniona przy okazji.

Cnotę kupię


- Proszę sobie wyobrazić, że to dziecko nawiązało kontakt z około trzydziestoletnim mężczyzną. Umówili się, że ona sprzeda mu swoje dziewictwo za 2 tysiące złotych. Żarty się skończyły, a wirtualne przekomarzanki stały się rzeczywistością, bo kupiec (pochodzący spoza naszego regionu) znał adres, telefon dziecka i wkrótce pojawił się pod drzwiami mieszkania, nachalnie krążył wokół bloku, czatował... - opisuje incydent Robert Lubrant.

Gdyby nie szybkie działanie starszej siostry, transakcja zostałaby zawarta. Dziecko zaplanowało wcześniej, w jakim hotelu miało dojść do zbliżenia (podobno młoda internautka doskonale orientowała się w lokalizacji miejskich hoteli). Pozostaje jeszcze wyjaśnić motywy, jakimi kierowała się dziewczynka, którą stowarzyszenie skierowało na terapię z uwagi na kompletnie zaburzony system wartości. Motywy nie będą pewnie zaskoczeniem. Bieda. Życie z lichej renty. Brak akceptacji grupy rówieśników ubranych w modne i drogie ciuchy, bawiących się topowymi gadżetami, iPhonami, tabletami.

Organizacja Dyzurnet.pl (zespół ekspertów Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej, działający jako punkt kontaktowy do zgłaszania nielegalnych treści w Internecie) od 2005 r. prowadzi badania nad ryzykownymi zachowaniami dzieci w sieci. Z jej raportów (ostatnie ankiety prowadzone były na przełomie sierpnia i września tego roku) wynika, że młodzi ludzie w wirtualnym świecie nie mają hamulców. Większość tego typu analiz (np. prezentowane na VII Międzynarodowej Konferencji „Bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w Internecie” dane z raportu Research.NK i instytut badawczy NASK) pokrywa się. Pojawiają się jednak nowe zjawiska.

Tyłek dla 200 widzów


- Nasz zespół od początku 2012 r. odnotowuje wyraźny wzrost zgłoszeń dotyczących transmisji on-line o charakterze erotycznym i pornograficznym z udziałem nieletnich. W tym czasie wpłynęło do nas 50 takich zgłoszeń - mówi Martyna Różycka z grupy Dyżurnet.pl., zwracając jednocześnie uwagę na wciąż tchnący w Polsce nowością „sexting”. Chodzi o pokazy w tzw. sekskamerkach, o przesyłanie materiałów o treści erotycznej za pomocą telefonu komórkowego, Internetu. Bardzo popularne stają się wideoczaty, część nieletnich za ich pośrednictwem uprawia cyberprostytucję, czyli obnaża się za pieniądze (np. za doładowanie konta telefonu albo za wirtualne pieniądze, zwane bitcoinami, które można wymienić na realną walutę lub wydać w internetowym sklepie) lub dla satysfakcji, dla śmiechu, dla poklasku rówieśników.

Jeden z popularniejszych schematów to wpisanie w tytuł transmisji: „200 widzów i tyłek” i czekanie na zainteresowanych. Przedstawiciele Dyżurnet.pl przedstawiają trzy przykłady takich akcji. Dziewczynka wyglądająca na dziesięciolatkę (w tle wideoczatu widać przemieszczających się rodziców) zgadza się pokazać brzuch, o ile błyskawicznie znajdzie się kilkudziesięciu widzów.

http://m.bydgoski.wm.pl/2013/10/orig/mag-csam-300074.jpg

Namawiający ją do tego mężczyzna załatwia publikę w minutę. Sytuacja druga - dwie nastolatki rozpoczynają transmisję zatytułowaną: „100 widzów i cycki”. Gdy gromadzi się widownia, unoszą koszulki, ukazując staniki: „Nie na to się umawialiśmy” - zaczyna się atak na „żartownisie”. Ostatnia historia - wideoczatowi, w którym dziewczynka pokazuje pupę, przygląda się widoczna w tle sześcio-, może ośmioletnia siostra. - Dlaczego dorośli w sieci nie zwracają uwagi dzieciom, że robią coś niewłaściwego, że ryzykują, dlaczego ich nie wypraszają z czatów? Od czego są wreszcie moderatorzy, administratorzy takich stron - pyta retorycznie Martyna Różycka.

Niestety, w Polsce nie ma organizacji, która wyłapywałaby na bieżąco tego rodzaju ekscesy. Zresztą, czy w ogóle jest to możliwe? - My pracujemy od 8 do 16 albo do 17 - wskazuje na pewne ograniczenia nasza rozmówczyni. - Sygnały o tego rodzaju scenach najczęściej trafiają do nas wieczorami. Inna sprawa, że niełatwo złapać na gorącym uczynku i oskarżyć internautę o uwodzenie nieletnich. Jak to zrobić? Ktoś musiałby zamrozić na chwilę cały serwis i wtedy sprawdzić, ile niepełnoletnich osób z niego korzysta i co robi - rozważa problem Martyna Różycka. - I tak, interwencje podejmuje się wtedy, gdy zgłosi się dziecko, rodzice opowiedzą o sytuacji. Pozostaje nam więc edukacja, profilaktyka, uświadamianie użytkownikom sieci, co im grozi.


Bo wszyscy tak robią...


Z tą świadomością różnie bywa. Dr Ewa Krzyżak-Szymańska, socjolog, pedagog z Katedry Pedagogiki Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej w Katowicach, badaczka wpływu Internetu na młodzież szkolną, zwraca uwagę, że niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy to dzieci, zamiast dorosłych, zaczynają modelować rzeczywistość. Liderem staje się wówczas kolega, koleżanka.

- Nie łudźmy się. One wiedzą, że coś jest dobre albo złe (tą wiedzę przekazują rodzice czy szkoła), ale widzą też, że koleżanka coś ryzykownego robi i żadna kara jej nie spotyka, a wręcz zyskuje w oczach kolegów. Wszystko jest w porządku, wszyscy tak robią! Nie róbmy już z tego tajemnicy, chwalmy się tym! Tak wygląda szukanie tzw. wolności, łamanie tabu w XXI wieku. Kiedyś, podczas pracy w policji, prowadziliśmy dochodzenie w sprawie dzieciaków rzucających kamieniami w okna przejeżdżającego pociągu. Chcieliśmy ustalić kto, iloma kamieniami rzucał. Ci chłopcy jeden przez drugiego przechwalali się, kto i jak rzucał, wymyślali niewiarygodne liczby, nijak mające się do rzeczywistości. Ten przykład pokazuje pragnienie atrakcyjności za wszelką cenę, który i dziś występuje, choć już w innej formie.

Pogoń za dzieckiem


Dr Krzyżak-Szymańska przestrzega jednak przed demonizowaniem Internetu. Uważa, że pogłębi to międzypokoleniową przepaść, a przecież rodzice i tak już nie nadążają za dziećmi. Nie są w stanie. Dzieci przed nimi uciekają. Amerykanie ustalili, że nastolatkowie wolą obecnie Twittera od Facebooka, ponieważ na Facebooku kręci się za dużo krewnych, a mieć wśród znajomych rodziców jest nie do pomyślenia.

- Pozostaje nam zainteresować się tym, co dziecko robi w Internecie. Pytajmy, na jakie strony lubi wchodzić, z kim rozmawia, ale przede wszystkim bądźmy z sobą, a nie obok siebie. - radzi Krzyżak-Szymańska.
To samo zaleca Robert Lubrant, który ma konto na Facebooku i za pośrednictwem tego portalu także interweniuje. - Zgłosiły się do mnie dwie dziewczyny związane z naszym stowarzyszeniem, które ostro „hejtowali” na fejsie koledzy - działali w grupie zamkniętej.

Najpierw musiałem się dowiedzieć, co to jest ta grupa zamknięta. Okazało się, że nie mogę do niej wejść bez zaproszenia, więc dziewczyny mnie zaprosiły. Gdy przeczytałem komentarze 13-latków, wulgaryzmy, słowa pełne nienawiści, włos mi się zjeżył na głowie. Zagadałem do nich tak: „Wita was pan Robert Lubrant. Wiecie, że popełniliście kilka przestępstw? Jeśli nie zamkniecie tej grupy, zawiadamiam policję”. Po tygodniu stronka zniknęła, a oni przez miesiąc nie przychodzili na zajęcia do naszego Domu Kultury (działa przy ul. Połczyńskiej 3).

Na szczęście wrócili, dobrze się u nas czują, doceniają to. Cieszy mnie, że choć na grupkę młodych ludzi możemy mieć wpływ...