Mordercy na wolności, władza w strachu

Przemysław Łuczak 4 grudnia 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:06

Rozmowa z prof. TERESĄ GARDOCKĄ z Wydziału Prawa Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.




Rozmowa z prof. TERESĄ GARDOCKĄ z Wydziału Prawa Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Czy gdyby była Pani posłanką, zagłosowałaby Pani za przymusowym zamykaniem w specjalnych ośrodkach morderców, którym kończą się wyroki pozbawienia wolności?

Nie. Jestem przeciwna, żeby w ogóle takie rozwiązania prawne wprowadzać. Ci ludzie wprawdzie zostali kiedyś skazani na karę śmierci, ale ocalili swoje życie tylko skutkiem złego prawa, które wtedy zastosowano. W 1989 roku Polska ogłosiła moratorium na wykonywanie kary śmierci. W związku z tym te wyroki zamieniono im na kary 25 lat pozbawienia wolności, najsurowsze jakie były w ówczesnym Kodeksie karnym.
Błędem było to, że nie poczekano na wprowadzenie kary dożywotniego pozbawienia wolności. Zrobiono tak, myśląc, że ten okres jest tak długi, że właściwie nigdy się nie skończy. No, ale ćwierć wieku minęło błyskawicznie. I oto teraz mamy pierwszych morderców, którzy będą wychodzić na wolność. 

Wszyscy jednak oczekują, że ci mordercy pozostaną w odosobnieniu i nie będą nikomu zagrażać. Na czym polega rozwiązanie, które lada miesiąc wejdzie w życie?

Najogólniej mówiąc, chcemy ich nadal trzymać w zamknięciu. Nie można jednak tutaj zastosować wprost prawa karnego. Wynika to z zasady, że nie może ono działać wstecz, nie można bowiem stanowić prawa dotyczącego czynów, do których doszło w czasach, kiedy jeszcze ono nie obowiązywało.

Dlatego chcemy tych morderców potraktować trybem ustawy psychiatrycznej. Mówi się wprawdzie, że co jakiś czas zespół psychiatrów będzie decydował, czy ich stan psychiczny jest na tyle dobry, że mogą wyjść na wolność, ale to raczej teoretyczna możliwość, bo będzie można ich przetrzymywać przez czas nieokreślony.

Pozostaną więc pod kluczem nie za popełnienie kolejnego przestępstwa, lecz za to, że w przyszłości mogą być niebezpieczni dla ludzi?

To rozwiązanie jest poza konstytucją, ponieważ ci mordercy po odbyciu wyroków mają trafić do specjalnego ośrodka terapii osobowości. Z góry bowiem wiadomo, że nie będą oni tam poddani leczeniu psychiatrycznemu, bo nie stwierdzono u nich choroby psychicznej. Osądzono ich i skazano na karę śmierci jako ludzi poczytalnych.

Rozwiązanie, które niebawem stanie się obowiązującym prawem, jest sprzeczne z zasadami państwa prawnego. Nie można stanowić prawa ex post, nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że nie ma innego wyjścia. To prawo w pewnym sensie jest krzykiem rozpaczy. Wiadomo, że nie można zostawić tej sprawy w takim stanie, w jakim jest, bo ci ludzie stwarzają realne zagrożenie. Ale nie ze względu na chorobę psychiczną, ale na cechy ich osobowości. To nie jest jednak dla państwa usprawiedliwieniem, że stanowi takie prawo.

Minister sprawiedliwości Marek Biernacki, który firmuje te rozwiązania, deklaruje, że poda się do dymisji, jeśli ustawa okaże się niekonstytucyjna. Wiele ryzykuje?

Życzę mu szczęścia, ale chcę też powiedzieć, że jak zawsze, zwłaszcza w tak skomplikowanych sprawach, wśród prawników są odmienne opinie. Są prawnicy, którzy twierdzą, że ponieważ ta ustawa nie jest ustawą karną, to nie dotyczy jej zasada, że prawo nie może działać wstecz. W omawianym przypadku zastosowano właśnie ten wybieg, żeby te przepisy nie były dopisane do Kodeksu karnego, lecz w tzw. ustawie psychiatrycznej. Ale użycie pewnego sposobu, obejście zasad, oczywiście nie sprawi, że prawo naruszające normy konstytucyjne będzie rozwiązaniem uczciwym.

O tym, czy taki niebezpieczny więzień wyjdzie na wolność, czy też pozostanie w ośrodku terapeutycznym, decydować będzie sąd na wniosek dyrektora więzienia, po konsultacji z psychiatrą, psychologiem i seksuologiem. Czy to będzie wystarczającą gwarancją, że te przepisy nie będą nadużywane?

Sądzę, że tak. W Polsce bowiem nigdy nie było tradycji nadużywania przepisów psychiatrycznych do przetrzymywania ludzi w zamknięciu. Te niedobre praktyki dotyczyły innych państw, położonych bardziej na wschód od nas.

Nie wydaje mi się więc, żeby można było mieć obawy, że to prawo będzie wykorzystywane w stosunku do innych ludzi niż tylko do tych, dla których zostało stworzone. Ale nawet w takiej sytuacji stanowienie przepisów, które już na samym początku naruszają normy praworządnościowe, nie powinno mieć miejsca. Prof. Andrzej Zoll powiedział ostatnio, że tę konkretną sytuację można porównać do stanu wyższej konieczności.

Tak, jest to krzyk rozpaczy. Państwo popełniło błąd w momencie, kiedy na fali odzyskiwanej wolności pojawiły się również postulaty, żeby z karą śmierci jednoznacznie się rozprawić i usunąć ją z Kodeksu karnego. Tyle tylko, że teraz państwo dalej w to brnie.

Skojarzenie z sowieckimi psychuszkami wydaje się Pani za daleko idące?

Takie skojarzenie jest kompletnie nieuprawnione. Chciałabym powtórzyć, że nie było w Polsce przypadków nadużyć psychiatrycznych, posługiwania się izolacją psychiatryczną z pobudek politycznych. W przypadku, o którym rozmawiamy, nie ma takiej obawy, ponieważ nikt nawet nie twierdzi, że ci ludzie są chorzy psychicznie.

Dlatego mają być oni umieszczani w ośrodkach terapii osobowości, a nie w zakładach karnych. W innych krajach też są podobne rozwiązania. Zastosowano je w Norwegii wobec Breivika. Najwyższą możliwą karą w tym kraju jest 21 lat pozbawienia wolności, ale Norwegowie od dawna mają fortel zabezpieczający, którego mogą użyć w nadzwyczajnej sytuacji. Otóż jeżeli przestępca po zakończeniu odbywania kary jest nadal niebezpieczny dla innych ludzi, to można go nadal izolować, co jakiś czas kontrolując jego stan zdrowia.

Myśmy przed II wojną światową też byli na takie sytuacje przygotowani. W Kodeksie karnym z 1932 roku był przepis, że kwestii środków zabezpieczających nie ogranicza zasada, że prawo nie może działać wstecz.

A co się stanie, jeżeli ta ustawa zostanie zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny?

Wtedy będziemy musieli wypuścić tych przestępców na wolność i metodami inwigilacji kontrolować, co robią. A do tego trzeba będzie zaangażować jakieś siły policyjne.

Może więc zamiast z takim mozołem tworzyć tę ustawę od razu trzeba było postawić na dozór policyjny czy monitoring?

Nowela dotyczy również Ustawy o policji, którą zobowiązuje się do inwigilacji takich ludzi. Uważam, że trzeba było od razu postawić na pilnowanie tych wychodzących na wolność przestępców. Ale z drugiej strony, rozumiem też strach władzy. Zdaje sobie ona sprawę, że jeżeli człowiek, który kiedyś zamordował kilku chłopców, wyjdzie teraz na wolność i zabije kolejnego chłopca, to nikt tego państwu nie wybaczy.

Niemniej stanowienie takiego prawa nie ma podstawy konstytucyjnej. Gdyby jednak miało ono dotyczyć morderców, którzy będą sądzeni za swoje czyny dopiero w przyszłości, możemy takie rozwiązania wprowadzać. To prawo będzie wobec nich uczciwe. Ale nam nie chodzi przecież o przyszłość, tylko o tych kilkunastu ludzi, którzy lada miesiąc zaczną wychodzić z więzień.

Czy uzasadnione są obawy, że te nowe przepisy będzie można zastosować wobec każdego skazanego na wyrok w tzw. systemie terapeutycznym, czyli np. kogoś, kto kierował autem po pijanemu i jest alkoholikiem?

Rzeczywiście, będzie można w stosunku do nich użyć tego prawa, mimo że w zamyśle ustawodawcy dotyczyć ma ono tylko tego wąskiego kręgu osób, które opuszczą więzienie po odbyciu kary 25 lat pozbawienia wolności. Niespecjalnie jednak obawiam się o nadużycia. Oczywiście, wszystko może się zmienić, nagle może się okazać, że komuś łatwo przychodzi sięgnięcie po takie metody. Ale powtórzę, w Polsce takiej tradycji nie było i, mam nadzieję, że nie będzie.

Jak wielu groźnych przestępców będą dotyczyły nowe przepisy?

Morderców opuszczających więzienie, do których to prawo ma się przede wszystkim odnosić, jest kilkunastu*. Natomiast przestępców seksualnych, wobec których można zastosować już istniejący środek zabezpieczający w postaci nawet dożywotniego pobytu w zamkniętym ośrodku leczenia psychiatrycznego, może być dwudziestu paru rocznie. <


* Najgroźniejsi wśród zbrodniarzy, którym kończą się wyroki 25 lat pozbawienia wolności, są Mariusz Trynkiewicz i Leszek Pękalski. Ten pierwszy, zwany Szatanem z Piotrkowa, zgwałcił i zamordował czterech chłopców w wieku od 11 do 13 lat. Drugiego, zwanego Wampirem z Bytowa, oskarżono o 17 zabójstw, ale ostatecznie udowodniono mu tylko jedno.
Teczka osobowa

Prawo karne, dyskusje prawnicze i książki

Dr hab. Teresa Gardocka, prof. Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Jest kierownikiem Katedry Prawa i Postępowania Karnego oraz dyrektorem Instytutu Prawa na Wydziale Prawa i Nauk Społecznych SWPS. Jest też prorektorem SWPS ds. współpracy międzynarodowej.

W wolnym czasie lubi dyskutować na tematy prawne, nie tylko z własnym mężem - Lech Gardocki w latach 1998-2010 był pierwszym prezesem Sądu Najwyższego. Czyta książki przede wszystkim o tematyce związanej z II wojną światową i Holocaustem.



Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 11-01-2014 13:03

    Brak ocen 0 0

    - torunianka: Dlaczego nie dano25lat x jedno zabójstwo? Dziś nie byłoby tej dyskusji!

    Odpowiedz

  2. 05-12-2013 16:01

    Brak ocen 0 0

    - sza: Bez morderców tez jest w strachu ze straci stolki i jakiś Seremet się ich przyczepi

    Odpowiedz

  3. 05-12-2013 07:03

    Brak ocen 0 0

    - Josef: To jest najlepszy przykład, że dzieki Solidarności prawo zostało zmienione tak, aby pomagać przestepcom, a nie zwykłym obywatelom.

    Odpowiedz