Zabili kolegę, bo ich sypnął

Piotr Schutta 23 listopada 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:07

Zrelacjonowali wszystko dokładnie. Jak otwierali tapczan i walili Kamila tłuczkiem do mięsa. Jak go dźgali nożami, dusili, jak gwałcili. Są rzeczowi i beznamiętni. Nie ma w nich emocji i nie ma skruchy. Grozi im dożywocie.




Zrelacjonowali wszystko dokładnie. Jak otwierali tapczan i walili Kamila tłuczkiem do mięsa. Jak go dźgali nożami, dusili, jak gwałcili. Są rzeczowi i beznamiętni. Nie ma w nich emocji i nie ma skruchy. Grozi im dożywocie.


- Trudno mówić o skrusze, zważywszy na osobowości sprawców oraz skutek i okoliczności zdarzenia. To haniebny czyn - mówi ciężkim głosem Zbigniew Kozber, który kieruje Prokuraturą Rejonową w Nakle. Dla dobra śledztwa omija drastyczne szczegóły zabójstwa. Zresztą, jak opowiedzieć o wielogodzinnym katowaniu 16-latka? Podczas oględzin miejsca zbrodni zabezpieczono, między innymi, noże i tasak. Podejrzani o dokonanie mordu przyznali się bez mrugnięcia okiem. Prokuratura będzie chciała poddać ich badaniom psychiatrycznym i seksuologicznym. Katowanie 16-letniego Kamila G. zaczęło się w nocy i trwało do rana, od 4 do 6 godzin.

Motyw?

- Banalnie można powiedzieć, że pijaństwo, ale ustalenie prawdziwego motywu zajmie nam trochę czasu - nie ukrywają w prokuraturze.

Nakło huczy od plotek. Jedni mówią, że chłopak zginął z powodu 30 zł, które winny był oprawcom. Inni rozpowiadają, że tamci wściekli się, bo nie potrafił... usmażyć im kotletów. - Bzdury. Prawdopodobnie poszło o to, że sypnął na policji któregoś z kolegów. Sam nie był aniołkiem, ale żeby zginąć w taki sposób... - słyszymy od mężczyzny, który jest naszym źródłem informacji.

Obaj podejrzani przyznali się do zabójstwa. Jakub D., ksywa Dudek, (20 lat) i Dawid R. (lat 23) byli dobrymi kumplami i wspólnikami. Zajmowali się drobnymi kradzieżami i włamaniami, czasem kogoś pobili. Starszy z nich miał sprawę w sądzie i brata w więzieniu. Na jednym z portali społecznościowych w Internecie można zobaczyć jego zdjęcia z prywatnego albumu. „Napakowany” młodzieniec o zaciętym wyrazie twarzy, ręce założone na brzuchu, szeroko rozstawione nogi. Koledzy piszą w komentarzach: „Ładnie żeś się zmasował. Jaki boss, tylko ich nie zabij, he he.” Dawid R. odpowiada: „To dopiero początek”.

- Obaj

byli notowani

przez nakielską policję. To drobni przestępcy - przyznaje prokurator Kozber. Oprócz dwóch wspomnianych, do sprawy zatrzymano także 16-letniego gimnazjalistę Jakuba R., z którym przyjaźniła się ofiara. Od września byli w tej samej klasie gimnazjum i zaczęli razem chodzić na wagary. Chłopak ma tylko zarzut pobicia Kamila G. Z dotychczasowych ustaleń prokuratorskiego śledztwa wynika, że nie zabił. Wyszedł z mieszkania wcześniej. Z nieoficjalnych źródeł wiemy natomiast, że dotkliwie pobił swojego klasowego kolegę.

- Wybił mu prawie wszystkie zęby i zostawił. Resztę zrobili tamci dwaj. Wrzucili chłopaka do tapczanu i jak się rzucał, to otwierali i bili. To trwało wiele godzin - twierdzi nasz informator. Tym, którego rzekomo miał „sypnąć” na policji Kamil G., był prawdopodobnie Jakub R.

Zmaltretowane ciało Kamila znaleziono w tapczanie w mieszkaniu rodziców Jakuba D. przy ulicy Jackowskiego. Niedaleko budynku komendy policji. Wstępny wynik sekcji zwłok mówi o wielokrotnie zadawanych uderzeniach różnymi narzędziami, o ranach kłutych i tłuczonych na rękach, nogach, głowie i tułowiu. A także o gwałtach. Zwłoki odkryła 42-letnia matka Jakuba D., która po kilkudniowej niebecności wróciła do domu. Była w odwiedzinach u męża, który wyjechał za granicę do pracy. Syn podobno do niej dzwonił i przyznał się do zabójstwa. Kazała mu wracać. „Są listy gończe, złapią cię” - miała mu powiedzieć. Próbowaliśmy z nią porozmawiać, gdy krążyła zdenerwowana wokół swojego domu, w którym przeprowadzano oględziny. Na widok reportera zaczęła machać gniewnie rękoma i krzyczeć.

- Idź pan, bo ci zaraz wypier... i po co ci to? Wypier... stąd - wrzeszczała.

Dom przy Jackowskiego znają wszyscy w okolicy. Policja też. Z głośnych imprez i awantur. W nocy lepiej go omijać. W bramie pokaźny napis „ZAWISZA” i trochę mniejszy

„Welcom To Hell”.

Nie zachęca to do odwiedzin.

- Rodzice tego D. sami są sobie winni. Z kogo chłopak miał brać przykład? Ciągle tylko imprezowali. Awantury, krzyki, walenie w ściany - opowiadają niechętnie pobliscy mieszkańcy.

Kamil G. wychowywał się w rodzinie zastępczej. Matka zniknęła gdzieś w Polsce lata temu, ojciec zmarł; zresztą za życia też nie radził sobie z wychowaniem trójki dzieci, jak mówią jego dawni sąsiedzi. - Tylko mandaty za matką przychodziły na stary adres. Ostatnie chyba ze Szczecina... Jasiu, ojciec Kamila, późno się ożenił i na takie tłuczydło trafił... Po jego śmierci dziećmi zajęły się ciotki - opowiada jedna z sąsiadek.

Z Kamilem były problemy. Powtarzał klasę w gimnazjum, uciekał z domu, wciągało go nieciekawe towarzystwo, przez które

wpadał w kłopoty.

- W ubiegłym roku Kamil przebywał w Ośrodku Wychowawczym w Debrznie. Po powrocie do naszej szkoły funkcjonował w miarę poprawnie. Miewał lepsze i gorsze dni. Jego problemem było środowisko, w którym obracał się poza szkołą - mówi Leszek Dornowski, dyrektor Gimnazjum nr 3 w Nakle. Mówi, że pojedyczne nieobecności w szkole pojawiły się w październiku. Zareagowano od razu, powiadamiając kuratora sądowego, asystenta rodziny, doszło do spotkania w poradni psychologicznio-pedagogicznej. - Nic to nie dało. Nie zdążyliśmy... Jesteśmy wszyscy bardzo przygnębieni. Docierają do nas przez media informacje o drastycznych szczegółach tej zbrodni. Młodzież bardzo to przeżywa - dodaje dyrektor.

Do zbrodni doszło w nocy z wtorku na środę. W poniedziałek lub w niedzielę Kamila widzieli po raz ostatni koledzy z podwórka.

- Mówiłem mu jeszcze w niedzielę: „Nie chodź tam” - opowiada niewysoki nastolatek w granatowym dresie. Mówi, że Kamil często znikał w melinie na Jackowskiego.

- Kuba R. chyba poznał go z tymi chłopakami. Tych starszych nie znałem za dobrze. A Kuba świrował, popisywał się. Nie lubiliśmy go - mówią koledzy z podwórka. Na Jackowskiego jest stąd niecałe 200 metrów. Znajomi zamordowanego chłopaka mówią, że dwukrotnie podchodzili pod okna meliny i wołali kolegę.

- Chyba w poniedziałek widzieliśmy Kamila w oknie. Wyglądał na wystraszonego. „Dudek” nas okłamał, że go tam nie ma, a był. Potem jeszcze raz, może to była środa, wołałem Kamila. „Dudek” powiedział, że Kamil gdzieś poszedł - relacjonuje chłopak z osiedla.

Okolica jest nieciekawa. Ludzie o poszarzałych, przedwcześnie postarzałych twarzach zbierają się grupkami na chodniku przy Jackowskiego i obserwują z zaciekawieniem kręcących się tutaj policjantów. Większość nie ma pracy.

- Jeszcze niedawno z Dawidem wódkę piliśmy. Nie wierzę. Będą mieli w więzieniu przejeb... chłopaki - mówi brunet z charakterystycznym tatuażem na dłoni. W środowisku przestępczym gwałt na mężczyźnie nie jest powodem do dumy. Nawet jeśli ma być aktem zemsty, raczej budzi odrazę niż podziw.

- Nakło to miasto złodziei i bezrobotnych. Pełno tu takich chłopaków co to

byli w poprawczaku albo w jakimś ośrodku.

Jakbym tu postawił stu młodych gości, to by się okazało, że osiemdziesięciu z nich bierze narkotyki - macha wytatuowaną ręką inny z mężczyzn.

Jakub D. i Dawid R. nie zacierali śladów. Zostawili wszystko i wsiedli do pierwszego pociągu. Podobno chcieli uciec na Zachód. Wpadli przez własną głupotę. Zatrzymano ich w piątek o północy, gdy pijani walili w dzwon na placu kościelnym w Krzyżu Wielkopolskim.Tylko tam dali radę dojechać. Zaskoczony patrol policji stwierdził, że hałasujący są poszukiwani w sprawie zabójstwa.

Nie stawiali oporu. Grzecznie dali sobie założyć kajdanki i pomaszerowali do policyjnego aresztu.


Relacja ze zbrodni

20-letni Jakub D. i 23-letni Dawid R. usłyszeli zarzut popełnienia zabójstwa ze zgwałceniem. Grozi im za to kara dożywotniego więzienia. Przyznali się do winy i ze szczegółami, choć bez emocji, zdali relację ze zbrodni. Przesłuchiwano także 16-letniego Jakuba R., który jest podejrzany o pobicie ofiary. Nie aresztowano go.

Według wstępnych wyników sekcji zwłok, bezpośrednią przyczyną śmierci Kamila było uduszenie. Na jego ciele ujawniono rozległe obrażenia - rany cięte, kłute i miażdżone. Na miejscu zbrodni zabezpieczono, m.in., noże i tasak.



Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 24-11-2013 12:27

    Brak ocen 0 0

    - bożka: Kamienica ,więc lokatorów duzo ,nikt nic nie słyszał?Dlaczego nikt nie zareagował!!!

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 23-11-2013 18:12

      Brak ocen 0 0

      - Barbara: Świat, ludzie, instytucje wymagały od Kamilka normalności, dostosowania się, lecz nikt nie zapewnił mu podstaw ku temu, poczucia bezpieczeństwa, spokoju. Był wrażliwy, uczciwy, chciał być kochany i bardzo chciał żyć.......

      Odpowiedz

    2. 23-11-2013 11:15

      Brak ocen 0 0

      - JTD TEAM: Gorzej jak dzikie zwierzęta....

      Odpowiedz