Śmierć na tyłach wojny związkowej

Małgorzata Oberlan 16 listopada 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:07



Zdaniem NSZZ „Solidarność”, zachowanie dyrektora sanatorium „Przy Tężni” w Inowrocławiu pchnęło jego podwładną do samobójstwa. - Jestem jedynym z rodziny i znajomych, który mówi to otwarcie - oznajmia Dariusz Wabiszewski, szwagier zmarłej i związkowiec.


Marzanna Wabiszewska, fizjoterapeutka z 26-letnim stażem, 3 września normalnie przyszła do pracy na godz. 13. Skończyła o 18. Potem powiesiła się. - Najbliższa rodzina, związkowcy NSZZ „S” i przyjaciele śp. Marzanny Wabiszewskiej są absolutnie pewni, że przyczyną jej samobójczej śmierci były działania nękające, podjęte wobec niej przez dyrektora sanatorium „Przy Tężni” - podał 2 listopada związek na stronie internetowej Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ „Solidarność”. W publikacji zatytułowanej „Horror w sanatorium. Zaszczuta pracownica popełniła samobójstwo”.

ZUS, sklepy i kredyty

Pani Marzanna, zgodnie z przepisami dotyczącymi pracy fizjoterapeutów, pracowała po 5 godzin dziennie. Jej szwagier, Dariusz Wabiszewski, szef „Solidarności” w sanatorium, nie kryje, że nie było to jej kluczowe zajęcie.

- Marzenka prowadziła cztery sklepy z odzieżą dla dzieci. Praca w sanatorium była dla niej ważna, bo tu opłacano jej ZUS. Tysiąc złotych płacić, a nie płacić, to jest chyba różnica? - pyta retorycznie. - W pracy ciężko nie miała. Korzystała z dostępu do Internetu i w wolnych chwilach załatwiała sprawy handlowe.

Kobieta miała zaciągnięte różne kredyty i kłopoty z ich spłatą. Latem postawiła wszystko na jedną kartę. Cztery sklepy połączyła w jeden salon (110 mkw.) w nowej lokalizacji - galerii handlowej „Solina”. Dziś pan Dariusz przyznaje, że wizja zwolnienia z pracy w sanatorium mogła być dla jego bratowej gwoździem do trumny. Czyli, że problemów miała wiele, a ten przelał czarę.

Po jej tragicznej śmierci, na wniosek NSZZ „Solidarność”, Adam Skowroński, dyrektor sanatorium „Przy Tężni” umorzył długi pracownicy: pożyczkę zaciągniętą na cele mieszkaniowe i zadłużenie w zakładowej kasie zapomogowo-pożyczkowej.

Szczucie, czyli zamiar zwolnienia

Od dwóch lat konflikt między dyrektorem Skowrońskim a zakładową „Solidarnością” nazwać można ostrym. Dariusz Wabiszewski uważa, że bratowa była na cenzurowanym nie tylko z powodu przynależności do związku, ale i łączących ją z nim więzów rodzinnych.

- W sierpniu tego roku zostaliśmy poinformowani przez kierowniczkę ds. rehabilitacji - panią Magdę Bumat - o planowanych zwolnieniach dwóch osób z fizykoterapii, chociaż jednocześnie przyjmowano nowych pracowników. Była to ewidentnie decyzja wymierzona w członkinie NSZZ. Zwolniona miała być moja bratowa i jeszcze jedna osoba. Pomimo dobrej opinii, jaką miała, dyrektor upierał się, aby to bratowa odeszła. 27 sierpnia, kiedy przebywałem na urlopie, bratowa dzwoniła do mnie bardzo zdenerwowana. Mówiła, że dyrektor wywiera silny nacisk na kierownictwo w sprawie jej zwolnienia. Także już wcześniej, na przykład podczas wspólnego pobytu na wakacjach, wielokrotnie poruszała ten temat. Świadkiem tych rozmów była cała moja rodzina - relacjonuje pan Dariusz.

- Nie miałem zamiaru zwalniać pani Marzanny ani nikogo innego z fizykoterapii, ani w ogóle kogokolwiek z sanatorium - twierdzi natomiast dyrektor „Przy Tężni”.

Ja, były związkowiec

Adam Skowroński zaczyna od wyłożenia na stół... medalu. To medal pamiątkowy z 2010 roku, wydany przez Zarząd Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ „Solidarność” z okazji 30-lecia związku. Wygrawerowany jest na nim między innymi podpis Jacka Żurawskiego, przewodniczącego tegoż zarządu. Człowieka, który dziś domaga się usunięcia Adama Skowrońskiego ze stanowiska.

- Jestem człowiekiem „Solidarności”. Dokąd tylko mogłem, czyli do czasu objęcia funkcji dyrektora (w 2007 roku - red.), należałem do NSZZ „Solidarność”. Trudno mi uwierzyć, że teraz ludzie tej formacji atakują mnie i to najcięższym z możliwych zarzutów: o przyczynienie się do czyjejś śmierci - mówi Adam Skowroński.

Jacek Żurawski zdradza, że historia medalu nie jest chwalebna. O jego przyznanie Skowrońskiemu wnioskowała zakładowa komisja związkowa, ale z kopalni „Solino”, poprzedniego miejsca pracy dyrektora. - Jednak to, jak traktował związkowców pan Skowroński w sanatorium „Przy Tężni”, już przyznanie tego medalu wykluczało. Ponieważ jednak „Solino” upierało się, stanęło na tym, że to związkowcy z kopalni, a nie ja, medal mu wręczą - wyjaśnia.

Niewiele o Marzannie

O sanatorium, które pod jego rządami rozkwitło („Z 2 mln wartości księgowej w 2007 roku doszło do 20 mln zł”), rzucaniu kłód pod nogi przez Ryszarda Brejzę, prezydenta Inowrocławia (kiedyś druha z AWS-owskich czasów) i jego syna posła Krzysztofa Brejzę, dyrektor mógłby opowiadać godzinami, potwierdzając każdy ból licznymi dokumentami.

O zmarłej pracownicy mówi niewiele, choć dopytujemy. Twierdzi, że osobiście rozmawiał z nią może ze dwa razy. I że była dobrą pracownicą. - Przyznawałem jej nagrody. Ostatnią, za wzorowe wypełnienie obowiązków, w wysokości 600 zł, otrzymała 25 czerwca tego roku. Poprzednią w marcu z tego samego tytułu - wylicza, zaglądając do teczki personalnej Marzanny Wabiszewskiej.

Niewiele o swojej bratowej mówi też Dariusz Wabiszewski. Nie może nawet pokazać jej zdjęcia. Nie czuje się upoważniony. Mąż, rodzice zmarłej i jej dorosłe już dzieci nie podzielają jego stanowiska w sprawie tragedii. Wręcz nalegają, by zaprzestał upubliczniania go.

Armaty związkowe

5 listopada Zarząd Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ „Solidarność” wystosował do marszałka województwa list. Sanatorium „Przy Tężni” podlega samorządowi województwa i to marszałek Piotr Całbecki władny jest odwołać jego dyrektora. A z takim żądaniem właśnie wystąpił związek.

„O poczynaniach dyrektora depczącego prawa pracownicze i wolności związkowe wielokrotnie informowaliśmy pana marszałka (...). Szczytem niegodziwości ze strony dyrektora było doprowadzenie do próby zwolnienia pani Marzanny Wabiszewskiej, członka naszego związku, co popchnęło matkę dwojga dzieci do targnięcia się na własne życie. Ile jeszcze muszą wycierpieć pracownicy tej spółki pod rządami tego tyrana, ile jeszcze dramatycznych wydarzeń z jego udziałem i za jego przyczyną ma się wydarzyć, by właściciel przedsiębiorstwa przestał chronić takiego pseudopracodawcę” - czytamy w liście, podpisanym także przez Jacka Żurawskiego.

Marszałek zwołał spotkanie w urzędzie z udziałem związkowców i dyrektora. Zapowiedział kontrolę i apelował o powstrzymanie emocji. „Solidarność” zapowiada jednak wkroczenie na drogę prawną.

Dla nas była silna

W galerii handlowej „Solina” sklep Young Reporter, podobnie jak inne, w dzień powszedni jest prawie pusty. - Po śmierci pani Marzanny, która była właścicielką, jej mąż nie wyraził chęci kontynuowania działalności. Dlatego sklep przejęła sieć - tłumaczy ekspedientka. - Pani Marzanna? Cóż, dla nas to była silna kobieta.
Warto wiedzieć

Sprawa dla prokuratora

- Nasi prawnicy przygotowują zawiadomienie do prokuratury w związku z możliwym przyczynieniem się postępowania dyrektora do tragicznej śmierci oraz pozew do sądu w sprawie mobbingu i deptania praw związkowych - zapowiada Jacek Żurawski, przewodniczący NSZZ „Solidarność” regionu toruńsko-włocławskiego.

Dziś przewodniczący mówi, że zachowanie Adama Skowrońskiego „mogło doprowadzić do dramatu”. Na początku listopada sformułowania były ostrzejsze.