Klimatyczny sygnał dla Brukseli

Przemysław Łuczak 12 listopada 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:09

„Nasz rząd podnosi, że takie kraje jak Polska, które zmniejszyły emisję dwutlenku węgla w swojej gospodarce dużo bardziej niż zobowiązywał nas do tego protokół z Kioto, nie powinny być wytykane palcem ani karane za to, że w polityce klimatycznej nie nadążają za najbardziej rozwiniętymi”.
Rozmowa z AGATĄ HINC z fundacji demosEUROPA.

Polska już po raz drugi będzie gospodarzem szczytu klimatycznego. To wyraz uznania dla naszych osiągnięć czy może nikt inny nie chciał podjąć się organizacji tej konferencji?

To drugie, bo żaden inny kraj Europy Środkowej i Wschodniej, właśnie teraz była kolej na ten region, nie ubiegał się o przyznanie mu organizacji dorocznej Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Zmian Klimatu. Jedynym krajem, który się zgłosił, była Polska i dlatego tegoroczna konferencja odbędzie się w Warszawie. Spotkało się to z niezadowoleniem niektórych naszych europejskich partnerów, którzy woleliby, żeby gospodarzem był kraj prowadzący bardziej ambitną politykę klimatyczną niż Polska. Uważam jednak, że nie powinni aż tak narzekać, ponieważ Polska ma największe doświadczenie w organizacji tego typu imprez ze wszystkich krajów naszej części Europy i jest dobrze do tego przygotowana. Wcześniej mieliśmy już przecież szczyt klimatyczny w Poznaniu w 2008 roku, a latem tego roku spotkanie przedstawicieli największych światowych gospodarek w Krakowie, dotyczące energii i klimatu.

Część europejskich polityków zarzuca Polsce, że chce wykorzystać konferencję do przeforsowania swojego stanowiska kosztem osłabienia europejskiej polityki klimatycznej. Mają rację?

Nie, bo Polska wyznaczyła sobie - bardzo sprytnie - jako priorytety na szczyt obszary znajdujące się obok potencjalnych spornych kwestii. Nie chcemy więc dyskutować, jaki ma być pułap redukcji dwutlenku węgla czy jak ambitne powinny być cele w tej dziedzinie. Zamierzamy natomiast skupić się na kwestiach związanych z architekturą nowego globalnego porozumienia klimatycznego, które ma być przyjęte za dwa lata podczas szczytu w Paryżu. Podjęty ma być także dialog z biznesem, żeby w przyszłości globalne projekty klimatyczne miały większy sens biznesowy. Chcemy również porozmawiać z przedstawicielami miast, w których emisja dwutlenku węgla jest niebagatelna, o tym, w jaki sposób mogą się przyczynić do przeciwdziałania zmianom klimatu.

O co więc zagramy na warszawskim szczycie?

Polska będzie miała do wysłania dwa komunikaty. Pierwszy z nich skierowany będzie do odbiorcy krajowego. Otóż resort środowiska będzie chciał przekonać, że to, co robi jest ważne nie tylko dla gospodarki, ale również dla każdego z nas. Tematy związane z ochroną środowiska, klimatu wciąż są bowiem traktowane u nas po macoszemu, nie są na liście rządowych priorytetów. Ministerstwo Środowiska korzystając ze szczytu będzie mogło o tym mówić dużo i głośno, żeby dotrzeć do opinii publicznej. Natomiast na forum europejskie Polska chce wysłać komunikat, że nasz kraj nie jest tylko hamulcowym unijnej polityki klimatycznej. Jeżeli konferencja zakończy się sukcesem, czyli wypracowaniem ram dla nowego porozumienia klimatycznego oraz rozpoczęciem efektywnego dialogu z biznesem i miastami, to będziemy mogli mówić, że przyczyniliśmy się do większej legitymizacji polityki klimatycznej UE w świecie, która ma sens tylko wtedy, gdy będzie miała zasięg globalny.

Polska chce, żeby nowe porozumienie klimatyczne było sprawiedliwe i powszechne. Czy może liczyć, że taki punkt widzenia podzielają inne kraje?

Trudno z takimi postulatami się nie zgodzić. Nasz rząd podnosi, że takie kraje jak Polska, które zmniejszyły emisję dwutlenku węgla w swojej gospodarce dużo bardziej niż zobowiązywał nas do tego protokół z Kioto, nie powinny być wytykane palcem ani karane za to, że w polityce klimatycznej nie nadążają za najbardziej rozwiniętymi. Inna jest bowiem sytuacja krajów, których energetyka bazuje na energii jądrowej, a inna krajów, które tak jak Polska opierają ją na wysokoemisyjnym węglu. W przypadku tych drugich, przestawienie się na nowe tory będzie wymagało więcej czasu, większych i kosztownych inwestycji, dialogu społecznego, przekwalifikowania kadr oraz utworzenia nowych rynków. To w przyszłości będzie dla Polski opłacalne, choć okupione wielkim wysiłkiem.

Dlaczego potrzebne jest nowe porozumienie klimatyczne?

Od czasu podpisania protokołu z Kioto wiele się w gospodarce światowej zmieniło i żeby móc kontynuować globalną politykę klimatyczną niezbędne jest wypracowanie nowego porozumienia, do którego przystąpiliby najwięksi globalni gracze, w tym USA i Chiny. Dyskusji wymaga postulat odejścia od podziału na państwa rozwinięte i państwa rozwijające się, który był podstawą protokołu z Kioto. Od decyzji w tej sprawie zależy, jakie obowiązki będą miały w przyszłości poszczególne kraje, kto i jakie koszty ochrony klimatu będzie ponosił. Wiele państw bardzo rozwinęło się gospodarczo w tym czasie. Niektóre z nich, Polska też często używa tego argumentu, wciąż przekonują, że chcąc prowadzić politykę klimatyczną najpierw muszą dogonić te najbardziej rozwinięte. To stanowisko nie jest jednak do końca słuszne, ponieważ można robić jedno i drugie. Dotychczasowe modele rozwoju takich krajów jak Polska nie są już wystarczająco dobre, na przykład w przypadku Polski bazowanie na taniej sile roboczej za chwilę się skończy. Musimy szukać nowych motorów napędowych wzrostu. Zdaniem ekonomistów, trzeba postawić na innowacyjność, nowe technologie, umożliwiające tworzenie nowych miejsc pracy, co może współgrać z polityką klimatyczną.

Polska chce wysłać pozytywny sygnał do Brukseli, tymczasem Unia zamierza wprowadzić niekorzystne dla nas przepisy dotyczące gazu łupkowego...

Ta sprawa nie jest jeszcze zakończona, ostateczną decyzję podejmą przywódcy wszystkich państw unijnych. Decyzja Europarlamentu, że już na etapie poszukiwania złóż gazu łupkowego będzie konieczna ocena skutków dla środowiska, spowoduje przynajmniej chwilowe spowolnienie tego procesu. Tyle tylko, że sami się do tego przyczyniliśmy, ponieważ dialog na ten temat powinniśmy podjąć już dwa lata temu. Nie zrobiliśmy tego, mimo że apelowaliśmy o to do rządu już dawno. Polska tak długo jak się dało nie przedstawiała wystarczająco skutecznie swoich argumentów, moim zdaniem, racjonalnych, że dzięki gazowi łupkowego będzie można przynajmniej częściowo uniezależnić się od zewnętrznych dostaw gazu. W tej sytuacji państwa, które nie są zainteresowanie gazem łupkowym, przejęły inicjatywę. Mam jednak nadzieję, że wszystko dobrze się zakończy. Natomiast jak to zrobić, żeby poszukiwanie i eksploatacja gazu łupkowego były bezpieczne dla środowiska, to całkiem inna kwestia. Polska wciąż nie ma przepisów środowiskowych dotyczących gazu łupkowego. Trochę ironizuję, ale być może potrzebny był impuls z Brukseli, żeby poszukiwanie gazu łupkowego nie zniszczyło nam środowiska i odbywało się bez sprzeciwu społeczności lokalnej.



Ostatnio Polska powstrzymała UE przed jednostronnym podniesieniem poziomu redukcji dwutlenku węgla z 20 do 30 proc. w 2020 roku. Minister środowiska uznał to za sukces. Rzeczywiście mamy z czego się cieszyć?

Wydaje się, że minister Marcin Korolec nie do końca miał inne wyjście, bo polska strona nie była przygotowana do dyskusji na temat wyższego progu redukcyjnego. O ile Komisja Europejska dokonała analizy, jak podniesienie celu redukcyjnego wpłynie na gospodarkę unijną, to Polska nie zrobiła tego w odniesieniu do naszej gospodarki. Zahamowaliśmy klimatyczne ambicje UE, ale tylko na moment. Już na początku przyszłego roku KE przedstawi kolejną propozycję w tej sprawie, sięgającą 2030 roku. Tym razem Polska ma szansę być lepiej przygotowana do rozmowy.

Nie brakuje jednak głosów, że Unia zbyt ambitnie podchodzi do polityki klimatycznej i sama strzela sobie w stopę, zmniejszając swoją konkurencyjność wobec USA czy Chin...

Nie ma danych, które wskazywałyby, że polityka klimatyczna Brukseli zmniejszyła konkurencyjność unijnej gospodarki. Nie we wszystkich państwach UE np. ceny energii mają tak duży wpływ na konkurencyjność przemysłu jak na przykład w Polsce. Tam, gdzie gospodarka oparta jest na innowacyjności i nowych technologiach, nie ma to aż tak dużego znaczenia jak w naszym kraju. Ale argument, że unijna polityka energetyczno-klimatyczna jest nieefektywna, z punktu widzenia emisji dwutlenku węgla, niestety, jest prawdziwy. W ciągu ostatnich lat emisja dwutlenku węgla rośnie bowiem o 2-3 proc. rocznie. Stąd wniosek, że trzeba coś z tą polityką zrobić, coś zmienić, być może wprowadzić nowe mechanizmy, żeby w następnej odsłonie była ona skuteczniejsza.