Krótka historia dębu Piłsudskiego

Krzysztof Błażejewski 11 listopada 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:09

Przetrwał pół wieku sowieckiego panowania. Ocalał przypadkiem. Teraz jest ważnym symbolem pamięci o człowieku, z którym Polacy najczęściej wiążą odzyskanie niepodległości przed 95 laty. Dąb w Zułowie stał się głównym punktem powstającej tam alei pamięci narodowej.
Po raz pierwszy byłem w Zułowie cztery dekady temu, w czasach, kiedy w życiu publicznym i w szkole wspominanie nazwiska Piłsudskiego było zakazane, a w polską konstytucję wpisywana była wieczna przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. Gdzieś musiałem przeczytać, że marszałek Józef Piłsudski urodził się w Zułowie. Nazwa ta zapadła mi głęboko w pamięć. Gdzie to jest? Może kiedyś tam pojadę...

Marzenie spełniło się nieoczekiwanie szybko. Pojechałem tam koleją z Wilna, z przesiadką w Podbrodziu. Wówczas Zułów jawił mi się jako miejsce magiczne, tajemne. Nie było szans, by w Polsce zdobyć o nim jakieś informacje czy zobaczyć fotografie. Od stacji Zalavas trzeba było iść polną drogą ponad kilometr. Czułem zbliżające się spotkanie z historią.

Drzewko między silosami

Na miejscu przeżyłem głębokie rozczarowanie. Stałem przed rzędem niskich, ale solidnych... obór zbudowanych z białej cegły. Śmierdziało tam tak, że trudno było wytrzymać. Wokół uwijało się paru ubłoconych sowchoźników w walonkach, zaganiając krowy do środka budynków. Wrażenie było przygnębiające. A dwór, a majątek, a miejsce urodzenia? Wszystko przepadło?

Janina Bartoszewicz, wilnianka, która była wtedy moją przewodniczką, poleciła, bym szedł za nią. Nurzając się po kostki w gnoju zmieszanym z błotem przeszliśmy pomiędzy dwiema oborami. Za nimi otworzył się placyk, na którym stały dwa okrągłe budynki. To były silosy na kiszonki. Obok na stosach piętrzyły się odpadki. Gdzieś pomiędzy nimi stało samotnie wątłe drzewko. To był dąb Piłsudskiego. Dąb posadzony na jego cześć w miejscu, gdzie przyszedł na świat.

Kiedy i kto go posadził, Janina Bartoszewicz nie wiedziała. I tak jednak byłem pełen podziwu dla niej, że potrafiła poruszać się w labiryncie sowchozowych zabudowań, że pamiętała, gdzie dąb stoi i jak do niego trafić.

W drodze powrotnej, wyraźnie wzruszona, opowiadała mi, jak to miejsce wyglądało przed wojną. Była tam w 1939 roku. Granitowe fundamenty wytyczały dokładnie obrys dawnego dworu i wszystkich jego pomieszczeń.

Wkrótce po zajęciu przez Sowietów Wileńszczyzny pozostałości dawnego dworu zniszczono. Stalin nigdy nie wybaczył Piłsudskiemu zwycięstwa w wojnie 1920 roku. Niebawem gospodarzami zostali tu Litwini, którzy przechrzcili miejscowość na Zalavas. Po wojnie do dawnego Zułowa przyszła granica. A właściwie niby-granica między Litewską SRR, na terenie której Zułów się znalazł, a Białoruską SRR, odległą od Zułowa tylko 2 kilometry na wschód.

Po II wojnie władze sowieckiej Litwy urządziły na terenie dawnego dworu sowchoz, którego głównym obiektem stała się hodowlana ferma. Jakim cudem przetrwał dąb? Pewnie dlatego, że najeźdźcy nie wiedzieli, co to za drzewo.

W 1995 roku, dwadzieścia lat po pierwszej wizycie, to ja miałem pokazać przyjaciołom miejsce urodzin Piłsudskiego. Już na Litwie dowiedziałem się, że wraz z ZSRR odszedł w niebyt także i sowchoz. Po oborach pozostały już tylko wystające z ziemi betonowe podmurówki, sięgające nawet półtora metra w głąb ziemi. Można już było dojść do Mery, rzeki dzieciństwa przyszłego marszałka. Grupce Polaków przypatrywały się dzieci z zamieszkałego budynku w sąsiedztwie, zapewne byłych pracowników sowchozu. Dąb, ogrodzony płotkiem z wykutym w metalu monogramem JP, był już sporym drzewem.



Daj złotówkę...

W latach 90. można było już znaleźć w księgarniach przewodniki, opisujące dawny Zułów i jego historię. Dwór Ogińskich zbudowany został w XVIII wieku. Później stał się własnością Piłsudskich. To tutaj w 1867 roku przyszedł na świat syn Józefa Wincentego i Marii z Billewiczów, Józef. Kiedy miał 8 lat, w dworze wybuchł pożar. Wszyscy mieszkańcy byli w tym czasie zajęci przeprawianiem przez Merę świeżo kupionej maszyny parowej cztery kilometry od dworu i nie było komu ognia gasić ani ratować dobytku. Po pożarze Piłsudscy musieli przeprowadzić się do Wilna, a ich sytuacja materialna znacznie się pogorszyła. W 1882 roku zadłużony majątek sprzedano na licytacji. Początkowo kupił go przez podstawionego człowieka ks. Michał Ogiński, Polacy nie mogli bowiem legalnie nabywać ziemi na terenie zaboru rosyjskiego. Transakcja została jednak wykryta i unieważniona. Ogiński musiał sprzedać Zułów carskiemu generałowi Kuronosowowi. W 1915 roku uciekł on przed niemiecką ofensywą, by nigdy już nie powrócić.




Idea odbudowy dworu i majątku Zułów została zrealizowana dopiero po śmierci marszałka. Wzmocniono, podwyższono i obłożono kamiennymi płytami fundamenty spalonego dworu, plac wokół otoczono kamiennym murkiem, a cały teren uporządkowano i obsadzono drzewami i krzewami ozdobnymi.

Pod koniec lat 90. zeszłego wieku podczas kolejnej wizyty w dawnym Zułowie zauważyłem, że po fundamentach sowchozu nie ma już śladu. Musiały tu licznie przyjeżdżać pielgrzymki Polaków, bowiem widząc bus z polską rejestracją, na hasło „jadą z Polski”, z pobliskich domów wysypała się gromada wiejskich dzieci. Nienaganną polszczyzną wołały „Daj cukierka” i „Daj złotówkę”. Dopiero po tym, jak rozmawiali z sobą, można było zorientować się, że to... mali Rosjanie udający Polaków.

Dębów jest już kilka

W 2006 roku, będąc ponownie w Zułowie, natknąłem się na ustawiony obok dębu kamień pamiątkowy, dziwnie kojarzący się z nagrobną płytą. Do drzewa prowadziła ozdobna alejka. Wokół rosły krzewy i kwiaty. Okazało się, że teren, na którym stał dwór, kupił Związek Polaków na Litwie. Jego działacze postanowili przywrócić temu miejscu przedwojenny wygląd, a nawet pójść dalej.

Dziś w Zułowie dębów jest już kilka, każdego dnia mogą przybyć kolejne. W 2010 roku posadzono dwa. Jeden był symbolem pamięci ofiar zbrodni katyńskiej, drugi zaś poległych w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Dęby te zapoczątkowały aleję pamięci narodowej, którą mają tworzyć drzewa upamiętniające wybitne osobistości i doniosłe wydarzenia w naszej historii. W 2012 roku posadzono dęby upamiętniające Jana Pawła II, prof. Andrzeja Stelmachowskiego, gen. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”, żołnierzy obrońców Westerplatte oraz ofiary zapomnianej zbrodni hitlerowskiej w podwileńskich Ponarach.


Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-11-2013 14:23

    Oceniono 1 raz 1 0

    - koń: o klaczy byłoby ciekawsze

    Odpowiedz