Malutkiej Niny przepustka do świata

Małgorzata Oberlan 3 listopada 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:09



Gdy przyszła na świat, mieściła się w dłoni swej matki. Ważyła 530 gramów i dostała 1 punkt na 10 w skali Agpar. Dziś Nina Meszko ma 4 lata. Żyje i rozwija się na przekór statystykom i medycznym prognozom.


O ratowaniu tak skrajnych wcześniaków mówi się w Polsce: kontrowersyjne. Medycy często decyzję zostawiają rodzicom. - Lekarze wiedzą, jakimi schorzeniami będą obarczone te maleństwa, jeśli zostaną uratowane, dlatego chcą dowiedzieć się, czy rodzice są zdeterminowani i gotowi nieść dalej taki ciężar - mówi torunianka Aneta Meszko, mama Niny.

Gdy nieoczekiwanie u niej w 23 tygodniu ciąży zaczęła się akcja porodowa, nie miała wątpliwości. - Ratujcie!!! - prosiła wraz z mężem. Lekarze w toruńskim szpitalu na Bielanach stanęli na wysokości zadania. Uratowali. Dopiero potem przyznali, że to pierwszy taki przypadek w historii tej lecznicy.

Od szpitala do szpitala

W ciąży Aneta Meszko czuła się dobrze. Podczas regularnych wizyt u swojego ginekologa nie usłyszała niczego, co wzbudziłoby niepokój. We wrześniu 2009 roku podczas standardowej wizyty kontrolnej dowiedziała się, że ma rozwarcie i jak najprędzej musi znaleźć się w szpitalu. Trafiła do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. Ludwika Rydygiera w Toruniu, bo po prostu znajdował się najbliżej. Był to wówczas szpital z II stopniem specjalizacji, podczas gdy zalecenia w przypadku ratowania wcześniaków mówią o lecznicach z III stopniem opieki. Do takiej lecznicy - Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy - Nina trafiła dziesięć dni po narodzinach. Tu po raz drugi wyratowano ją z krytycznej zapaści.

Październik 2009 roku to operacja zamknięcia przewodu Bottala w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Mikołaja Kopernika w Łodzi. Nina ważyła zaledwie 780 gramów.

Listopad 2009 roku - operacja chorych oczu, w Bydgoszczy. Zabieg wykonano metodą krioterapii.

Grudzień 2009 roku - laseroterapia oczu w Szpitalu Specjalistycznym im. św. Wojciecha w Gdańsku.

Kwiecień-lipiec 2010 roku - pobyt w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie. Zdiagnozowano torbiel pokrwotoczną móżdżku, wtórne nadciśnienie płucne, kamicę nerkową.

Lipiec-sierpień 2010 roku - znów pobyt w bydgoskim „Bizielu”. Tu przygotowywano Ninkę, jako niemogącą samodzielnie oddychać, do oddania pod opiekę spółki Wentylacja Domowa. Niestety, zdiagnozowano też głęboki niedosłuch - 90 decybeli.

Witaj w domu, malutka!

- Nieraz na tej drodze spotykaliśmy się z głosami skazującymi Ninę na ciągły pobyt w szpitalu lub hospicjum. A jednak... udało się! - wspominają Aneta i Marcin Meszkowie.

Dzień 20 sierpnia 2010 roku określają jako najszczęśliwszy w swoim życiu. Po 342 dniach pobytu w szpitalach ich córka wreszcie trafiła do domu. Do trzypokojowego mieszkania, które musieli zamienić na mały oddział rehabilitacyjny. Nina samodzielnie nie oddycha, więc żyje „z wąsami”, czyli przewodami podłączonymi do noska, którymi płynie tlen ze stacjonarnego koncentratora (waży 28 kg). W ciągłym użyciu są też respirator, ssak i nawilżacze. Wyjście na spacer to wyzwanie. Oznacza obowiązkowe zabranie ze sobą tlenu w butli i ssaka.

Dziewczynka nie przełyka, więc karmiona jest przez sondę. Nadal ma poważne kłopoty ze wzrokiem i słuchem, a także z rozwojem ruchowym. Ale dziś, już jako czterolatka, pełza, raczkuje, poznaje otoczenie za pomocą buzi (meble obgryza popisowo...), wydaje krótkie dźwięki. A poza tym ma swoje ulubione zabawy, jest z nią kontakt. To wszystko efekty ciężkiej pracy rehabilitantów i zaangażowania rodziców.

- Fakt, że nasza córka żyje bez rurki tracheotomicznej w gardle i karmiona może być przez sondę, już zadziwia wielu lekarzy. Niejednokrotnie przypadek Niny przedstawiany był na konferencjach medycznych. Z ogromną wdzięcznością myślimy o lekarzach, którzy zaangażowali się w pomoc naszemu dziecku, z całym zespołem Oddziału Intensywnej Terapii Noworodka szpitala im. Biziela na czele. Sami też odczuwamy satysfakcję, bo w różnych momentach życia Niny potrafiliśmy zawalczyć o to, by nie skazywać jej na hospicyjne łóżko - nie kryją rodzice.

Gdyby nie ludzie...

Po urodzeniu dziecka świat Anety i Marcina wywrócił się do góry nogami. Ona, dotąd aktywna zawodowo kobieta (praca w sądzie, potem w banku) czwarty rok spędza w domu. Nie kryje, że co jakiś czas dopada ją depresja. Najprostsze czynności, takie jak choćby wyskoczenie do sklepu za rogiem po ziemniaki na obiad, stały się niewykonalne. On wychodzi rano i bardzo często wraca dopiero wieczorem. Robi wszystko, by zarobić na rodzinę.

- Bez pomocy ludzi, których często nie znamy, nasze życie z Ninką w domu byłoby jednak niemożliwe - podkreśla Aneta. - Miesięczny koszt utrzymania naszej córki to 5-6 tys. zł. Same rachunki za energię potrafią sięgać 1,5 tys. zł, bo przecież koncentrator tlenu, ssak, nawilżacze itd. to urządzenia na prąd.

Nie trzeba dodawać, że nie bierze tego pod uwagę ani NFZ, ani żadna inna instytucja. Rozumieją za to zwykli ludzie, co roku oddający swój 1 proc. podatku dla Niny Meszko (jest pod opieką fundacji „Zdążyć z pomocą”). Dzięki nim możliwe są też większe zakupy sprzętu dla Niny i przystosowanie mieszkania. A w nim dwa z trzech pokojów służą wyłącznie dziewczynce. Znajdziemy tu i specjalnie wykonane przez stolarza łóżeczko, i domową ciemnię (aby ćwiczyć wzrok), i szereg sprzętów służących rehabilitacji.

Nasze życie jak maraton

W niedzielę, 27 października, wystartował 31 Maraton Toruński. Już kilka tygodni przed tą imprezą Aneta i Marcin Meszkowie zwrócili się z apelem do biegaczy. Fundacja Banku PKO BP obiecała bowiem, że przekaże 20 tys. zł na zakup przenośnego koncentratora tlenu dla dziewczynki pod warunkiem, że 40 maratończyków pobiegnie (i dobiegnie) specjalnie dla Niny.

- Liczba osób, które zechciały pobiec na rzecz Niny, przeszła nasze najśmielsze oczekiwania! Do akcji przyłączyli się praktycznie wszyscy maratończycy (wystartowało prawie 700 osób - red.). Nie znamy słów, którymi dałoby się wyrazić wdzięczność. Nasze życie od momentu przyjścia na świat Niny codziennie wygląda jak maraton. Każdego dnia stawiamy sobie nowe cele. Dlatego rozumiemy, jakim wyzwaniem jest bieganie - kończą rodzice dziewczynki.

Przenośny koncentrator tlenu to przepustka do świata. Ułatwi Ninie i jej rodzicom codzienne funkcjonowanie, a szczególnie swobodniejsze wychodzenie z domu i poruszanie się poza nim. Każdy, kto zainteresowany jest losami dziewczynki, śledzić je może na facebookowym profilu „wcześniak Nina” i na stronie internetowej www.wczesniaknina.pl.
Wcześniaki w Polsce

Coraz lepsze statystyki

W Polsce rocznie rodzi się około 314 tysięcy dzieci, z czego 5,5 proc. stanowią dzieci urodzone z masą poniżej 2,5 kg. W tym 0,46 proc. to dzieci z masą 500-999 g (odsetek urodzeń poniżej 37. tygodnia ciąży wynosi 6,7 proc.). Jeszcze w 1990 roku wskaźniki te wynosiły odpowiednio 7,6 proc. oraz 0,9 proc.

Umieralność okołoporodowa w 2010 roku wyniosła 47,68 proc. w grupie dzieci urodzonych z masą 500-999 g, 4,13 proc. w grupie dzieci z masą 1000-2499 g i 0,16 proc. powyżej 2500 g. Liczby te były dwukrotnie wyższe w 1990 roku, kiedy to w grupie dzieci urodzonych z masą 500-999 g umieralność okołoporodowa wynosiła ponad 85,8 proc.

Statystyki poprawiają się od czasu wprowadzenia w 1995 roku trójstopniowego systemu opieki perinatalnej, którego jednym z celów jest zapewnienie, aby porody dzieci z wagą poniżej 900 g odbywały się w szpitalu III stopnia poziomu opieki. (za: Fundacją Wcześniak Rodzice-Rodzicom)


Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 04-11-2013 19:29

    Brak ocen 0 0

    - wartownik: jak załatwic przepustkę do EB/nie mylić z piwem/ i Nowosci /tez mi nowosci : te beda jak most im.no wlaśnie kogo? oddadza do ruchu

    Odpowiedz