Sąsiad - chytrus czy Judym?

Grażyna Ostropolska 19 października 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:09

Mieszkańców Lisiego Ogona krew zalewa, a ich domy - woda, bo majętny przedsiębiorca Piotr M. zasypał rów melioracyjny, zyskując teren pod kolejne działki budowlane. - Myślałem, że mi medal przypną, a oni do mnie z zębami! - oburza się M.




- Sąsiad przywykł do tego, że to, co samowolnie zniszczy lub zbuduje, i tak zostanie zalegalizowane, więc hołduje zasadzie: „A nuż znowu się uda” - tak zachowanie Piotra M. oceniają ci, którym jego działalność w Lisim Ogonie mocno daje się we znaki.

- Najpierw M. zasypuje stary rów melioracyjny i kilka metrów dalej kopie nowy, a potem zakopuje oba, wycina drzewa i tam, gdzie one rosły, zakopuje rurociąg. Problem w tym, że zaczyna te roboty odwadniające niezgodnie z projektem, bo od końca, więc wiosną znów nas zalewa i Piotr M. musi stary rów melioracyjny ponownie odkopać... W sumie kosztuje go to więcej niż zatrudnienie fachowego nadzoru, a jeśli policzy się nasze straty i zszargane nerwy, to trudno się dopatrzyć w jego działaniach sensu i logiki - tak oceniają przedsiębiorcę sąsiedzi.



- A jak rów melioracyjny przez środek osiedla i przez drogę przechodził, to nikomu nie przeszkadzało? Ja tu robię rurociąg na własny koszt, a im wszystko źle... Łażą, fotografują, nie idzie się z nimi dogadać! O co tym ludziom chodzi? - dziwi się Piotr M.

- Pan M. dobrze wie, o co nam chodzi. Gdyby nie podwyższał samowolnie terenu swojej firmy, a zniszczone przy tej okazji odwodnienie naszego osiedla odtworzył jak należy, nie byłoby tematu - ripostują mieszkańcy Lisiego Ogona. Od siedmiu lat walczą o to, by Urząd Gminy Białe Błota i starostwo objęły samowolne poczynania Piotra M. baczniejszym nadzorem i zgodnie przyznają, że ich cierpliwość jest na wyczerpaniu. W przeciwieństwie do urzędników, którzy ze stoickim spokojem czekają, aż przedsiębiorca naprawi to, co w 2006 r. zepsuł. To właśnie wtedy pan M. zapomniał o porzekadle, że...

„chytry dwa razy traci”.

Trafił mu się wówczas okazyjny gruz z rozbieranych zakładów mięsnych, więc M. zwoził go tonami na swój teren w Lisim Ogonie, utwardzał go i podwyższał.

- Nie czekał na oficjalne pozwolenia, nie zważał na niski poziom sąsiednich gruntów, ani na to, że zasypuje gruzem zbiornik retencyjny, do którego od ćwierćwiecza spływały wody z rowu melioracyjnego, osuszającego pobliskie pola i osiedle. O ponad metr podwyższył teren, na którym postawił potem magazyn i serwis markowych ciężarówek, a pozbawiona ujścia woda zaczęła zalewać nasze położone niżej domostwa - wspominają sąsiedzi biznesmena.

Działają w grupie, bo tak raźniej, a w zapewnienia przedsiębiorcy dawno przestali wierzyć. - Było ich zbyt wiele. Na licznych spotkaniach, organizowanych przez Urząd Gminy Białe Błota pan M. obiecywał cuda - wianki i na tym się kończyło, bo odtworzenia prawidłowego stanu odwodnienia osiedla jak nie było, tak od siedmiu lat nie ma - twierdzą mieszkańcy Lisiego Ogona. Pokazują zdjęcia zalanych piwnic i podtopionych samochodów. - Dopóki był rów melioracyjny i zbiornik retencyjny, z którego woda spływała do kanału, takich „powodzi” nigdy tu nie było - zapewniają. Chaotyczne prace przy zasypywaniu i wykopywaniu rowu oraz układaniu rurociągu doczekały się fotograficznej dokumentacji, która trafiła do urzędów.

- Straciliśmy zaufanie do pana M., ponieważ nas okłamywał, więc utrwaliliśmy na zdjęciach to, co w ziemi zakopał - tłumaczą sąsiedzi przedsiębiorcy i dodają: - To przecież od fachowego wykonania melioracyjnych prac zależy,

czy domy na osiedlu będą suche.

Nasza pierwsza rozmowa z panem M. jest trudna. Biznesmen ostrzega przed ujawnianiem jego nazwiska i nagłaśnianiem sprawy. Twierdzi, że już zakończył budowę rurociągu i od dawna woda nikogo nie zalewa. - Miałem zezwolenie wodno-prawne i zbudowałem obiekt zgodnie z projektem. Był inspektor nadzoru i profesjonalna firma, więc nie widziałem powodu, by ich sprawdzać - mówi. Do opinii rzeczoznawcy, który stwierdził, że aby odwodnić osiedle mieszkaniowe, potrzebne są jeszcze dodatkowe sączki, pan M. odnosi się tak:

- Poinformowałem sąsiadów, że mogą się podłączyć do rurociągu, by odprowadzać wody opadowe ze swoich działek, ale już na własny koszt, bo przecież ja im całego osiedla nie zrobię.

- M. miał obowiązek naprawić to, co zepsuł, ale wykonał tylko to, co mu było wygodne. Zakopał szczelne rury w miejscu, gdzie przebiegał rów i w ten sposób zyskał działki budowlane na sprzedaż - twierdzą sąsiedzi. Jak udało mu się kupić ziemię z melioracyjnym rowem, nie mają pojęcia. - Sąsiadów, którzy chcieli poszerzyć swoje działki o ten teren, informowano w gminie, że kupienie tych gruntów nie jest możliwe - wspominają.

- Czy Piotr M. wywiązał się z urzędowych nakazów i po siedmiu latach naprawił to, co zepsuł? - pytamy w Urzędzie Gminy Białe Błota.

Andrzej Świstowski z gminnego referatu gospodarki przestrzennej jedzie do Lisiego Ogona, by sprawdzić, czy zbudowany przez przedsiębiorcę M. rurociąg faktycznie osuszy osiedle.

- Stwierdziłem, że jest tam wkopana tylko główna

rura, która nie odwodni

powierzchniowej warstwy gleby - przekazuje nam świeże ustalenia. Wyjmuje ubiegłoroczny nakaz ze starostwa, zgodnie z którym pan M. ma wykonać „drenaż, poprowadzony równolegle do rurociągu”.

- Pan M. ma na to czas do końca października. To powinna być perforowana rura, która przejmie wszelkie wody powierzchniowe z zabudowanego terenu - tłumaczy urzędnik. Opowiada o wielokrotnych spotkaniach z Piotrem M. i jego sąsiadami, organizowanych przez UG Białe Błota. - Tłumaczyliśmy przedsiębiorcy, że tą inwestycją musi się zająć fachowiec, który weźmie do ręki projekt i zadba o to, by wykonano ją jak należy i gdyby pan M. faktycznie zatrudnił inspektora nadzoru, już dawno byłoby po sprawie - zauważa Andrzej Świstowski. Tłumaczy, że spływająca z osiedla woda musi być przesączona, czyli praktycznie M. powinien wykonać inwestycję od nowa. - To już nie będzie wymagało tak dużych nakładów, bo drenaż trzeba wykonać tylko na terenie zabudowanym, gdzie jest depresja gruntu i mieszkańcy mają kłopoty - wyjaśnia gminny urzędnik.

Wzbogaceni o tę wiedzę pytamy Piotra M., kiedy zamierza zrealizować nakaz starostwa? - Ja im zrobię to odwodnienie powierzchniowe, bo to będzie również w moim interesie - zapewnia w kolejnej rozmowie. Opowiada, że miał pomysł, by na działkach, gdzie zakopał stary rów melioracyjny i wyciął drzewa, postawić drewniane ekologiczne domki, ale potem zmienił zdanie. - Miałem tam zbudować domy dla swoich córek, ale nie sprzyjał temu konflikt z sąsiadami. A przecież ja to robię dla nich, żeby mieli na osiedlu ładnie i

częściowo w swoim interesie

- przekonuje. Jest na sąsiadów zły. - Oni prowadzą odsiecz, bo podłączali do rowu melioracyjnego rury od swoich szamb i nie chcieli jego likwidacji - sugeruje. Sąsiedzi stanowczo tym insynuacjom zaprzeczają. - To pomówienia - twierdzą.

Pytamy Piotra M., dlaczego siedem lat temu, nie bacząc na dobro sąsiadów, samowolnie podwyższył teren i zasypał gruzem zbiornik retencyjny?

- Ważny jest interes społeczny wszystkich mieszkańców, więc moi sąsiedzi muszą mieć na względzie, że obok nich jest firma, która nie hałasuje, dba o środowisko i nawet posadziła iglaki wokół zakładu - odpowiada pokrętnie.

- Dwa tygodnie temu Piotr M. w ważnym interesie społecznym, czyli wyłącznie swoim, wysypał grubą warstwę gruzu na fragment gminnej drogi i podwyższył ją, nie pytając nikogo o pozwolenie. Pewnie liczy, że i to bezprawie uda się zalegalizować - komentują mieszkańcy Lisiego Ogona, wskazując kolejną samowolkę przedsiębiorcy.

- Przecież ja muszę ten odcinek drogi wyrównać do poziomu zakładu, bo inaczej nie podjadę do niego od zaplecza, tylko spadnę w dół - tłumaczy Piotr M.

- Przyjrzymy się tej drodze - zapowiadają urzędnicy. - Oby tylko przywracanie jej do poprzedniego poziomu znów nie trwało latami - dzielą się obawami mieszkańcy Lisiego Ogona.