Poligon miał wyleczyć z "Solidarności"

Krzysztof Błażejewski 10 września 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:11


Zbliżała się rocznica wprowadzenia stanu wojennego, kiedy do ich domów zapukali wojskowi posłańcy i milicjanci. Czołowi działacze „Solidarności” w dużych zakładach naszego regionu dostali powołanie na ćwiczenia wojskowe. Na poligonie przeszli gehennę.



Był październik 1982 roku. Sejm przyjął nową Ustawę o związkach zawodowych, która oznaczała delegalizację dawnej „Solidarności”. Wojskowi obawiali się, że może to wywołać kolejne protesty ze strony związkowców. Podziemna Komisja Krajowa „S” ogłosiła zresztą na dzień 10 listopada w całym kraju strajk powszechny.



Ponieważ zapowiadano już wcześniej, że nie będzie więcej osób internowanych (presję na powstrzymanie fali aresztowań nieustannie wywierały państwa zachodnie i Kościół, zbliżał się też czas papieskiej wizyty), postanowiono część działaczy związkowych „wziąć w kamasze”, czyli powołać na ten okres na ćwiczenia rezerwy.

Do stworzenia listy osób przewidzianych do pogonienia na poligonie zaangażowano Służbę Bezpieczeństwa, która wytypowała ludzi z dużych zakładów z większych aglomeracji. Chodziło o odsunięcie osób, które byłyby w stanie zatrzymać pracę w zakładach. Rozkaz nr 041/82 szefa Sztabu Generalnego WP ze szczegółowymi wytycznymi, jak zorganizować jednostki ze związkowcami, skąd wziąć kadrę dowódczą itp., rozesłano do okręgów.
Tadeusz Antkowiak, w owym czasie działacz „S” w bydgoskim Romecie, wiceprzewodniczący komisji zakładowej, został wcielony do pułku inżynieryjno-pontonowego w Chełmnie nad Wisłą.

Trafiło tam w sumie 306 potencjalnych „warchołów”. W całym kraju do kilku tego typu jednostek - około 1550 związkowców.

- Wezwanie na ćwiczenia przyniósł mi żołnierz w dniu moich imienin, 28 października o godz. 21 - wspomina  Tadeusz Antkowiak. - Do Chełmna pojechałem zgodnie z wezwaniem - 5 listopada rano. Cały autobus z Bydgoszczy był pełen takich jak ja. Kiedy wysiedliśmy, ludzie przed nami chowali się po bramach. Dopiero ekspedientka w sklepie wyjaśniła nam, że milicja ostrzegała wcześniej mieszkańców, że tego dnia przyjadą tu do wojska groźni przestępcy.

Pierwsze trzy dni Tadeusz Antkowiak i jego współtowarzysze spędzili w koszarach.
- Chcieli wiedzieć, o czym mówimy, założyli podsłuch, ale o tym dowiedzieliśmy się dużo później - dodaje Tadeusz Antkowiak. - Potem wysłali nas na poligon. W listopadzie! W temperaturze bliskiej zera! Mieszkaliśmy tam w namiotach - cztery kilometry od jednostki, nad brzegiem Wisły, na terenie rezerwatu przyrody Kępa Panieńska.

Stanowiliśmy zbieraninę ludzi, pochodzących z różnych miast - od Szczecina po Elbląg i Łódź. Z Bydgoszczy było nas w sumie 17, z Torunia 3, dwie osoby przyjechały z Włocławka. Kwaterowali nas celowo osobno, byśmy się na początku nie znali.

Dowiedziałem się z rozmów, że ci, którzy mieli znajomości w armii, próbowali wymigać się od ćwiczeń, ale akurat w tym przypadku okazywało się to absolutnie niemożliwe. W tamtym czasie na ćwiczenia można było powoływać tylko do 35. roku życia. Ja miałem już 36, a takich jak ja „przerośniętych” było więcej. Niczego jednak nie wskóraliśmy.

Józef Pintera pracował w „Zachemie” i tam też działał w zakładowej komisji „S”.
- Kadra obozu była starannie przygotowana i miała za zadanie gnębienie psychiczne powołanych - uważa Józef  Pintera. - Pierwszego dnia pobytu w Chełmnie podczas apelu jeden z wcielonych powiedział, że trzy miesiące (tyle wynosił wówczas maksymalny czas trwania ćwiczeń rezerwy) to my tu nawet na gwoździach wytrzymamy.

Ktoś z kadry obruszył się wówczas głośno: „Jakie trzy miesiące! Wasze powołania są bezterminowe. W najlepszym wypadku pojedziecie na białe niedźwiedzie”.

Jak twierdzi Józef Pintera, wśród powołanych byli chorzy, unieruchomieni przez opatrunki gipsowe, rekonwalescenci i osoby, które nie miały za sobą służby zasadniczej. Ci ludzie nie nadawali się do pełnienia służby wojskowej, ich powołanie było zatem bezprawne. Prawo było zresztą wielokrotnie łamane.

Wykopiecie rów, szeregowy!

Skoszarowani w namiotach usłyszeli, że każda próba opuszczenia terenu obozu może skończyć się tragicznie, bowiem w takich przypadkach żołnierze dostali rozkaz strzelania bez ostrzeżenia. Czuli się jak w obozie koncentracyjnym. Dostali mundury bez pagonów i oznak stopni. Do kąpieli musieli maszerować do jednostki cztery kilometry. Na przywitanie zostali ostrzyżeni „na zapałkę”. W namiotach pod pozorem sprawdzenia porządku przeprowadzano przeszukania.

- Na poligonie wymyślano dla nas wyczerpujące, ale jednocześnie bezsensowne zajęcia - mówi Tadeusz Antkowiak. - Nosiliśmy np. na dystansie paru kilometrów ciężkie skrzynki z amunicją i atrapy min. Kopaliśmy rowy, które potem nasi koledzy zasypywali. Grożono nam, że za niewykonanie rozkazu możemy dostać nawet 5 lat więzienia. Nigdy też nie otrzymaliśmy do ręki broni, co najwymowniej świadczy o tym, jaki był cel naszego wcielenia do armii.

Parokrotnie udało się spłatać psikusa dowództwu. Domowym sposobem wytwarzano np. popularne w więzieniach grzałki z żyletek. Gwałtowny skok napięcia palił transformator i brakowało wówczas w jednostce prądu. Taki kawał szykowano z reguły w porze Dziennika Telewizyjnego, który wówczas wszyscy mieli obowiązek oglądać. 

Rezerwiści w Chełmnie siadali tyłem do ekranu. Tylko raz rozległy się gromkie brawa i wszyscy odwrócili się przodem do telewizora. To było wtedy, gdy podano wiadomość o śmierci Leonida Breżniewa. Pewnej nocy, korzystając z gęstej mgły, w samym środku obozowiska ustawili kilkunastometrowy krzyż zbity z desek.

Powołani przez cały czas pobytu w Chełmnie nie mieli możliwości kontaktu z rodzinami, nie otrzymywali przepustek. Ich listy były cenzurowane. Mogli jedynie mieć widzenia. Do Józefa Pintery przyjechała żona.

- Usłyszała w wartowni, że... mnie tu nie ma - wspomina Pintera. - Kiedy oznajmiła, że widziała numer jednostki na karcie powołania, usłyszała, że jestem, ale na poligonie. Akurat byłem wówczas na izbie chorych po głodówce protestacyjnej, w której brałem udział. Całe nasze widzenie pod nadzorem trwało 15 minut.

Tadeusz Antkowiak został zwolniony do cywila 2 lutego 1983 roku.

- Wypuszczali nas grupami po 5-6 osób, podwozili na dworzec kolejowy i pilnowali, żebyśmy wsiedli do pociągu do Kornatowa.

Niektórych pobyt został przedłużony. Józef Pintera, który przeżył w jednostce zawał serca i karny pobyt w izolatce, mógł wyjechać z Chełmna dopiero 16 lutego.

- Uparłem się, żeby otrzymać wpis w książeczce wojskowej, że byłem internowany. Tak zawracałem głowę dowódcy, wskazując, że bez żadnego wpisu nie wytłumaczę się w pracy, że w końcu napisał, co chciałem. Jako jedynemu! Ten wpis bardzo mi się później przydał, stał się jednym z ważnych argumentów w ubieganiu się o sprawiedliwość.

Przecież takiego obozu nie było...

W latach 90. uczestnicy chełmińskich ćwiczeń złożyli wniosek do Instytutu Pamięci Narodowej o ściganie osób odpowiedzialnych za ich powołanie do rezerwy. Do 2002 roku śledztwo nie mogło ruszyć z miejsca, bowiem MON niezmiennie odpowiadało, że nigdy takich ćwiczeń nie było!

Potwierdzali to publicznie m.in. gen. Wojciech Jaruzelski i gen. Czesław Kiszczak. Potem okazało się, że, owszem, papiery jakieś są, ale... utajnione na 50 lat!

W 2008 roku żyjący uczestnicy ćwiczeń założyli Stowarzyszenie „Chełminiacy 1982”. Dopiero wówczas udało się wydobyć z archiwów dokumenty potwierdzające istnienie ich obozu. Instytut Pamięci Narodowej po przeprowadzeniu  śledztwa wniósł do sądu o ukaranie inspiratorów tego pomysłu, gen. SB Władysława Ciastonia i byłego dyrektora MSW Jacka Sasina.

27 sierpnia tego roku Sąd Rejonowy w Warszawie oznajmił, że powództwo chełminiaków zostaje oddalone z powodu przedawnienia.

- Będziemy się od tej decyzji odwoływać - zapewnia Tadeusz Antkowiak, który został prezesem „Chełminiaków 1982”. - Nie chcemy zemsty. Chcemy tylko ujawnienia całej prawdy. Ponadto, jak można mówić o przedawnieniu, kiedy wcześniej nie było mowy o dotarciu do jakichkolwiek dokumentów?

- Jest nam przykro, że tak naprawdę to nie ma nas w historii - dodaje Józef Pintera. - Żadna ustawa regulująca sprawy represjonowanych nie wspomina o „Chełminiakach”. Jesteśmy traktowani jak zwykli żołnierze powołani do licznych w tym czasie normalnych ćwiczeń rezerwy. Jakby tamto Chełmno i wszystko, co tam się działo, nigdy się nie wydarzyło...
WARTO WIEDZIEĆ
Tzw. specjalny obóz wojskowy w Chełmnie, do którego skierowano osoby wytypowane przez właściwych komendantów wojewódzkich Służby Bezpieczeństwa na terenie Pomorskiego Okręgu Wojskowego, powstał na mocy zarządzenia nr 232 podpisanego 26 października 1982 roku przez szfa sztabu POW płk. dypl. Jana Popiela.
Do V Kompanii Pontonowej wcielono m.in. Jana Białakowskiego i Stefana Grzybowskiego z Bydgoszczy, Aleksandra Jamroziaka z Torunia i Wojciecha Wesołowskiego z Włocławka.
Do VI Kompanii Pontonowej powołano m.in. Tadeusza Antkowiaka, Marka Napierałę, Antoniego Pieczulskiego i Jerzego Suchomskiego z Bydgoszczy oraz Marka Mazanego z Torunia.
W składzie VII i VIII Kompanii Pontonowej oraz Kompanii Inżynieryjno-Drogowej znalazło się jeszcze 11 opozycjonistów z naszego regionu: Ryszard Boniśniak, Jan Murawka, Roman Prill, Henryk Kabatek, Wiesław Kalinowski, Andrzej Błędzki, Mieczysław Zieliński, Zbigniew Pluciński i Janusz Quas z Bydgoszczy, Ryszard Szymański z Torunia i Zbigniew Kosterski z Włocławka.
Poza Chełmnem podobnego typu specjalne obozy wojskowe powstały m.in. w Czerwonym Borze, Rawiczu, Trzebiatowie, Unieściu.




Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-09-2013 18:59

    Oceniono 6 razy 2 4

    - bezpartyjny: Dostali styropian ,fotkę od Lecha i rzadzili jak pijane zające a teraz Lech się wypiąl

    Odpowiedz

  2. 11-09-2013 15:56

    Oceniono 9 razy 7 2

    - Andrzej Adamski: Dobrze, że o tych sprawach można się czegoś dowiedzieć - cieszę się podwójnie. Andrzej Adamski

    Odpowiedz

  3. 11-09-2013 13:06

    Oceniono 10 razy 3 7

    - czytelnik: W wojsku każdemu było ciężko chyba że ktoś był leserem albo oferma. I mieszkało się w namiotach wiosną i jesienią. Teraz kombinatorzy z solidarności i pisu chcą zostać kombatantami i mieć za to kasę. W takim przypadku kasa należy się wszystkim, kto był w wojsku i na ćwiczeniach.

    Odpowiedz

  4. 10-09-2013 15:33

    Oceniono 11 razy 3 8

    - jubel: Widocznie mało wam w pi..ę wstawiono bo dziś po latach w dupach wam się przewraca tylko zadymy i zadymy w łbach a teraz mam ze swojej krwawicy płacic odszkodowania dla was

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz