Molestowanie seksualne czy zemsta

Grażyna Ostropolska 20 sierpnia 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:11


- Wyrokiem nikt mi buzi nie zamknie i choćbym miała iść do więzienia, nigdy pana M. nie przeproszę! - zapowiada Emilia Sz. Usłyszała właśnie wyrok: cztery miesiące ograniczenia wolności za zniesławienie oficera, którego oskarżyła o molestowanie, i zapowiada apelację.


- To ja jestem ofiarą - przekonuje. Waldemar M. czuje się podobnie: „Dla mnie zasadnicze znaczenie mają niezaprzeczalne cierpienia rodziny i bliskich, którzy poczuli się dotknięci oszczerczymi pomówieniami Emilii Sz. pod adresem ich ojca, męża, syna, brata, przyjaciela”- napisał w prywatnym akcie oskarżenia.

Ten proces bacznie śledzą organizacje feministyczne oraz Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego. - Zwykle molestowane kobiety nie mają odwagi iść do prokuratury i sądu, bo nie mają świadków i boją się, że nikt im nie uwierzy, albo, że ta odwaga przeciw nim się obróci - i tu mamy taki przykład - twierdzą feministki.

Sprawa domniemanego molestowania stażystki Emilii Sz. przez przydzielonego jej opiekuna pana M. wypłynęła trzy lata temu, gdy młoda kobieta zdecydowała się powiadomić o tym prokuraturę i prasę. Twierdziła, że podczas stażu, na który skierował ją do jednostki wojskowej urząd pracy, była przez starszego o kilka lat oficera obmacywana, klepana, podszczypywana i dotykana w miejsca intymne. Miało do tego dojść w pierwszych dwóch tygodniach stażu. Kolejnego, bo poprzedni, sześciomiesięczny, Emilia odbywała w tej samej jednostce, tylko w innej sekcji.

- To stek bzdur! - bronił się oskarżany oficer i przekonywał, że kobieta robi to ze złości. - Ciągle zwracałem jej teksty, bo nie nadawały się do druku. Ona traktowała to emocjonalnie i obmyśliła zemstę. Oskarżyła mnie o molestowanie... - tłumaczył.

W 2010 r. Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Bydgoszczy postawiła Waldemarowi M. zarzuty, ale po kilku miesiącach umorzyła śledztwo. Asesor prokuratury porucznik Bartosz Jandy uznał, że

brakuje danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie,

jakoby oficer, nadużywając stosunku zależności, dopuścił się wobec stażystki czynności seksualnej oraz naruszył jej nietykalność cielesną. Za niewiarygodne uznał oskarżenia, jakoby M. obiecał pani Sz. staż lub pracę w TVN24 w zamian za stosunek seksualny, ponieważ w dniu, kiedy miało dojść do tej propozycji, przebywał on na szkoleniu.

„Na marginesie dodać należy, iż samo ustne zaproponowanie możliwości pomocy w uzyskaniu zatrudnienia w innej instytucji, będącej prywatnym podmiotem gospodarczym, które nie polega na bezprawnym wywarciu wpływu na decyzję (...) w zamian za odbycie stosunku seksualnego, może być oceniane jedynie w kategoriach etyczno-moralnych” - czytamy w postanowieniu o umorzeniu śledztwa.

Emilia Sz. wnosi zażalenie, ale Wojskowy Sąd Garnizonowy w Poznaniu podtrzymuje postanowienie prokuratury. „Nie bez znaczenia dla oceny wiarygodności zeznań Emilii Sz. były takie okoliczności, jak długi czas między zdarzeniami, których dotyczy śledztwo, a zawiadomieniem o nich organów ścigania (&) i długi okres znoszenia przez pokrzywdzoną licznych czynów zabronionych, których miał się wobec niej dopuścić podejrzany” - to fragment uzasadnienia, który mocno panią Sz. zbulwersował.

- Powiadomiłam przecież o molestowaniu kierownictwo jednostki. Najpierw poszłam z tym do kapelana, a ten wysłał mnie do dowódcy - tłumaczy. Pułkownik O. w rozmowie z nami potwierdził, że to prawda. - Pani Emilia była u mnie. Powiedziała, że źle się jej układa współpraca z panem M. Wspomniała, że zaczyna ją obmacywać. Powiedziałem jej: „Proszę napisać meldunek i zgłosić do prokuratury”, a ona na to: „Panie pułkowniku, zostawmy to. Niech mnie pan tylko zabierze od tego M”. Podjąłem decyzję i jeszcze tego samego dnia przeniosłem ją do innej sekcji. Wezwałem M. i odbyłem z nim rozmowę ostrzegawczą. Potem pytałem panią Emilię wielokrotnie, czy ma ze strony M. spokój.

Mówiła, że wszystko jest OK

- relacjonował nam dowódca.

Zdziwił się, gdy kilka miesięcy później temat domniemanego molestowania podjęły lokalne gazety oraz prokuratura.

- Byłam zdruzgotana, gdy zobaczyłam, że pod opinią z mojego półrocznego stażu w jednostce podpisał się M., który przecież tylko dwa tygodnie był moim opiekunem i zachowywał się wobec mnie niegodnie - mówi pani Emilia. Zachęcona opinią z pierwszego stażu, w której płk O. napisał, że „Sz. wykazała się niezwykłą dyspozycyjnością oraz cechami osobowymi i intelektualnymi, które mogą być wykorzystane w przyszłej pracy zawodowej w strukturach wojska lub instytucjach służb mundurowych”, oraz rozmową z generałem Ł., który wnioskował do urzędu pracy o kolejny staż dla pani Emilii, była nieomal pewna, że dowódca zaproponuje jej pracę, a gdy tak się nie stało, uznała, że zaważył na tym fakt zgłoszenia molestowania.

- Nie mamy finansów ani etatów - tłumaczył nam pułkownik O. To samo mówił matce stażystki. Zaprosił ją na rozmowę i... - Jestem pewien, że gdyby jej córka dostała pracę, tego rozgłosu by nie było - mówi o swoich wrażeniach ze spotkania.

- Podejrzenie o szantaż bardzo mnie obraża - oburza się Krystyna Sz., matka Emilii. Ona i jej mąż byli pracownikami wojska. - Nauczyliśmy córkę szacunku dla munduru i cieszyliśmy się, że staż w jednostce daje jej satysfakcję, ale gdy doszło do molestowania, Emilia zmieniła się nie do poznania - mówią rodzice.

Pani Krystyna bardzo źle wspomina spotkanie z dowódcą: - Zaczęłam mówić pułkownikowi O., że córka była molestowana, a on mi wykrzyczał: „To aż 14 dni pani córka się nie szanowała? Ja nie będę tego słuchać!” - relacjonuje i zapewnia, że nie inicjowała rozmowy na temat zatrudnienia córki, bo

ma swój honor.

We wrześniu 2010 r. Waldemar M. występuje przeciw Emilii Sz. z prywatnym aktem oskarżenia. Zarzuca jej pomówienie poprzez udzielenie dziennikarzom lokalnych gazet nieprawdziwych informacji.

„Jej kłamliwe wypowiedzi naruszyły moje dobre imię, wywołały lawinę niedomówień (...). Swoimi konfabulacjami podważyła zaufanie, jakim cieszę się wśród znajomych, przełożonych oraz współpracowników (...). Lekkie korzystanie ze słowa przez panią Sz. prowadzi niejako do śmierci cywilnej jednostki, w tym przypadku mojej, a zachwianie zaufania ze strony przełożonych może się przełożyć na niższą ocenę mojej pracy i spowodować reperkusje w mojej dalszej karierze zawodowej” - tak M. uzasadnia żądanie przykładnego ukarania Emilii Sz.

W czerwcu 2012 r. Sąd Rejonowy w Bydgoszczy uznał panią Sz. za winną pomówienia Waldemara M. i wymierzył jej karę 4 miesięcy ograniczenia wolności z jednoczesnym zobowiązaniem do świadczenia 30 godzin miesięcznie nieodpłatnej pracy na cel społeczny.

Obie strony zaskarżyły wyrok, zarzucając sędziemu wybiórcze potraktowanie dowodów, a sąd okręgowy uznał te argumenty. Orzekł, że sąd rejonowy nie rozważył należycie całokształtu materiału dowodowego, co stanowi obrazę prawa procesowego, a konsekwencją tego musiało być uchylenie wyroku i przekazanie sprawy sądowi I instancji do ponownego rozpatrzenia. Po trwającym rok procesie jest kolejny wyrok, który niewiele różni się od uchylonego.

Emilia Sz. czeka na uzasadnienie, by wnieść apelację. Zamierza walczyć do skutku. Murem stoją przy niej rodzice. - Prawda musi być ujawniona, a to, co sfuszerowała wojskowa prokuratura, winno być naprawione - twierdzą.

W sądzie cywilnym toczy się jeszcze proces

z powództwa pana M.,

który domaga się od Emilii Sz. 20 tys. zł tytułem odszkodowania i zadośćuczynienia za poniesione przez niego straty materialne, spowodowane koniecznością opłacania pomocy prawnej związanej z procesami.

Sprawa jest utajniona, więc nie możemy jej relacjonować ani zajrzeć do akt.

- Przecież to M. wytacza mi procesy - zauważa pani Sz. W jednej ze spraw cywilnych sąd przyznał jej przeciwnikowi adwokata z urzędu.

Przegraną Emilii Sz. zakończyły się procesy, które była stażystka wytoczyła jednostce wojskowej. Sąd nie przywrócił jej do pracy w charakterze pracownika cywilnego wojska. Odrzucił też jej powództwo o 100 tys. zł odszkodowania z tytułu naruszenia zasady równego traktowania w zatrudnieniu, czyli dyskryminacji ze względu na płeć. Wspomagało ją w tym procesie Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego.

- Znalazło mi adwokata pro bono, który napisał skargę kasacyjną od wyroku, ale wysłał ją do Sądu Najwyższego jeden dzień za późno - żali się pani Sz. i wierzy, że da się ten termin wzruszyć, czyli przywrócić.

- Dwa wątki mojej sprawy o molestowanie sprawdza teraz poznańska prokuratura wojskowa, ale nie mogę o nich rozmawiać - zdradza pani Emilia.

Z Waldemarem M. nie udało się nam porozmawiać. Zmienił numer telefonu i miejsce pracy, więc kilka dni temu poprosiliśmy dyżurnego jednostki, w której teraz pracuje, by przekazał panu M. nasz numer telefonu z prośbą o kontakt. Nie oddzwonił. - Nie będę o tej sprawie rozmawiał do czasu zakończenia procesu - oznajmił nam przed rokiem.
Warto wiedzieć

Molestowanie seksualne

Jest to każde niepożądane zachowanie o charakterze seksualnym lub odnoszące się do płci pracownika, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności pracownika, a w szczególności stworzenie wobec niego zastraszającej, wrogiej, poniżającej, upokarzającej lub uwłaczającej atmosfery.

Polski ustawodawca, stawiając sobie za cel harmonizację polskiego prawa pracy z prawem UE, nie tylko sformułował definicję molestowania, które jest jednym z przejawów dyskryminacji w zatrudnieniu, ale również proklamował adresowany do pracodawcy obowiązek jej przeciwdziałania, tworząc artykuł 94 pkt 2b Kodeksu pracy.



Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 26-10-2013 15:48

    Oceniono 1 raz 0 1

    - szwejk: nie przypadkowo ta organizacja nazywa się : Wojsko POLSKiE !! jest tam jakis minister od tej organizacji ??

    Odpowiedz

  2. 18-10-2013 12:44

    Brak ocen 0 0

    - VBC: lUDZIE NAGMINIE WYKORZYSTUJA MOLESTOWANIE JAKO AKT ZEMSTY KŁAMIÄ„ BEZCZELNIE BY OSIAGNAC SWOJ CEL

    Odpowiedz

  3. 20-08-2013 17:18

    Brak ocen 0 0

    - piescywil: ciągnie wilka do lasu !!autorka byla zoną wojskowego

    Odpowiedz