Internet, - okno bez firanek

Piotr Schutta 24 lipca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:12


- Internet to podstawowe narzędzie, z którego korzystam, kiedy chcę się dowiedzieć czegoś o konkretnym człowieku lub firmie.

Nie muszę się ruszać z miejsca - mówi prywatny detektyw Stanisław Piątek. Przyznaje, że firmy śledzi się w sieci łatwiej, bo zostawiają więcej niż prywatna osoba informacji, które z obowiązku muszą być jawne. Ale ze statystycznym Kowalskim też nie ma większego problemu. Wystarczy, że on sam lub ktoś z jego otoczenia ma profil na portalu społecznościowym albo kiedykolwiek korzystał z portalu pracuj.pl lub podobnego. Zostawił tam dane o swoim wykształceniu, szkołach, firmach, w których pracował, a nawet upodobaniach.

Jeśli umie się szukać, dotrze się do prywatnych zdjęć, informacji o rodzinie, kupionym ostatnio samochodzie, pozna się numer telefonu komórkowego i adres zamieszkania. A wszystko to dzięki świadomej, lecz lekkomyślnej aktywności internautów. Nie ma potrzeby włamywania się na serwery i używania wymyślnych oprogramowań. Wystarczy pomysłowość i palec nawykły do klikania.

Człowiek i jego chmura

- Załóżmy, że jestem złodziejem. Włamuję się do mieszkań. Znam nazwisko właściciela lokalu, który mam na oku, ale nie znam jego zwyczajów. Jeśli ten człowiek ma konto np. na Naszej Klasie czy Facebooku, dowiem się wszystkiego. Przy odrobinie szczęścia poznam nawet rozkład jego mieszkania i zobaczę, co ma wartościowego. Będzie to na fotografiach. Ustalę, czy ma psa, ile dzieci, czy jest żonaty, dokąd pojechał na wakacje i kiedy wróci - mówi jeden z policjantów. Anonimowo, bo nie chce bury od przełożonych za podpowiadanie bandytom.



Przestępcy jednak nie potrzebują podpowiedzi. Nie trzeba być informatykiem ani osobnikiem wybitnie rozgarniętym, by odnaleźć w Internecie ślad zostawiany przez konkretnego człowieka i chmurę cyfrową, która mu towarzyszy. Owa chmura to obłok dodatkowych informacji, utkany nie przez nas bezpośrednio, lecz przez samą sieć, przetwarzającą i przesyłającą dalej zostawione przez nas wypowiedzi, dane, zdjęcia itp.

- Najwięcej można się dowiedzieć z wpisów małolatów. Tam jest wszystko o tej osobie i o jej rodzinie. Czym się zajmują rodzice. Co mi się nie podoba. Jaka awantura była w domu. O czym marzy - mówi detektyw Piątek. Podkreśla, że zdobycie tych informacji leży w zasięgu każdego człowieka. - A wyobraźmy sobie przestępcę, który nie będzie miał żadnych skrupułów, żeby zatrudnić hakera - dodaje prywatny detektyw.

- Portalom społecznościowym, a najbardziej Facebookowi udało się to, o czym od dawna marzyły wszystkie agencje wywiadowcze świata. Stworzono bazę danych, zawierającą najbardziej intymne informacje o milionach ludzi - mówi z sarkazmem Wojciech Klicki, prawnik fundacji Panoptykon, zajmującej się obroną praw człowieka w sieci. - Kiedy chcemy mieć pewność, że nie podgląda nas sąsiad, zasłaniamy firanki. Kiedy wysyłamy list, wkładamy go do zaklejonej koperty. Ale w Internecie nie robimy nic, żeby chronić swoją prywatność. Działamy przy odsłoniętych firankach.

Świadczący usługi internetowe Jakub Frankiewicz w 1998 roku miał awarię komputera, w efekcie której stracił dane znajdujące się na swojej stronie internetowej. Większość z nich odzyskał w ubiegłym roku. Chętnie o tym opowiada, zwłaszcza ludziom wątpiącym w szpiegowskie możliwości Internetu. - Jeśli ktoś myśli, że jest w sieci anonimowy albo że jego aktywność w cyberprzestrzeni gdzieś się rozpływa, to jest w wielkim błędzie. To, co tam zostawiamy, zostaje na długo, jeśli nie na zawsze. Proszę sobie wyobrazić, po tylu latach znalazłem trzy czwarte danych, o których myślałem, że przepadły nieodwołalnie - mówi Frankiewicz. Jego firma za kilkadziesiąt złotych oferuje usługę opracowania profilu konkretnej osoby na podstawie pozostawionych przez nią w Internecie śladów. - Wystarczy godzina, a będziemy wiedzieli sporo - twierdzi nasz rozmówca.

- Nie przypuszczałem na przykład, że tak łatwo można uzyskać dane o właścicielu nieruchomości. Wystarczy adres posesji. Kosztuje to niewiele, a poznajemy numer księgi wieczystej. Dzięki temu bez problemu docieramy do jej właściciela, sprawdzamy też obciążenia hipoteki, zadłużenie człowieka, jego powiązania, firmy. Jeśli się okaże, że startował kiedykolwiek w jakichś wyborach, choćby do rady gminy, to mamy go jak na dłoni - opowiada detektyw.

Jesteśmy pod kontrolą

Portali i serwisów gromadzących dane na dowolny temat i archiwizujących informacje przybywa. Nieustannie rozwijane są też narzędzia do przeszukiwania sieci i tworzenia baz danych o użytkownikach Internetu. Profile konsumenckie budowane na podstawie tego, co w sieci kupujemy i jakie produkty oglądamy, to żadna nowość. Do naszych profili dopasowywane są reklamy, które wyskakują na oglądanych przez nas stronach.

Co jakiś czas pojawia się w branży nowe słowo, za którym stoi nowy cyfrowy mechanizm, opracowujący informacje o nas i naszych potrzebach. Nic nie dzieje się bezinteresownie. Chodzi o to, byśmy kupowali jak najwięcej i jak najdrożej.

Działająca w Polsce firma Goldbach Audience pochwaliła się niedawno wzbogaconą ofertą. To remarketing spersonalizowany, który ma wspierać sprzedaż. „Produkt jest połączeniem zaawansowanego retargetingu z kreacjami dynamicznie tworzonymi dla konkretnego użytkownika” - czytamy w informacji prasowej, opublikowanej przez GA. Mówiąc normalnym językiem oznacza to, że jeśli przeglądaliśmy w Internecie strony z książkami, butami i samochodami, reklamy z tymi produktami nie opuszczą nas, dopóki my nie opuścimy sieci. Firma dodaje oczywiście, że będzie to możliwe dzięki „głębokiej analizie danych o internautach oraz ich zachowaniach i preferencjach zakupowych”. Ale to nie wszystko. Zasypać internautę zwykłymi reklamami potrafi dziś każdy. GA idzie o krok dalej, proponując tzw. up- i cross-selling. Mówiąc po ludzku, oferowane są nam w formie reklam produkty identyczne lub podobne do tych, których szukaliśmy, tyle że... droższe.

- W tej chwili istnieją tysiące możliwości badania profili konsumenckich w Internecie. Tworzone są potężne zbiory danych (Big Data, przyp. red.), którymi się po prostu handluje - mówi Benita Jakubowska-Antonowicz z firmy New Media, która jako pierwsza w Polsce zastosowała tzw. targetowanie behawioralne, czyli dostosowywanie reklam do preferencji użytkownika. Dziś jej firma walczy z agresją w sieci, pomagając korporacjom, firmom i prywatnym osobom bronić się przed pomówieniami i szkalowaniem.

Ochrona internetowego wizerunku to dynamicznie rozwijająca się dziś usługa. Oferuje się wykrywanie negatywnych opinii na dany temat, a także ich usuwanie. Firma Replise zapewnia: „Nasi klienci wiedzą dokładnie, gdzie, jak często, kto, w jakim kontekście i stylu o nich się wypowiadał”. Nie ukrywa się przy tym, że: „Nasz system nieprzerwanie śledzi, analizuje i ocenia rozmowy oraz interakcje zachodzące w sieci”. Jeśli więc wypowiemy się negatywnie o jakiejś marce, możemy być pewni, że algorytm nas wykryje. Replise śledzi Twittera, Facebook, blogi, portale, serwisy wideo oraz fora dyskusyjne, sugerując, iż każdego dnia ma pod kontrolą ponad 7 milionów wpisów.

Korporacyjny system inwigilacji

- Jeśli jakiegoś wpisu nie można usunąć, to robi się tak, żeby znalazł się w wynikach wyszukiwania na drugim końcu Google. Drugie wyjście to kupienie człowieka, który wstawia negatywne komentarze. Przykładem jest historia hejtera o nicku Kominek. Odkąd znane marki zaczęły mu oferować rozmaite produkty do testowania, ton jego wypowiedzi złagodniał, a wiarygodność i popularność spadła - mówi Patryk Bukowiecki, zajmujący się tworzeniem aplikacji mobilnych i gier.

Prezeska fundacji Panoptykon Katarzyna Szymielewicz, w jednym z wywiadów użyła niedawno zwrotu „korporacyjny system inwigilacji ludzi”, mając na myśli stosowane w Internecie oprogramowanie zbierające informacje o użytkownikach sieci. Jej zdaniem, w starciu z globalnym biznesem, wykorzystującym nasze dane, organizacje broniące praw internautów nie mają szans. Nie te pieniądze i nie te koneksje polityczne. Zgłoszony w UE przez Viviane Reding projekt przepisów, mających chronić nas w Internecie przed inwigilacją, nie może się przebić do świadomości opinii publicznej.

Fakty

Jak ograniczyć ryzyko?

Hasło i login, którymi operujemy w sieci, powinny być trudne do rozszyfrowania. W Internecie znajdziemy instrukcje, jak stworzyć hasło, które trudno złamać.

W preferencjach naszej przeglądarki internetowej możemy ustawić kilka opcji, chroniących nasz komputer przed śledzeniem w sieci. Warto też usuwać co jakiś czas historię wyszukiwania i przeglądania stron internetowych.

Szczególną ostrożność winniśmy zachować podczas wchodzenia na konto swojego banku, pamiętając, iż bank nigdy nie prosi nas o podanie mailem lub na stronie tzw. danych wrażliwych. Zrobić to mogą tylko oszuści.

Istnieją serwery dające możliwość anonimowego poruszania się po sieci. Wśród internautów od początku nie ma jednak zgody, co do stuprocentowej skuteczności takich rozwiązań.



Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 27-07-2013 20:23

    Brak ocen 0 0

    - polonista: Internauci wystraszyli się :0 wpisow : morze są mad morzem

    Odpowiedz