Geniusz skazany na odstrzał?

Grażyna Ostropolska 13 lipca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:12




Źle się dzieje w International School of Bydgoszcz, w której uczą się m.in. dzieci oficerów NATO z naszego regionu. Iskrzy na linii dyrekcja-nauczyciele-rodzice, a Uniwersytet Kazimierza Wielkiego (założyciel szkoły) kiepsko wypada w roli gaśnicowego.


To miała być prestiżowa międzynarodowa szkoła - z kadrą perfekcyjnie znającą język angielski, klasami liczącymi góra 12 uczniów, ambitnym programem nauczania i patronatem uniwersytetu.

Zaczęło się od afery, która wybuchła dwa lata temu, gdy na jaw wyszło, że stanowisko dyrektora szkoły, w której wykłada się po angielsku, powierzono osobie bardzo słabo znającej ten język.

- To dla nas szok! To cofa Polskę o 20 lat! - bulwersowali się wówczas oficerowie Centrum Szkolenia Sił Połączonych (JFTC), stacjonujący w Kujawsko-Pomorskiem. Odwiedzili naszą redakcję, bo ich protest nie znalazł zrozumienia u władz Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Skarżyli się na brak współpracy szkoły z rodzicami. Nie potrafili zrozumieć, dlaczego dyrekcja zwalnia (i to w ciągu roku szkolnego) wykwalifikowanych nauczycieli, z którymi oni i ich dzieci mają najlepszy kontakt. Opisaliśmy ten międzynarodowy konflikt w publikacji „Skandal w International School” w sierpniu 2011 roku, a ówczesny rektor UKW, Józef Kubik, zapowiedział zmiany w funkcjonowaniu tej placówki i słowa dotrzymał.

Zmieniła się dyrektorka szkoły i powstała Rada Rodziców, która miała z nią ściśle współpracować. Spokój trwał niespełna rok, bo jesienią 2012 roku

w szkole NATO znów zaczęło dymić

Z przewodniczenia Radzie Rodziców zrezygnowała Amerykanka. Chciała wyjaśnić sprawę nietypowej wakacyjnej korespondencji nauczyciela z 12-letnią uczennicą, o której było w szkole głośno.

- Uznała, że dyrekcja szkoły zamiotła sprawę pod dywan, więc zrezygnowała z funkcji i zabrała swoje dzieci ze szkoły - wspominają rodzice, którzy teraz idą jej śladem. Dziesięć rodzin już rezygnuje z usług ISOB (Intenational School of Bydgoszcz) i przenosi swoje pociechy do innych placówek.

- Spotykamy się z niezwykłą arogancją ze strony wicedyrektorki szkoły Diany C., która na nasze uwagi i zgłaszane problemy reaguje stwierdzeniem: „Jak się państwu nie podoba, to możecie zabrać dziecko ze szkoły” - twierdzą rodzice. Przyznają, że oni, dorośli ludzie, często wychodzili z jej gabinetu z płaczem. - Ta pani ma zaledwie 30 lat i tylko rok pedagogicznego stażu w innej szkole, a uważa, że wszystko wie najlepiej - nie znosi uwag ani sprzeciwu, a dyrektorka Imisława G. nie jest pedagogiem, tylko urzędnikiem, który przyszedł do szkoły wprost z miejskiego urzędu. Stąd brak umiejętności kierowania szkołą.

- Tak nie może być! To się musi zmienić! - powtarzali na ubiegłotygodniowym spotkaniu z prof. Romanem Leppertem, prorektorem ds. dydaktycznych i jakości kształcenia UKW. Przyszli na nie rodzice uczniów i nauczyciele. Opowiadali o przypadkach, które, ich zdaniem, godzą w dobry wizerunek międzynarodowej szkoły i wyznaczoną jej misję. Usłyszeliśmy historie wstrząsające, a wśród nich tę

o małym geniuszu, którego w szkole nie chcą

12-letni Paweł to dziecko z nadzwyczajnym ilorazem inteligencji - 150 IQ. Chłopiec bez problemu wygrywa olimpiady, konkursy z różnych dziedzin i wręcz połyka naukowe czasopisma (rodzice prenumerują mu siedem tytułów w języku angielskim). Pasjonuje go historia i geografia, a jego ulubioną lekturą jest „Encyklopedia Britannica”. Paweł ma tylko dwa problemy: nudzi się na lekcjach i ze względu na swój zasób wiedzy oraz skłonność do mówienia wprost tego, co myśli, ma utrudniony kontakt z rówieśnikami.

- Zanim matematyk do końca podyktuje zadanie on już zna wynik. Na lekcji geografii był taki ustny test: „100 pytań do Pawła”. Dzieci zadawały mu pytania, on na nie odpowiadał i zdarzało się, że nauczyciel musiał weryfikować niektóre jego odpowiedzi w Internecie, bo sam ich nie znał - słyszymy od rodziców i nauczycieli małego geniusza. W ISOB Paweł od razu przeskoczył klasę wyżej, ale...

- Oprócz najwyższych ocen przynosił też uwagi w stylu: „Uczeń się rozgląda, rozmawia, przeszkadza w prowadzeniu lekcji” - wspominają rodzice chłopca. Podpowiadali synowi, by w czasie, gdy inne dzieci pracują nad zadaniem, które on już wykonał, zajął się np. czytaniem ulubionych naukowych czasopism. - Jedni nauczyciele to tolerowali, inni nie.

Gdy zaczęły się uwagi, że Paweł popadł w konflikt z amerykańskim kolegą, ten zaś na odzywki ich syna reaguje agresją, np. biciem go po głowie, zapewnili dziecku pomoc psychologa. - To pomogło, wychowawczyni Pawła i inni nauczycieli zauważyli poprawę i od kilku miesięcy nie było do niego uwag - wspominają rodzice. Twierdzą, że przeżyli szok, gdy w czerwcu dyrektorka wezwała ich do gabinetu i oświadczyła, że w International School of Bydgoszcz nie ma dla ich syna miejsca.

- Usłyszeliśmy, że Paweł ma specjalne potrzeby edukacyjne, których ta szkoła nie jest mu w stanie zapewnić. Wicedyrektorka Diana C. powoływała się na jakieś skargi rodziców, ale nie miała na to żadnych dowodów, choćby w postaci notatek, zaś przytaczane uwagi nauczycieli pochodziły z ubiegłego roku - relacjonują rodzice Pawła. W sukurs przychodzą im obecni na spotkaniu z prorektorem UKW nauczyciele. Twierdzą, że decyzji dyrekcji o usunięciu Pawła ze szkoły nie konsultowano z Radą Pedagogiczną, bo nauczyciele by jej nie poparli.

- Mamy w szkole plan pracy z takimi dziećmi, opracowany przez jedną z nauczycielek, ale się go nie realizuje.

Program jest tylko na papierze

zaś Diana C., na którą dyrektorka Imisława G. scedowała pedagogiczne problemy, woli się pozbyć małego geniusza niż z nim pracować i wykorzystać nadzwyczajne zdolności chłopca w kreowaniu pozytywnego wizerunku szkoły i podniesieniu jej prestiżu - twierdzą nauczyciele.

- Usłyszeliśmy od Diany C., że szkoła nie musi się nam z niczego tłumaczyć. Po prostu nie przedłuża z nami umowy na nauczanie syna i to wszystko - wspomina ojciec Pawła i nie kryje oburzenia, że dzieje się to w szkole, nad którą sprawuje pieczę UKW. - Postawiono nas i nasze dziecko w dramatycznej sytuacji, bo informację o jego wyrzuceniu przekazano nam w momencie, gdy zakończyła się rekrutacja do innych gimnazjów - dodają rodzice Pawła i domagają się pisemnego uzasadnienia tej decyzji.

Rozgoryczenia nie kryje też pan B., oficer NATO. Opowiada o niefrasobliwej wypowiedzi Diany C., która zestresowała jego dziecko. - Po szkolnej wycieczce do Oświęcimia, która wywarła na córce ogromne wrażenie, spotęgowane tym, że sama jest Niemką, usłyszała od wicedyrektorki, że ona strasznie nie lubi Niemców. Płakała w domu dwa dni i nie chciała wrócić do szkoły. Czy tak postępuje pedagog? - spytał oficer.

Rodzice i nauczyciele wystosowali list do rektora. Domagają się dymisji Diany C. i zmiany polityki dyrektorki ISOB, akceptującej jej zachowania. - Dyskryminuje się i wyrzuca nauczycieli, którzy pozwolą sobie na jakąkolwiek krytykę. Także tych, którzy wcześniej wysłano na drogie zagraniczne szkolenia - słyszymy od nauczycieli. - Zwalnia się nawet tych, którzy perfekcyjnie znają język, bo uczyli w zagranicznej szkole i mieli znakomitą opinię, ale ośmielili się pani C. przeciwstawić. - Australijka Albertina, która miała znakomity kontakt z dziećmi i realizowała projekty rozwijające ich zainteresowania, została wyrzucona, bo odważyła się sporządzić dosłowny protokół ze spotkania dyrekcji z nauczycielami, czym - zdaniem pani C. - ugodziła w wizerunek szkoły.

Próbujemy te zarzuty skonfrontować. - Skontaktuję się z panią dyrektor i ona zdecyduje, czy będziemy na ten temat rozmawiać - informuje Diana C., wicedyrektorka ISOB.

- Proszę kierować pytania do rzecznika UKW - to z kolei decyzja dyrektorki Imisławy G.

Opinia

Piotr Kwiatkowski, rzecznik Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego


Dzień po spotkaniu prorektora Lepperta z nauczycielami i rodzicami uczniów International School of Bydgoszcz rektor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego poprosił dyrektorkę szkoły o złożenie wyjaśnień i spotkanie się z Radą Programową uczelni. To spotkanie już się odbyło, dyskusja nad zasygnalizowanymi problemami trwała kilka godzin i zakończyła się wystosowaniem do rektora prośby, by zajął się zbadaniem zasadności zarzutów, stawianych dyrekcji ISOB.

Rodzice prosili, by władze uczelni spotkały się z nimi 2 lipca, ale rektor uznał, że są wakacje i nie wszyscy będą mogli w nim uczestniczyć, więc należy je odłożyć. W środę kolejny raz spotkał się z dyrektorką szkoły NATO. Imisława G. przedstawiła mu dokumenty, odnoszące się do zarzutów, które będą teraz analizowane. Przedstawiła też program naprawczy, zakładający m.in. lepszą komunikację z rodzicami. Warto również dodać, że oprócz skarg władze UKW otrzymały listy od nauczycieli i rodziców zadowolonych z pracy dyrekcji ISOB.





Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 20-04-2015 16:57

    Oceniono 3 razy 1 2

    - Patrycja: "Paweł" ma na imię Patryk. Chodziłam z nim do klasy i w głowie mi się nie mieści to jakie kłamstwa są tu opisywane. No ale oczywiście, brawo pani redaktor, pytajcie o opinie zatroskanych i nadopiekuńczych rodziców zamiast na przykład uczniów czy nauczycieli którzy mieli pech współpracy z Patrykiem. On sam był agresywny, rzeczywiście nie raz to kolega go zaczepiał ale bywało tez inaczej. Pomijam fakt, że chłopak rzucał na lekcjach przedmiotami jak ławki, krzesła a na lekcjach WF-u piłkami, także we mnie co jest w stanie potwierdzić klasa. Z komentarzem co do pani Diany się niestety trzeba zgodzić. Ale z Patrykiem, jesteście żałośni.

    Odpowiedz

  2. 22-02-2015 22:32

    Oceniono 1 raz 0 1

    - gość: Witam! Serdecznie zapraszam do odwiedzenia strony http://preply.com/pl/bydgoszcz/oferty-pr acy-dla-nauczycieli-języka-angielskiego , gdzie znajdziecie oferty pracy dla nauczycieli języka angielskiego w Bydgoszczy!

    Odpowiedz

  3. 13-07-2013 11:15

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Paweł: Pani dyrektor Imisława G. (dlaczego inicjały tej pani - jest podejrzaną o coś) to spad po niejakim Kon Domie. Była jego asystentką i pewnie musiała być jakoś nagrodzona, bo przecież dyrektorem się jest dozywotnio. A panu Leppertowi się dziwię. Jak się czegoś nie umie, to po co się za to brać.

    Odpowiedz