Propagandowa jakość Peerelu

Krzysztof Błażejewski 15 lipca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:13




Od początku istnienia Polski Ludowej każdej dziedzinie życia towarzyszyła głośna propaganda, wzorem bratniego Związku Radzieckiego, sławiąca sytuację w kraju, jakość i wysoki poziom życia, pokazująca zadowolonych i szczęśliwych obywateli, a przede wszystkim zakłady pracy, w których wrzała dobra robota.
Nieustannie przekraczano plany produkcyjne, poprawiano jakość gotowych produktów, zapowiadano nadejście w nieodległej przyszłości raju na ziemi. „Plan sześcioletni” i każdy następny miały przeobrazić Polskę w kraj mlekiem i miodem płynący.

Dorastające wówczas pokolenie miało mieszane uczucia. Z jednej strony, jak tu nie wierzyć tak wszechobecnej i nieustannej propagandzie, a z drugiej - realia życia pokazywały dobitnie na każdym niemal kroku, jak bardzo rzeczywistość rozmijała się z deklaracjami. Do tego dochodził strach przed krytykowaniem władzy, gdyż nawet za jedno nieostrożnie wypowiedziane słowo można było pójść do „pudła”.

Dziś, kiedy swobodnie można buszować po archiwalnych półkach, na podstawie lektury zawartości teczek z tajnymi ongiś sprawozdaniami, stenogramami z narad i zaleceniami Wydziału Ekonomicznego Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, można przekonać się, jak było naprawdę. Dokumenty te bezlitośnie obnażają PRL-owską rzeczywistość, pokazują świat wielkich przedsiębiorstw, pogrążonych w nieustającym chaosie i zmagających się z brakami zaopatrzeniowymi, niską jakością produkcji, częstymi awariami.

Lukier propagandy musiał to wszystko umiejętnie przykryć.

Jedną z najgłośniejszych w regionie była sprawa opatrzona klauzulą „tajne”, dotycząca produkcji sprzętu wojskowego. 11 listopada 1954 roku zakłady w Radomiu zamówiły w bydgoskim Stomilu 1500 gumowych korpusów mikrotelefonów dla czołgistów. Dopiero 8 czerwca 1955 roku - po wielu monitach - rozpoczęto produkcję (wcześniej zakład miał kłopoty z uzyskaniem odpowiedniej jakości mieszanki). Po kilku tygodniach Stomil wysłał do Radomia formę do naprawy. Potem produkcji nie podjęto, bo dyrekcja Stomilu twierdziła, że... ma ważniejsze sprawy na głowie. Dopiero po interwencji ministerstwa (po upływie roku), wyprodukowano 170 sztuk właściwej jakości (na 1500 zamówionych), a ponad 300 zostało odrzuconych. Czyli braki stanowiły dwie trzecie całej produkcji.

„Tak masowe brakoróbstwo hamuje wykonanie planu i podwyższa koszty własne zakładu” - napisał do Komitetu Centralnego PZPR dyrektor zakładów w Radomiu. „Podważa gotowość bojową Ludowego Wojska Polskiego. Nasuwa podejrzenie, że chodzi o sabotaż”.

Konflikt zażegnała dopiero narada, na której nowa już dyrekcja zakładu zobowiązała się do poprawy jakości.

Towarzysze, co z tym węglem?

Często winę za niewykonanie planu ponosiło centralne sterowanie i odgórne narzucanie planu ilościowego, by zasłużyć się w oczach władz najwyższego szczebla. Dramatyczny list o ratunek wysłał 26 czerwca 1956 roku do KW PZPR dyrektor Bydgoskich Zakładów Mechanicznych, Bronisław Szymański. Jak pisał, w 1954 roku zakład otrzymał zadanie wykonania 14 suwnic, będąc bez zabezpieczenia materiałowego, narzędzi i oprzyrządowania, bez hali montażowej - robotnicy musieli pracować na powietrzu. Plan wykonali, więc „w nagrodę” dostali zadanie na rok 1955 - 194 suwnice. Wykonali zaledwie kilkanaście, bo śnieg i mróz uniemożliwiały pracę zimą, występowały ciągłe spadki napięcia prądu, a obiecanej własnej trafostacji jak nie było, tak nie było.



20 stycznia 1956 roku Wydział Ekonomiczny KW PZPR rozesłał do swoich komórek okólnik, w którym utyskiwał na duże zużycie węgla w zakładach. Głównie wpływać miał na to zły stan techniczny kotłowni, rurociągów i armatury. Najgorzej było w Inowrocławskich Zakładach Sodowych i Grudziądzkich Zakładach Przemysłu Gumowego. „Administracja przemysłowa często przejawia szkodliwą beztroskę w dziedzinie gospodarki węglem i jego marnotrawstwem - pisali towarzysze. - Nie kontrolują wykonania norm zużycia, nie troszczą się o modernizację urządzeń”.

Dostało się wszystkim - instancjom partyjnym, radom zakładowym, społecznym komisjom kontroli, stowarzyszeniom branżowym, a nawet Naczelnej Organizacji Technicznej.

Jakości produkcji poświęcone było 22 września 1956 roku nadzwyczajnie posiedzenie egzekutywy Komitetu Miejskiego PZPR we Włocławku, w którym uczestniczyli przedstawiciele rady zakładowej i kolektywu zakładowego przy Pomorskiej Fabryce Lin, Drutu i Wyrobów z Drutu we Włocławku. Było o czym rozmawiać, bo reklamacje dotyczyły ponad 50 proc. opuszczających ten zakład wyrobów. Narada w niewielkim stopniu poprawiła jednak te wskaźniki.

Z usterkami za pan brat

Dominacja rynku producenta pozwalała na aroganckie traktowanie klientów, którzy zmuszani byli do zadowalania się produktami niższej jakości. Reklamacje były nieodłącznym elementem życia codziennego. W czasach produkcji pierwszych odbiorników telewizyjnych na początku lat 60. w miastach powstawały specjalne punkty przyjęć do naprawy, na którą czekało się cierpliwie w kolejce. Ludzie oswoili się z usterkami i nauczyli z nimi żyć.

Kiedy pod koniec lat 60. Instytut Budownictwa Mieszkaniowego przeprowadził sondaż wśród mieszkańców nowych bloków, okazało się, że ponad połowa Polaków mieszkających w nowym budownictwie chciałaby zamienić mieszkanie na inne z powodu uciążliwych wad i usterek.

Zachowane dokumenty pełne są kuriozalnych historii, świadczących o absurdach gospodarki socjalistycznej. Na przykład do bydgoskiej Polleny bez konsultacji z kierownictwem zakładu ministerstwo sprowadziło ze Szwajcarii maszyny pakowaczki. W efekcie niedostosowane kartony pękały w drodze do sklepów. W Romecie produkcja na eksport wymagała zastosowania innych materiałów i zaangażowania o wiele większej liczby pracowników, przez co była zupełnie nieopłacalna, ale ministerstwo naciskało... Na produktach Bydgoskiej Fabryki Kabli permanentnie pękała nakładana izolacja, bo maszyny używane w produkcji, jeszcze poniemieckie, były zbyt zużyte, a nowych nie było gdzie zamówić. Z wyprodukowanej w bydgoskiej „Kobrze” partii prawie 150 tys. par butów na eksport do RFN za granicę wyjechało ostatecznie 31 tys. par. Reszta okazała się złej jakości, sprzedano je więc w kraju.

Zbudowana w latach 1958-62 w Bydgoszczy sześciokilometrowa magistrala wodociągowa z rur żeliwnych, łączonych sznurem i ołowiem, już w pierwszym roku „zaliczyła” 22 awarie, zawsze w postaci pęknięć na złączach. Do naprawy sprowadzono fachowców z Politechniki Warszawskiej

W latach 60. w Romecie znaczna część wadliwych podzespołów docierała z hut. Nie było wyboru - montowano je, bo inaczej nie wykonano by planu. Dekadę później trzeba było przerwać produkcję w bydgoskiej „Eltrze” z powodu braku... zwykłego drutu miedzianego, zżymano się też na wprowadzanie do produkcji wyrobów bez wcześniejszego rozeznania rynku, co powodowało, że niektóre leżały na półkach, innych wciąż brakowało. Wytwarzany w „Zachemie” chlor zawierał za dużo wody, a barwniki nie nadawały się do eksportu na Zachód.

To jest sprawa polityczna!

W 1968 roku Centrala Handlu Zagranicznego „Universal” chciała zawrzeć umowę na import z Czechosłowacji 50 tys. poszukiwanych na rynku materacy gumowych. Grudziądzki Stomil sprzeciwił się temu i sam wyprodukował w tym roku o 50 tys. więcej materacy. Okazało się jednak, że są tak złej jakości, że nikt nie chciał ich kupować, całe 50 tys. więc zostało sprzedane do innych demoludów.

W tym samym roku jeden z największych wówczas eksporterów z naszego województwa, Pomorskie Zakłady Wytwórcze Aparatury Niskiego Napięcia w Toruniu, zapłacił ogromne kary umowne z tytułu nieterminowości dostaw swoich wyrobów. Wytłumaczenie było proste - zawalili kooperanci. Ale nie tylko to było znakiem czasu. Eksport aż w jednej trzeciej był nieopłacalny. W pierwszym półroczu 1971 roku np. stwierdzono, że na skutek podniesienia cen elementów otrzymywanych od kooperantów i zmiany kursu rubla do złotówki nieopłacalny stał się eksport wytwarzanych przez Apator stacji transformatorowych do ZSRR. Tu jednak dyskusji nie było - sprawa była ewidentnie polityczna.

Podobna sytuacja dotyczyła zakładów Metron, gdzie produkowano wodomierze i manometry na eksport, mimo iż było to całkowicie nieopłacalne, jak i Toruńskich Zakładów Materiałowo-Opatrunkowych.

W latach 70. panikę wśród użytkowników budziły wybuchające radzieckie kolorowe telewizory marki Rubin - jedyne dostępne na rynku. Niebezpiecznych zdarzeń, których skutkiem były pożary mieszkań, notowano tak dużo, że trzeba było zaangażować cenzurę, by w prasie nie ukazywały się notatki na ten temat. Przyczyną była jedna z płytek wykonanych z wadliwego materiału.

Kiedy dyżurny zasypia...

W czasach Edwarda Gierka niewiele - poza tonem propagandy - uległo zmianie. Często podkreślano wówczas, że brakoróbstwo idzie w parze z pijaństwem. W 1972 roku w Zakładach Mięsnych w Toruniu dyżurny elektryk upił się i nie był w stanie usunąć awarii systemu zasilania zakładu - produkcję trzeba było przerwać i załoga poszła do domu. W Nakle zaś nietrzeźwy pracownik doprowadził do przegrzania dużej partii konserw mięsnych, wytwarzanych na eksport, a w Elanie aż trzy pożary w ciągu jednego roku wybuchły wskutek nieprzestrzegania przepisów przeciwpożarowych przez będących „pod wpływem” spawaczy - straty wyceniono na kilkaset milionów złotych. 
Warto wiedzieć

Kwiatki z peerelowskiej łączki produkcyjnej

„Sterty buraków na polach były tak rozrzucone, że wszelkie pojazdy jeździły po burakach, marnując cenny surowiec, a co za tym idzie i cukier” - głos z narady partyjnej w cukrowni Mełno koło Grudziądza, 1956 r.

„Stale brakuje w naszym zakładzie ludzi do pracy. Dowozi się codziennie 2500 osób z okolic. Przyjmowani ludzie ze wsi nie mają nawyków pracy w przemyśle i są przyczyną częstych awarii i obniżenia wydajności pracy” - o sytuacji w świeckiej Celulozie, 1973 r.

„Powstałe awarie próbuje się zataić różnymi sposobami, np. w Zakładach Azotowych we Włocławku awarie nazywa się planowym przestojem, co zwalnia od obowiązku wyciągnięcia konsekwencji” - płk Józef Kozdra na wojewódzkiej naradzie partyjnej, 1969 r.




Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-03-2016 06:58

    Brak ocen 0 0

    - werty: a teraz lepiej ? a sprzety wyprodukwane w latach 60-70 dzialaja do dzisiaj a teraz gwarancja sie konczy i juz odpad

    Odpowiedz