Obywatelu, pisz na Berdyczów!

Krzysztof Błażejewski 8 lipca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:13




Wiele osób próbujących dziś odzyskać mienie odebrane ich przodkom w czasach PRL-u twierdzi, że jest to droga przez mękę.

Trudno z tym zdaniem się nie zgodzić, śledząc przypadek tzw. resztówki na Osowej Górze.
Była to pozostałość znacznego majątku, rozparcelowanego w czasach II RP. Kiedy Osowa Góra była jeszcze wsią Osową Górą, a nie peryferyjną dzielnicą Bydgoszczy, centralną część dawnego majątku nabył Jan A., marząc o odpoczynku po ciężkiej pracy na pobliskich polach w domu położonym nad stawem, otoczonym starymi dębami.

Realizację marzeń przerwała wojna. Po niej przyszły obowiązkowe dostawy z tytułu posiadania ziemi, której Jan A. nie chciał oddać państwu. Wysokość kontyngentów rosła z roku na rok, a właścicielowi przybywało lat. Sprzedał pół majątku, zaraz potem umarł.

Sprawa wydawała się prosta

Jego syn, też Jan, przez jakiś czas utrzymywał status quo. Potem jednak, zniechęcony do gospodarowania kolejnymi kontyngentami, podzielił posiadane pół resztówki na działki. W takiej sytuacji, zgodnie z ówczesnym prawem, część należała się skarbowi państwa, jeśli w tym miejscu planowano inwestycje, służące publicznemu dobru. Urzędnicy skwapliwie skorzystali z okazji. Państwo polskie nabyło od Jana A. nieodpłatnie półtora hektara, mniej więcej po połowie z przeznaczeniem pod budowę ulicy i z przeznaczeniem pod użytek publiczny. Oczywiście, nie posiadając żadnych planów w stosunku do tych działek. Budowa osiedla miejskiego Osowa Góra już w granicach Bydgoszczy rozpoczęła się dopiero dwadzieścia lat później.

W 1997 roku ukazała się nowa Ustawa o gospodarce nieruchomościami. Stwierdzała ona jednoznacznie, że jeśli działka zabrana właścicielowi pod inwestycje publiczne nie została wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem w ciągu 10 lat, podlega zwrotowi.

Jan A. junior tej chwili już nie doczekał. O zwrot półtorahektarowej działki postanowił jednak wystąpić jego syn, Roman A. Udało mu się zgromadzić wszystkich spadkobierców i w 2002 roku razem zwrócili się do prezydenta Bydgoszczy o podjęcie stosownej i zdawałoby się - oczywistej - decyzji.

Było to ponad 11 lat temu. Spadkobiercom sprawa wydawała się prosta. Kompetentnym urzędnikom RP taka prosta sprawa powinna zająć niewiele czasu. - Rok, najwyżej dwa - naiwnie cieszyli się spadkobiercy.

Ale prezydent Bydgoszczy, a właściwie jego pracownicy albo nie mieli czasu, albo ochoty na rozpatrzenie wniosku. Zapewne z radością w Urzędzie Miasta Bydgoszczy przyjęta została decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego, wydana w maju 2003 roku. Wskazywała ona, że w sprawie o zwrot wywłaszczonej nieruchomości prezydent miasta, którego sprawa dotyczy, podlega wyłączeniu z jej rozpatrywania.

Prezydent przekazał zatem sprawę wojewodzie, a ten wyznaczył do jej prowadzenia starostę żnińskiego. Było to dokładnie 10 marca 2004 roku.

Staroście ze Żnina, a właściwie jego pracownikom, wydanie decyzji nie zajęło wiele czasu. Tylko pół roku. 22 listopada 2004 roku „poszło w świat” pismo o... umorzeniu postępowania, gdyż rzeczywiście „część działek została wykorzystana na poprowadzenie ulicy, a na części wybudowano bloki mieszkalne, co skutkuje nieodwołalnością takiej decyzji”.

Na złożone odwołanie wojewoda bydgoski odpowiedział w sposób miażdżący dla urzędników żnińskiego starostwa. „Organ (...) nie dokonał oceny (...) nie wyjaśnił (...) - napisał wojewoda. - Ocena winna skutkować odmową zwrotu nieruchomości, a nie umorzeniem postępowania”.

Gdy wojewoda popędza

Decyzja starosty żnińskiego została uchylona i przekazana do ponownego rozpatrzenia. Był styczeń 2005 roku.

Minął rok czwarty, zaczął się piąty. Roman A. wniósł do wojewody zażalenie na opieszałość w załatwianiu sprawy, a wówczas wojewoda wyznaczył staroście żnińskiemu dwumiesięczny termin zakończenia postępowania.

Starosta w wyznaczonym terminie podjął decyzję o odmowie zwrotu wszystkich działek, ponieważ „zostały one wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem”.

Kolejne odwołanie do wojewody Roman A. złożył niezwłocznie, bo w sierpniu 2006 roku. Odwołanie tym razem leżało na biurku urzędników wojewódzkich prawie półtora roku. 5 grudnia 2007 roku wojewoda wreszcie podpisał decyzję. O staroście żnińskim wyraził w niej się m.in. tak: „Nie wskazał (...) nie wyjaśnił (...) nie odniósł się w żaden sposób (...) nie uzasadnił”.

Decyzja starosty żnińskiego została przez wojewodę uchylona i przekazana do ponownego rozpatrzenia. Komu? To oczywiste - temu samemu staroście.

Miesiąc później minął szósty rok od dnia, kiedy Roman A. w tej sprawie po raz pierwszy chwycił za długopis... Z okazji rocznicy pozwolił sobie na osobisty list do starosty żnińskiego. „Odnoszę wrażenie, że przedmiotowa sprawa przerasta kompetencje podległego Panu Staroście organu - napisał. - Celowe byłoby rozważenie ewentualnego zwrotu sprawy do Pana Wojewody z prośbą o przekazanie jej innemu organowi”.

- Myślałem, że starosta się na mnie obrazi - mówi Roman A. - A on nic. Nawet nie zareagował.

Minął rok siódmy, potem ósmy i dziewiąty. W połowie dziesiątego roku od wniesienia sprawy starosta żniński poinformował spadkobierców, że postępowanie i wydanie decyzji ulega przesunięciu w czasie, bowiem... postanowił włączyć do sprawy 294 osoby nieuczestniczące dotąd w postępowaniu. Wszystkie one muszą mieć odpowiedni czas na zaznajomienie się z aktami sprawy i wniesienie swoich uwag.

Co to za osoby? To mieszkańcy bloków zbudowanych na działkach, będących kiedyś własnością rodziny A.

- Jaki to ma sens? - irytuje się Roman A. - Przecież mieszkańcy bloków nie mają nic wspólnego z tą sprawą. Ja wiem i starosta wie, że zwrot działek, zajętych pod budynki, jest niemożliwy. Wcale o nie się nie upominam.

Roman A. chwycił się ostatniej szansy. Napisał kolejną skargę na starostę żnińskiego do wojewody. Ten uznał, iż „starosta prowadził postępowanie w sposób przewlekły, dłużej niż było to konieczne” i wyznaczył termin zakończenia sprawy na 31 maja 2012 roku. W dziesięć lat i pięć miesięcy po złożeniu wniosku przez spadkobierców rodziny A.

Chaszcze zwane zieleńcem

Starosta decyzję wydał dopiero 10 września. Orzekł zwrot niektórych działek, w przypadku innych umorzył postępowanie, w kolejnych odmówił zwrotu, w jeszcze innych orzekł konieczność dokonania podziału. Zwrot działki, na której zbudowano parking przy „Biedronce” uzależnił np. od zapłacenia... 9090 zł tytułem kosztów wyłożenia skrawka parkingu kostką brukową.

- Nie można było tak od razu? - pyta Roman A. - Trzeba było zwlekać prawie 11 lat? A i tak nie jest jeszcze wszystko jasne. Dlaczego na przykład odmówiono zwrotu działki, zarośniętej chaszczami, uzasadniając, że został tam urządzony... zieleniec?

Od decyzji odwołali się zgodnie zarówno Roman A. jak i prezydent Bydgoszczy. Cóż na to starosta żniński? Obiecał, że sprawę rozpatrzy... po skontaktowaniu się z prawie 300 uczestnikami postępowania i ustaleniu, kiedy zmarli dwaj mieszkańcy bloków i kto jest ich następcą prawnym.

- Za chwilę umrze ktoś następny - mówi Roman A. - Ta sprawa nigdy się nie skończy.

W akcie rozpaczy raz jeszcze napisał do wojewody. Ten uchylił decyzję starosty żnińskiego w całości i przekazał mu ją do ponownego rozpatrzenia. 16 maja 2013 roku. 11 lat i 5 miesięcy od napisania pierwszego wniosku...

- Przestałem wierzyć, by kiedykolwiek ta sprawa się skończyła - mówi Roman A.

Warto wiedzieć

Jak państwo nie chce obywatelom oddać tego, co kiedyś niesłusznie zabrało

Rok 1965. Na mocy ustawy obowiązującej od 1948 roku Jan A. junior oddaje skarbowi państwa półtorahektarową działkę, nie otrzymując za to ani złotówki ani też rekompensaty w jakiejkolwiek postaci.

Rok 1997. Wydana zostaje ustawa, która umożliwia potomkom ubieganie się o zwrot ziemi zabranej na mocy ustawy z 1948.

20 stycznia 2002 r. Potomkowie Jana A. juniora piszą do prezydenta Bydgoszczy o zwrot nieprawnie zarekwirowanych nieruchomości.

Rok 2003. Prezydent Bydgoszczy okazuje się być organem niewłaściwym do załatwienia sprawy.

10 marca 2004 r. Wojewoda kujawsko-pomorski do prowadzenia sprawy wyznacza starostę żnińskiego.

22 listopada 2004 r. starosta żniński umarza postępowanie.

W styczniu 2005 r. wojewoda kujawsko-pomorski uchyla tę decyzję.

31 maja 2006 r. starosta żniński odmawia zwrotu działek.

5 grudnia 2007 r. wojewoda uchyla decyzję starosty

W 2012 r. starosta żniński wydaje decyzję o zwrocie części działek.

16 maja 2013 r. i tę decyzję wojewoda uchyla.




Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 11-07-2013 08:35

    Brak ocen 0 0

    - lodziomiodzio: urzedasy to ,,złodzieje,, lubią ,,gospodarzyć,, na obcym i wałki walić mojego dziadka też komuchy oszwabiły na przełomie 60/70 lat z komuchem domiszem na czele po 90 roku też miasto problemy robiło

    Odpowiedz