Unisławiak szykuje taczkę

Jacek Kiełpiński 15 czerwca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:13

Podziemne pisemko, które „wójta się nie boi”, i każdego dnia coraz więcej odważnych - mieszkańcy gminy analizują i komentują siatkę lokalnych powiązań, kulisy i styl sprawowania miejscowej władzy. Niektórzy wspominają o organizowaniu referendum.




Władza nie lubi, gdy się jej patrzy na ręce. A ta w Unisławiu - szczególnie. Przekonali się o tym licealiści, biorący udział w programie „Równać szanse” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, prowadzonym przez Polską Fundację Dzieci i Młodzieży. Gdy w ramach projektu Wielka Platforma Informacyjna uruchomili portal internetowy TVUnisław, ruszyła fala niewybrednych ataków. Część donosów pochodziła z... Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu. Unisławska władza ma bowiem mocne plecy, o czym mieszkańcy mają pamiętać.


- Wystarczyło, że młodzież poszła na sesję Rady Gminy i napisała o podniesieniu diet radnych, a już się zaczęło - wspomina Sebastian Bartkowski z Unisławskiego Towarzystwa Historycznego, który dziś uczy historii w przeznaczanej przez władze do wygaszenia, a uratowanej i prowadzonej przez stowarzyszenie „Mała Ojczyzna”, szkole niepublicznej w Brukach. Platforma, zwana TVUnisław, to temat sprzed dwóch lat. Jednak donosy pojawiają się i dziś.

„Wyczułem atmosferę strachu...”
- Teraz chodzi o utrudnianie nam życia i doprowadzenie do likwidacji szkoły - dodaje wicedyrektor z Bruków Mariusz Bartkowski, brat Sebastiana. - Władzy nie podoba się nasza działalność, bo miała inne plany wobec tego miejsca.
Jakie?

- Nie tylko ja słyszałam, jak podczas zakończenia roku szkolnego radny Mariusz Krzemiński zapewniał, że „teraz będzie tu budować” - wspomina Agnieszka Szwebs z „Małej Ojczyzny”. - Co? Mówiło się o hoteliku dla notabli...

Tu wraca wątek Urzędu Marszałkowskiego, bo Mariusz Krzemiński to mąż Beaty Krzemińskiej, rzeczniczki prasowej tegoż urzędu. Mieszkają 50 metrów od szkoły w Brukach.
Mariusz Bartkowski zapewnia, że Beata Krzemińska, znana w gminie jako „Marszałkini”, przyznała mu się, że była autorką części pism w sprawie TVUnisław. Zezłościć ją miało podanie informacji, najzupełniej zresztą prawdziwej, że jej mąż Mariusz jako jedyny radny nie oddał młodym dziennikarzom ankiety ze swoimi zamierzeniami. Niby detal, ale...

- Podobne projekty prowadzę od 13 lat w całym kraju - mówi Artur Łęga z Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży. - Z podobną sytuacją, z takim poziomem agresji wobec młodych aktywnych ludzi nie spotkałem się nigdy dotąd. Zaskoczyło mnie, że część maili pochodziła ze skrzynki toruńskiego Urzędu Marszałkowskiego od jakiejś urzędniczki, z którą zresztą rozmawiałem telefonicznie. Wyczułem atmosferę strachu panującą w tej gminie. Próbowałem doprowadzić do wyjaśniającego spotkania z wójtem. Obiecał, ale nigdy do tego nie doszło. A projekt i wykonanie platformy były świetne, żadne zarzuty manipulowania dziećmi się nie potwierdziły. Żal mi ich, bo dostały po głowie i coś dobrego zaprzepaszczono.

Dziś gmina żyje konfliktem wokół przedszkola (pisaliśmy o tym w Magazynie 2 maja w publikacji „Jak krasnal wstrząsnął gminą”). Ale tamtą sprawę przypomina wielu. Zamknięcie ust młodym mieszkańcom uznano za symboliczne. Podobnie traktuje się zamurowanie przez wójta drzwi z korytarza do swego gabinetu, ostatnio zaś także taczkę - przykuto ją do stojaka na rowery przed Urzędem Gminy i wydanie gminnej bibuły „Unisławiak”, która ma być odpowiedzią na tubę propagandową wójta Jakuba Danielewicza - „Unislavię”. W „Unisławiaku” zamieszczono krzyżówkę, której rozwiązanie wymaga m.in. znajomości ksywki męża rzeczniczki Urzędu Marszałkowskiego. Ale kto jej w Unisławiu nie zna...


- „Promil”, to jasne! - usłyszałem od przypadkowego przechodnia. I tak, od słowa do słowa mieszkaniec Unisławia naświetlił lokalny układ. Najważniejsze, wybrany w 2010 roku wójt Jakub Danielewicz oparł swoją kampanię na małżeństwie Krzemińskich.
- Wozili go po domach, wciskali wszystkim - przyznaje sołtys Bruków Roman Jabłoński. - A dziś to on przyjeżdża do nich po wskazówki.

Urlop zamiast dyscyplinarki
Pseudonim „Promil” pochodzi od czasu wspominanej tu przez wielu wycieczki szkolnej w Bieszczady, gdy Mariusz Krzemiński miał przesadzić z alkoholem. Alicja Adryan, dyrektorka szkoły w Grzybnie, a zarazem prezes Towarzystwa Oświatowego „Od Nowa”, prowadzącego w tym samym budynku przedszkole niepubliczne „Kubuś Puchatek”, mogła wyrzucić dyscyplinarnie radnego nauczyciela wuefistę z pracy, ale, po konsultacji z wójtem, skierowała go na roczny urlop dla poratowania zdrowia. (Przyznała to w rozmowie pod koniec kwietnia).
- Czyżby dług wdzięczności pozostał? - pyta dyrektorka przedszkola „Krasnoludek” Elżbieta Krause. - I stąd forowanie przez wójta jej przedszkola kosztem naszego, gminnego?
Tak myśli wielu. Tym właśnie tłumaczą zmuszanie dyrektorki „Krasnoludka” do nieprzyjmowania dzieci, co jest niezgodne ze statutem placówki.

- „Krasnoludka” wójt chce zlikwidować - dodaje Piotr Ogrodnik, rodzic. - Nie udało się skłonić radnych do podjęcia takiej uchwały, to siłowo przeniesiono „zerówki” z przedszkola do szkoły.
Chodzi o nielichą akcję. Gdy po pogrzebie mamy Elżbieta Krause zasłabła i poszła na zwolnienie, wójt błyskawicznie sprowadził nauczycielkę ze szkoły w Kokocku i wyznaczył ją do chwilowego pełnienia obowiązków dyrektorki przedszkola. Ta zaś wykonała jego polecenia: zmieniła arkusz organizacyjny, wykreślając 3 oddziały „zerowe” i doprowadziła do przeniesienia wraz z nimi do szkoły trzech nauczycielek.

- Zostałam zmuszona do złożenia podpisu na jakimś druku in blanco - zapewnia nauczycielka z „Krasnoludka” Maria Jolanta Chylewska. - Grożono mi palcem, straszono pozbawieniem pracy. A teraz słyszę, że wizytująca gminę posłanka Domicela Kopaczewska zachwyca się metodami rozwiązywania problemów oświatowych przez wójta. Wmówił jej, że rodzice mają wybór, gdzie posłać dziecko. To kłamstwo, wprowadzono ją w błąd! Przecież to jasne, że dzieci w nieprzygotowanej do tego szkole będą miały gorsze warunki, więc rodzice zdecydują się posłać je w końcu do „Kubusia Puchatka” pani Adryan.  Dzięki temu zostaną spełnione wymogi projektu - chodzi o liczbę dzieci - realizowanego za pieniądze pochodzące z Urzędu Marszałkowskiego, i kasy nie trzeba będzie oddawać. Przecież to jasne i czytelne!
A statut? A ustawa?

Czyżby unisławska władza tym razem jednak przegięła? W roli pełniącego obowiązki dyrektora może bowiem, zgodnie ze statutem i Ustawą o systemie oświaty, występować tylko pracownik przedszkola. Dlatego sprawą tą zajmują się dziś prokuratura i prawnicy Urzędu Wojewódzkiego.

O trudnościach w kontaktach z wójtem Jakubem Danielewiczem mówi w gminie wielu. - Z nim nie ma rozmowy - podkreśla choćby Stanisław Bojanowski, kierujący popegeerowskim gospodarstwem w Stablewicach, gdzie ma stanąć bez jego zgody ferma wiatrowa, co wywołało protest, na który władza jest głucha.

- Do wójta trzeba wchodzić z drzwiami albo brać się za referendum - dodaje Michał Kulwicki, były  przewoźnik dzieci do szkoły w Kokocku, który mnoży pretensje pod adresem władzy.
Drzwi zatrzaśnięte przed nosem

Wójta szczęśliwie zastaję na korytarzu. - Zaraz z chęcią porozmawiam - mówi i... znika w toalecie. - Musiał zadzwonić do „Marszałkini” - wielu skomentowało to, co się potem działo. Gdy wychodzi po dziesięciu minutach, krytykuje mój strój i orzeka, że rozmowy nie będzie. - Pytania mailem, do widzenia! - zatrzaskuje drzwi przed nosem.


Beata Krzemińska rozmawia ze mną przed gminnym budynkiem w Brukach, którego piętro zajmuje. - To insynuacje, nie dam się w nic wkręcić. Donosami się nie zajmuję, a Danielewicz bywa tu najwyżej co tydzień, dwa. Jestem osobą publiczną, więc można mi wiele przypisać.  
Numeru telefonu do męża nie chce podać: - Pytania do niego mailem...

Pytania wysłałem do obu panów we wtorek. Odezwał się wójt, i to natychmiast. Odpowiedzi obiecał przesłać, ale „do zakończenia piątkowego dnia pracy”. Radny Krzemiński nie zareagował. Po uzyskaniu stanowiska obu panów do tematu wrócimy.  




Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 20-06-2013 07:59

    Brak ocen 0 0

    - taczkowy: Taczka jest piękna.

    Odpowiedz

  2. 19-06-2013 08:35

    Brak ocen 0 0

    - mona: To jaką ksywkę według autora artykułu ma Krzemiński?

    Odpowiedz

  3. 18-06-2013 22:48

    Brak ocen 0 0

    - Paula: A po co sobie wzięli burmistrza z PO. Jak byli tacy głupi, to niech się męczą.

    Odpowiedz

  4. 18-06-2013 21:57

    Brak ocen 0 0

    - czytelnik: Typowe dla partii władzy jest wchodzenie do nich zwykłych kombinatorów, którzy chcę się dorobic.

    Odpowiedz

  5. 18-06-2013 21:54

    Brak ocen 0 0

    - mona: Krzemiński ksywa Promil, niezłe.

    Odpowiedz

  6. 18-06-2013 11:40

    Brak ocen 0 0

    - pupcia: Piękne ksywy - Krzemiński ksywa Promil i Krzemińska ksywa mineralna. Ale, oczywiście, to rodzina abstynentów od czterech pokoleń.

    Odpowiedz

  7. 18-06-2013 11:01

    Brak ocen 0 0

    - czytrelnik: A Tusk płacze, że PO już niedługo osiągnie poparcie PZPR, czyli żadne. Jak się pozwala na dorywanie się do żłobu różnych kombinatorów, a niektórych nawet się do tego żłobu podsadza, to kara jest jedna - prokurator i do więzienia.

    Odpowiedz

  8. 18-06-2013 10:48

    Brak ocen 0 0

    - czytelnik: Beata Krzemińska, to ta co na targach w Berlinie piła "ostromecką" z kieliszka i miała po tej "ostromeckiej" taki dobry humor? Moim zdaniem to taka była "ostromecka" jak ten cały dwór Caubeckiego.

    Odpowiedz