Serca bicie na śmierć i życie

Katarzyna Bogucka 12 czerwca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:14




W czasach wielkich epidemii brązowym olbrzymom przypisywano właściwości lecznicze, ba, nawet cudowne.

Wierzono, że potężna fala dźwięków, wywołanych przez dzwon, jest w stanie odsuwać od miasta zakażone, np. cholerą, powietrze. Miało się to dziać także za sprawą świętych patronów dzwonów, chociażby dzięki św. Rozalii chroniącej przed cholerą, albo św. Sebastianowi, pogromcy dżumy. Na cmentarzach cholerycznych ustawiano w związku z tym specjalne dzwonnice.

W kampanologicznych źródłach (kampanologia bada wszechstronnie historię dzwonów) znaleźć można doniesienia o klasztorach wolnych od zarazy (podczas gdy okoliczne wsie i miasteczka dogorywały), szczelnie otoczonych dźwiękami stale bijących dzwonów.

Oddalał zarazę...

- Do takich informacji radziłbym jednak podchodzić ostrożnie - mówi dr Gerard Guźlak z Zakładu Teorii Literatury i Wiedzy o Sztuce Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, miłośnik dzwonów, który niedawno zorganizował w Bydgoszczy międzynarodowe sympozjum „Dzwony w chrześcijańskiej Europie”. - To wiedza raczej z pogranicza nauki, czyli medycyny, i dorobek mądrości ludowej. Faktem jest, że w moc dzwonów ludność szczerze wierzyła i znalazłem tego dowody choćby w Gostycynie. Odkryłem tam dzwon poświęcony św. Rozalii (z odpowiednią inskrypcją łacińską „Pestem fugo”, czyli „Oddalam zarazę”). Jedna z pracujących we wsi zakonnic potwierdziła, że dzwoniono niegdyś, by unieszkodliwić cholerę unoszącą się nad nekropolią. Jest jeszcze jedna ciekawostka związana z epidemiami. Skuteczność bicia w dzwon zarazowy miało potwierdzać zachowanie zwierząt. Szczury na dźwięk dzwonów masowo wynosiły się z zadżumionych miast. Dzwony zaakceptowały ptaki, nietoperze, ale nie gryzonie...

Jeszcze więcej tego typu rewelacji (w dodatku współczesnych)przynoszą rozmowy z kampanologami rosyjskimi (także gościli na bydgoskim sympozjum). Za wschodnią granicą działa Centrum Dzwonów w Moskwie, ale i poza stolicą dzwony są niemalże czczone i oczywiście używane przy wielu okazjach. - Rozmawiałem z dzwonnikiem cerkiewnym, Aleksandrem A. Belyakovem, który zapewniał mnie, że nie imają się go ani choroby bakteryjne, ani wirusy, bo dźwięk dzwonu jest tak potężny, że unieszkodliwia szczepy szkodliwych bakterii, zagrażających jego organizmowi - mówi dr Guźlak i przytacza jeszcze jedną opinię, mianowicie wyniki badań, przeprowadzanych w USA i Rosji, według których harmonijny dźwięk dzwonów działa kojąco na osoby mające depresję, nerwicę, stany lękowe. Naukowcy z Nowego Jorku odkryli, że słuchanie dzwonu ma dobry wpływ na koordynację ruchów u dzieci spastycznych, a także uspokaja pacjentów w czasie operacji.
Nie ma, niestety, aż tylu badań potwierdzających ciekawostki ze sfery obyczajowej. Jak racjonalnie wytłumaczyć fakt, że dzwony traktowano (to zwyczaj szczególnie z Orawy i Podhala) jako obrońców pól i domostw przeciwko piorunom, gradowi, wichrom, ulewom? Na każdą okoliczność przewidziano inny sposób dzwonienia.

Przeciwko burzy dzwoniono szybko, raz na jedną stronę, dwa razy na drugą, ostrzegawczo na pożar - wolno i na jedną stronę, przeciwgradowo - w rytmie „Na las, na las, na las!”, aby odegnać chmury z pól. Znane są także tzw. dzwonnice loretańskie, w których bito (i wciąż się gdzieniegdzie bije) na Anioł Pański, a w czasie burz w rytm dzwonu dzwonnik odmawiał litanię loretańską do Matki Boskiej. Wielu badaczy wątpiło w opisywane właściwości dzwonu. - Robiłem badania we wsi Łapszanka. Pod tamtejszą dzwonnicą stoi krzyż upamiętniający śmierć po porażeniu piorunem dzwonnika Franciszka Kapołka - sięga do historii dr Gerard Guźlak.

Siła średniowiecza

Kampanologia to jednak zbyt obszerna dziedzina, by skupiać się wyłącznie na obyczajach. Równie interesujące są odniesienia do literatury, a także technologia tworzenia dzwonów, ich właściwości akustyczne, a także sposób uruchamiania. Michał Klepacki jest jednym z dzwonników dzwonu Tuba Dei, pochodzącego z 1500 r. z katedry świętych Janów w Toruniu. To jeden z największych dzwonów w Polsce (po Zygmuncie) - obecnie największy jest dzwon w Licheniu, waży 19 ton - i największy w Europie Środkowej dzwon kołysany. Michał Klepacki podkreśla, że emocje przeżywane w czasie dzwonienia Tuba Dei (waży 7,5 tony) nie mają sobie równych.
- To dla mnie wielki zaszczyt, że mogę ten cudowny dźwięk przekazywać ludziom. Jest pięć świątecznych okazji w roku, gdy nasz dzwon przemawia, ale uruchamiamy go także w pozaświątecznych okolicznościach. Ostatnio na pożegnanie papieża Benedykta XVI i powitanie papieża Franciszka.

Po konserwacji Tuba Dei w 2008 r. rozkołysanie go (robi się to nożnie, dzwonnicy stoją nad dzwonem) jest dużo prostsze i wystarczyłoby do tego dwóch dzwonników. Ale... - Dwóch wystarczy na początek, a co dalej? Przecież utrzymanie rytmu dzwonu to wielki wysiłek fizyczny - tłumaczy Klepacki i od razu wyjaśnia, że dzwonnikom wcale nie przeszkadza hałas. Wręcz przeciwnie. Harmonia i głębia potężnego dźwięku napełnia radością, daje siłę. - Gorzej jest z małymi dzwonami o wysokich alikwotach - mówi toruński dzwonnik. - Wtedy trudno o terapeutyczne działanie. Starzy mistrzowie wiedzieli, jak zestroić dzwon.

Zrodzone w ziemi

Strojenie polega na tym, by w brązie zamknąć czysty akord - durowy (wesoły) lub molowy (smutny). Największe wyzwanie to zestrojenie kilka dzwonów. Obok Tuba Dei wisi jeszcze dzwon Pogrzebowy (z 1412 r.) i Kulawy (z 1766 r.). Oba uruchamia się ręcznie. Razem brzmią dobrze, chociaż stale trzeba czuwać nad jakością dźwięku. - Bo dzwony starzeją się jak ludzie - zauważa Michał Klepacki. - A ich powstanie można porównać do narodzin człowieka.
Symboliczne poczęcie odbywa się w ziemi, wydają z siebie pierwszy głos jak krzyk dziecka. Są chrzczone, namaszczane. Z czasem szarzeją, zielenieją, bywa, że pękają, umierają. Miejsce po uderzeniu stalowego serca wyrabia się, więc od czasu do czasu dzwon się obraca, żeby znaleźć nowy punkt uderzenia. Tuba Dei został obrócony w 1906 r. o 90 stopni.

Marzeniem kampanologów, zwłaszcza polskich, których Gerard Guźlak planuje zrzeszyć w międzynarodowej organizacji, są koncerty dzwonowe, koncerty dzwonów z organami, wycieczki do dzwonów. Czy to możliwe? Zapału dr. Guźlakowi nie brakuje. Podróżuje po świecie, penetruje też własne podwórko. Odwiedził ostatnio kilka wież w Bydgoszczy. W kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa są trzy dzwony, ale biją tylko dwa.

W parafii św. Wojciecha jeden z dzwonów ma uszkodzony napęd elektryczny, lecz udaje się go rozkołysać ręcznie. Nie wszędzie jest to możliwe - kłopot z przywiązaniem sznura. A’ propos sznura, „sznurowym” nazywa się wypłatę dzwonników. Inne określenie to podzwonne. Dzwonnicy z Torunia tradycyjnych opłat nie pobierają. W niektórych wsiach podhalańskich podzwonne było dawniej wręcz zakazane, gdyż rzekomo odbierało dzwonom moc... <


Przygotowując publikację autorka korzystała z książki Gerarda Guźlaka: „Dzwony. Ich funkcje kulturowe w literaturze i obyczajach XIX-XX wieku”, Wydawnictwo UKW, Bydgoszcz 2011.
Warto wiedzieć

Tak rodzi się dźwięk

Do stworzenia dzwonu potrzebna jest trzyczęściowa forma: rdzeń (z gliny), dzwon fałszywy (glina pokryta łojem) i kapa - płaszcz (z gliny). Na dzwonie fałszywym robi się ozdoby z wosku. Podczas wypalania łój i wosk wytapiają się, zostawiając między trzema częściami formy miejsce. Dzwon fałszywy niszczy się, po złożeniu rdzenia z kapą powstaje pusta przestrzeń, którą zalewa się płynnym metalem. Dzwon stygnie zakopany w ziemi. Po usunięciu formy jest czyszczony, polerowany i złocony. Ostatni etap to okucie dzwonu, czyli sztywne połączenie go z jarzmem.