Razy bez siniaków

Małgorzata Oberlan 25 maja 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:16

On nigdy nie powie o sobie „ofiara przemocy w rodzinie”. Dobrze, jeśli w ogóle zacznie gdzieś szukać wsparcia. - W naszej patriarchalnej kulturze przyznanie się do „nieradzenia sobie z kobietą” to dla mężczyzny wielki wstyd - mówi psycholog Elżbieta Opiłowska.


Gdyby ufać tylko oficjalnym statystykom policyjnym czy badaniom TNS OBOP, problem przemocy kobiet wobec mężczyzn jest marginalny. Według tych danych, panowie stanowią od 3 do 5 procent ofiar. Jak to pogodzić z wynikami innych badań, które mówią, że skłonność do stosowania przemocy jest zbliżona u obu płci?

Koledzy mają normalne żony...

Rafał, lat 44. Dziś ocenia, że jego problemy zaczęły się wtedy, gdy stracił dobrą pracę i zarobki. Wtedy jednak tak tego nie oceniał - wierzył, że wspólnie wyjdą z impasu. Zaczął szukać nowej posady. Finansowej tragedii też nie było, bo co jakiś czas łapał fuchy. A poza tym, pracowała przecież Hanka. Co więcej, awansowała i zarabiała coraz lepiej.

- Bez problemu zgodziłem się na to, by czuwanie nad domowym budżetem całkowicie przejęła żona - wspomina. - Zgodnie z umową, cokolwiek zarobiłem na zleceniach, natychmiast przekazywałem Hani do wspólnego kotła. Nie były to imponujące sumy, ale przecież sytuacja miała się szybko zmienić - gdy tylko znajdę nową pracę.

Tyle że znalezienie posady okazało się trudniejsze niż sądził. Po czterech miesiącach poszukiwań Rafał czuł się coraz gorzej. Tym bardziej że żona systematycznie wytykała mu nieróbstwo i lenistwo. Nieraz bywało, że w obecności rodziny i znajomych przedstawiała go jako nieudacznika i obciążenie domowego budżetu. Do tego doszły inne konsekwencje: odstawienie od łoża i wspólnego stołu. Nagle żonie przestała smakować kolacja w jego towarzystwie, a on sam zaczął w niej wzbudzać obrzydzenie jako mężczyzna. Mówiła, że śmierdzi i żeby spał osobno.

Kolejnym etapem było wydzielanie pieniędzy. Doszło do tego, że na podstawowe środki higieny osobistej pieniądze pożyczał. Nigdy nie pogadał o tym szczerze z żadnym kumplem. Wstydził się. Przecież koledzy mieli normalne żony. Wszystko opowiedział dopiero prawnikowi, gdy Hania wniosła pozew o rozwód. Chciała orzeczenia o jego winie, bo przestał łożyć na dom w wystarczającym zakresie.

Na zimno, z wyrafinowaniem

- W naszej patriarchalnej kulturze przyznanie się do „nieradzenia sobie z kobietą” to dla mężczyzny wielki wstyd - podkreśla psycholog Elżbieta Opiłowska, kierująca Biurem ds. Polityki Prorodzinnej i Przeciwdziałania Przemocy w Toruniu. To jednostka działająca pod auspicjami marszałka województwa. W jej ramach działa Kujawsko-Pomorska Niebieska Linia. To tu coraz częściej pomocy szukają mężczyźni.

O czym mówią? O tym, że ona pije, albo ma zaburzenia psychiczne i nie bierze leków. I że stosuje przemoc wobec dzieci, a on czuje się kompletnie bezradny. O tym, że sam cierpi, zazwyczaj nie wspomina. Pojawiają się też historie, w których ona stosuje rękoczyny. - Zdarza się, że w sytuacjach konfliktu rodzinnego kobiety kumulują emocje, aż w pewnym momencie nie są w stanie ich już opanować i dochodzi do wybuchu, z użyciem siły włącznie. To tak zwana przemoc gorąca - mówi Elżbieta Opiłowska. - Z przemocą stosowaną na chłodno mamy do czynienia wtedy, gdy kobiety celowo, z wyrafinowaniem, stosują różne techniki psychiczne.

Jakie? - Odmawiają mężczyźnie w domu rozmowy, porozumienia i innych kontaktów. Nie wykonują swojej części obowiązków domowych, z których dotąd się wywiązywały (np. przez lata gotowały i prały, teraz przestają lub uniemożliwiają wykonywanie tego partnerowi), co utrudnia mu normalne funkcjonowanie w rodzinie. „Niechcący” upuszczają różne przedmioty, raniąc partnera lub niszcząc cenne dla niego rzeczy. Obmawiają go, wpływając na to, jak mężczyzna jest postrzegany przez przyjaciół i znajomych. Tak skutecznie budują jego zły obraz, że inni odwracają się od niego lub nie wierzą w jego wersję wydarzeń - wylicza psycholog.

Dziecko - broń totalna

Grzegorz, po czterdziestce, mieszka w niespełna 15-tysięcznym miasteczku w Kujawsko-Pomorskiem. Była żona z dziećmi też. Przy okazji rozwodu (bez orzekania o winie, z jej inicjatywy) ustalone zostały zasady opieki rodzicielskiej nad dziećmi oraz wyznaczone „widzenia” ojca z synami. Co drugi weekend mieli spędzać u niego. Święta zaś na przemian - raz z matką, raz z ojcem. Do tego dwa tygodnie z tatą w czasie letnich wakacji. Standard.

- Była żona nie stosuje się do tych ustaleń. Przychodzę po synów i całuję klamkę. Dzwonię, nie odbiera telefonu. Przychodzę ponownie i dowiaduję się od teściowej, że nie mam tutaj czego szukać, bo Bożena z dziećmi wyjechała do siostry - relacjonuje Grzegorz. - Do tego widzę, że ona robi wszystko, żeby synowie się ode mnie odsunęli. Ostatnio od młodszego Kuby usłyszałem, że nie wsiądzie ze mną do samochodu, bo „jeżdżę jak nienormalny” i na pewno go zabiję. Ja tymczasem nigdy nie spowodowałem najmniejszej kolizji, a ostatni mandat za przekroczenie szybkości dostałem w 2006 roku...

Dziecko i prawo opieki nad nim to silna broń. Jeśli kobieta chce, może jej użyć przeciwko byłemu partnerowi. Może skutecznie utrudnić mu kontakt z potomstwem. Może robić mu czarny PR, na jakiś czas „wypisując” go z życia dzieckiem. Może też liczyć na ciche przyzwolenie lub po prostu brak prawdziwego zainteresowania tym, co robi, ze strony policji, kuratora, sądu.

- Kilkakrotnie zgłaszałem policji, że żona nie wydała mi synów. Usłyszałem, że mam dać spokój i pytanie, czy nie potrafię sam poradzić sobie z kobietą. Po kolejnym telefonie zagrożono mi sprawą za nieuzasadnione wzywanie funkcjonariuszy. Nie wiem, co mam robić - kończy Grzegorz. W trakcie całej długiej rozmowy tylko raz mówi o swoich uczuciach. O tym, że tęskni za synami i czuje, że ich traci.

Jak pokonać barierę wstydu?

Wstyd przyznać się samemu przed sobą. Wstyd powiedzieć znajomemu, nawet gdy człowiek upije się na smutno. Wstyd przed własnymi rodzicami. Wstyd przed dziećmi. Wstyd przed psychologem czy terapeutą, jeśli w ogóle się do niego dotrze. Specjaliści dobrze znają ten rodzaj męskiej narracji. On jak ognia unika wypowiedzi w pierwszej osobie. Woli sytuacje opisywać bezosobowo: „Jak człowiek jest wyzywany od nierobów i debili...” albo „Jak człowiek ciągle słyszy, że jest zerem...”. To pomaga mu zdystansować się od cierpienia.

- Sprawy dotyczące przemocy doświadczanej ze strony kobiet są dla mężczyzn niesamowicie wstydliwe. Być może także dlatego, że ich pozycja w ostatnich czasach słabnie - obserwuje Dorota Nowicka, specjalistka od spraw przemocowych z działu interwencji kryzysowej Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodziny w Toruniu. - Zgłaszający się do nas panowie zazwyczaj jako pierwszy wskazują inny problem niż doświadczanie przemocy. Np. dzwonią i skarżą się, że żona pije i zaniedbuje dom. Ale już nie powiedzą: „Zaniedbuje mnie”.

- Możliwe, że potrzebne są specjalne punkty dla mężczyzn, w których łatwiej byłoby przełamać wstyd i zwrócić się o pomoc, poradę. Punkty, w których na mężczyznę czekałby inny mężczyzna, specjalista - dodaje Olga Okrucińska, rzeczniczka toruńskiego MOPR-u.

Dorota Nowicka natomiast dodaje, że dobrą robotę zrobić może na rzecz mężczyzn nie tyle jakaś społeczna kampania, ale popularny serial telewizyjny. Taki, w którym pojawi się problem przemocy kobiety wobec mężczyzny, zostanie nazwany (złamanie tabu) i rozwiązany.

Anonimowość w sieci

Szukający pomocy w Kujawsko-Pomorskiej Niebieskiej Linii mają tę niezbyt często spotykaną możliwość wyboru płci psychologa i/lub prawnika, któremu powierzą swoje problemy. - Jeśli czują, że tak będzie łatwiej im rozmawiać, mogą umówić się z mężczyzną - podkreśla psycholog Elżbieta Opiłowska. - Pełną anonimowość gwarantuje natomiast działająca u nas internetowa poradnia prawna. Tu kontakt bezpośredni czy nawet telefoniczny nie jest potrzebny.

0 800 154 030 - to bezpłatny numer telefonu Pogotowia dla Ofiar Przemocy w  Rodzinie „Niebieska Linia”. Dzwonić  można każdego dnia, w godzinach od 17 do 21. Codziennie dyżuruje tu psycholog i prawnik. Można umówić się na osobiste spotkanie. Z internetowej poradni skorzystać natomiast można, wysyłając zapytanie mailem na adres: niebieskalinia@kujawsko-pomorskie.pl

Rany, które bolą bardzo długo

Rafał, który ostatecznie rozwiódł się z żoną, kolejny miesiąc leczy rany. Nie ma siniaków, choć - jak mówi - cały jest poobijany. Psychicznie.

Grzegorz definitywnie dał sobie spokój z policją. Tym bardziej że brat eksmałżonki to emerytowany funkcjonariusz. Chyba skorzysta z Niebieskiej Linii, bo w swoim miasteczku zrozumienia nie znalazł. <

PS Imiona bohaterów zostały zmienione.
Warto wiedzieć

Manipulacje z Niebieską Kartą

I kobiety, i mężczyźni próbują wykorzystywać procedury Niebieskiej Karty dla swoich celów, z pełnym wyrachowaniem. NK policja może założyć w domu, w którym dochodzi do przemocy.

Kartę wypełnia interweniujący funkcjonariusz na miejscu zdarzenia w obecności sprawcy. Stanowi ona zapis interwencji związanej z przemocą i może stanowić dowód w postępowaniu procesowym, jeśli ofiara postanowi złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa.

- Spory odsetek spraw to takie, w których NK wykorzystywana jest do rozgrywek w małżeństwach, które się rozstają - ocenia Dorota Nowicka z MOPR w Toruniu.