Archeolog na autostradzie

Piotr Schutta 18 maja 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:16




Miał około 60 lat, 168 centymetrów wzrostu i został dźgnięty w łopatkę. Przeleżał w ziemi prawie 5 tys. lat i gdyby nie roboty drogowe, tkwiłby tam nadal, razem ze swoją tajemnicą i wyposażeniem grobowym. Nie on jeden zresztą...


Tak rozległych i dokładnych badań archeologicznych ziemia kujawsko-pomorska dotąd nie zaznała. Dużo wszakże wiedziano już wcześniej, ale dopiero ostatnia inwazja archeologów, towarzyszących budowie trasy A1, wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi. Już suche liczby mogą robić wrażenie - 230 przebadanych hektarów, 130 stanowisk archeologicznych, 80 tys. zabytkowych obiektów i ponad 2 mln artefaktów, z których najstarsze pochodzą sprzed 7 tys. lat, a więc z okresu, kiedy na Kujawy zaczęli przybywać pierwsi rolnicy.

- Materiału źródłowego jest tyle, że jego „obrobienie” zajmie naukowcom kolejne kilkanaście lat - mówi Tomasz Górzyński z Instytutu Archeologii UMK w Toruniu, kierujący badaniami na północnym odcinku A1, od granicy województwa kujawsko-pomorskiego do Czerniewic. Obecny był jako archeolog na wszystkich etapach inwestycji - od wstępnych badań rozpoznawczych w terenie, przez tzw. prace wyprzedzające o charakterze ratowniczym, aż po archeologiczny nadzór interwencyjny, co, mówiąc kolokwialnie, sprowadza się do tego, że archeolog nie odstępuje koparki ryjącej w rejonie spodziewanego stanowiska.


Jak diabeł z pudełka

- Chodzi o to, że nie wszystkie stanowiska da się sprawdzić przed rozpoczęciem budowy, ponieważ część znajduje się pod czynnymi drogami dojazdowymi, a niektóre na terenie jeszcze nieopuszczonych gospodarstw - wyjaśnia Tomasz Górzyński.

Tak było na przykład w Mniszku pod Grudziądzem, gdzie jesienią 2006 roku jak diabeł z pudełka wyskoczył spod gospodarstwa rolnego i przystanku autobusowego późnośredniowieczny młyn z 200 elementami konstrukcji w dobrym stanie.



Świadkami innej dużej niespodzianki byli archeolodzy z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Poznaniu, działający na zlecenie Fundacji Uniwersytetu Adama Mickiewicza. W Bodzi (gm. Lubanie) natknęli się na wczesnośredniowieczne cmentarzysko społeczności niepochodzącej z Kujaw. W 50 osobnych kryptach grobowych znajdowały się ciała dzieci, kobiet i mężczyzn - prawdopodobnie wojowników, związanych z dynastią Rurykowiczów, służących Bolesławowi Chrobremu lub Mieszkowi II; przy jednym z nich (ustalono, że zmarł na skutek urazu czaszkowego) znaleziono bowiem pas z symbolem oznaczającym przynależność do prastarego rodu Ruryka.

A gdzie tablice dla turystów?

Dzięki dalszym, specjalistycznym już badaniom laboratoryjnym udało się ustalić, m.in., że dzieci chorowały na anemię, a ich rodzice mieli problemy z kręgosłupami, próchnicą zębów i często doznawali urazów mechanicznych. Przy zwłokach mężczyzn było uzbrojenie - miecz, długi nóż bojowy, czekan i maczuga - o cechach wskazujących na pochodzenie wschodnie i skandynawskie. Oprócz tego, odkryto w Bodzi pozostałości osady z późniejszego okresu. Wszystko wskazuje na to, że wyrabiano w niej biżuterię.

- Autostrada przechodziła przez środek części produkcyjno-warsztatowej osady z XII w. Odsłoniliśmy 125 obiektów, jam gospodarczych i produkcyjnych, a przy nich wiele narzędzi oraz odpadów. Szczypce, dłuta, pilniki i tym podobne narzędzia każą nam przypuszczać, że natknęliśmy się na warsztat złotniczy. To bardzo rzadkie odkrycie na ziemiach polskich. Wygląda na to, że ktoś prowadził tutaj dorywczo pracownię produkującą wyroby z brązu, czego dowodzą znalezione tu pierścionki z tego kruszcu - mówi dr Artur Różański z UAM w Poznaniu.

- Przydałoby się w miejscach tych odkryć postawić tablice informacyjne, tak jak to się robi w Meksyku czy we Francji. Ludzie, podróżujący A1 i zatrzymujący się w punkcie obsługi kierowców, mogliby się dowiedzieć, że niedaleko stąd żył przed kilkoma tysiącami lat człowiek, który aż tak bardzo się od nas nie różnił - mówi dr Iwona Sobkowiak-Tabaka, która na autostradowych badaniach w naszym regionie spędziła kilka lat.

Na niedawnej konferencji naukowej „Archeologia autostrady” dr Sobkowiak-Tabaka opowiadała, m.in., o starszym mężczyźnie z epoki kamienia, a dokładnie z 2800 r. p.n.e., którego szkielet znaleziono w grobie kurhanowym w Kruszynie k. Brześcia Kujawskiego. Późniejsze precyzyjne analizy chemiczne pozwoliły określić jego dietę, zdrowie i wiek, a badanie stosunków izotopowych strontu (pierwiastek osadzający się w kościach), powiedziało coś o jego pochodzeniu.

Tajemniczy przybysz

- Na pewno nie pochodził stąd. Mógł być kimś ważnym. Został bowiem wyposażony w przedmioty, które rzadko spotyka się przy zmarłych z tego okresu - mówi dr Sobkowiak-Tabaka. Z uśmiechem dodaje, że jej obiekt badań zęby miał w doskonałym stanie. Przy tajemniczym przybyszu znajdowały się, m.in., narzędzia do obróbki skóry, wykonane z poroża jelenia i ze śródstopia tura oraz przedmiot mogący służyć do obrabiania drewna, wykonany z kości konia. Naukowcom udało się też określić tzw. paleodietę, czyli jadłospis człowieka z Kruszyna - mleko, mięso, niewiele ryb.

Zęby starych kobiet z neolitu, których szkielety znaleźli łódzcy archeolodzy pod kier. Ireneusza Marchelaka i Błażeja Muzolfa, pracujący, m.in., w Ludwinowie i Smólsku, nie prezentują się tak okazale jak uzębienie człowieka z kurhanu. - Antropolog zauważył, że zęby tych kobiet mają wyżłobienia, jakby coś przez nie przeciągano. Mogło chodzić o nici wełny owczej, które były w ten sposób obrabiane. Ale dlaczego i po co? Tego jeszcze nie wiemy - mówi dr Piotr Papiernik z Fundacji Badań Archeologicznych im. prof. Konrada Jażdżewskiego w Łodzi.

Dzięki ostatnim, ale też wcześniejszym odkryciom archeologicznym, dokonanym na terenie Kujaw, o życiu codziennym człowieka neolitu wiemy dzisiaj dość dużo. Same tylko materiały ze Smólska i Ludwinowa ukazują - jak mówią archeolodzy - pełną sekwencję wchodzenia na te ziemie społeczności rolniczych przybyłych zza Karpat.

Starzy znajomi z neolitu

Wystarczy odrobina wyobraźni, by zobaczyć zderzenie dwóch kultur - z jednej strony tubylcy polujący na dziką zwierzynę i żywiący się darami lasu, z drugiej - obcy z południa, znający się na hodowli zwierząt i uprawie roślin, szukający dla siebie nowego domu.

- Bardzo dokładnie ich poznaliśmy. Byli niscy i żyli krótko, cierpiąc przy tym na różne dolegliwości, np. kręgosłupa. Budowali domy z bali dębowych o powierzchni ok. 100 metrów kwadratowych, w których żyły też zwierzęta. W każdym mieszkała tylko jedna rodzina, ale w budowie pomagała cała społeczność, bo żeby zbudować coś takiego, trzeba było wyciąć krzemiennymi siekierami około 200 dość grubych dębów, przytaszczyć je i okorować. Proszę sobie wyobrazić, jaka to była harówka - opowiada z nieskrywanym podziwem dr Papiernik. - Wiemy też, że uprawiali jęczmień i pszenicę, hodowali krowy, owce i świnie, a ubierali się nie tylko w skóry, ale i w odzież z lnu, który potrafili tkać. Dowiedzieliśmy się nawet, jakie chwasty rosły na ich polach - dodaje archeolog.

W jednej ze studni neolityczych, jakich zresztą odkryto tu dziesiątki, oprócz amfor i pucharów sprzed 7 tysięcy lat oczom archeologów ukazały się fragmenty glinianych sitek. Te, na pierwszy rzut oka niepozorne naczynka stały się wkrótce tematem poważnej publikacji w piśmie „Nature”. Analiza biochemiczna ujawniła na nich bowiem ślady przetworzonego mleka oraz wosku pszczelego. - Do tej pory tylko się domyślaliśmy, że tutejsze społeczności neolityczne znały się na bartnictwie i produkcji sera. Teraz mamy dowód - mówi dr Sobkowiak-Tabaka.

Odsłaniamy całą kurtynę

- O tym wszystkim można mówić bez końca. Na każdym prawie stanowisku znajdowaliśmy nawarstwienie wielu kultur i bogactwo obiektów. Od śladów osadnictwa po całe domy, które jesteśmy w stanie dzisiaj zrekonstruować. Były też cmentarzyska wszelkiego typu: birytualne, szkieletowe, całopalne. Badania przeprowadzone tylko w północnej części przebiegu trasy A1 w naszym regionie przyniosły aż 188 tzw. faktów chronologiczno-kulturowych z różnych okresów historycznych - mówi Tomasz Górzyński.

- Skala badań autostradowych zupełnie zmieniła optykę patrzenia na rozwój pradziejowych społeczeństw. Wcześniej odsłanialiśmy rąbek kotary, teraz całą kotarę. Oprócz sita do twarogu mamy nietypowe zdobienia na naczyniach czy ozdoby, świadczące o powiązaniach z ludnością z innych rejonów Europy; nieznane tu wcześniej modele zabudowy mieszkalnej; przykłady nietypowego pochówku, świadczące o tym, że musiał być tu ktoś obcy, kto krzewił nowe idee, pokazał nowe trendy w uzbrojeniu, wprowadził modę... To wszystko znacznie zmienia punkt widzenia na pradzieje - podsumowuje Michał Wiśniewski, nadzorujący badania w pasie A1 z ramienia głównego inwestora, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

WARTO WIEDZIEĆ

Sztab ekspertów z poznaniakami i torunianami na czele

Archeologiczne badania autostradowe w pasie budowy A1 prowadzono w naszym regionie w latach 1998-2012. Pierwsze rozpoznania terenu rozpoczęto jednak już w 1995 r. W przedsięwzięciu tym wzięło udział kilkudziesięciu ekspertów ze środowisk uniwersyteckich i muzealnych z Lublina, Łodzi, Poznania, Torunia i Warszawy. Głównymi wykonawcami byli Fundacja Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, z ramienia której badaniami kierował Marek Żółkiewski (odcinek Toruń - granica woj. łódzkiego) oraz Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, grupa pod kierunkiem prof. Wojciecha Chudziaka i Tomasza Górzyńskiego (Toruń - granica woj. pom.).

Na podstawie badań napisano doktoraty, prace magisterskie oraz artykuły naukowe. GDDKiA wydała również bogato ilustrowany katalog pt. „Archeologia autostrady”.
Badacz w wykopie

Trochę romantyzmu, więcej realizmu

Praca na stanowisku archeologicznym to nie plan filmu z Indianą Jonesem. Latem wstaje się o brzasku, by jak najdłużej unikać upałów. Pracuje się 8 godzin w wykopie, by potem oddać się gromadzeniu, porządkowaniu i opisywaniu znalezionych artefaktów. Każdy przedmiot trzeba opatrzyć metryczką z opisem i sfotografować na miejscu znalezienia.

Czasem w terenie spędza się po kilka miesięcy, z rzadka wpadając do domu, ale to również nie przypomina filmowego scenariusza. Mieszka się na kwaterach, w internatach i hotelach. Z czasem, kiedy pracuje się przy dużym projekcie badawczym, rozłąkę z rodziną można liczyć w latach.

Godziny spędzone w piachu i błocie wynagradzają krótkie chwile euforii, kiedy wyciągnie się z ziemi unikatowy artefakt, który miał w dłoniach człowiek sprzed tysięcy lat.