Zarząd ma służyć spółdzielcom!

Przemysław Łuczak 7 maja 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:16


Rozmowa z LIDIĄ STAROŃ, wiceprzewodniczącą Nadzwyczajnej Sejmowej Komisji do rozpatrzenia projektów ustaw z zakresu prawa spółdzielczego.

Jak to jest być wrogiem nr 1 prezesów spółdzielni mieszkaniowych?

Taka pozycja bardzo mobilizuje do działania. A fakt, że proponowane przepisy będą dobrze służyć spółdzielcom, sprawia, że znacznie łatwiej mi argumentować planowane zmiany ustawowe. Prezesi zaś walczą o zachowanie swojego status quo. Dlatego sięgają po metody, które są nie do zaakceptowania (płatne ogłoszenia, dezinformacja). I jeszcze ich kosztami obciążają budżety spółdzielni mieszkaniowych, czyli kieszenie spółdzielców.

Zaciekle bronią nieprzejrzystych regulacji prawnych, które wielokrotnie kwestionował Trybunał Konstytucyjny. Są one także źródłem sporów spółdzielców ze spółdzielnią. Świadczy o tym lawina skarg do rzecznika praw obywatelskich, biur poselskich, ministerstw i Sejmowej Komisji Sprawiedliwości. 

Na czym mają one polegać?

Proponujemy przepisy, które zwiększą uprawnienia zwykłych spółdzielców, mieszkańców milionów spółdzielczych mieszkań. To dla nich, a nie zarządów i prezesów spółdzielni, są one tworzone. Chcemy więc m.in. umożliwić spółdzielcom faktyczny dostęp do dokumentów spółdzielni, dać prawo wyboru członkostwa w spółdzielni, prawo do majątku, niezależną kontrolę, zapewnić wpływ na remonty i jawność przetargów, uporządkować sprawy gruntów, obniżyć opłaty. Proponujemy także uproszczenie trybu przekształcenia spółdzielczych praw do mieszkań w pełną własność, bez konieczności udziału notariusza, co znacznie obniży koszty tej operacji.

Tajne wybory powszechne w spółdzielni to prawdziwa rewolucja...

Tak, zmierzamy do wprowadzenia wyborów powszechnych w spółdzielniach. Chcemy zerwać z praktyką wybierania rady nadzorczej przez delegatów. Są oni nierzadko rekrutowani spośród pracowników administracji spółdzielni, ich rodzin i znajomych. Choć często mieszkają kilkadziesiąt kilometrów od spółdzielni, to decydują o jej sprawach. Tak wyłoniona rada wybiera zarząd i prezesa, a potem go kontroluje, co jest, oczywiście, fikcją. Natomiast wybory na walnych zgromadzeniach najczęściej odbywają się późno w nocy, jako ostatni punkt porządku obrad.

Chce Pani „zniszczyć” spółdzielnie mieszkaniowe, jak sugerują niektórzy ich działacze?

To tylko demagogia i straszenie spółdzielców. Nie mamy zamiaru likwidować spółdzielni mieszkaniowych. W projekcie ustawy nie ma żadnych zapisów, które szkodzą spółdzielcom. Przeciwnie, są one dla nich korzystne, sprowadzają zarządy spółdzielni do roli służebnej wobec nich. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że właścicielami spółdzielni są spółdzielcy.

Dlatego też powinni odzyskać należne im prawa - takie same jak ma każdy inny właściciel w Polsce - i podlegać takiej samej ochronie prawnej. Spółdzielca ma mieć także wpływ m.in. na wysokość uposażenia członków organów spółdzielczych. Dzisiaj jest to poza wszelką kontrolą, a spółdzielcy podnoszą, że pensja prezesa bardzo często jest wyższa od wynagrodzenia prezydenta kraju. Proponowane zmiany budzą tak silny opór działaczy spółdzielczych, którzy wszelkimi sposobami starają się zniechęcić parlamentarzystów, jednocześnie dezinformując i wprowadzając w błąd obywateli.

Dlaczego sami spółdzielcy tak rzadko podejmują walkę z patologiami w ich spółdzielniach?

Spółdzielców bulwersuje, że będąc właścicielami spółdzielni i pracodawcami, nie znają zarobków swoich pracowników (choćby prezesa), nie mogą doprosić się rzetelnego rozliczenia opłat za ogrzewanie, wodę, remont itp. Bez dostępu do informacji nie mają wpływu na to, co dzieje się z ich pieniędzmi i majątkiem. A trzeba zdawać sobie sprawę, że budżet niejednej spółdzielni mieszkaniowej jest równy budżetowi miasta. Sięga kilkudziesięciu czy kilkuset milionów złotych rocznie.

Czy można sobie wyobrazić, żeby na takich samych zasadach jak te wielkie spółdzielnie, funkcjonujące bez elementarnej kontroli, działały również miasta? Właśnie po to, by spółdzielcy mieli realny wpływ na swoje spółdzielnie, potrzebna jest zmiana przepisów. Ta bezsilność spółdzielców ma swoje korzenie także w poprzednim ustroju, a transformacja ustrojowa ominęła spółdzielnie mieszkaniowe.

Nadal traktują one spółdzielców jak lokatorów, a nie właścicieli, mimo że w 100 proc. zapłacili oni za swoje mieszkania i przez lata tworzyli majątek spółdzielni. Ta sytuacja pogłębiła się za rządów lewicy, sprzyjającemu „spółdzielczej nomenklaturze”. Mimo późniejszych nowelizacji prawa, nadal bardzo silne jest lobby zarządów skupionych w Krajowej Radzie Spółdzielczej. A w tym oporze przeciwko proponowanym zmianom wspomagają ich związki rewizyjne, obecni monopoliści wątpliwej kontroli spółdzielni.

Dlaczego spółdzielcy z takim trudem dochodzą swoich praw?

Spółdzielczością mieszkaniową zajmuję się od kilkunastu lat. Znam ją także z tysięcy interwencji na terenie całego kraju. Zdobywanie informacji w spółdzielni jest jak droga przez mękę, którą spółdzielcy muszą pokonać, aby poznać kalkulację opłat, zarobki swoich pracowników (prezesa) czy dowiedzieć się, ile kosztują wynajęci przez niego prawnicy, jaka jest treść dokumentów przetargowych albo dotyczących remontów w ich nieruchomościach. Pomagamy wielu ludziom w sprawach sądowych i je wygrywamy, choć często trwa to latami. Ludzie czują się bezradni, bo po drugiej stronie jest prezes oraz grupa prawników zatrudnionych za ich pieniądze. Występują oni przeciwko tym, którzy próbują dochodzić swoich praw i domagają się przejrzystości w działaniu spółdzielni. Mogę mnożyć przypadki wykluczania takich ludzi ze spółdzielni.

Proponuje Pani automatyczne przekształcanie spółdzielczych budynków we wspólnoty, jeżeli choćby jedno mieszkanie miało wyodrębnioną własność. Tymczasem ludzie boją się wspólnot...

Mamy tu do czynienia z niezrozumieniem albo celową dezinformacją. Ludzie nie wiedzą, że nadal będzie istniała spółdzielnia. Dzisiejsze przepisy, w mojej ocenie, są niekonstytucyjne przynajmniej w trzech obszarach: praw właściciela, prawa do majątku spółdzielni i w obszarze członkostwa. Te ostatnie dają z jednej strony możliwość bezzasadnych wykluczeń ze spółdzielni, a z drugiej strony przyjmowania w poczet członków wszystkich pracowników spółdzielni i innych osób związanych z zarządem (niemających lokalu w danej spółdzielni).

Obecnie właściciel w spółdzielni, który nie jest jej członkiem, pozbawiony jest praw przysługujących np. właścicielom mieszkań w prywatnych budynkach, którzy podlegają ustawie o własności lokali. Reguluje ona stosunki między właścicielami w danej nieruchomości (tworzącymi wspólnotę). Spółdzielnie zostały z tych przepisów wyłączone. Teraz chcemy właścicielowi przywrócić jego prawa, żeby zarówno będąc, jak i nie będąc członkiem spółdzielni, miał wpływ na sposób zarządzania nieruchomością, w tym na wysokość opłat. Jeżeli ktoś chce być w spółdzielni, będzie mógł korzystać ze spółdzielczych przepisów dotyczących jej funkcjonowania, a jeżeli nie chce być jej członkiem, będzie korzystał z ustawy o własności lokali.

We wspólnocie, która powstanie w spółdzielczym budynku, tak jak w każdej innej, decydujący głos będzie miała jednak większość. Więc dopiero po uzyskaniu odrębnej własności przez większość spółdzielców w tej nieruchomości będą mogli (ale nie będą musieli) podjąć decyzję o zmianie administratora. Powinno to skłonić spółdzielnie do większej dbałości o mieszkańców, a także obniżania opłat.

Przypominam, że przepisy te już w spółdzielniach obowiązują - we wszystkich nieruchomościach wybudowanych przez nie po lipcu 2007 roku. W każdej z nich jest wspólnota, a budynkiem nadal może zarządzać spółdzielnia. I, co oczywiste, nigdzie nie wywołało to zagrożenia „likwidacją” żadnej spółdzielni. Chcemy, aby z tych już sprawdzonych przepisów, mogli korzystać wszyscy spółdzielcy. Znaczy to tyle, że właściciel w spółdzielni mieszkaniowej - zgodnie z konstytucją (zasadą równości wobec prawa) będzie miał taką samą ochronę prawną jak każdy inny właściciel w Polsce.

W komisji nadzwyczajnej są trzy projekty ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych...

Oprócz projektu PO są jeszcze projekty przygotowane przez SLD i PiS. W moim przekonaniu, projekt SLD cofa spółdzielczość mieszkaniową do czasów PRL. Jest on niekorzystny dla spółdzielców. Zakłada m.in., że przy przenoszeniu własności trzeba będzie dopłacać do rynkowej wartości mieszkania, mimo że ludzie dawno pokryli koszty budowy swoich lokali. Natomiast projekt PiS jest tożsamy w wielu zapisach z naszym i myślę, że jest możliwe wypracowanie wspólnego.

Chcę zaznaczyć, że proponowane w naszym projekcie rozwiązania zostały pozytywnie ocenione m.in. przez Sąd Najwyższy oraz wielu ekspertów jako oczekiwane i korzystne dla spółdzielców, zgodne z konstytucją i usuwają wady dotychczasowych regulacji, przełamując praktyczne przeszkody i blokady w ich stosowaniu. Obecnie projekty są po pierwszym czytaniu i zaczęły się prace Nadzwyczajnej Sejmowej Komisji ds. Spółdzielczości. Mam nadzieję, że nowe przepisy będą obowiązywały od Nowego Roku.

Teczka osobowa

Przez walkę ze spółdzielnią do Sejmu

Lidia Staroń (PO) jest posłanką na Sejm od 2005 r. Z wykształcenia jest inżynierem budownictwa. Zanim rozpoczęła karierę polityczną, prowadziła działalność gospodarczą. W 2000 r. podjęła skuteczną walkę z prezesem SM „Pojezierze” w Olsztynie, który zażądał łapówki za wydanie przydziału na wybudowany za własne pieniądze lokal. Założyła Stowarzyszenie Obrony Spółdzielców w Olsztynie, którego została prezesem.

Interesuje się prawem, psychologią i literaturą. Lubi pływać i jeździć na nartach.


Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-02-2015 08:06

    Brak ocen 0 0

    - pragmatyk: Dyskutować należy merytorycznie, najpierw należy omówić strukturę zatrudnienia w spółdzielniach z z analiza stanowisk. Ciepłe posadki należy zlikwidować.

    Odpowiedz

  2. 25-08-2014 12:00

    Brak ocen 0 0

    - ktoś: skuteczność ???? duże znaki zapytanie widziałem tą Panią w akcji napewno buta i zarozumiałość to jej cechy

    Odpowiedz

  3. 09-05-2013 23:18

    Brak ocen 0 0

    - Spóldzielca: Nawet ksiądz za swoją służbę pobiera opłatę. A Zarządy wspólnot służą komu ?

    Odpowiedz

  4. 09-05-2013 07:49

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Janet: Wszystko co opisane w artykule jet prawdą, my członkowie spółdzielni o niczym nie decydujemy. We wspólnotach o planie rzeczowym remontów a co za tym idzie kosztach decydują na zebraniu wszyscy mieszkańcy głosując . Administrować może spółdzielnia, PGM, po prostu każdy komu to wspólnota zleci. W naszej PSM Bydgoszcz tylko gromadzimy czwarty rok pieniądze, na koniec roku będzie 60 tyś zł ale żadnych remontów się nie wykonuje a zarząd to wyjaśnia , że kasa poszła na spłatę kredytów. Jakich nie wiadomo , napewno nie naszego domu. Na moje zapytanie imienne otrzymałem odpowiedż prezesa zarządu , że nie ma obowiązku składać sprawozdań rzeczowych z remontów a pieniądze czasowo wykorzysŧał/ zgodnie ze statutem/ na docieplanie budynków. Jakich , których nie napisał. Roczna inflacja wynosi ok 2%, od 60 tyś przez kilka lat jaką poniesiemy stratę to zarządu taka drobnostka nie interesuje.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 07-05-2013 22:58

      Oceniono 1 raz 0 1

      - Naciągnięty: Zarządy mają zarządzać. Za to ponoszą odpowiedzialność. Jak spółdzielcy będą chcieli by im koś służył to zatrudnią sobie służących. Jeżeli Pani Staroń nie odróżnia funkcji zarządu od funkcji służącego, a jest to rozróżnienie łatwe - to najprawdopodobniej nie rozumie i innych spraw związanych z spółdzielniami.

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz