Jak krasnal wstrząsnął gminą

Jacek Kiełpiński, zdjęcia: Sławomir Kowalski 7 maja 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:16



Wójt Unisławia nie lubi gminnego przedszkola „Krasnoludek”, jego kosztem foruje niepublicznego „Kubusia Puchatka”. Mieszkańcy, stając w obronie tego pierwszego, mówią o arogancji władzy, nieliczeniu się z dobrem dzieci, manipulacji i kolesiostwie.


Pięciotysięczny Unisław żyje dziś konfliktem przedszkolnym. Władza organizuje w tej sprawie okrągły stół, do którego nie dopuszcza jednak rodziców. A z kolei ich zaproszenie - ignoruje. Atmosfera w gminie gęstnieje, robi się gorąco.

- Oburza nas to, że szuka się oszczędności kosztem dzieci - tłumaczy Piotr Ogrodnik, przewodniczący rady rodziców gminnego przedszkola „Krasnoludek”, która obecnie broni placówki przed... wójtem, czyli szefem jej organu założycielskiego. - Wszystko dziś w gminie robi się pod prowadzone przez prywatne Towarzystwo Oświatowe „Od Nowa” przedszkole „Kubuś Puchatek”. Z nim gmina współpracuje, pomaga zdobyć unijne dotacje. Odbiera zarazem pomieszczenia „Krasnoludkowi” i zakazuje przyjmowania do niego dzieci. Pojawiają się naciski, groźby, bo „Kubuś Puchatek” walczy o nasze dzieci, które zaplanowano już w projektach unijnych, a skoro tam nie przejdą, może się zdarzyć, że trzeba będzie pieniądze zwracać...

Raziła go Karta nauczyciela

Jak wspomina dyrektorka „Krasnoludka”, Elżbieta Krause, wójt Jakub Danielewicz, wybrany w 2010 roku, od początku swej kadencji sugerował, że gminne przedszkole zlikwiduje. - Raziła go Karta nauczyciela. Jego zdaniem, nauczyciele przedszkolni za mało pracują - tłumaczy dyrektorka. - Przyznał to na sesji 26 lutego, podczas której wyjawił, dlaczego nie wystąpił o dotację unijną dla gminnego przedszkola, a wolał zostać partnerem projektu, rozpisanego przez przedszkole prowadzone przez stowarzyszenie.

Chodzi o niebagatelne kwoty, łącznie 1,4 miliona. Dumna z projektów jest ich autorka, Alicja Adryan, dyrektorka gminnej Szkoły Podstawowej w Grzybnie, a zarazem prezes Towarzystwa Oświatowego „Od Nowa”, prowadzącego w tym samym budynku niepubliczne przedszkole „Kubuś Puchatek”. - Dysponujemy 3 oddziałami w Grzybnie i, dzięki dotacji unijnej, dwoma w Unisławiu i jednym w Kokocku - wylicza. - Słyszałam, że jakieś dzieci rodzice chcą przenieść od nas do „Krasnoludka”, ale też dzieci stamtąd mają trafić do nas.

Elżbieta Krause z „Krasnoludka” uszczegóławia: - Do nas przechodzi dziesiątka dzieci z „Kubusia”, a odchodzi jedno - mama je zabrała, bo... pracuje w „Kubusiu Puchatku” i najwyraźniej nie miała wyjścia.

Koszty pobytu dzieci w obu przedszkolach są porównywalne. Pensje nauczycielek na podobnym poziomie. W „Kubusiu Puchatku” jest 6,5 etatu, a w „Krasnoludku” 8,5. Ta druga placówka ciągle pozostaje jednak liczniejsza - na przyszły rok zgłoszono 164 dzieci.

Radni wójta nie rozumieją

Dlaczego rodzice tak chętnie oddają tam pociechy? Bo w Unisławiu nie ma chyba nikogo, kto złe słowo powiedziałby o „Krasnoludku”. To przedszkole powstałe w 1946 roku ma opinię wręcz wyśmienitą. Przyznali to też radni, którzy w liczbie trzech odpowiedzieli na zaproszenie rodziców i przyszli na zebranie do przedszkola. Co ciekawe, przyznali też, że nie rozumieją wyliczenia zamieszczonego w gminnej gazecie „Unislavia”, uzupełniającego wywiad z wójtem, który tłumaczy, także ich zdaniem mętnie, wyższość „Kubusia Puchatka” nad „Krasnoludkiem”.

- Redakcja „Unislavii” przyznaje, że tabelę dostała z Urzędu Gminy - tłumaczy Piotr Ogrodnik. - A urząd nie odpowiada, kto ją sporządził. Tymczasem dokument ten zmanipulowano.

Gmina twierdzi, że w 2012 roku dopłaciła do „Krasnoludka” ponad 767 tysięcy, a do „Kubusia” tylko 5445 złotych. Tymczasem sama Alicja Adryan przyznaje, że „Kubuś” dostał 300 tysięcy z gminnej kasy.

Pierwszą zaś kwotę prostuje dyrektorka „Krasnoludka”. - Po odjęciu pieniędzy z różnych dotacji gminę kosztowaliśmy około 530 tysięcy.

Dlaczego gmina nie reaguje na oficjalne pisma mieszkańców?

- Bo jest arogancka - oceniono na spotkaniu z radnymi. - Jakby była monarchią. Tak tu po prostu jest od ostatnich wyborów.

- Wójt nas nie wysłucha, z nami się nie spotka, unika wyborców - dodała kolejna osoba.

- A wy, radni, nie mówcie, że nie rozumiecie, o co chodzi - wtrąca następna. - Agresję i nienawiść sieje nasz wójt, a wy głaszczecie go po głowie.

Rodzice z oburzeniem komentują fakt, że dyrektorce „Krasnoludka” wójt ustnie zakazał przyjmować dzieci do więcej niż 4 oddziałów. Gdy powiedziała, że prawo jej tego zakazuje, ostrzegł, że nie przyjmie arkusza organizacyjnego. Ostatecznie, podczas okrągłego stołu dla wybranych, zapowiedział, że dwa oddziały zerówkowe odbierze „Krasnoludkowi” i przekaże szkole, w której przedszkole się mieści.

- Gdzie tu oszczędności? - pyta dyrektorka „Krasnoludka”. - Nauczycielki ze szkoły tyle samo kosztują, ile my.

Stąd powszechne domysły, że naprawdę chodzi tu o coś innego. - I wy, radni, dobrze to wiecie! - śmieją się mieszkańcy i puszczają do nich oko. W kuluarach kilka osób rozpisuje gminny układ. Padają nazwiska i sugestie powiązań sięgających wysoko. - Nadchodzi czas, że ujawnimy szczegóły - zapowiadają.

Symbolem gminnego zamieszania przedszkolnego jest przepierzenie, zastawiające do połowy korytarz. Za nim, w dawnych pomieszczeniach „Krasnoludka”, mieści się unisławska filia „Kubusia Puchatka”, wciśnięta tam przez wójta w ubiegłym roku.

- To symbol, który nie pozwoli nam zapomnieć, jak w Unisławiu władza wywija kota ogonem - komentują rodzice dzieci z „Krasnoludka”. - W maju 2012 pisaliśmy petycję do wójta o kolejny oddział dla „Krasnoludka”, bo chętnych dzieci było zbyt dużo. A wójt zabrał „Krasnoludkowi” dwa pomieszczenia i umieścił w nich oddziały „Kubusia”. A potem, co uznaliśmy za szczyt chamstwa, podziękował wszystkim 500 podpisanym osobom za zaangażowanie społeczne. Jakby nam napluł w twarz.

Klimat z komedii Barei

- Tu nie chodzi tylko o przedszkole - twierdzą kolejni. - Mamy tu 25-procentowe bezrobocie, wielu jest uzależnionych od władzy poprzez pracę albo mieszkanie. Dla reszty są igrzyska, czyli: darmowa gazeta „Unislavia” do domu, duża choinka na święta, dla każdej pani kwiatek na Dzień Kobiet, astrobaza pracująca kilka godzin w tygodniu, Giżowską się czasem zaprosi, a na to wszystko molo... nad rozbabranym basenem ppoż. To jest molo na miarę naszych możliwości. My tym molem otwieramy oczy niedowiarkom! - kończą nawiązując do słynnej sceny z filmu „Miś” Stanisława Barei.

* * *

Wójt Jakub Danielewicz obiecał w czwartek, 25 kwietnia, że spotka się ze mną w poniedziałek. Niestety, w piątek jego sekretarka oznajmiła, że zachorował, choć w tym czasie prowadził obrady okrągłego stołu. Ostatecznie przysłał bardzo ogólne wyjaśnienie, w którym powielił publikowane w „Unislavii” kwoty dokładane, jego zdaniem, przez gminę do obu przedszkoli. Podkreślił też, że dzięki dotacjom unijnym: „zatrudnieni zostali pedagodzy w ramach Kodeksu pracy zamiast bardzo kosztownej Karty nauczyciela”.



Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-04-2014 12:59

    Brak ocen 0 0

    - anonim: pani dyrektor KRAUSE NIE POWINNA PRACOWAĆ Z DZIECMI ZNĘCAŁA SIĘ NAD MOIM SYNEM

    Odpowiedz