Celebryta z wozu, Sojuszowi lżej

Przemysław Łuczak 23 kwietnia 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:17

Rozmowa z dr. RAFAŁEM CHWEDORUKIEM, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.


Rozmowa z dr. RAFAŁEM CHWEDORUKIEM, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.

Do Kongresu Lewicy daleko, a już w najlepsze trwa awantura. Czy skłócona lewica powiela dawne błędy prawicy?

Wtedy mieliśmy do czynienia z ugrupowaniami ubiegającymi się o tego samego wyborcę, które ideowo dużo łączyło. Z kolei na lewicy są to środowiska, które - począwszy od programu aż po życiorysy - dzieli bardzo dużo i które są - trochę jak Platforma i PSL - ukierunkowane na pozyskanie różnych wyborców. SLD bardziej jest otwarty na swoich tradycyjnych zwolenników i wyborców, będących ofiarami kryzysu i reform. Ruch Palikota i Kwaśniewskiego nastawiony jest na wyborcę bliższego PO, wielkomiejskiego i liberalnego. W przypadku SLD, zarówno partia jak i jej wyborcy identyfikują się z pojęciem lewicowości, z kolei w przypadku Ruchu Palikota z samą partią bywa różnie, a wyborcy nie uważają się za lewicowych.

Obydwie partie kłócą się o swoją lewicowość...

Ta kwestia w skali globalnej już dawno jest rozstrzygnięta, a ciągłe jej roztrząsanie w Polsce świadczy o prowincjonalizmie i olbrzymim deficycie wiedzy politologicznej, co w kontekście słów premiera, że lepiej być spawaczem niż politologiem, jest znamienne. Myślę, że absolwentów politologii wciąż jest jednak za mało, skoro wiedza polityków i niektórych publicystów jest tak nikła. Specyfiką lewicy jest krytyka kapitalizmu i liberalizmu gospodarczego oraz postulat egalitaryzmu, żeby wszyscy mieli równe szanse, a różnice majątkowe były możliwie najmniejsze.
Dlatego stosunek do podniesienia wieku emerytalnego w społeczeństwie mało zamożnym, z olbrzymim bezrobociem, z problemami working poor, czyli ubogich pracujących, oraz niskich emerytur, jest testem na klasycznie pojętą lewicowość. Trzeba jednak pamiętać, że w naszej części Europy lewicowości towarzyszy większa niż na Zachodzie ostrożność w kwestiach kulturowych. Lewica nie ma monopolu na np. antyklerykalizm, który zawsze cechował także m.in. część liberałów. Formalnie wszystkie kryteria bycia umiarkowaną lewicą spełnia SLD.

A może na polskiej lewicy jest za dużo wodzów?

Powiedzenie, że polityka jest jak narkotyk, w Polsce jest wyjątkowo zasadne. Wielu polityków, nie tylko lewicowych, ma problem z rozstaniem się z polityką. Obserwowanie tego, jak bardzo swoją sławę i niegdysiejsze gigantyczne poparcie rozmieniają na drobne prezydenci Wałęsa i Kwaśniewski, jest bardzo przykre. Warto przypomnieć, że Lech Wałęsa w 2000 roku w wyborach prezydenckich dostał ledwie 1 proc., a wiele jego wypowiedzi, jak choćby o pałowaniu związkowców czy gejach, może budzić zdumienie.

Podobna może być reakcja, kiedy Aleksander Kwaśniewski, który dwukrotnie wygrał wybory prezydenckie i wprowadził Polskę do UE, legitymizuje teraz człowieka, który mówi coś o seksualności trzynastolatków lub fotografuje się 10 kwietnia z szampanem. Także inne postacie, jak np. Paweł Piskorski czy Kazimierz Marcinkiewicz, mają olbrzymi problem z rozstaniem się z czynną polityką, mimo ich wyraźnej marginalizacji.
Natomiast przykład Jerzego Buzka pokazuje, jak bardzo w Polsce politycy są nieodpowiedzialni przed wyborcami, gdyż ci łatwo zapominają. Dziś narzekamy na OFE, dyskutujemy o sensie powiatów czy gimnazjów, a nie pamiętamy, kto to wszystko wprowadził.

Zaproszenie na Kongres Lewicy Lecha Wałęsy było błędem Millera?

Lider SLD niepotrzebnie w ogóle wdał się w dyskusję o tym kongresie. Po powrocie do roli lidera partii udało mu się doprowadzić do 15-proc. sondażowego poparcia poprzez konsekwentne bronienie tezy, że to SLD jest lewicą, bo broni emerytów i innych pokrzywdzonych, jest krytyczny wobec ekscesów wolnego rynku i mówi o roli państwa w gospodarce. Ale Sojusz już wiele razy ogłaszał powrót do lewicowych wartości i zawsze, gdy tylko zaczynało to przynosić sukcesy, natychmiast przystępował do mieszania we własnej tożsamości.
Tym może grozić Kongres Lewicy. Zamiast spotykać się z emerytowanymi politykami, partia Millera raczej powinna zaprosić różne grupy społecznie pokrzywdzone, zająć się służbą zdrowia czy zatrudnionymi na umowach śmieciowych. To, czy SLD spotka się z Wałęsą albo Kwaśniewskim, nie ma żadnego znaczenia dla wyniku wyborczego.

Dlaczego poparcie dla Palikota spada?

Od wyborów w 2011 roku spadek poparcia dla Ruchu Palikota bywa czasami nawet dwukrotny. I wcale to nie dziwi. Po pierwsze, ta partia została powołana na wybory, ma wprawdzie rozpoznawalnego lidera, ale brakuje jej stałych struktur terenowych.
Po drugie, jego wyborcy zostali zmobilizowani sytuacyjnie, a w olbrzymiej części są to ludzie młodzi, łatwo ulegający modom i koniunkturom, więc trudno ich utrzymać. Po trzecie, są oni bardzo liberalni nie tylko w kwestiach światopoglądowych, ale i gospodarczych. Są też antypeerelowscy, więc Kwaśniewski czy Jaruzelski mogą ich tylko zniechęcić do głosowania.

Nie przypadkiem SLD ma najwięcej zwolenników wśród ludzi powyżej 50. roku życia, a Ruch Palikota poniżej 30. Palikot po prostu „uciekł” własnym wyborcom.

Czy ten odpływ wyborców od niego to trwała tendencja?

Przyszłość Ruchu Palikota będzie zależała od sondaży. To, że będzie w nich wypadał bardzo słabo, jest oczywiste, ale zasadne jest pytanie o Europę Plus. Jeśli nadal będzie mogła liczyć najwyżej na kilka procent głosów, to może dojść do wewnętrznych tąpnięć.
Na przykład znaczna część mniej znanych polityków RP może zacząć spoglądać w stronę SLD lub PO, licząc na uratowanie swoich karier. Jeśli jednak Europa Plus będzie miała większe poparcie, to agonia RP trochę się przedłuży.
O losie RP nie rozstrzygną wcale wybory do europarlamentu, lecz samorządowe. W Polsce partia, jeśli chce być ugrupowaniem ogólnokrajowym, musi być obecna także w samorządzie lokalnym. Najlepiej widać to na przykładzie PSL, które jest dość rachityczne na poziomie krajowym, ale mocne w samorządach. A RP na razie nie ma tutaj żadnych atutów.

A jakie szanse ma Europa Plus?

Możemy w przybliżeniu powiedzieć, ile głosów padnie na PiS, jakie będzie poparcie dla SLD i PSL. Trudniej będzie oszacować wynik PO, ponieważ wielu wyborców głosowało na tę partię koniunkturalnie, przeciwko PiS.
Natomiast w przypadku ugrupowania Kwaśniewskiego nie wiemy absolutnie nic. Polityk ten w XXI wieku regularnie pojawia się na obrzeżach polskiej polityki, ale zawsze bez sukcesu. Ponadto nie poddawał się weryfikacji wyborczej od 13 lat i powstaje pytanie, czy jest jeszcze pamiętany przez wyborców. Jedno nie ulega wątpliwości, dla młodych wyborców Kwaśniewski nie jest żadnym punktem odniesienia.

Przeciw Europie Plus przemawia także to, że dotąd nie wypowiedziała się jeszcze w żadnej ważnej dla obywateli sprawie. Uważam, że ma niewielkie szanse na powodzenie.

Czy SLD straci na wyrzuceniu Ryszarda Kalisza?

W krótkim terminie pewnie tak, natomiast w dłuższej perspektywie nie. Można powiedzieć: Kalisz z partii, SLD lżej. Jego wyemancypowane poglądy mają się bowiem nijak do SLD, będącego partią silną np. w Bydgoszczy, Włocławku czy Starogardzie Gdańskim, gdzie stołeczny telewizyjny celebryta niekoniecznie może budzić zaufanie.

Zresztą Kalisz zawsze był kojarzony przez legendarny eseldowski teren jako poseł z Warszawy. Tymczasem właśnie w stolicy SLD ma coraz większe kłopoty, a Kalisz nie zdołał przyciągnąć młodych i liberalnych światopoglądowo wyborców z największych miast. Dlatego Sojusz bez większych skrupułów pozbył się go.
Nie znaczy to jednak, że Kalisz nie ma już żadnej przyszłości w polityce. Może odnaleźć się w Ruchu Palikota, jeśli ten przetrwa, w Europie Plus albo w PO.

Jak długo może potrwać obecna stabilizacja na scenie politycznej?

Mamy obecnie w polskiej polityce dwóch reżyserów. Jednym jest wojna domowa w obozie władzy, między Donaldem Tuskiem a Grzegorzem Schetyną i Bronisławem Komorowskim. PO po wyborach 2011 roku stała się partią mającą największą władzę po 1989 roku, a faktycznie dostał ją Tusk.

Schetyna wiedział, że może to oznaczać koniec jego ambicji i stąd ta wojna. Jej skutkiem po części jest spadek poparcia dla PO. Najważniejszym reżyserem będzie jednak kryzys gospodarczy, który może oznaczać dalsze osłabianie pozycji PO.
Moim zdaniem, frekwencja będzie niska i o wyniku wyborów będą decydowały żelazne elektoraty poszczególnych partii. Jeśli wybory miałyby się odbyć dziś, byłaby to dobra wiadomość dla PiS i mimo wszystko SLD, bardzo zła dla PSL i Ruchu Palikota oraz niekorzystna dla PO.
Pomijając nawet kryzys gospodarczy i wojnę w Platformie, to sam fakt nagromadzenia się na przestrzeni dwóch lat aż czterech kampanii wyborczych może być decydujący dla kształtu polskiego systemu politycznego na wiele lat.
Teczka osobowa

Politologia, historia socjalizmu i piłka nożna

Dr hab. Rafał Chwedoruk ma 43 lata. Jest adiunktem w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego i sekretarzem Zakładu Najnowszej Historii Politycznej. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się na historii myśli politycznej i ruchów społecznych oraz historii myśli socjalistycznej w Polsce i Europie. Jest autorem wielu publikacji, dotyczących tej tematyki, m.in. „Między Ewangelią a antyklerykalizmem. Socjaliści i socjaldemokraci wobec religii i Kościoła w Polsce” (1997) oraz „Socjaliści z Solidarności w latach 1989-1993” (2004).

Jest kibicem piłki nożnej, a czasem sam też lubi w nią zagrać.