Emerytury jak z czarnego snu

Przemysław Łuczak 17 kwietnia 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:17

Rozmowa z prof. LEOKADIĄ ORĘZIAK, ekonomistką ze Szkoły Głównej Handlowej.




Rozmowa z prof. LEOKADIĄ ORĘZIAK, ekonomistką ze Szkoły Głównej Handlowej.

Nie znudziło się Pani jeszcze to powtarzanie, że OFE należy zlikwidować?

Nie, ponieważ bardzo wielu ludzi w Polsce, zwłaszcza z kręgów decydenckich, uważa, że OFE powinny nadal istnieć, mimo ogromnych problemów, które ten system stwarza nie tylko dla finansów publicznych, lecz również dla przyszłych emerytów.

Nie wszyscy chcą dostrzegać, że otwarte fundusze emerytalne zagrażają interesom państwa i obywateli. Ktoś więc musi głośno o tym mówić. Zwłaszcza, że prawdę o tym, jak bardzo ten system jest niesprawiedliwy i krzywdzący, przez kilkanaście lat skutecznie zacierała jednostronna propaganda medialna, która przedstawiała OFE jako wielki sukces.

Natomiast z moich szczegółowych badań funkcjonowania funduszy emerytalnych wynika coś zupełnie przeciwnego.

Ale prof. Leszek Balcerowicz uważa, że pieniądze w OFE są bezpieczne, bo są poza zasięgiem polityków i broni funduszy...

Jest to stwierdzenie fałszujące rzeczywistość. Przecież tak naprawdę wszystkie pieniądze znajdujące się w OFE - czy to w formie obligacji państwowych, czy ulokowane w akcjach polskich spółek - są silnie uzależnione od sytuacji gospodarczej kraju, od stanu finansów publicznych, a więc również od tego, jak politycy rządzą państwem. OFE nie są żadną wyspą.
W niczym nie poprawiają też naszej sytuacji demograficznej. Chcąc w przyszłości mieć emerytury bodaj na minimalnym poziomie, trzeba stworzyć podstawy do wzrostu gospodarczego. Każda emerytura, czy to z systemu kapitałowego czy systemu repartycyjnego, jest bowiem wypłacana wyłącznie z wytworzonego dochodu.
Jeśli więc za tych kilkanaście czy kilkadziesiąt lat polska gospodarka będzie słabo funkcjonować i będzie relatywnie mało ludzi w wieku produkcyjnym, no to te papiery w OFE będą mało warte.

O ile niższy byłby nasz dług publiczny, gdyby OFE w ogóle nie powstały?

Mniej więcej o 300 mld zł. OFE są przyczyną połowy przyrostu długu publicznego od 1999 roku. Cały czas bowiem trzeba refundować ZUS-owi ubytek pieniędzy ze składek, które zamiast na wypłaty bieżących świadczeń, przekazywane są do OFE. To jest dług, który bez przerwy rośnie.
Ludzie powinni sobie uświadomić, że Polska to jedno wielkie gospodarstwo domowe. Jak się stworzyło wielkie wydatki w postaci funduszy emerytalnych, to musiało zabraknąć na inne cele. Dlatego teraz mamy do wyboru: albo wyższe podatki, albo pożyczanie pieniądzy, o co zresztą dotychczas było najłatwiej.

Co Pani sądzi o ostatniej propozycji towarzystw emerytalnych, które chcą, żeby emerytura była wypłacana czasowo, ale nie krócej niż 10 lat?

Emerytury z OFE będą bardzo małe, żeby nie powiedzieć groszowe. I gdyby trzeba było wypłacać je dożywotnio, ten system skompromitowałby się od razu. Natomiast w przypadku 10-letniego okresu, wyglądałoby to nieco lepiej, ale państwo i tak musiałoby wziąć na siebie obowiązek dopłacania do minimalnej emerytury.

Więc tutaj wychodzi cały bezsens tego systemu, bo jak można brać pieniądze i potrącać sobie prowizję, to oczywiście OFE są chętne, ale jak przychodzi realizować obietnice, okazuje się, że jest tysiąc przeszkód. Zresztą od samego początku było wiadomo, że nie da się tego dobrze zrobić.

Czy może być prawdą, że OFE już wystarczająco dużo zarobiły i likwidacja byłaby im na rękę?

Myślę, że towarzystwa jednak chciałyby, żeby ten system dalej trwał, bo to jest dla nich komfortowa sytuacja - co miesiąc bez najmniejszego wysiłku ze swojej strony dostają ogromne pieniądze z finansów publicznych, mogą nimi dysponować, lokować w zaprzyjaźnionych spółkach oraz - co najważniejsze - pobierać prowizje od aktywów OFE.
To jest naprawdę wspaniały interes, gdy państwo pod przymusem napędza rynkowej firmie wielkie dochody. Uzbierało się ich w ciągu tych 14 lat kilkanaście miliardów złotych. Dlatego OFE tak bardzo walczą, żeby to utrzymać. Ale gdy tylko uchylają rąbek tajemnicy, według jakich zasad mają być wypłacane emerytury, to okazuje się, że będą one drastycznie małe.

Będzie u nas tak samo jak w Chile, gdzie dwie trzecie członków OFE nie otrzymało żadnej emerytury i państwo musiało im zapewnić minimalne świadczenia.

Polskie emerytury już są coraz mniejsze...

Spośród 27 krajów unijnych, tylko 6 z naszego regionu ma przymusowe OFE. W pozostałych istnieje pierwszy filar solidarnościowy i drugi obejmujący dobrowolne oszczędności. Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że w Polsce w wyniku reformy z 1999 roku zredukowano emerytury więcej niż o połowę. W 2060 roku emerytura ze wszystkich źródeł będzie wynosiła tylko 22 proc. ostatniego wynagrodzenia, podczas gdy jeszcze w 2010 roku było to 47 proc.

To pokazuje w jak drastyczny i nieludzki sposób zostały zredukowane nasze emerytury, a w wyniku podwyższenia wieku emerytalnego do 67 lat, te i tak małe świadczenia będą obcięte jeszcze o połowę. Emerytury zostały tak bardzo zmniejszone, że starsze pokolenie zostanie bez środków do życia.

Premier Tusk mówi, że OFE nie są z naszych marzeń. Co może mieć na myśli?

Słowa premiera, że OFE nie są wymarzone, są bardzo delikatne. OFE są bowiem jak coś z czarnego snu. Uznajmy jednak, że taka wyważona wypowiedź ma nie przestraszyć rynków finansowych ani zwykłych ludzi. Rząd powinien jednak mieć świadomość, że w przypadku utrzymania OFE nasz kraj dalej będzie ponosił ogromne koszty, a ludzie będą przygniatani rosnącymi podatkami i wyrzeczeniami w sferze społecznej.
Trzeba będzie ciąć wydatki na szpitale, leki, drogi, dofinansowanie projektów unijnych czy budowę sieci energetycznych. W praktyce na wszystko. Natomiast trudno ruszyć OFE, bo za nimi stoją wielkie międzynarodowe instytucje finansowe.

Co rząd powinien zrobić z OFE?

Tym, czego nasz kraj potrzebuje najbardziej, jest całkowita likwidacja tego systemu. Z wielu względów trudno to jednak zrobić. Dlatego należałoby wprowadzić dobrowolność przynależności do OFE, tak jak to zrobiono na Węgrzech.
Otóż tam wszyscy zostali ustawowo wypisani z OFE. Ale jeśli ktoś miał taki kaprys, że chce uzależniać swoją przyszłą emeryturę od rynku finansowego, mógł pozostać w OFE, ale na własną odpowiedzialność i pogodzić się z tym, że jeśli poniesie straty, to nie dostanie od państwa emerytury minimalnej. Gdybyśmy się na to zdecydowali, podobnie jak na Węgrzech, w OFE zostałoby pewnie mniej niż 2 proc. członków.

Czy minimalna emerytura wypłacana każdemu przez państwo to pomysł wart rozważenia?

W końcu okaże się, że najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie zapewnienie każdemu minimalnej emerytury. Takiej, która powinna zapewnić przetrwanie, a jak ktoś będzie bardziej zaradny, to resztę dozbiera sobie inaczej. Zresztą, po podniesieniu wieku emerytalnego, kobiety i mężczyźni, zanim go osiągną, przez kilka lat - jeśli nie będą mieli pracy - i tak mają otrzymywać tylko połowę należnej im emerytury.
Można by więc bez tego całego zamętu wprowadzić emerytury minimalne. Zwłaszcza że większości ludzi państwo i tak będzie musiało do tego poziomu wyrównać. Powinniśmy więc tak zorganizować system emerytalny, żeby z jednej strony zapewniał ludziom minimum bezpieczeństwa i sprawiedliwości, a z drugiej nie stanowił poważnego obciążenia dla finansów publicznych.

Brutalna prawda jest taka, że wielu młodych ludzi nigdy nie wypracuje sobie żadnej emerytury, bo nie jest w stanie uzyskać umowy o pracę. Na naszych oczach dzieje się tak rażąca dziejowa niesprawiedliwość, że wypadałoby coś z tym zrobić. Może należałoby takie minimalne emerytury finansować z ogólnych podatków, żeby nie obciążać kosztów pracy i ułatwić zatrudnianie ludzi?

Z jakich wzorów powinniśmy skorzystać reformując system emerytalny?

Nie szukając daleko, można by spojrzeć na Niemcy czy Francję. Ich systemy emerytalne nie są idealne, ale dają ludziom minimum bezpieczeństwa. Wychodząc z założenia, że nie można uzależniać dochodów ludzi na starość od rynku finansowego, nie stworzono tam przymusowego filara kapitałowego. My też powinniśmy wrócić do systemu, polegającego na solidarności społecznej.
I zamiast marnotrawić pieniądze w OFE, należy je inwestować je w rozwój kraju, żeby rodziło się więcej dzieci. W toczącej się dyskusji politycy zwracają uwagę na minusy OFE, ale mimo to opowiadają się za ich utrzymaniem. Zastanawiam się, czy Polska jest jakąś kolonią, że sami nie możemy zdecydować o likwidacji tego szkodliwego systemu? 
Teczka osobowa

Ekonomia, kwiaty i jazda na rowerze

Leokadia Oręziak jest profesorem zwyczajnym Katedry Finansów Międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej. Zainteresowania naukowe: finanse międzynarodowe, integracja europejska, rynek finansowy (w tym bankowy i ubezpieczeniowy), system podatkowy, finanse przedsiębiorstw. Jest autorką licznych publikacji o tej tematyce (m. in. „Rynek ubezpieczeniowy Unii Europejskiej”, Warszawa 1998).

Hobby: z utęsknieniem czeka na wiosnę, bo uwielbia uprawiać kwiaty we własnym ogrodzie; w wolnym czasie jeździ na rowerze.