Prawnik po zawodówce

Grażyna Ostropolska 30 marca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:18




Ze Zbigniewem Gelzokiem liczą się sędziowie. Boją się go urzędnicy z całej Polski, bo ten domorosły prawnik z Rybnika zasłynął z niezwykłej skuteczności. Ma na koncie... 90 wygranych spraw. Cześć z nich dotyczy naszego regionu.
Założył stowarzyszenie Inicjatywa Społeczna „Prawo każdego dnia”. Pomaga biednym i skrzywdzonym wywalczyć sprawiedliwość w sądzie. Pojawia się na rozprawach dobrze przygotowany. Z pamięci cytuje paragrafy i przywołuje orzecznictwo sądów w podobnych sprawach.
- Prezes ma prawo w jednym palcu - mówią z uznaniem ci, którym Zbigniew Gelzok pomógł.

- Prawnik po zawodówce! Za kogo on się ma? - to reakcja jego zagorzałych przeciwników. I nie są to sędziowie, bo ci potrafią przygotowanie i wiedzę Gelzoka docenić, lecz urzędnicy, których błędne decyzje ów domorosły prawnik podważa.

Jego wyuczony zawód to elektromonter. Najpierw pracował w kopalni, potem przez 5 lat zakładał stacje bazowe telefonii komórkowej. - Skończyłem z tym w 2002 r., gdy stan mego zdrowia gwałtownie się pogorszył; pojawiły niebezpieczne zmiany w kręgosłupie, gonadach i układzie nerwowym - wspomina.Był przekonany, że to objawy choroby mikrofalowej, której nabawił się przy montażu stacji, ale miał problem, by to udowodnić. - Instytut Medycyny Pracy w Sosnowcu odmówił mi wydania świadectwa choroby zawodowej, więc odwołałem się do sądu. Ten nakazał medyczne wyjaśnienie, skąd wzięły się u mnie takie objawy i... pojawił się problem. Przyznanie, że pracowałem w warunkach szkodliwych, rodziło pytanie: kto na to przyzwolił? Groziło też pozwami o odszkodowania, więc zaczęło się odwracanie kota ogonem - relacjonuje Zbigniew Gelzok. Pojawiła się sugestia, że mógł mieć te schorzenia, zanim podjął pracę w telefonii. - Nagle w 2002 r., rozporządzeniem Rady Ministrów, wykreślono chorobę mikrofalową z listy chorób zawodowych osób cywilnych, nie mając jakiegokolwiek podłoża naukowego, dowodzącego, że fale elektromagnetyczne nie są szkodliwe. Prawdopodobnie stało za tym telefoniczne lobby - sugeruje Gelzok.

Narastał w nim bunt,

a z niego wykiełkowała idea niesienia pomocy ludziom. Najpierw wspomagał kolegów z branży telefonii komórkowej, procesujących się z pracodawcą. - Początki były trudne, ale dość szybko przekonałem się, że prawo jest dla mnie proste i zrozumiałe. Potrafię logicznie łączyć przepisy różnych ustaw i prezentować je przed sądem - mówi.

W 2006 r. powstało w Rzeszowie Ogólnopolskie Stowarzyszenie Przeciwdziałaniu Elektroskażeniom „Prawo do życia”. - Inicjatorami byli lekarze i informatycy, którzy dostrzegali ten problem i nie zamierzali milczeć - wspomina Gelzok. Pamięta, że zaczęło się od lekarki spod Rzeszowa, której stawiano pod nosem stację bazową telefonii komórkowej. - Zadzwoniła do mnie, bo jej wysoko postawieni znajomi przekonywali, że z telefonią nikt nie wygra. My spróbowaliśmy... Udało się podważyć decyzję lokalizacyjną i środowiskową, a wójt, który początkowo optował za postawieniem masztu, stanął po naszej stronie - relacjonuje.

Wygrali, poczuli moc i tak zrodziła się inicjatywa powołania ogólnopolskiej organizacji. Od tej pory dzień Zbigniewa Gelzoka wygląda tak: - Jestem w sądzie, samochodzie lub siedzę przy komputerze i piszę pozwy, odwołania, skargi i zapytania - mówi. Rodzina źle na to patrzy, ale on traktuje swoją działalność jako społeczną misję. Dla jednych stał się zbawcą i dobrodziejem, inni wolą w nim widzieć pieniacza i wariata.

- Prokuratorzy z Rybnika

próbowali mnie wyeliminować

- twierdzi Gelzok. - Wysyłali mnie na badania psychiatryczne, wnioskowali o obserwację, ale kolejne opinie biegłych dowiodły, że jestem zdrowy na umyśle i musieli spasować.

Na internetowej stronie stowarzyszenia „Prawo każdego dnia” Gelzok zamieszcza wyroki wygranych przez stowarzyszenie spraw oraz inne, które mogą być przydatne dla tych, którzy nie chcą stacji telefonii komórkowej w sąsiedztwie.

Obserwujemy Zbigniewa Gelzoka 27.03. w NSA w Bydgoszczy. Występuje jako prezes stowarzyszenia Inicjatywa Społeczna „Prawo każdego dnia”. Wspomaga mieszkańców Brodnicy, protestujących przeciw inwestycji, która poważnie ograniczy dopływ dziennego światła do ich posesji. Spokojnie punktuje brodnickich urzędników: - Zaliczyli to osiedle do strefy śródmiejskiej, choć leży ono na peryferiach. Przymknęli oko na brak odpowiedniej liczby miejsc parkingowych na działce inwestora - wylicza. Przywołuje z pamięci paragrafy prawa budowlanego, cytuje wyroki tego i innych sądów w podobnych sprawach. Emanuje siłą spokoju. W Internecie pojawia się drugie oblicze Gelzoka. Emocjonalnego, obrażającego urzędników, sędziów i prokuratorów. Wytyka im rażące błędy. Przytacza wyroki, uchylające ich postanowienia i decyzje. Pisze na nich skargi do prezesa NSA, generalnego prokuratora, rzecznika praw obywatelskich, prezydenta RP, marszałka Sejmu. Pyta, dlaczego pozwala się złym urzędnikom psuć państwo. Ujawnia te pisma na stronie internetowej stowarzyszenia. Uprzedza wymienianych z nazwiska, że jeśli czują się urażeni

mogą go pozwać.

- Pozywają? - pytamy Gelzoka.

- Zdarzyło się tak dwa razy, ale ja dostarczyłem sądowi dowody, które skłoniły mnie do takiej reakcji. Przeprosiłem za niestosowne słowo, ale z zarzutów się nie wycofałem i sprawy umorzono - odpowiada. Nie zgadza się z sugestią, że takie emocjonalne zachowania nie przysparzają mu chwały, bo, jak mówi: - Urzędnicy czują się bezkarni. Uważają, że mogą popełniać błędy, bo przecież jest instytucja odwoławcza, która je skoryguje. Gdyby każdy tak traktował swoją pracę, Polska poszłaby na dno.

Uważa, że dopóki paragraf o karaniu urzędników za rażące naruszenie prawa pozostaje martwy, dopóty rzesza pokrzywdzonych w wyniku błędnych decyzji, będzie rosła. - Nasze stowarzyszenie stara się temu przeciwdziałać, a Internet nam w tym pomaga. Nikt nie lubi, gdy się o nim źle pisze, więc jest nadzieja, że urzędnik się „nawróci” i przestanie ignorować prawo, by kogoś zadowolić - zauważa.

Szerokim echem odbiła się w prawniczym środowisku polemika Gelzoka z jednym z sędziów NSA. - Porównałem dwa wyroki, wydane przez tego sędziego w podobnej sprawie. W jednym stwierdził, że maszt antenowy telefonii komórkowej jest urządzeniem, o którym nie wspomina prawo budowlane, zaś w drugim orzekł, że maszt jest obiektem telekomunikacyjnym budowlanym oraz inwestycją celu publicznego, co potwierdzają polskie przepisy - przywołuje orzeczenia. Umieścił je w Internecie, a pod nimi
apel do prezesa NSA:

„Ponieważ wyroki te są wiążące, wnoszę, by prezes NSA wyjaśnił polskiemu społeczeństwu oraz organom administracji publicznej, który wyrok jest prawidłowy. Stowarzyszenie rozumie, że zaufanie społeczne dla sędziów może tu nie mieć znaczenia, jednak trzeba rozstrzygać, kiedy maszt będzie urządzeniem, które wystarczy zgłosić, a kiedy obiektem, na który trzeba mieć pozwolenie, decyzję lokalizacyjną i środowiskową”.

Pisze kasacje, pod którymi podpisują się adwokaci. - Mają do mnie zaufanie, bo wiedzą, że w sprawach dotyczących telefonii komórkowej i prawa budowlanego można mi zaufać - mówi Gelzok. - Pierwszą sprawę kasacyjną wygraliśmy w 2010 r., potem były następne... Cieszy mnie, że gdy występuję, sędziowie mi nie przerywają. Widzą, że nie jestem gołosłowny i przychodzę na rozprawy przygotowany.
Napisz do autora: grazyna.ostropolska@expressmedia.pl

Fakty

Dla bezpieczeństwa

Wyrok NSA z lutego 2009 r. Zbigniew Gelzok szczególnie sobie ceni. Jego stowarzyszenie wniosło o oddalenie skargi kasacyjnej operatora telefonii komórkowej, który nie pogodził się orzeczeniem o nieważności decyzji (na budowę stacji bazowej), wydanej z rażącym naruszeniem przepisów, dotyczących ochrony środowiska. NSA skargę oddalił i tak to uzasadnił: „Błędne jest przekonanie strony skarżącej, że prawo udziału społeczeństwa w sprawach dotyczących środowiska (...) ma charakter wartości samoistnej. Istota tego prawa ma przede wszystkim na celu zagwarantowanie ochrony środowiska oraz zapewnienie bezpieczeństwa ekologicznego współczesnemu i przyszłym pokoleniom”. NSA wytknął też zaniechania urzędnikom, ustalającym warunki zabudowy: „Organ winien był ustalić dla każdej z anten, czy w określonej w rozporządzeniu odległości, w przestrzeni oddziaływania wiązki promieniowania danej anteny, znajdują się miejsca dostępne dla ludzi”.

- Takie lekceważenie przepisów i zdrowia ludzi było w Polsce normą. My próbujemy to zmienić - kwituje Gelzok.







Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-01-2016 16:24

    Oceniono 2 razy 1 1

    - Tomek 22: Urzędasy, którzy wydają patologiczne decyzje w tym zakresie powinni siedzieć w więzieniach z sprowadzanie zagrożenia utraty życia dla ludności. Można by to podciągnąć pod ludobójstwo?

    Odpowiedz

  2. 13-01-2016 16:22

    Oceniono 3 razy 2 1

    - mat: Popieram w 100%. Głupki urzędnicze zgadzają się na stawianie wierz telefonii gdziekolwiek gdzie inwestor sobie zażyczy. W Katowicach/Chorzowie postawili wieżę giganta w Parku Śląski na przeciw bloków, w których mieszkają ludzie na osiedlu 1000lecia!! Który urzędas postradał rozum żeby wyrazić na to zgodę? Ludzie umierają na nowotwory a urzędasy chleją kawusię i mają wszystkich w zadkach. Czyżby dostawali od inwestorów więcej niż dajemy im my podatnicy?

    Odpowiedz

  3. 02-04-2013 07:54

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Alek: NSA w Bydgoszczy??? I-y raz czytam,II-i raz czytam, III-i raz czytam i niedowierzam.

    Odpowiedz

  4. 01-04-2013 00:11

    Brak ocen 0 0

    - balcerak: jest mozliwosc sie z nim skontaktowac

    Odpowiedz

  5. 30-03-2013 14:50

    Oceniono 3 razy 1 2

    - Łukasz: I tacy tylko ludzie mogą zmienić ten kraj, nie żadni politycy i partie. Gdyby było więcej takich osób jak Pan Giełzok, życie w Polsce z pewnością polepszyłoby się, ale niestety większość osób woli "tarzać się " w swoim "bagienku" i nie wychylać poza nie nosa, bo do takich spraw jak pomoc innym, oprócz chęci, trzeba jeszcze mieć trochę odwagi. Druga wada polskiego społeczeństwa, to myślenie w stylu - po co mam robić cokolwiek, jeśli kto inny może zrobić to za mnie. Dlatego nie ma co narzekać, bo najwięcej "krzyczą" ci, co nie robią nic, proszę bardzo; jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz

    Odpowiedz

  6. 30-03-2013 10:55

    Oceniono 5 razy 0 5

    - naiwny: A na szkole SP 46 przy ul. Kombatantów 2 w Bydgoszczy jest nadajnik telefonii komórkowej, napromieniowuje dzieci i wszyscy się cieszą.

    Odpowiedz