Zagotowało się w czeskim garnku

Przemysław Łuczak 17 marca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:19




Rozmowa z dr. MARCINEM CZYŻNIEWSKIM, politologiem z UMK

Czy Czechy można porównać do garnka, w którym cały czas gotuje się polityczna zupa?

Można, choć z pewnym zaskoczeniem, ponieważ do tej pory Czesi słynęli z dużego dystansu do polityki i samych siebie. Natomiast pierwsze bezpośrednie wybory prezydenckie sprawiły, że nagle zaczęli się strasznie emocjonować polityką. Ten stan utrzymuje się zresztą również po wyborach, czego wyrazem jest postawienie przez Senat ustępującego prezydenta Vaclava Klausa przed Trybunałem Konstytucyjnym, który w Czechach spełnia również funkcję trybunału stanu. Na razie nie wiadomo, czy można to postrzegać w kategoriach jednorazowego incydentu, czy raczej stałego trendu.

Dlaczego tak się stało?

To pewien paradoks, zważywszy na to, co się ostatnio dzieje w Czechach, ale i tak możemy im pozazdrościć stabilności politycznej. Z wyjątkiem dwóch pierwszych parlamentów, od początku lat 90. zasiadają w nim ciągle te same partie. Większość ma prawicowa ODS albo socjaldemokraci. Być może ten stan trochę zmęczył Czechów, którzy na tę stabilność, którą tak sobie cenią, spojrzeli jak na pewną skostniałość i wprowadzili do parlamentu dwie nowe partie.

Niemniej na prezydenta wybrali Milosza Zemana, drugiego po Klausie polityka najdłużej obecnego na scenie politycznej. Warto zauważyć, że podział na lewicę i prawicę jest w Czechach równie umowny jak w Polsce. Prezydent Klaus wywodzi się z ODS, która deklaruje się jako prawicowa i liberalna partia, ale wystąpił z niej. Później ostro krytykował ją za przyjęcie traktatu lizbońskiego i politykę wobec UE. I dzisiaj Klausowi jest daleko do ODS i odwrotnie.

Klaus ma stanąć przed trybunałem za zdradę stanu i ogłoszenie amnestii...

Klaus jest niezwykle konsekwentny w tym, co robi i zazwyczaj jego czyny pokrywają się z deklaracjami, jest wierny swoim przekonaniom, choć wie, że nie zdobywa przez to zwolenników. Po pierwsze, ta amnestia, która w dużym stopniu objęła osoby podejrzane o przestępstwa gospodarcze, jest konsekwencją tego, co Klaus mówi od 20 lat. Uważa, że niepowodzenie w działalności gospodarczej to nie to samo co oszustwo.

Dlatego sprzeciwiał się podjętej za rządów socjaldemokratów akcji „Czyste ręce”, podczas której odbywały się procesy ludzi oskarżonych o korupcję. To wtedy powiedział, że nie potrafi odróżnić brudnych pieniędzy od czystych. Po drugie, amnestia dotyczyła m.in. postępowań, które trwają dłużej niż 8 lat. Klaus uważa, że świadczy to o nieudolności wymiaru sprawiedliwości i ośmiesza państwo. A po trzecie, Klaus zawsze lubił prowokować i podnosić temperaturę dyskusji.

Dlaczego Klaus ma trafić przed trybunał, skoro rząd zaakceptował amnestię?

To jest jeden z argumentów przeciwników postawienia Klausa przed trybunałem. Ale sprawa amnestii jest tylko jednym z punktów oskarżenia. Zarzuca mu się również, że od dłuższego czasu nie uzupełniał składu Trybunału Konstytucyjnego oraz blokował Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. Nie brakuje opinii, że postawienie Klausa przed trybunałem tylko dobrze mu się przysłuży, ponieważ on zawsze staje się silniejszy, kiedy wydaje się, że już jest skończony.

Po 1997 roku, kiedy upadł jego rząd i został powołany gabinet urzędniczy, Klaus, dzięki umowie z socjaldemokratami, nieoczekiwanie został drugą najważniejszą osobą w państwie, czyli przewodniczącym Izby Poselskiej. Natomiast później wygrał wybory prezydenckie w parlamencie zdominowanym przez jego przeciwników politycznych. Ten sukces w podobnym stylu powtórzył w 2008 roku.

Czy za 5 lat Klaus może znowu zostać prezydentem?

Mówi się, że pomysł bezpośrednich wyborów prezydenckich, który jest wbrew tradycji zarówno I Republiki, jak i Czechosłowacji, narodził się po to, żeby już nigdy ktoś taki jak Klaus nie doszedł do władzy. Paradoksalnie jednak może on być bardziej lubiany i słuchany, kiedy nie będzie czynnym politykiem i za pięć lat może znowu powalczyć o prezydenturę, bo konstytucja to dopuszcza. Nie przekreślałbym więc Klausa, choć pamiętajmy, że ma już ponad 70 lat. W wyborach prezydenckich mieliśmy do czynienia z dość pogmatwaną sytuacją.

Klaus zawsze najmocniej uderzał w socjaldemokratów, to socjaldemokratyczni senatorowie postawili go przed trybunałem, ale z socjaldemokratą Zemanem wciąż się trzyma i popierał go w starciu z Schwarzenbergiem. Z kolei Zeman skrytykował senatorów swojej partii za postawienie Klausa przed trybunałem. Ten bliski związek ma swoje korzenie w latach 80., kiedy obydwaj pracowali w Akademii Nauk.

Czy Czesi mogą jeszcze zapłakać za Klausem?

Nie można wykluczyć, że wiele z tego, co mówi, a co jest krytykowane i ośmieszane jako wsteczne czy skrajnie konserwatywne, w przyszłości okaże się słuszne. Klaus nie sprzeciwia się członkostwu w UE, lecz uważa, że powinna ona być tylko wspólnym rynkiem, a nie projektem politycznym. Dzisiaj zresztą widać pewne zmęczenie Europejczyków Unią coraz mocniej integrującą się i coraz bardziej ingerującą w życie gospodarcze, polityczne i społeczne poszczególnych krajów. Zeman nie ma łatki eurosceptyka jak Klaus i łatwiej mu będzie rozmawiać z Brukselą. Nie znaczy to jednak, że Czechy nagle zmienią swoje nastawienie do UE, bo zarówno nowy prezydent, jak i rząd też nie są szczególnie chętni do zbyt głębokiej integracji.

Jaki był Klaus jako prezydent?

Czeski prezydent niewiele może, jeszcze mniej niż polski. Gdyby przyjąć za premierem Tuskiem, że nasz prezydent to tylko pilnowanie żyrandoli, to w Czechach byłaby to co najwyżej nocna lampka. Wszystko co może zrobić tam prezydent, wymaga kontrasygnaty premiera. Czeski prezydent jest nie tyle symbolem władzy, ile symbolem państwa, takim ojcem narodu. Za prezydentury Vaclava Havla Klaus robił wszystko, żeby te i tak małe uprawnienia prezydenta jeszcze bardziej pomniejszyć, ale jako prezydent starał się wycisnąć z nich co możliwe.

Ostro krytykował Havla za zbyt częste używanie weta, ale potem okazało się, że sam w ciągu trzech pierwszych lat swojej prezydentury zawetował więcej ustaw niż Havel w ciągu dwóch kadencji. Klaus bardzo aktywnie włącza się we wszystkie dyskusje publiczne, nie ukrywa swojego zdania, wypowiada się w mediach, drukuje książki. Amnestia została ogłoszona w grudniu, a już w styczniu ukazała się książka, w której tłumaczył swoją decyzję.

Czechy kojarzą się nam z piwem, knedlami, skodą czy legalną marihuaną. Jakie są relacje polsko-czeskie?

Z przyjemnością przeczytałem ostatnio rozmowę z Agnieszką Holland, która nakręciła dla HBO serial „Gorejący krzew” o Janie Palachu, który w 1969 roku spalił się w proteście przeciwko agresji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację i bierności społeczeństwa. Otóż Holland mówi, że Polacy zapatrzeni są w czeskie kino, bo jest ono świeże, pozbawione zbędnego patosu, potrafiące mówić o zwykłych rzeczach.

Natomiast Czesi nie lubią swojego kina. Dziwią się, że musiała przyjść polska reżyser, fakt, że absolwentka praskiej szkoły filmowej, żeby im zrobić film o wartościach. Patrząc na Czechy widzimy ludzi, którzy potrafili wyzwolić się z więzów religijnych, są najbardziej laickim krajem w Europie, podchodzą do wszystkiego z dystansem, są racjonalistami. Ale znam też wielu Czechów, którzy patrzą z podziwem na Polaków za to, że potrafią się postawić, grać o rzeczy, o których z góry wiadomo, że są przegrane. Naszych państw nie łączą jednak szczególnie bliskie stosunki.

Czy Czechy dobrze wyszły na rozwodzie ze Słowacja?

Tak, zarówno Czechy jak i Słowacja. Ten rozwód z 1993 roku był konsekwencją dojrzewania narodu słowackiego, który tak naprawdę powstał dopiero we wspólnym państwie, czyli w Czechosłowacji. Ale w gruncie rzeczy były to dwie części, które coraz bardziej zaczęły się od siebie różnić, nie tylko tym, że Czesi piją piwo, a Słowacy wino, ale również np. podejściem do religii. Słowacy są bardzo religijni i katoliccy, natomiast Czesi są przeważnie ateistami. Przez ponad 70 lat istnienia Czechosłowacji wszystkie kryzysy wewnętrzne były spowodowane nierozwiązanymi problemami między Słowakami a Czechami.

Dziś te narody mają lepsze relacje między sobą niż w okresie wspólnego państwa. Czechosłowacja to był projekt, w którym Czesi liczyli, że Słowacy trochę rozwodnią żywioł niemiecki, mało kto bowiem pamięta, że w przedwojennej Czechosłowacji było więcej Niemców niż Słowaków. Natomiast dla Słowaków był to jedyny realny sposób, żeby wyrwać się spod panowania węgierskiego.
Teczka osobowa

Czechy, dziennikarstwo i żużel

Dr Marcin Czyżniewski jest pracownikiem Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK i rzecznikiem prasowym uczelni. Zajmuje się problematyką Europy Środkowej, przede wszystkim Republiki Czeskiej. Jest autorem prac, dotyczących polityki wewnętrznej i zagranicznej Czech, uczestnictwa tego kraju w UE i sytuacji narodowościowej w dawnej Czechosłowacji. Właśnie ukazała się jego książka „Idee w polityce Vaclava Klausa”. Zanim rozpoczął pracę na UMK, przez 10 lat był dziennikarzem, m.in. w redakcji „Nowości”. W latach 2003-2007 był rzecznikiem prasowym prezydenta Torunia.

Pasjonuje go fotografia i żeglarstwo. Jest kibicem żużlowej drużyny Unibax Toruń.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-03-2013 12:06

    Brak ocen 0 0

    - naukowiec: Raczej b.tuba Zaleskiego teraz dr UMK

    Odpowiedz