Temat tabu, czyli gwałt na randce

Małgorzata Oberlan 16 marca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:19




W zeszłym roku doszło do 74 gwałtów w szkołach, o 60 więcej niż rok wcześniej - zaalarmowała Komenda Główna Policji. I dotknęła zaledwie wierzchołka góry lodowej. Problem przemocy seksualnej wobec i wśród nastolatków to w Polsce nadal tabu.


Szkoły stały się jeszcze mniej bezpieczne, nastolatki wynaturzone czy po prostu wzrosła „zgłaszalność” przypadków gwałtu? Nikt nie ma stuprocentowej pewności, jak spojrzeć na dane podane w styczniu przez KGP. Oczywiście, nikt oprócz polityków prawicowej opozycji, którzy szybko i bezrefleksyjnie podchwycili owe „74 przypadki”, obwiniając o wszystko minister Krystynę Szumilas i „pobłażliwą politykę wychowawczą, propagowaną przez Ministerstwo Edukacji Narodowej”.

Co się stało w toalecie?

- Sprawa jest bardziej skomplikowana i na podaną przez policję statystykę radziłbym spojrzeć ostrożnie - mówi Artur Kołodziejski, szef Prokuratury Rejonowej w Aleksandrowie Kujawskim. - Możliwy jest i faktyczny wzrost liczby gwałtów szkołach, ale i wzrost zgłoszeń ze względu na rosnącą świadomość społeczną, przy utrzymującym się stałym poziomie podobnych czynów.

W tej prokuraturze w zeszłym roku toczyło się postępowanie w sprawie gwałtu, do jakiego miało dojść w aleksandrowskiej szkole specjalnej. W maju do policji wpłynęło zawiadomienie (bynajmniej nie ze szkoły) o tym, że nieletnia uczennica zgwałcona została przez dwóch kolegów z klasy. W toalecie, w trakcie lekcji. Nauczycielka zauważyła nieobecność całej trójki, bo klasa liczyła tylko pięć osób. Ewa Wochna, dyrektorka Zespołu Szkół nr 3 w Aleksandrowie Kujawskim, na łamach regionalnej prasy od razu zaprzeczyła, by na terenie jej placówki doszło do obcowania płciowego.

- W toku śledztwa zarzut gwałtu na małoletniej (art. 197 par. 3 Kodeksu karnego) przedstawiliśmy starszemu z uczniów, 18-letniemu wówczas Pawłowi K. Z końcem sierpnia 2012 roku sprawę jednak umorzyliśmy z powodu braku dostatecznych dowodów, umożliwiających skierowanie do sądu aktu oskarżenia - dodaje Artur Kołodziejski.

Dziewczyna i młodszy z chłopaków nadal uczą się w „trójce”.

Na imprezie, w domu, parku...

Do gwałtów i innych aktów przemocy seksualnej zdecydowanie częściej dochodzi w innych miejscach niż szkoła. Sprawcami zaś częściej niż osoby dorosłe są... koledzy ofiar. Tak było w Żninie - miasteczku, z którym wiążą się najdrastyczniejsze w ostatnich latach w naszym regionie przypadki zgwałcenia nastolatek. Do serii dramatów doszło w 2010 roku.

Scenariusz za każdym razem był podobny. Gimnazjaliści zwabiali dziewczynę do domu podczas nieobecności rodziców. Proponowali słuchanie muzyki lub gry komputerowe, częstowali piwem. Później kolejno gwałcili. Nigdy nikt z sąsiadów niczego nie słyszał albo po prostu wolał nie słyszeć, nie chciał się wtrącać.

Ofiarami nastoletnich przestępców (w wieku od 13 do 16 lat) padły trzy nastolatki. Gwałcicieli zatrzymano po tym, jak jedna z ofiar opowiedziała rodzicom o tym, co się stało. Chłopaków zatrzymano i decyzją Sądu Rodzinnego umieszczono w schroniskach dla nieletnich. Dopiero po dwóch latach, w kwietniu 2012 roku, zapadły wyroki w ich sprawach. Sąd Rejonowy w Żninie dwóch chłopaków wysłał do zakładu poprawczego, natomiast wobec trzeciego, najmłodszego, zawiesił wykonanie kary na trzyletni okres próby.

Wstrząs, jaki przeżyło miasteczko w związku z tymi przestępstwami, trudno opisać. Co charakterystyczne, jeszcze w trakcie śledztwa i relacjonowania go przez media, pojawiały się komentarze typu: „Same sobie winne” albo „Wiedziały, po co idą”.

Ofiarami najczęściej dziewczęta

Zdaniem Joanny Piorowskiej i Aliny Synakiewicz z Fundacji Feminoteka, cały szeroki temat przemocy seksualnej wobec i wśród nastolatków (gwałt to najdrastyczniejszy jej przejaw) jest w Polsce nie tylko niezbadany, ale i marginalizowany.

- „Gwałt na randce” - termin powszechnie znany i opisany w Stanach Zjednoczonych i krajach Unii Europejskiej, w Polsce praktycznie nie jest używany. Jest objęty takim samym, jeśli nie większym tabu, jak „gwałt małżeński” - podkreślają autorki w swoim raporcie „Szkoła wobec problemu przemocy ze względu na płeć” (w: Społeczny Monitor Edukacji, 2010 r.).

Podają, że jedne z nielicznych (jeśli nie jedyne) polskie badania, dotyczące przemocy seksualnej, dotykającej młodzież, pochodzą z 2008 roku. Były to badania ankietowe, przeprowadzone wśród około 850 uczniów i uczennic z 60 krakowskich gimnazjów. Przeprowadzili je naukowcy z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego z inicjatywy Fundacji Rozwoju Społecznego DEMOS oraz krakowskiego samorządu. Wyniki? Poruszające.

Blisko 14 proc. krakowskich gimnazjalistów i gimnazjalistek doświadczyło przemocy seksualnej. Jej ofiarami najczęściej padały dziewczęta. Wśród form przemocy seksualnej przeważały akty molestowania słownego, ale zdarzały się też gwałty. W 68 proc. przemoc ta lub wykorzystanie polegały na tzw. komentarzach seksualnych.

Zdaniem naukowców, molestowanie słowne jest najlżejszą formą wykorzystywania seksualnego dzieci. 36 proc. ofiar wskazało na obnażanie, 16 - na dotykanie miejsc intymnych, 15 - na stosunek seksualny, a 4 proc. na udział w pornografii. W każdej z przebadanych form przemocy seksualnej, grupą ofiar, zdecydowanie bardziej narażoną były dziewczęta.

„Bo chłopcom buzują hormony”

Klimat swoistego społecznego przyzwolenia i stereotypowego postrzegania ról społecznych nastolatki wynoszą z domów. To tutaj słyszą seksistowskie żarty, tutaj dziewczęta uczą się bierności i posłuszeństwa, a chłopcy - tego, do czego prawo ma „macho”.

We wspomnianych badaniach krakowskich aż 27 proc. wykorzystanych seksualnie nastolatków nie powiadomiło nikogo z dorosłych o tym fakcie. Kolejne 33 proc. - dopiero po jakimś czasie. Dane te dają do myślenia i pokazują skalę zjawiska. Bo skoro o przemocy seksualnej wobec ich dziecka nie wiedzą rodzice, to tym bardziej przypadki te umykają policyjnym czy innym statystykom.

Na stereotypy wynoszone z domów nakładają się modele zachowań promowane w kulturze młodzieżowej i tej dorosłej (media, Internet itd.) oraz klimat panujący w szkołach.

- Chłopacy ciągną nas za ubrania, na przykład zrywając ramiączka stanika. Poklepują po pupach. Komentują poszczególne części ciała, z biustem na czele. Wyzwiska typu „suczka” czy teksty o robieniu loda to też nie rzadkość. Takie rzeczy dzieją się również na lekcjach, w obecności nauczycieli. Ale oni nie reagują. Najwyżej tłumaczą, że „chłopcom w tym wieku buzują hormony” i każą im się uspokoić - opowiada Martyna, gimnazjalistka z Torunia. - Niektóre dziewczyny nawet odciąć się nie potrafią, bo się wstydzą.

Winne, nawet gdy oni użyją siły

Tymczasem są na rynku poradniki, które mogłyby przyjść w sukurs pedagogom. Takie, jak chociażby „Przemoc seksualna w relacjach rówieśniczych. Poradnik dla nauczycieli”, przygotowany przez Stowarzyszenie „W stronę dziewcząt” i współfinansowany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w ramach rządowego programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

Wychodzi się w nim od spraw najprostszych, czyli definicji form przemocy na tle seksualnym, przy jednoczesnym przypomnieniu, że „Dziewczęta w Polsce nie zgłaszają wypadków seksualnego napastowania, ponieważ nie mają wystarczającej siły i zdecydowania, by się bronić. Boją się o tym mówić, bo mogą być uznane za współwinne. W Polsce rozpowszechniony jest pogląd, że to dziewczęta prowokują chłopaków poprzez makijaż, ubiór, swobodne zachowanie, a więc w istocie ponoszą współodpowiedzialność za zachowanie chłopców, także jeśli ci użyją siły”.

W naszym regionie

Osobną statystyką gwałtów w szkole Komenda Wojewódzka Policji w Bydgoszczy nie dysponuje. Podaje jednak, że w 2012 roku odnotowano 68 przypadków związanych z art. 200 par. 1 Kodeksu karnego („Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania”). Rok wcześniej - 82.
Warto wiedzieć

Politycznie o gwałtach w polskich szkołach

Łukasz Zbonikowski, poseł PiS z Włocławka, szybko zareagował na upublicznione przez KGP dane o 74 gwałtach w szkołach. Wystąpił z interpelacją do Krystyny Szumilas, minister edukacji. - Taki stan rzeczy jest wstrząsający, tym bardziej iż dotyczy placówek oświatowych, które, oprócz edukacji, winny zapewniać dzieciom i młodzieży bezpieczeństwo. Sprawcami gwałtów, do których dochodzi na terenie szkół, są nie tylko uczniowie, ale również pedofile, którym udaje się dostać na teren placówki - zaznacza.

Zdaniem posła, liczba gwałtów jest „jednym z efektów liberalnej demokracji i pobłażliwej polityki wychowawczej, propagowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej”. A „tego typu poczynania, charakteryzujące się znacznym rozluźnieniem dyscypliny, nieuchronnie prowadzą do zaistnienia roszczeniowych i bezkarnych postaw wśród uczniów”.



Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-03-2013 12:04

    Oceniono 1 raz 0 1

    - wnuczek: Wpis z litosci bo jest 0 mówi babcia ; mieli gwalcić i sie tylko przechwalali

    Odpowiedz