Będziesz ze mną albo z nikim...

Piotr Schutta 10 marca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:19

Solec Kujawski. 16-letnia Emilia K. w drodze na przystanek autobusowy spotyka o rok młodszego Damiana K., z którym niedawno zerwała. Chłopak mówi, że chce ją odprowadzić. Prosi o jeszcze jedną szansę. Potem wyjmuje nóż...


- Co mu odwaliło? To był taki spokojny koleś. Muchy by nie skrzywdził - za jednym ze śmietników nieopodal soleckiego gimnazjum grupka nastolatków, pospiesznie zaciągając się papierosowym dymem, roztrząsa zdarzenia sprzed kilku dni.

- Człowieku, on wolał w tej swojej piwnicy siedzieć i rowery skręcać. Jak wyłaził na osiedle, to tylko z tą Emilią. Taki niewinny chłopaszek. Też mi rower zrobił, jak mu dychę zapłaciłem. Kiedy mi powiedzieli, że Damian został zatrzymany, to wierzyć mi się nie chciało. On z nożem? - mówi blondyn w szarym dresie. - Najwięcej to mi żal jego matki, ma teraz kobieta na głowie - dodaje.

- Podobno był na psychotropach. Parę dni wcześniej Emilia go rzuciła. To nie było żadną tajemnicą - dodaje kolega blondyna.

- Z widzenia go znam. Nie wiem, czy policja miała z nim kłopoty, ale aniołkiem chyba nie był. Kilka razy widziałem go na rynku, gdy żebrał kasę na piwo - mówi mężczyzna w średnim wieku.

W środę, 27 lutego 2013 roku, Damian K., 15-letni uczeń ostatniej klasy soleckiego gimnazjum, wstaje o świcie. Z kuchni bierze sporych rozmiarów nóż i wychodzi z domu. Chce spotkać się ze swoją byłą dziewczyną, Emilią K., i poprosić, żeby dała mu jeszcze jedną szansę. Oprócz noża nie ma żadnych innych argumentów.

Damian! Ałaaaa!

Idącą ulicami parę widzi kilku przypadkowych przechodniów. Chłopak obejmuje dziewczynę, rozmawiają. Nagle na wysokości śmietnika przy ulicy Bojowników o Wolność i Demokrację Damian wpada w szał.

- Teraz z tobą skończę - mówi i wyciąga nóż.

Pada pierwszy cios. W brzuch. Ostrze przebija skórę. Dziewczyna zaczyna krzyczeć i ucieka na drugą stronę ulicy.

- Damian! Ałaaaa!

15-latek nie ustępuje. Przyskakuje do swojej ofiary i uderza dalej, w brzuch i w szyję. Emilia K. zasłania się lewym ramieniem. Leje się krew.

Kątem oka zaatakowana zauważa postać mężczyzny, stojącego przy śmietniku i przyglądającego się biernie zdarzeniom. W pewnym momencie rzuca w jego kierunku swój telefon komórkowy. Chce, żeby zadzwonił po pomoc.

Mężczyzna odchodzi.

Na szczęście z odległości 100 metrów widzi zajście inny przechodzień. W pierwszej chwili nie reaguje, myśląc, że to młodzieńcze wygłupy, ale potężne haki w brzuch i zachowanie dziewczyny nie wyglądają na zabawę.

- Po prostu ruszyłem biegiem. Wtedy chłopak odskoczył od dziewczyny i zaczął uciekać. Obejrzał się jeszcze przez ramię, czy go nie gonię. Chciałem, ale kiedy zobaczyłem, w jakim stanie jest dziewczyna, dałem sobie spokój - relacjonuje 33-letni Daniel S. Mówi niechętnie. Nie chce być brany za bohatera, bo się nim nie czuje. Mówi, że zrobił, co trzeba. Znajdował się właśnie w drodze na przystanek autobusowy i postanowił się cofnąć do bankomatu. Gdyby nie to, nie wiadomo, jak potoczyłyby się wydarzenia.

Mężczyzna uklęknął przy dziewczynie i jedną ręką próbował zatamować krew wypływającą z rany na brzuchu. W drugiej miał telefon.

- Gdyby nie pan Daniel, Emilia mogłaby tego nie przeżyć. Zostałaby tam zakłuta - mówi łamiącym się głosem Ryszard K., ojciec ofiary. Rozmawiamy na szpitalnym korytarzu. - Przebity żołądek i śledziona. Trzy rany na brzuchu, jedna na ramieniu i jedna pod pachą. Lekarz powiedział nam, że mało brakowało, a Emilka zostałaby przebita na wylot. Od razu trafiła na stół operacyjny. Już jest lepiej, ale jej stan był ciężki - mówi ojciec.

Emilia K. nie chce z nikim rozmawiać o tamtym zdarzeniu. Z trudem siada na szpitalnym łóżku, trzymając się za brzuch. Ma na brzuchu trzy rany kłute, na które założono 16 szwów. Szczegółów zajścia nie znają nawet jej rodzice. Niewiele zresztą wiedzieli o relacji córki z Damianem K.

- Nie wiem, jak długo się znali. Widziałem go kilka razy, ale od razu mi się nie spodobał. Córka niewiele nam mówiła. Wiemy tylko tyle, że nie chciała dalej utrzymywać z nim znajomości, ale to do niego nie docierało. Chodził za nią od kilku dni i zawracał głowę - wspomina Ryszard K.

- Emilka jest bardzo pogodną i spokojną dziewczyną. Na pewno samej jej z tym wszystkim nie zostawimy. Cała klasa chciała przyjść do szpitala, ale uczniowie postanowili w końcu, że napiszą list i wyślą kilkuosobową delegację - wychowawczyni Emilii K. Mirosława Czarnecka, pedagog z ponad 20-letnim stażem pracy, przyznaje, że czegoś podobnego w swojej karierze nie doświadczyła. - Dla wszystkich chyba był to szok...

- On to wszystko sobie dobrze zaplanował. Powiedział córce tak: „Albo będziesz moja, albo niczyja”. Myślę, że chciał zabić - nie ma wątpliwości ojciec ofiary.

Nie wie, co w niego wstąpiło

- Niemożliwe. Nie ten chłopak - mówią znajomi ze szkoły. - Chodziłem z nim do podstawówki. To był koleś, którego można było uderzyć, a on nie oddał. Agresywny nigdy nie był - mówi jeden z kolegów.

Damian K. został zatrzymany przez policję krótko po zdarzeniu. Płakał i przepraszał. Szlochał, że nie wie, co w niego wstąpiło. Żałował.

- Wątpię, byśmy mieli tu do czynienia z zachowaniem psychopaty, który po prostu chce ukarać swoją ofiarę. To zachowanie zarezerwowane jest raczej dla starszych wiekiem sprawców. Tutaj bardziej odpowiedni byłby chyba mechanizm zaczerpnięty z psychologii Kretschmera (twórca typologii zachowań, opartej na typie budowy ciała - przyp. red.), który potwierdził się w trakcie mojej pracy badawczej nad młodocianymi przestępcami - mówi Przemysław Gorzelak, psycholog penitencjarny, psychoterapeuta ośrodka „Odnowa”. - Młodzi ludzie zachowują się sensytywnie, czyli wyolbrzymiają swój ból, obnoszą się z nim i przeżywają go na scenie swego życia niczym Szekspirowski Hamlet. Ale to nie jest gra. Są w tym autentyczni. Jeśli cierpią, to bez granic i rozszerzają to cierpienie na innych ludzi - uważa psycholog. Zaznacza, że takie przeżywanie emocji nie powinno być jednak dla sądu okolicznością łagodzącą.

- To nie ma nic wspólnego z konkretnym zaburzeniem osobowości, mającym wpływ na ograniczenie zdolności do oceny własnego zachowania w trakcie popełnienia czynu. Taką okolicznością w podobnym przypadku może być jedynie niedojrzałość intelektualna charakterystyczna dla piętnastolatka.

Odnaleziono nóż, który chłopak wrzucił do kontenera na śmieci, gdy uciekał z miejsca zdarzenia. Dziwnym zbiegiem okoliczności kilka dni później śmietnik został przez kogoś podpalony. Nie wiadomo, czy policja dotarła już do świadka, prawdopodobnie zbieracza makulatury, który nie udzielił dziewczynie pomocy.

Decyzją sądu rodzinnego i nieletnich Damian K. został umieszczony w schronisku dla nieletnich, gdzie spędzi trzy najbliższe miesiące w oczekiwaniu na opinię biegłego psychiatry. Biegły ma, m.in., odpowiedzieć na pytanie, czy w momencie popełniania czynu chłopak miał zachowaną poczytalność. Na razie, zgodnie z ustawą o nieletnich, toczy się postępowanie wyjaśniające w sprawie. Podejrzanemu 15-latkowi postawiono zarzut usiłowania zabójstwa, za co grozi kara od 8 lat więzienia.

Nieletni czy dorosły?

To, czy chłopak z Solca Kujawskiego odpowiadać będzie za swój czyn jako osoba dorosła, w dużej mierze zależy od opinii psychiatry na temat jego dojrzałości psychicznej.

- Prawo dopuszcza w uzasadnionych przypadkach najcięższych przestępstw, że sprawca, który ukończył 15. rok życia, może odpowiadać przed sądem jako osoba dorosła - mówi wiceprezes Sądu Rejonowego w Bydgoszczy Ewa Gatz-Rubelowska.
Fakty

Zabili z zazdrości

Sierpień 2011 r., miejscowość Piecki (Warmińsko-Mazurskie). W przydrożnym rowie przechodzień znajduje dotkliwie pobitą 15-latkę. Śledztwo doprowadza policjantów do 21-letniego mieszkańca wioski, który przyznaje się do pobicia. Jako motyw podaje zawód miłosny. Dziewczyna umiera.

Ruda Śląska, luty 2009 r. 21-letnia kobieta bawi się w dyskotece. Opuszcza ją w nocy w towarzystwie swojego chłopaka, z którym zamierza się rozstać. Jej ciało, z licznymi ranami kłutymi, zostaje znalezione w zaroślach na miejskim skwerku. 22-letni Wojciech Sz. przyznaje się do winy po przesłuchaniu.

Wrocław, kwiecień 2011 r. 23-letni student Politechniki Wrocławskiej Łukasz R. z Bolesławca zawiadamia policję, że na strychu kamienicy, w której wynajmuje mieszkanie, znalazł zwłoki koleżanki ze studiów. Dziewczyna ma rany kłute szyi. Początkowo student nie przyznaje się do zbrodni, lecz zebrane dowody wskazują na niego. W końcu wyjawia prawdę. Kilka dni wcześniej dziewczyna się z nim rozstała, a on nie mógł się z tym pogodzić.

Na dożywocie został skazany 46-letni Piotr M. z Podkarpacia, właściciel stadniny koni, porzucony przez 29-letnią kobietę. Z zazdrości zamordował z premedytacją 28-letniego Marcina D. i jego kolegę, 35-letniego Bogdana K. Zastrzelił mężczyzn z broni myśliwskiej, a zwłoki zakopał w ustronnym miejscu. Wcześniej jednemu z zamordowanych kazał napisać list pożegnalny do kobiety, o której uczucia był zazdrosny.