Od karania kobiet dzieci nie przybędzie

Przemysław Łuczak, fot. Wojciech Kusiński 3 marca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:19

Rozmowa z prof. MONIKĄ PŁATEK, prawniczką z Uniwersytetu Warszawskiego.


Rozmowa z prof. MONIKĄ PŁATEK, prawniczką z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dlaczego nie chce Pani już rozmawiać o procesie Katarzyny W.?

Do wyroku, który zostanie wydany w imieniu Rzeczypospolitej, nie zamierzam już komentować ani tego, co robi sąd, ani tego, co mówią świadkowie. Nie zamierzam się wtrącać, nie zamierzam sądu wyręczać ani mu przeszkadzać.

Tyle tylko, że opinia publiczna, przy udziale mediów, i tak wydała już wyrok...

No, właśnie, pada pytanie, dlaczego tak żwawo dokonaliśmy medialnego linczu, zanim sąd zdążył założyć togę? Dlaczego tak łatwo i z tak nieukrywaną pasją zlinczowaliśmy Katarzynę W. i skazaliśmy ją na winę umyślną? Nie brak nam rozumu, ale inteligencja emocjonalna nam szwankuje i nie najlepiej u nas z empatią. Lepiej nam idzie domaganie się surowych kar niż wczuwanie się w czyjeś położenie i nieskazywanie przed czasem. Zwłaszcza że prawda może być bardziej skomplikowana niż się spodziewamy. Niestety, swój udział w tym mają również goniące za sensacją media. Dlatego nie powinniśmy wyręczać sędziów.

Dlaczego polskie dzieci coraz częściej giną z rąk rodziców?

Rzeczywiście, takich przestępstw jest więcej niż kiedyś. A zaczęło się to mniej więcej od 1993 roku, kiedy weszła w życie Ustawa o planowaniu rodziny. Z jednej strony, zobowiązała ona państwo, żeby dać ludziom wiedzę na temat życia seksualnego oraz prawo do decydowania, kiedy, z kim i jak wiele chcą mieć dzieci. Z drugiej strony, w tej samej ustawie, z pewnymi wyjątkami, zakazaliśmy aborcji. I o ile w sprawie edukacji seksualnej państwo nie zrobiło nic, to egzekwuje restrykcyjny zakaz aborcji.

W tym zakresie panuje jednak totalna hipokryzja, która przyzwala na istnienie podziemia aborcyjnego. Większość kobiet, które nie chcą dziecka, ale mają pieniądze, dokonują aborcji wszędzie, od Ukrainy i Czech aż po Holandię, Anglię czy Szwecję. Natomiast kobiety, które często nawet nie wiedzą, że są w ciąży, albo są zbyt młode czy biedne, mnożą te dzieci znajdowane później w śmietnikach, zakopane czy schowane w beczkach. Ta grupa opresyjnie traktowanych matek, niekoniecznie młodych, to tak naprawdę ofiary systemu.

Nie zawsze jednak mamy do czynienia z aborcją?

Oczywiście, mamy też sytuacje charakterystyczne, różnych „Fritzlów”, księży, którzy nie udzielają pomocy swoim partnerkom w czasie porodu oraz mężów, którzy na złość żonie duszą dzieci. I nie wywołuje to potępienia ani nie prowadzi do dyskusji, jak temu przeciwdziałać. Obecna sytuacja podobna jest do tej, z którą mieliśmy do czynienia przed 1956 rokiem, kiedy także obowiązywał zakaz aborcji. Ale wraz z legalizacją aborcji praktycznie zniknęło przestępstwo dzieciobójstwa.

Nie chcę, oczywiście, aby aborcja była sposobem na pozbycie się niechcianej ciąży. Przeciwdziałanie powinno polegać na powszechnej edukacji seksualnej i pełnym dostępie do środków antykoncepcyjnych, nie tylko do prezerwatyw. Art. 200 Kodeksu karnego daje przyzwolenie na współżycie płciowe po ukończeniu 15. roku życia, ale dopiero po ukończeniu 18. roku życia ginekolog może wypisać receptę na środki antykoncepcyjne. Ta błędna polityka państwa, które z jednej strony nie dostrzega problemów młodych ludzi, a z drugiej ma nadzieję, że poprzez prawo karne zmusi ich tego, żeby bardziej się rozmnażali, skutkuje tym, że mamy jeden z najniższych przyrostów naturalnych w Europie.

Biskup Pieronek uważa pedofilię za coś naturalnego, co było, jest i będzie...

Biskup Pieronek, mając przed sobą wizję kolejnych procesów o odszkodowania i kolejnych przypadków pedofilii w polskim Kościele, stara się bagatelizować ten problem. Co ciekawe, choć tego rodzaju sprawy toczą się na co dzień w sądach, to jednak nie wywołują one większego zainteresowania dziennikarzy i nie stają się tematem debaty publicznej. Przeciwnie, skupiamy się na potępianiu ofiar i wybielaniu księży, których Kościół po prostu przenosi na Ukrainę albo gdzie indziej.

W Kościele nie ma większej liczby pedofilów niż w innych środowiskach, tyle tylko, że znacznie bardziej chroni on ich przed odpowiedzialnością karną. W dokumentach wydanych przez różnych papieży, także Jana Pawła II, jest zalecenie, żeby nie informować prokuratury o zachowaniach pedofilnych księży, lecz tylko instytucje kościelne. To jest, oczywiście, działanie antypaństwowe. Winię polskie władze i media, że tak łatwo na to przystają, bo pedofilia się szerzy i potwornie rani ofiary.

Czy po podpisaniu przez Polskę konwencji o przeciwdziałaniu przemocy, kobietom będzie żyło się lepiej?

Jest to przede wszystkim kwestia dyskryminacji kobiet w różnych przestrzeniach życia. Właśnie przeczytałam artykuł mojego kolegi prawnika, który dziwi się, że kobiety domagają się równych praw, bo prawo przecież pisane jest tak, żeby było równe dla wszystkich. Teraz jest ten cudowny moment, w którym możemy przyjrzeć się naszemu prawu i dostrzec, jak często wyróżnia ono ze względu na płeć, ale tylko mężczyzn.

Wprawdzie przemoc najczęściej dotyka kobiet, ale warto dostrzec, że przy stosunkach przemocowych w rodzinie to nie tylko kobiety, ale i osoby starsze, także mężczyźni, i dzieci stają się jej ofiarami. Żyjemy w społeczeństwie, które w konstytucji nie chciało przyjąć, że również dziecko ma swoje prawa - bardzo wielu rodziców wciąż uważa, że dzieci są ich własnością, a bicie i poniżanie to jest sposób na wychowanie.

Nie potrafiliśmy przyjąć ustawy o przemocy w rodzinie, bo był w niej zapis, że dzieci nie wolno bić. W tej konwencji jest mowa nie tylko o przemocy wobec kobiet, lecz także w rodzinie. Poza tym jest to coś, co może pomóc, żeby brat nie walił brata, żeby starsi rodzice nie dostawali w łeb od mało wrażliwych dzieci, żeby dzieci nie były bite, a mężczyźni nie doświadczali przemocy ze strony innych mężczyzn bądź ewentualnie kobiet. Dobrze, że w końcu zmienimy prawo karne i sprawcy przestępstwa zgwałcenia będą ścigani z urzędu, a nie na wniosek ofiary, mimo że sami powinniśmy to zrobić co najmniej 30 lat temu.

Kiedy równych praw domagają się środowiska dyskryminowane jak kobiety czy osoby homoseksualne, z prawej strony słychać, że żądają one przywilejów, ale kiedy pojawiają się postulaty odebrania przywilejów Kościołowi, mówi się o jego dyskryminacji...

Nie rozumiem, dlaczego w państwie świeckim Kościół ma mieć jakiekolwiek przywileje, dostawać ogromne pieniądze z budżetu i mieć prawo do niepłacenia podatków. Dlaczego jak za Reja mam płacić plebanowi dziesięcinę, choć wolałabym przekazać te pieniądze na inny cel? Kościół powinien być finansowany, tak jak w Danii czy Niemczech, przez samych wiernych. To bulwersujące, że podczas obrad wspólnej komisji państwa i episkopatu wprawdzie po jednej stronie siedzą duchowni, a po drugiej ministrowie, ale wszyscy zgodnie bronią interesów Kościoła kosztem Polski. To jest bardzo groźne, nie można bowiem reprezentując państwo działać na rzecz organizacji, która ma swojego szefa w Watykanie.

Niepokoi Panią najście narodowców na wykład prof. Środy na Uniwersytecie Warszawskim?

Byłam tam, nie przestraszyłam się, ale nie mam zamiaru tego incydentu lekceważyć. Wykład prof. Środy o moralnym upadku życia społecznego był świetny. Dlatego szkoda, że ta młodzież w małpich maskach, która zachowywała się tak hałaśliwie, nie chciała wysłuchać wykładu, zadawać pytań i dyskutować. Ale wykorzystywanie tego incydentu przez polityków jest nieodpowiedzialne. Nie wolno podjudzać młodych ludzi, których jeszcze dzisiaj można zaprosić do rozmowy. Aprobując ich agresywne zachowania, pozwalamy im na niemyślenie oraz przemoc i zastraszanie w przestrzeni publicznej. Byłabym jednak daleka, żeby na tym etapie ścigać ich Kodeksem karnym.

Narodowcy mają pretensje, że nie dostali zgody na swoje spotkanie na Uniwersytecie Warszawskim...

Rektor wyprosił ich z uniwersytetu nie dlatego, że są prawicowcami, lecz dlatego, że nie podali tematu ani konwencji spotkania. Uniwersytet nie jest bowiem miejscem dla pana Camerona, żeby mówił o leczeniu z homoseksualizmu, nie jest miejscem dla szerzenia nienawiści do Żydów czy gejów albo do przekonywania, że Polska jest dla Polaków. Uniwersytet jest natomiast miejscem, w którym można debatować, przedstawiając również prawicowe poglądy, ale w ogólnie przyjętym języku. Na pewno przyjdę na taką debatę.
Teczka osobowa

Karnistka, komentatorka i feministka

Prof. Monika Płatek, prawniczka i feministka. Pracuje w Zakładzie Kryminologii Instytutu Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Zainteresowania naukowe: prawo karne wykonawcze, prawa człowieka - w tym prawa kobiet, kryminologia, psychologia społeczna, gender studies i socjologia prawa. Jej opinie prawne często cytowane są w mediach.

Była założycielką i wieloletnią prezeską Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej. W latach 2002-2006 była pełnomocniczką rzecznika praw obywatelskich ds. praw ofiar przestępstw. Jest ekspertką i konsultantką wielu organizacji międzynarodowych, m.in. OBWE.


Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-04-2013 10:01

    Brak ocen 0 0

    - TEL: Jestem zaskoczona wypowiedzią pani profesor o tym, że tak łatwo społeczeństwo oceniło Katarzynę W. Owszem, w życiu rodzin jest mnóstwo mniejszych i większych problemów mających wpływ na ich codzienne funkcjonowanie. Jednakże nie w każdej jest tak, żeby matka spowodowała śmierć swojego dziecka. Nie wnikam juz czy to było umyślne czy nie. Nie osądzam także dlaczego nie wezwała pomocy, bo ludzie w stresie i szoku różne dziwne rzeczy robią... Jednakże jej "szopka" i słowa, które brzmią w moich uszach do dziś "oddajcie mi moje dziecko!" to chyba nie jest do wyjaśnienia. Nie potrafię się wczuć w jej sytuację. Nie ma dla mnie żadnego wytłumaczenia jej postępowania. Targała za nos wszystkich Polaków! Taką kobietę trzeba osądzić. Inaczej to wygląda, gdy zabierają dziecko rodzinie, która po prostu jest biedna, nie maja odpowiednich środków finansowych czy mieszkaniowych. A najbardziej zaskakujące jest decydowanie za osobę niepełnosprawną. To jest dopiero karanie!!!!! Polskie prawo nie przewiduje pomocy takim rodzinom, które chcą wychować swoje potomstwo mimo wszystkich przeciwności, tylko ich karze za to, że tak trudno jest znaleźć pracę, która da im odpowiedni status finansowy. Może takie tematy pani Profesor by podjęła? Pozdrawiam

    Odpowiedz