Psia zima na krótkim łańcuchu

Małgorzata Oberlan, zdjęcia Jacek Smarz 3 marca 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:19

Psy uwiązane łańcuchami do płotu, prowizoryczne budy, słoma tylko dla szczeniących się suk - tak jeszcze kilka dni temu wyglądała przechowalnia zwierząt, urządzona przez gminę Obrowo na terenie oczyszczalni ścieków.


Wtorek, 26 lutego. Do oczyszczalni w Dobrzejewicach (gm. Obrowo) wyruszamy wiedzeni alarmującymi sygnałami od Czytelników. Razem z nami jest Ewa Włodkowska, prezes Toruńskiego Towarzystwa Ochrony Praw Zwierząt. Ona też odbierała niepokojące informacje o tym, w jakich warunkach, przechowywane są w gminie Obrowo bezdomne psy. Przekazała je powiatowemu lekarzowi weterynarii w Toruniu.

„To zakrawa na znęcanie!”

Gminna oczyszczalnia ścieków leży w polu. Jej pracownicy nie mają żadnego przygotowania do zajmowania się zwierzętami, bo i zupełnie innego typu pracę tu podejmowali. Idziemy wzdłuż ogrodzenia.

Co kilka kroków - prowizoryczne budy. Jedne przypominają beczki, a powstały najpewniej z jakiejś pociętej rury z tworzywa sztucznego. Z jednej strony „beczki” zamknięte są wiekami. Inne budy sklecone zostały ze starych palet transportowych. Nie mogą wystarczająco chronić przed chłodem i wiatrem, bo po prostu są dziurawe. Tylko w jednej z bud widać resztki słomy.

- To woła o pomstę do nieba! - denerwuje się Ewa Włodkowska. - To zakrawa na znęcanie się nad zwierzętami. Wolę nie myśleć, jak marzły tu te psiaki.

Przy każdej z bud widać umocowany do płotu łańcuch o długości - jak oceniamy - około dwóch metrów. Spod śniegu wyziera dużo psich odchodów. Jak jeszcze w drodze dowiadujemy się od Agnieszki Wiśniewskiej, kierującej Miejskim Schroniskiem dla Zwierząt w Toruniu, w piątek, po zgłoszonym przez gminę zapotrzebowaniu, do tej placówki zabrano 13 psów - suki, młode psy i szczenięta. Na miejscu powinno zostać siedem samców. Zastajemy dwa psy.

Ranne karmienie w południe

Czarny mieszaniec jest wychudzony i brudny. Zachowuje się tak, jak człowiek w głębokiej depresji. Na krótkim łańcuchu nieustannie krąży w kółko. W błocie i wodzie, które ma przed „budą”. To złożone w wigwam palety, wewnątrz których nie ma nawet źdźbła słomy. W metalowym garnku widać trochę brudnej wody.

Dlaczego nie ma słomy? - Bo wystarczało jej tylko dla szczeniących się suk - mówi nam pracownik oczyszczalni.

Dlaczego pies krąży na tym krótkim łańcuchu? - Nie spuszczamy w ciągu dnia, żeby zwierzaki nie wpadły do zbiornika. Na noc zbiornik zamykamy i wtedy psy mogą pobiegać - twierdzi mężczyzna.

Jedzenie? Psy, a było ich tu, jak wynika z relacji pracownika, 27, dostawały karmę dwa razy dziennie. Rano i wieczorem.

Jest kwadrans przed połuniem i dopiero na wyraźną prośbę Ewy Włodkowskiej, czarny mieszaniec dostaje jeść. Dosłownie rzuca się na miskę. Które to karmienie? - Ranne - przyznaje pracownik oczyszczalni.

Działaczka TTOPZ robi to, co możliwe w tej sytuacji. Wymusza przeniesienie psa do najbardziej przyzwoitej z bud, wyłożenie jej słomą, dwukrotne wydłużenie łańcucha i zaopatrzenie psa w czystą wodę. Gdy odchodzimy, psiak dosłownie ujada. - Liczył, że go zabierzemy - nie ma wątpliwości Ewa Włodkowska.

Kluczowa kwestia pieniędzy

Miejsce, które opuszczamy, to coś w rodzaju gminnego punktu przejściowego. - Jeśli celem jego stworzenia jest chwilowe zapewnienie miejsca pobytu psom, które następnie przetransportowane zostaną do schroniska dla zwierząt z prawdziwego zdarzenia, to prawo nie jest łamane. Oczywiście, pod warunkim, że zostanie zwierzętom zabezpieczony tzw. minimalny dobrostan, czyli budy chroniące przed warunkami atmosferycznymi, odpowiedniej długości łańcuchy, woda i karma - podkreśla lekarz weterynarii Violetta Hermann-Krupińska, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Toruniu.

W toruńskim schronisku dla zwierząt dowiadujemy się, że gmina Obrowo w ubiegłym roku miała zawartą umowę z tą placówką na odbiór bezdomnych psów (nie chodziło o odławianie, a tylko odbieranie zwierząt). Wygasła ona z końcem grudnia. Nową gmina podpisała na początku lutego.

- Koszt naszych usług, wynikających z takiej umowy, to 18 tysięcy zł opłaty rocznej i 220 zł od każdego przyjętego psa - wylicza Agnieszka Wiśniewska.

I tu sprawa zaczyna się rozjaśniać. Od 1 stycznia 2012 roku znowelizowana Ustawa o ochronie praw zwierząt zakazuje odławiania bezdomnych zwierzaków bez zapewnienia im miejsca w schronisku (art. 11 ust. 3). Tym samym zawarcie porozumienia ze schroniskiem stało się dla gmin obowiązkiem, i to kosztownym. Chyba że utworzyły profesjonalne schroniska, spełniające rygorystyczne normy, u siebie (rzadko).

Biorąc pod uwagę to, że w zeszłym roku gmina Obrowo miała kłopoty z regulowaniem płatności za odbierane od niej bezdomne zwierzaki (informacja ze schroniska), wnioski nasuwają się same. W Dobrzejewicach psy „przechowywane” były w liczbie ponad 20 i bynajmniej nie chwilowo z przyczyn finansowych.

Jak się tłumaczy wójt?

Andrzeja Wieczyńskigo, wójta Gminy Obrowo, pytamy wprost, czy wie, w jakich warunkach żyły psy na terenie oczyszczalni? Jest zmieszany i zaprasza do wspólnej rozmowy Mirosławę Kłosińską, sekretarza gminy. Oboje twierdzą, że - na podstawie tego, co przekazywał im kierownik oczyszczalni w Dobrzejewicach - byli przekonani, iż psy mają dobre warunki. Dziwią się, że sygnały o skandalicznej sytuacji zwierząt trafiały do TTOPZ i redakcji, a nie do urzędu.

Oboje przyznają, że opieka nad bezdomnymi psami to poważne obciążenie dla gminnego budżetu. - Właśnie mam na głowie problem rodziny z dziećmi, której nie jestem w stanie zapewnić dachu nad głową - kreśli sytuację wójt. - Tymczasem na same bezdomne psy w zeszłym roku wydaliśmy 40 tysięcy złotych. Owszem, moglibyśmy pewnie wydawać jeszcze więcej, ale kosztem ludzi. I to tych w najcięższym położeniu (cięcia w opiece społecznej).

Miastowy wyrzuca, gmina płaci

Mirosława Kłosińska zwraca uwagę na jeszcze jeden bulwersujący aspekt tego problemu - zdecydowana większość bezdomnych psiaków jest na teren gminy podrzucana. Najpewniej przez miastowych.

- Potrafią wyrzucić psa w lesie, przywiązać go do drzewa i odjechać albo podrzucić szczenięta w worku - mówi Mirosława Kłosińska. - Najczęściej dzieje się tak w styczniu (okres po bożonarodzeniowym obdarowywaniu dzieci), lipcu (właściciele psa wyjeżdżają na wakacje) i wrześniu (dzieci idą do szkoły i nie ma kto opiekować się czworonogiem). Problem tych wszystkich porzuconych zwierzaków spada na gminę.

* * *

Na koniec wizyty Ewa Włodkowska zapewnia wójta, że jeszcze do Dobrzejewic wróci. I kto ją zna, ten wie, że dotrzyma słowa.
Wójt Andrzej Wieczyński oświadcza:

Dziwne, że płacimy, a wyłapywać musimy sami

„Gmina realizuje zadania zapisane w Ustawie o ochronie praw zwierząt . W 2012 i 2013 r. podpisała umowę ze schroniskiem w Toruniu. Przytulisko dla zwierząt, które znajdowało się tymczasowo w Dobrzejewicach, zaopatrzone było w karmę dla psów, mleko, była też zagwarantowana opieka weterynaryjna.

Zorganizowanie tego chwilowego przytuliska było konieczne, gdyż schronisko odmawia odławiania psów biegających luzem. Dziwne jest dla mnie, że płacąc schronisku jesteśmy zmuszeni sami te psy wyłapywać. Na bieżąco staramy się szukać dla nich nowych właścicieli. Psy, które znalazły nowy dom, zostały zaszczepione i na życzenie nowych właścicieli wysterylizowane.

Budy znajdujące się w oczyszczalni nie są najlepszej jakości, ale chronią zwierzęta przed mrozem, deszczem i słońcem. Psy to stworzenia żyjące, ale też trzeba mieć na względzie bezpieczeństwo mieszkańców, a zwłaszcza małych dzieci, dlatego w sytuacjach zagrożenia niezwłocznie wysyłam straż gminną”.