Wejdź na ten szczyt, a będziesz kimś

Katarzyna Bogucka 18 lutego 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:20

Gdy w 2003 roku naukowcy badali wartości ważne dla młodzieży i te promowane, np. przez telewizję, okazało się, że socjalizacja szła w kierunku indywidualizmu i hedonizmu, co skutkowało rosnącą niepewnością życiowych ról: dziecka, kobiety, mężczyzny. Jak jest dziś?




Gdy w 2003 roku naukowcy badali wartości ważne dla młodzieży i te promowane, np. przez telewizję, okazało się, że socjalizacja szła w kierunku indywidualizmu i hedonizmu, co skutkowało rosnącą niepewnością życiowych ról: dziecka, kobiety, mężczyzny. Jak jest dziś?


Cokolwiek złego powiedziałoby się o gimnazjalistach, o ich krnąbrności wobec świata, w anonimowych ankietach prezentują się całkiem dobrze. Trzecioklasiści (a przepytano grupę ponad 2200 osób) deklarują, że kochają rodziców (którzy są dla nich pierwszym autorytetem), chociaż już tylko umiarkowanie szanują nauczycieli. Niektórzy, nie znajdując wzoru do naśladowania w bliskim otoczeniu, wpatrują się np. w gwiazdy mediów. Większość oczekuje zrozumienia i akceptacji dorosłych.

Od lat dla uczniów najważniejsza jest rodzina, wzajemny szacunek, wsparcie. To dopiero wstępne wnioski, wynikające z badań pt. „System wartości młodzieży gimnazjalnej”, które w ubiegłym roku Kujawsko-Pomorskie Kuratorium Oświaty i Instytut Socjologii UMK przeprowadziły w trzecich klasach regionalnych szkół na zlecenie Fundacji ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom.

Jolanta Metkowska, dyrektor Wydziału Wspomagania Edukacji Kujawsko-Pomorskiego Kuratorium Oświaty, zdecydowanie podkreśla, że młodzież gimnazjalna nie odrzuca fundamentalnych wartości, przekazywanych im przez przodków (a mówi to także na podstawie obserwacji wyników podobnych badań z poprzednich lat). - Wokół gimnazjalistów narosło tyle negatywnych stereotypów, że chcieliśmy się dowiedzieć u źródła, jakie postawy są bliskie uczniom, czy coś się zmieniło w ich postrzeganiu świata. Zewsząd słyszy się narzekania na dzieci. W mediach eksponuje się czas buntu, który w wieku 15, 16, 17 lat jest przecież czymś naturalnym, akcentuje się trudności wychowawcze, konflikty gimnazjalistów z rodzicami i z nauczycielami. Nasuwa się w związku z tym pytanie, czy może uczniowie mają własny, bliższy rzeczywistości transformacji cywilizacyjnej i globalizacji, system wartości? Okazuje się, że nie mają! Oni żyją albo chcieliby żyć (bo być może ich życie rodzinne odbiega od ideału) na fundamencie, który jest bliski nam, dorosłym - przekonuje dyrektor Metkowska, wskazując na potwierdzenie tej tezy teczkę pełną ankiet.

Szanuj belfra swego. Dlaczego?

Największą wartością dla młodzieży jest rodzina, a największym autorytetem rodzic i osoby z kręgu rodziny. Wykształcenie jest przez uczniów cenione jako niezbędna droga do znalezienia dobrej pracy i osiągnięcia satysfakcjonujących dochodów. Co ciekawe, barwne, pełne rozrywek życie i duże pieniądze są najmniej popularnymi wśród gimnazjalistów dążeniami. Kuratorium zaniepokoiło to, że mniej niż 30 procent uczniów wskazało jako swój autorytet nauczyciela. - Dzieci wiedzą, że nauczycieli należy szanować, ale z jakiegoś powodu to zaufanie jest na niskim poziomie i sądzę, że jest to pole do dalszych badań i do pracy nad poprawą statystyk - uważa dyrektor Metkowska.

W pytaniu o autorytet tuż za rodziną uplasowali się sportowcy (35 procent dzieci ich ceni), po piętach depczą im piosenkarze i muzycy, na piątym miejscu są nauczyciele, dalej ludzie z organizacji pozarządowych, podróżnicy, naukowcy, duchowni (18 procent), aktorzy, biznesmeni, dziennikarze i prezenterzy (5 procent). Dla prawie 5 procent gimnazjalistów nikt nie jest autorytetem. - Nad tym wnioskiem także się zatrzymaliśmy z pewną refleksją - mówi Jolanta Metkowska. - Z czego to wynika? Czy może młody człowiek uważa, że wszystko już wie, że z nikim nie musi się liczyć?

Kolejnym punktem zapalnym może być pytanie o czas wolny. Gimnazjaliści buszują w sieci internetowej i oglądają telewizję. Ponad 30 procent badanych uczniów od 2 do 4 godzin dziennie spędza przed komputerem. 13 procent ankietowanych ponad pięć godzin dziennie ogląda telewizję (choćby nawet biernie, o czym badania jednak nie informują). Odpowiedź „nigdy” zaznaczyło 2,9 procent, a „rzadko” - 10 procent respondentów. Pewną pociechą jest fakt, że 44 procent gimnazjalistów spotkania na żywo ceni wyżej od tych wirtualnych.

Aż strach patrzeć

I jeszcze jedna informacja, z której pedagodzy, rodzice muszą wyciągnąć wnioski. Tylko 24 procent gimnazjalistów, którzy byli świadkami przemocy, zareagowało na nią. 10 proc. widziało agresję, ale, w poczuciu solidarności z większością, nie zrobiło nic, 4 proc. gimnazjalistów bało się coś powiedzieć agresorom, a 9 proc. udawało, że nic nie widzi...

Brak bohaterów

Profesora Piotra Petrykowskiego z Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK gimnazjaliści specjalnie nie dziwią, przynajmniej w kwestii autorytetów, wartości, spędzania wolnego czasu. Są, według niego, bardzo podobni do młodzieży minionych pokoleń.

- Chyba tylko jedna rzecz mnie szczególnie zaskoczyła, która wyszła w tych badaniach - mówi profesor. - Mianowicie to, że tak dużo młodych ludzi wskazuje jako autorytet swoich nauczycieli! Około 30 procent to, według mnie, naprawdę sporo!

Rodzi się jednak pytanie, co gimnazjaliści rozumieją pod pojęciem autorytet. Bo jeżeli mają na myśli ludzi, którzy pomogą im zdobyć kolejny certyfikat, czyli kompetentnych, dobrze przygotowanych, potrafiących ciekawie przekazać swoją wiedzę, to chyba jest za mało. Jeśli jednak autorytetem jest dla młodzieży przede wszystkim osoba prezentująca określoną postawę, kierująca się w życiu fundamentalnymi wartościami, to te 30 procent jest naprawdę niezłym wynikiem.

- Wygląda na to, że mamy naprawdę sporą grupę nauczycieli, która może służyć za wzór dla młodych - uważa prof. Petrykowski. Jego zdumienie budzi jednak fakt, że ponad 5 proc. gimnazjalistów nie ma żadnego autorytetu. Przyczynę tego problemu upatruje profesor w typowo polskim traktowaniu ludzi ważnych i zasłużonych dla narodu: - Czego dokonaliśmy w ciągu ostatnich 20 lat? Zniszczyliśmy bohaterów. Nie ma autorytetu, który by się ostał. Nawet z postacią Jana Pawła II robiliśmy wszystko, żeby go ośmieszyć. To przecież w Polsce padło słynne zdanie: „Czy ten starzec nie powinien już ustąpić?”.

Zupełnie jednak nie dziwi prof. Petrykowskiego to, że dzieci fascynują się gwiazdami muzyki i sportowcami. Tak było zawsze: - Sięgam pamięcią do Mikołaja Kozakiewicza, który przed laty zredagował świetną książkę: „Młodzież w okresie przełomów”. Co z niej wynikało? To, że niezależnie od systemu politycznego, który wtedy obowiązywał, a może właśnie dlatego, że był taki właśnie system, zawsze istniały autorytety, które nie były uznawane przez oficjalną propagandę, na przykład Józef Piłsudski, który nie był postacią jednoznaczną - analizuje profesor Petrykowski. - Wrócę jednak do wcześniejszej myśli. Niszczymy autorytety. Nikt się nie ostał, ani Jan Paweł II, ani żaden z prezydentów, ani przywódca ruchu społecznego. Profesorowie Geremek, Chrzanowski, gdy wycofali się z życia politycznego, przestali być traktowani jak autorytety, nawet szukano czegoś na nich: „A może oni też współpracowali?”

To dlatego, zdaniem naszego rozmówcy, młodzież zadaje sobie uzasadnione pytanie, kto właściwie jest wzorem, skoro nawet dorośli nie wiedzą, na kim można się oprzeć? - Młodzież jest spragniona ludzi, których można dotknąć, do których można podejść, porozmawiać, a nie ideałów wyniesionych na ołtarze, nietykalnych, dalekich - uważa profesor Petrykowski.

Wczoraj karty, dziś komputer

W opinii naukowca to, że młody człowiek rozmawia przez telefon statystycznie godzinę dziennie (22 proc.), nie jest poważnym problemem: - Moim zdaniem - mówi profesor Petrykowski - to i tak jest krótko. Za moich czasów był jeden telefon na pięć kamienic i nierzadko kolejka do słuchawki. 44 procent spotykających się „na żywo” z rówieśnikami to dużo! To bardzo dobrze! A spędzanie kilku godzin dziennie w sieci? Jest wyrazem poszukiwania miejsca, w którym można „spokojnie porozmawiać”. W młodości siadywałem z kolegami na ławce w parku i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Pamiętajmy, że nie ma nieważnych rozmów! Poza tym, dyskusje w sieci zastępują to, czego dzieciom brakuje na co dzień, może bliższego kontaktu z rodzicami, z nauczycielami.

Co do gier w komputerze, cofnę się znowu o 30-40 lat. Miałem kolegów, którzy godzinami grali w pokera. Dziś zmieniły się tylko narzędzia, formy. Zachowania się nie zmieniły. Zgadzam się jednak z tym, że brak bezpośredniego kontaktu i doświadczenia bycia w jakimś miejscu realnie nie ułatwiają zaspokajania wielu jakże ważnych potrzeb. Młody człowiek coraz mniej ma jednak możliwości bycia z kimś, a relacje coraz częściej stają się nie bliskimi, osobowymi, lecz zadaniowymi. I to nie jest kwestia wyboru młodzieży, bo nikt im takiego wyboru nie stworzył. Zostało tylko powiedziane: „Masz wejść na ten i na ten szczyt w określonym czasie i wtedy będziesz kimś”.
Badania

O czym kiedyś marzyła młodzież?

Wielkie uczucie: 1997 r. - 33,8 proc., 2003 r. - 37,6; zdobycie zaufania ludzi: 1997 r. - 16,0, 2003 r. - 12,8 proc.; szczęście rodzinne: 1997 r. - 29,7 proc., 2003 r. - 21,4 proc.; znalezienie miejsca w społeczeństwie, bycie przydatnym: 1997 r. - 6,2 proc., 2003 r. - 5,3 proc.; lubiana praca: 1997 r. i 2003 - 6,3 proc.

bycie sobą: 1997 r. - 3,8, 2003 r. - 4,1 proc.; pozostawienie po sobie trwałego śladu: 1997 r. 3,5, 2003 r. - 5,6 proc.

Pieniądze i komfort życia: 1997 r. - 5,0, 2003 r. - 5,2 proc.; wykształcenie: 1997 r. - 9,4, 2003 r. - 10,2 proc.; wiara w jakąś ideę: 1997 r. - 2,3, 2003 r. - 3 proc.; głęboka wiara religijna: 1997 r. - 7,5, 2003 r. - 5 proc.

Dążenie do celu: 1997 r. - 5,1, 2003 r. - 4,5 proc.; bogactwo wszystkich wrażeń życiowych, nawet za cenę przykrości: 1997 i 2003 r. - 1,9 proc.

(Dane za miesięcznikiem „Wychowawca”, autorka publikacji prof. Krystyna Ostrowska.)

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-02-2013 14:18

    Brak ocen 0 0

    - rymownik: Zamiast natloku liczb trzeba było namalować słupki /kazdy głupek ma swoj słupek/

    Odpowiedz