Kadencja z widokiem na przyszłość [rozmowa]

Przemysław Łuczak 17 lutego 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:20


Rozmowa z dr BARBARĄ BRODZIŃSKĄ-MIROWSKĄ, politologiem z UMK.

Donald Tusk uważa, że Bronisław Komorowski wypełnia obowiązki prezydenta genialnie, natomiast Jarosław Kaczyński w ogóle go bojkotuje. Ocena zależy od miejsca siedzenia?

Opozycja zawsze będzie doszukiwała się słabych stron w działalności prezydenta wywodzącego się z przeciwnego obozu politycznego. Konflikt w polityce jest normalną rzeczą, pod warunkiem, że przebiega on w dopuszczalnych ramach. W tym przypadku mamy jednak do czynienia ze specyficzną sytuacją, na którą złożyło się kilka czynników.

Bronisław Komorowski został prezydentem w konsekwencji tragicznych okoliczności. Jego poprzednik, Lech Kaczyński, przedtem polityk PiS, zginął w katastrofie samolotowej przed końcem swojej kadencji. A według PiS, do katastrofy smoleńskiej miało przyczynić się środowisko polityczne bliskie Bronisławowi Komorowskiemu, czyli PO. Nie wolno też zapominać, że Jarosław Kaczyński przegrał z nim prezydenturę dopiero w drugiej turze wyborów i wciąż nie może tego zaakceptować.

Zwłaszcza bezpośrednio po wyborach prezesowi i innym politykom PiS zdarzały się wypowiedzi, podważające demokratyczny wybór obywateli. Ostatnio wprawdzie te nastroje nieco się wyciszyły, ale choćby odmowa udziału w pracach Biura Bezpieczeństwa Narodowego jest dowodem na to, że prezydent nadal jest ignorowany przez prezesa PiS.

Czy o Bronisławie Komorowskim można powiedzieć, że jest prezydentem wszystkich Polaków?

Na początku pojawiały się głosy, że prezydent Komorowski, wywodzący się z PO, może prowadzić jednostronną politykę, że będzie marionetką w ręku Donalda Tuska. W połowie kadencji widać jednak, że były to bezpodstawne obawy. Mocną stroną tej prezydentury jest to, że prezydent stara się łączyć środowiska polityczne, różniące się w podejściu do najważniejszych problemów społecznych.

Nawet w kryzysowych sytuacjach Bronisław Komorowski nie unika debaty i stara się łagodzić konflikty, próbuje być mediatorem, a więc robić to, czego większość Polaków od prezydenta oczekuje. Warto podkreślić, że potrafi on również współpracować z rządem. Nie ma nic złego w tym, że np. w sprawie sztandarowych projektów emerytalnych, prezydent szedł ramię w ramię z rządem, przekonując opinię publiczną do proponowanych zmian. Nie sądzę, żeby obywatele oczekiwali od niego manifestacyjnego odcinania się od swoich politycznych korzeni.

Co jeszcze sprawia, że prezydent cieszy się coraz większym zaufaniem Polaków?

Prezydent jest w czołówce wszystkich rankingów popularności, co w dobie malejącego zaufania do polityków, pewnego zmęczenia polityką, zasługuje na szczególną uwagę. Myślę, że można to wytłumaczyć przede wszystkim postawą Bronisława Komorowskiego, któremu udaje się zachować umiar w dyskursie politycznym, bardzo często pozbawionym merytorycznych podstaw i ponad miarę emocjonalnym.

Nierzadko przeradza się on w konflikt o niekontrolowanym przebiegu. Prezydent na tym tle jawi się jako osoba, która wypowiada się w sposób bardzo stonowany i nawołuje do wyhamowania niekonstruktywnych sporów. A poza tym niemałe znaczenie ma również sama godność urzędu prezydenta, formalnie oddzielonego od partii politycznych. To sprawia, że ludzie chętniej biorą udział w głosowaniu na prezydenta niż w innych wyborach, a później są przychylniej do niego nastawieni.

Czy w czasie tej prezydentury wydarzyło się coś, co długo zapamiętamy?

To nie jest prezydentura, która zaskakiwałaby nas jakimiś spektakularnymi zachowaniami i wydarzeniami. Prezydent Komorowski znalazł swój styl sprawowania urzędu, podejmuje inicjatywy ustawodawcze i choć nie unika wypowiadania się na tematy dotyczące polityki zagranicznej, to jednak skupia się przede wszystkim na krajowych sprawach. Ważąc działania pozytywne i jakieś nieistotne wpadki, zwłaszcza na początku kadencji, przynajmniej na razie jest to prezydentura udana.

Prezydent Komorowski nie uniknął jednak porażki w sprawie zniesienia wiz dla Polaków wyjeżdżających do USA, porażki, której zresztą doświadczyli wszyscy jego poprzednicy...

To prawda, temat amerykańskich wiz pojawia się cyklicznie podczas każdej prezydentury. Każdy kolejny prezydent wpisywał tę sprawę na listę swoich priorytetów, ale zawsze kończyło się fiaskiem. Nie sądzę jednak, żeby akurat to miało decydujący wpływ na ocenę działań Bronisława Komorowskiego. Na półmetku swojej kadencji może mieć satysfakcję, bo dobrze wypełnia swoją misję i dystansuje resztę polityków.

Trzy lata temu Donald Tusk, rezygnując z ubiegania się o prezydenturę, zdyskredytował ją mówiąc, że to tylko prestiż, pałac i żyrandole. Czy prezydent powinien mieć większe uprawnienia?

Jeżeli prezydent ma spójną wizję rozwoju kraju i strategię pełnienia swojego urzędu, to jego uprawnienia są wystarczające. Ma bowiem narzędzia, które pozwalają mu wywierać znaczący wpływ na życie polityczne. Może wspomagać działania rządu albo je korygować. Myślę tutaj o prawie weta, prawie do występowania z własną inicjatywą ustawodawczą czy możliwości zwoływania rady gabinetowej.

Jeżeli weźmie się pod uwagę wieloletnie doświadczenie polityczne Bronisława Komorowskiego i ogromne zaufanie społeczne, którym się cieszy, jest on ważnym graczem na polskiej scenie politycznej. Od pewnego czasu pokazuje zresztą, że ma też umiejętność budowania własnego zaplecza politycznego. Dowodzi, że mając bardzo wyważoną osobowość wcale nie musi ginąć na tle bardziej wyrazistych polityków.

Z sondaży wynika, że prezydent Komorowski jest lepiej oceniany przez Polaków niż Lech Wałęsa i Lech Kaczyński, ale gorzej od Aleksandra Kwaśniewskiego...

Takie porównania są trochę złudne i powierzchowne, ponieważ nie uwzględniają sytuacji politycznej i historycznej, w której poszczególni prezydenci sprawowali swój urząd. Aleksander Kwaśniewski był prezydentem w czasach, kiedy bardzo dużo się działo, przyjęliśmy nową konstytucję, Polska wstąpiła do NATO i Unii Europejskiej. Jego bezpośredni udział w tych wydarzeniach potęguje wrażenie roli, którą odgrywał.

Dziesięć lat to wystarczająco dużo czasu, żeby się pokazać i prezydent Kwaśniewski potrafił te możliwości wykorzystać. Ale porównywanie z nim Bronisława Komorowskiego, który jest dopiero w połowie swojej pierwszej kadencji, jest mało miarodajne. Niemniej Bronisław Komorowski ma duże szanse na zapisanie się w polskiej historii jako dobry prezydent. Poza tym taka ocena zależy od indywidualnych poglądów.

Niektórzy jednak woleliby prezydenta bardziej energicznego, który wtrąca się do bieżącej polityki...

Nie powinno się kreować wizerunków politycznych na siłę. Politycy, którzy próbują zachowywać się w sposób dla siebie nienaturalny, wyrządzają sobie krzywdę. Dlatego Bronisław Komorowski, który jest człowiekiem o bardzo wyważonym charakterze, nie powinien wprowadzać żadnych drastycznych zmian w swoim wizerunku, ponieważ byłoby to źle postrzegane przez Polaków. Zważywszy na zakres uprawnień, którymi dysponuje jako prezydent, jego charakter sprawdza się na tym urzędzie. Natomiast dynamika w działaniu Radosława Sikorskiego, jego rywala w prezydenckich prawyborach w PO przed trzema laty, jest bardziej przydatna na stanowisku ministra spraw zagranicznych.

Jak w połowie kadencji można oceniać szanse Bronisława Komorowskiego na reelekcję?

Wszystkie sondaże w przypadku Bronisława Komorowskiego mają tendencję wyraźnie wznoszącą, zaufanie Polaków do prezydenta jest coraz większe. Na tej podstawie można powiedzieć, że jego szanse na reelekcję są ogromne. Ale opieranie się na sondażach, zwłaszcza w odniesieniu do wyborów zaplanowanych na 2015 rok, jest trochę jak wróżenie z fusów. Do tego czasu scena polityczna może się bowiem mocno wzburzyć i zagrozić ponownemu wyborowi Bronisława Komorowskiego na prezydenta.

Biorąc jednak pod uwagę, że, tak jak do tej pory, nie wykona on żadnych na tyle kontrowersyjnych ruchów, że mogłyby one doprowadzić do spadku notowań i zostać zapamiętane przez opinię publiczną, druga kadencja jest całkiem realna. W dodatku obecnie nie widać na horyzoncie żadnego polityka, który miałby szansę pokonać Bronisława Komorowskiego. Ale to też może się zmienić, po drodze bowiem będziemy mieli wybory do Parlamentu Europejskiego i zobaczymy, jaki powstanie wówczas układ sił.
Teczka osobowa

Politologia, podróże i sport

Dr Barbara Brodzińska-Mirowska jest adiunktem w Katedrze Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK. Naukowo zajmuje się kwestiami związanymi z szeroko rozumianym komunikowaniem społecznym, w szczególności politycznym i nowymi mediami. Jest autorką publikacji z zakresu międzywyborczego komunikowania politycznego i profesjonalizacji komunikacji.

Hobby: podróże, sport (pływanie, bieganie, tenis), czytanie książek, interesuje się też psychologią. Jest jeszcze kot Zygmunt.