Ustąp ze stołu cudne mięsiwo

Katarzyna Bogucka 17 lutego 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:20

Jan Chrzciciel jadał szarańczę, św. Franciszek sypał do jedzenia popiół, a św. Jan Vianney gotował gar ziemniaków w łupinach na tydzień i tym żył. A zwykli śmiertelnicy? Już w Środę Popielcową wyparzali patelnie, garnki, by tłuszcz usunąć i jałowo post zacząć.


Nie o garnki wszak tu chodzi, lecz o ujarzmienia ciała, a przez nie - ducha. Nie jest to łatwe. Jak wiele silnej woli musieli mieć nasi przodkowie, odmawiając sobie rarytasów nie tylko przez cały Wielki Post, ale także w długim Adwencie! Gdyby zliczyć wszystkie postne dni, nazbierałoby kilka dobrych miesięcy wyrzeczeń w roku. - Wielowiekowa tradycja zna na przykład tzw. Suche Dni. Były one obchodzone 4 razy w roku (przez 3 dni) jako czas modlitwy przebłagalnej, dziękczynnej i błagalnej, połączonej z postem ścisłym - podaje przykład ojciec Marek Walkusz ze Zgromadzenia Ducha Św. w Bydgoszczy. - Według Kanonu Prawa Kanonicznego z 1917 r., w tych dniach wolno było spożywać jeden posiłek do syta oraz dwa lekkie. Obowiązywała też wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

Oprócz tego, poszczono również we wszystkie środy (dzień zdrady Judasza), w piątki (dla upamiętnienia śmierci Jezusa), w soboty od rana do godziny 15., a także tuż przed wielkimi świętami kościelnymi. Bydgoski Jezuita, ks. Mieczysław Łusiak, tłumaczy, dlaczego Kościół zdjął z wiernych obowiązek umartwiania się w takim wymiarze. - Ponieważ w pewnym momencie zaczęto ogromną rolę przywiązywać do postów, jakby tylko one gwarantowały zbawienie (powstały nawet stosowne przysłowia: „Kogo kapłon nie potępi, tego szczupak nie zbawi” i „Postem Pana Boga nie przekupisz” - przyp. red.). Nie jest to zła praktyka, ale ludzie za bardzo się na niej koncentrowali, mówiąc kolokwialnie, przeginali, pomijali punkty na stałe złączone z postem, czyli modlitwę i jałmużnę. Ja zachęcam bardziej do pracy wewnętrznej, do modlitwy. Bo, niestety, czasem praktyki pokutne odprawiane są po to, by mieć lepsze o samym sobie mniemanie.

Szorowanie nie tylko duszy

Przygotowania do zmiany tryby życia (i menu) zaczynało się kiedyś od spraw przyziemnych. - Skrupulatne wprowadzenie do świąt było widać w każdym domostwie - podkreśla Hanna Łopatyńska, kierownik Działu Folkloru Muzeum Etnograficznego w Toruniu. - W środę popielcową wyparzano wszystkie garnki i patelnie, żeby nie było czuć tłuszczu. W domach chłopskich całkowicie rezygnowano z jedzenia mięsa, tłuszczu zwierzęcego, nabiału, cukru (znane nawet było przysłowie: „Polak woli człowieka zabić niż post złamać”). Żywiono się głównie żurem, zupą „kapuścianką”, kartoflami, gotowaną rzepą, brukwią, solonymi śledziami. Potrawy doprawiano olejem lnianym lub konopnym. Na Kujawach znana była nawet związana z tymi praktykami piosenka: „Ustąp ze stołu przecudne mięsiwo/ Bo już śledź z beczki na cię łebkiem kiwo”.

Szlaban na mięso, na muzykę (instrumenty zamykano na klucz w skrzyniach), na tytoń nie był niczym nadzwyczajnym. Gorliwsi, najczęściej osoby duchowne, przywdziewali także niewygodne, szorstkie szaty (np. włosiennice, które nosił, m.in., wielkopolski książę Przemysł I, a dzięki której Tomasz Morus przez kilka miesięcy obywał się bez snu po 19–20 godzin na dobę), spali na gołych deskach (częsta praktyka św. Ojca Pio) i przeważnie nie jedli nic, a jeśli już, to wyjątkowo jałowe i monotonne dania. - Dziś już bardzo rzadko ludzie umartwiają się nosząc włosiennicę, czyli koszulę wykonaną z szorstkiej tkaniny z sierści kozy lub wielbłąda - mówi ojciec Walkusz. - Dawniej asceci używali tej włosiennicy także jako okrycia do spania. Częstą praktyką było także biczowanie się.

Zakony o surowszej regule stosują do dzisiaj różne formy dodatkowego postu. W Wielkim Poście jedzą jeszcze skromniej niż zwykle. - Na śniadanie np. suchy chleb z czarną kawą, na obiad wyłącznie niewielkie porcje nabiałowe, a na kolację pieczywo z konfiturami - wymienia niewyszukane menu o. Walkusz i dodaje, że niektórzy odczuwali wezwanie do postów o gigantycznych rozmiarach. Na przykład św. Jan Vianney, słynny proboszcz z Ars, prawie nic nie jadł i robił wszystko, żeby nikomu nie udało się wmusić w niego jedzenia. Wystarczał mu garnek ziemniaków, gotowanych w łupinach - raz na trzy, cztery dni. Gdy był głodny, zjadał ziemniaka ze szczyptą soli. Z czasem starał się jeszcze bardziej ograniczać to, co nazywał swoim obżarstwem. Przynoszony przez gospodynię świeży chleb oddawał żebrakom.

Maślana magnateria

Wróćmy na polskie podwórko, konkretnie do szlacheckiego domu, w którym z interpretacją postu bywało różnie. - Posty często odnoszono do jakości potraw, a nie do ich ilości, czyli w bogatych domach jedzono dużo, wystrzegając się mięsa i masła - mówi Hanna Łopatyńska. - Postna wieczerza składała się często z grzanek smarowanych oliwą, posypanych kminkiem z cukrem lub solą, popijanych grzanym piwem z żółtkiem. W domach szlacheckich, mieszczańskich i bogatych klasztorach jadłospis był bardziej urozmaicony - jadano bowiem różne ryby (często hodowane w przydomowych stawach), przyrządzane na wiele sposobów., np. danie ze szczupaka, tzw. stokwisz. W domach magnackich spożywano zaś „maślane” śniadania i kolacje, podczas których nie brakowao potraw z nabiału.

- Praktyka postna, żeby była owocna, musi iść w parze z wysiłkiem - przypomina o. Marek Walkusz. - I nie dla oka ludzkiego to się czyni. W nawiązaniu do Ewangelii, post powinien odbywać się z zachowaniem dyskrecji. Poza tym, nie jest sztuką podjąć post, który np. nic nie będzie kosztować, choć dla kogoś innego może to być heroiczne wyzwanie. Są rzeczy, z których trudno jest zrezygnować i te przede wszystkim należy wybierać. Gdy np. ktoś bardzo lubi kawę i pije ją kilka razy dziennie, to w Wielkim Poście całkowicie albo na pewien czas rezygnuje z niej. Bywało, i zapewne bywa, że majętni pseudopobożni owszem rezygnują z mięsiwa we wskazanym czasie, ale w zamian z upodobaniem zajadają się wyśmienitymi bezmięsnymi potrawami.

Tymczasem dawniej, prym na wielkopostnym stole wiodły śledzie i żur (bo były bardzo tanie!), w dodatku przygotowywane i podawane w specjalnych naczyniach. Do zrobienia postnego żuru (w garnku zwanym żurownikiem) wystarczyła niewielka ilość mąki na zakwas i woda, a solone śledzie za niewielką cenę kupowano na targach lub w małomiasteczkowych sklepikach. W zamożniejszych domach ryby podawano w specjalnych podłużnych naczyniach, ozdobionych ceramicznymi rybkami.

Ze śledziami związany jest pewien zwyczaj, praktykowany w tzw. półpościu. - Chodzi o pogrzeb żuru i śledzia - przypomina tradycję Hanna Łopatyńska. - Chłopcy obnosili po wsi garnek, wypełniony żurem, zmieszanym z popiołem i plewami, oraz szkielet śledzia na drągu. Następnie rozbijali ten garnek (czasem, „dla zabawy” nawet na czyjejś głowie), a resztki zakopywali. Było to symboliczne pożegnanie potraw, które przez wiele tygodni gościły na stołach i zapowiedź szczęśliwego końca wielkopostnych umartwień.

Nie jeść i medytować

Dziś bardzo często post ścisły (np. tylko o chlebie i wodzie) utożsamiany bywa nie tyle z ćwiczeniem ducha, ile z dietą. Przodkowie by tego nie zrozumieli. - W utworze „Polska i Ruś aż do pierwszej połowy XVII wieku”, wydanym w 1842 r., czytamy, że w soboty poszczono najbardziej skrupulatnie, czyli żywiono się samym chlebem, raz na dzień, pito jedynie wodę, czasem tylko „język piwem nieco pokropiwszy” - cytuje Hanna Łopatyńska. Dziś w Internecie znaleźć można szczegółowe - duchowe i fizjologiczne - instrukcje dotyczące postu. Na przykład Jerzy Zieliński, kapucyn, wyćwiczony w umartwianiu się podpowiada: „Chleb, najlepiej pszenny, należy jeść powoli i dokładnie, bez popijania. Powolne jedzenie nie tylko zatrzyma stale pobudzany do wysiłku organizm, ale doprowadzi także do wsłuchania się w jego rzeczywiste potrzeby. Po zaspokojeniu głodu pić wodę albo, jeśli ktoś słaby, herbatę. Pić małymi łykami. Jeść i pić tak długo, dopóki mózg nie otrzyma sygnału sytości.

Zalecenia łatwe do zrealizowania. Tyle tylko, że do ideału brakuje jeszcze medytacji - zwłaszcza nad swoim życiem, i dzielenia się, niekoniecznie pieniędzmi. Ojciec Łusiak podpowiada, że cenniejszy jest czas, chwila uwagi, której potrzebują zwłaszcza ludzie biedni, często zepchnięci na społeczny margines...
Fakty

Jak post, to post

Dla umartwienia chleb smarowało się tylko powidłami lub maczano go w oliwie. Podawano śledzie bez śmietany, kawę czarną i bez cukru, za to z palonych żołędzi. Piło się też herbatę lipową, a jako deser podawano mało słodkie ciastka zwane wiekuistymi, gdyż można je było jeść nawet pół roku po upieczeniu.

Dzieciom zwykle chowano zabawki, zostawiając tylko te najbardziej zniszczone, a zamiast baśni czytano im wieczorami żywoty świętych.