Maleje liczba małżeństw, przybywa rozwodów, singli i par żyjących bez ślubu

Małgorzata Oberlan 11 lutego 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:21

Co piąte dziecko przychodzi na świat poza małżeństwem. Czy na uregulowanie związków kobiet i mężczyzn bez ślubu wciąż jeszcze w Polsce nie jest właściwy czas?




Takie pary jak my w całej tej dyskusji zostały wrzucone do jednego worka z problemem par homoseksualnych. Do francuskich PACS jeszcze nam bardzo daleko - podsumowują Anna i Adam, od ośmiu lat żyjący razem. Ale bez obrączki.

Jej mieszkanie, jego samochód

Dlaczego bez ślubu, choćby cywilnego? Bo go nie chcą. Oboje mają za sobą nieudane małżeństwa i rozwody. Mieszkają w niespełna trzydziestotysięcznym mieście w Kujawsko-Pomorskiem. Nie spotykają się z ostracyzmem.



- To już nie te czasy. Nawet rodzice Ani, mieszkający na wsi, wierzący, konserwatywni, jakoś przełknęli to, że żyjemy bez ślubu - mówi Adam. - Wśród znajomych mamy kilka par, tworzących podobne związki.

- Jedyne, czego nie lubimy, to słów „konkubent” i „konkubina”. Są jakieś takie archaiczne i, nie wiem dlaczego, kojarzą mi się z brzuchatym facetem w podkoszulku i babą niańczącą czworo dzieci - śmieje się Anna. - Wolę określenie „partnerzy”.

Mieszkają w jej M-3 wspólnie z jej czternastoletnim synem z poprzedniego związku (ojciec chłopca płaci alimenty). Jeżdżą samochodem Adama. Wnoszą mniej więcej równy wkład do domowego budżetu. Mniej więcej, bo dochody Adama (prywatna działalność) są różne w różnych miesiącach.

Konta bankowe mają osobne. Większe wydatki planują razem, wspólnie je też finansują.

- Kłótnie o pieniądze zdarzają nam się rzadziej niż w poprzednich związkach. Nie wiem, z czego to wynika. Może po prostu z doświadczenia życiowego? Może z pilnowania jednak własnego marginesu finansowej swobody? - zastanawia się Anna.

Do tego nie mają prawa

Przez polskie prawo podatkowe i spadkowe są traktowani jak zupełnie obce sobie osoby. Nie mogą się wspólnie rozliczać w skarbówce. A jest to korzystne zwłaszcza przy wysokich dochodach jednego z małżonków i niskich drugiego (pozwala uciec przed wyższym progiem podatkowym).
Regionalna Platforma Obywatelska też podzielona

25 stycznia 2013 roku Sejm odrzucił trzy projekty ustaw o powołaniu związków partnerskich. Za odrzuceniem projektów głosowali posłowie PiS, PSL, SP oraz 46 posłów PO.

Naszych posłów PO związki też podzieliły. Najkonserwatywniej głosował Antoni Mężydło z Torunia. Był za odrzuceniem wszystkich projektów, łącznie z tym PO.

Krzysztof Brejza z Inowrocławia był za odrzuceniem dwóch projektów lewicowych (SLD i RP), a wstrzymał się przy projekcie PO.


Tomasz Lenz z Torunia i Teresa Piotrowska z Bydgoszczy głosowali za odrzuceniem projektów lewicowych, ale przeciwko odrzuceniu propozycji własnej partii.


Radosław Sikorski z Bydgoszczy i Marek Wojtkowski z Włocławka - wstrzymali się przy lewicowych, a chcieli dopuścić projekt PO.

Jarosław Katulski,Iwona Kozłowska, Paweł Olszewski, Janusz Dzięcioł, Domicela Kopaczewska i Tomasz Szymański - głosowali 3 razy przeciw odrzuceniu.




Jeśli nie spiszą odpowiednich testamentów, to za, dajmy na to, trzydzieści lat, gdy któreś z nich opuści ten świat, drugie nie będzie dziedziczyło po partnerze. Fakt, że jakaś część majątku została wypracowana wspólnie, nie będzie miał znaczenia. Dziedziczyć będą tylko tak zwani spadkobiercy ustawowi.

Wspólny kredyt? Prawie nierealne. Większość banków Annę i Adama potraktuje jak singli. Nie zsumuje zatem ich dochodów przy wyliczaniu zdolności kredytowej. Wieloletni kredyt na dużą sumę zatem raczej odpada.

Alimenty dla partnera, którego sytuacja ekonomiczna po rozstaniu ulegnie znaczącemu pogorszeniu? Nie istnieją. Prawo do takich mają tylko eksmałżonkowie po rozwodzie.

Kolejne wyzwania wiążą się z kłopotami zdrowotnymi. Jeśli on lub ona wylądują w szpitalu, partner nie będzie miał prawa uzyskać informacji na temat stanu zdrowia. Choćby nawet czuwał przy jego łóżku. Nie będzie też miał prawa decydować o leczeniu.

Wreszcie - sytuacja skrajna, czyli zgon. Partner z nieformalnego związku nie ma prawa decydować na przykład w kwestii miejsca i sposobu pochówku. Jeśli rodzeństwo uprze się, że zmarły ma leżeć na cmentarzu w ich rodzinnej miejscowości, głos partnera nie będzie się liczył. Choćby nawet to on usłyszał ostatnią wolę.

Gwoli ścisłości warto jednak dodać, ze przynajmniej część tych kwestii partnerzy w Polsce mogą uregulować u notariusza, udzielając swojej drugiej połówce stosownych pełnomocnictw.

Oczy zamknięte, uszy zatkane

W sumie w polskim parlamencie powstały trzy projekty wprowadzające związki partnerskie. Jeden autorstwa SLD, drugi Ruchu Palikota i trzeci posła PO Artura Dunina, który cieszył się poparciem władz klubu Platformy Obywatelskiej. Wszystkie projekty dotyczyły zarówno par hetero-, jak i homoseksualnych. Umożliwiały m.in. rejestrowanie związków partnerskich w urzędach stanu cywilnego, nakładały na partnerów obowiązek wzajemnej opieki, w tym obowiązek alimentacyjny. Wprowadzały ustawowe dziedziczenie, umożliwiały otrzymanie informacji o stanie zdrowia nieprzytomnego partnera oraz przewidywały prawo odmowy zeznań przeciwko partnerowi. Projekty ustaw Ruchu Palikota i SLD dawały partnerom możliwość wspólnego rozliczania podatków (PO - już nie).

Wszystkie trzy projekty, jak wiadomo, Sejm odrzucił.

- I to jest zamykanie oczu na to, jak wygląda rzeczywistość - uważa Magdalena. - Straszenie społeczeństwa wizją homoseksualnych małżeństw adoptujących dzieci, czym miałoby się skończyć przyjęcie któregokolwiek z projektów, zrobiły swoje.

Magda ma 29 lat, mieszka w Toruniu ze starszym o rok Marcinem. Są razem od pięciu lat.

Znajomi się rozwodzą

Nie mają i, o zgrozo, nie planują dzieci. Koncentrują się na pracy zawodowej (oboje mają dobre posady w prywatnych firmach), hobby (podróże na pierwszym miejscu) i życiu towarzyskim.

- Nasze życie to nasz wybór. Nie sądzę, byśmy czynili komukolwiek krzywdę swoimi wyborami - wykłada Magda. Oboje uodpornili się już na jęczenie rodziców na temat wnuków i przytyki ciotek odnośnie życia na kocią łapę. Znajomi? - Chyba co trzecie znane nam małżeństwo rówieśników już jest po rozwodzie. Oboje z Marcinem ślubu kościelnego nigdy nawet nie braliśmy pod uwagę z tej oczywistej przyczyny, że jesteśmy niewierzący. Do cywilnego też się nie palimy, bo najzwyczajniej w świecie nie jesteśmy przekonani do instytucji małżeństwa. Gdyby jednak w Polsce była możliwość zarejestrowania związku partnerskiego, pewnie byśmy skorzystali.

Małżeństw coraz mniej

Nie czują się jakimiś dziwolągami. I, biorąc pod uwagę społeczne trendy, wcale nie powinni się tak czuć. Jak szacuje Główny Urząd Statystyczny, w 2012 roku zawarto ok. 204 tysięcy nowych związków małżeńskich, tj. o blisko 3 tysięcy mniej niż rok wcześniej. Liczba nowo zawieranych małżeństw zmniejsza się już czwarty rok z kolei (po wzroście w latach 2005-2008). „Niekorzystna tendencja w zakresie liczby nowo zawieranych małżeństw będzie mieć zapewne wpływ na zmniejszenie liczby urodzeń w kolejnych latach” - czytamy w najświeższym raporcie.

W zeszłym roku rozwiodło się ponad 61 tysięcy par małżeńskich. Tymczasem w latach 1995-2002 orzekano ok. 40-45 tysięcy rozwodów rocznie, po czym w 2006 roku nastąpił gwałtowny wzrost ich liczby do 72 tysięcy. W ostatnich latach orzekanych jest ok. 60 tys. rozwodów rocznie.

Już 21 procent dzieci rodzi się poza małżeństwami. A przypomnijmy, że na początku lat 90. ze związków pozamałżeńskich rodziło się ich 6-7 procent.

Daleko do Francji

Związki partnerskie rejestrować można w wielu krajach europejskich. Jednym z najpopularniejszych rozwiązań okazały się francuskie PACS (skrót od Pacte Civil de Solidarité), czyli cywilne umowy o solidarności. Stworzono je w 1999 roku głównie z myślą o osobach homoseksualnych. Obecnie jednak 94 procent PACS zawierają partnerzy heteroseksualni.

Francuskie umowy o solidarności legalizują związki nieformalne między dwojgiem ludzi bez względu na płeć, dając takim parom w niektórych dziedzinach, jak rozliczanie się z fiskusem, podobne prawa jak małżeństwom. Rozwiązanie PACS jest przy tym łatwiejsze niż małżeństwo, gdyż nie wymaga skomplikowanej procedury sądowej.




Z roku na rok „spaksowanych” Francuzów jest coraz więcej. Według danych Insee, francuskiego Instytutu Statystyki i Studiów Ekonomicznych, w 2010 roku w rejestrowanym związku partnerskim żyło milion Francuzów. W roku 2004 PACS zawarło 32 tysiące obywateli, w 2010 - już 194 tysiące. Na trzy „spaksowane” pary nad Loarą przypadają cztery zawarte małżeństwa. I, jak się prognozuje, proporcje te niebawem będą równe.

- My walczyliśmy o PACS, a teraz korzysta z nich cała Francja - lubią powtarzać francuscy homoseksualiści.

Kilka dni temu Francja poszła o krok dalej. Posłowie zaakceptowali najważniejszy artykuł nowej ustawy, który zmienia definicję małżeństwa. Według przyjętych zapisów, małżeństwo to „związek dwóch osób”, a nie jedynie kobiety i mężczyzny.

Polacy o związkach

A nad Wisłą, po fiasku trzech projektów uchwał, pojawił się nowy pomysł. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin (PO), przewodzący konserwatywnemu skrzydłu Platformy, proponuje zamiast związków partnerskich - „związki trwałego pożycia”.

Chodzi o projekt ustawy, która zagwarantowałaby parom w „trwałym pożyciu” możliwość odwiedzin partnera w szpitalu czy troszczenia się o pochówek. Projekt, jak stwierdził minister, „zgodny z konstytucją i nastawieniem polskiego społeczeństwa”.

A jakie jest to nastawienie? Zależy, kto je bada. Według badań CBOS-u, dwie trzecie badanych Polaków sprzeciwia się przyznaniu prawa do zawierania formalnych związków homoseksualnych. Ta sama kwestia w odniesieniu do osób heteroseksualnych nie budzi prawie żadnych oporów - 83 procent respondentów było „za”.

Z kolei z sondażu INSE Research dla Radia TOK FM wynika, że 65 procent rodaków instytucję związków partnerskich (homo- i hetero-) uznaje za niepotrzebną. 74 procent zadeklarowało wręcz, że gdyby taka prawna instytucja istniała, to i tak by z niej nie skorzystali.

Co ciekawe, dla zwolenników takich związków największą ich zaletą jest... możliwość łatwiejszego ich rozwiązania niż w przypadku małżeństwa.




Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-02-2013 10:54

    Brak ocen 0 0

    - kasiaka: Nie chce się brać odpowiedzialności za druga osobę i dzieci, więc ślubu się nie bierze. Nowe łatwiejsze czasy.

    Odpowiedz

  2. 13-02-2013 08:52

    Brak ocen 0 0

    - rozwodnik: to tez spora kasa. Kilka lat temu trzeba było zapłacić 20 tys. zł.

    Odpowiedz

  3. 11-02-2013 21:25

    Brak ocen 0 0

    - Luka: Malzenstwo? Nie dziekuję, nie jestem naiwna

    Odpowiedz

  4. 11-02-2013 14:26

    Brak ocen 0 0

    - wybe: Dlaczego w PL nie ma zakazu rozwiazywania małżeństw zawartych w kościele? Przecież to hipokryzja! No tak, niektórym uciekłaby spora kasa. Nic innego się nie liczy ani na ślubie, ani przy rozwodzie.

    Odpowiedz

  5. 11-02-2013 09:29

    Brak ocen 0 0

    - bydzior: rozwodza sie dla kasy matki samotne z dziecmi na zasilkach z pomocy bo bezrobocie ponad 15 procent

    Odpowiedz