Dzieci Temidy nie muszą biegać z jęzorem

Przemysław Łuczak 21 stycznia 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:22


Rozmowa z prof. MARIANEM FILAREM, prawnikiem z UMK.

Podobał się Panu sędzia Igor Tuleya, kiedy uzasadniał wyrok w sprawie kardiochirurga dr. G.?

Sędzia Tuleya miał prawo wygłosić takie uzasadnienie. To pewnie kwestia temperamentu, ale ja na jego miejscu byłbym bardziej umiarkowany w opiniach i słowach. Cechą sędziego powinna być bowiem pewna powściągliwość w ocenie tego, co się dzieje na sali rozpraw, i tego, co jest sędziowską oceną przestępstwa. Natomiast takie efektowne gadki lepiej zostawić politykom, bo jeżeli bierze się za to sędzia, to ryzykuje, że straci cnotę. Chcę być jednak dobrze zrozumiany - nie potępiam sędziego Tulei, bo to, co mówił, miało sens.

Czy sędzia porównując metody przesłuchań świadków stosowane przez agentów CBA i śledczych za czasów IV RP do stalinowskich rzeczywiście posunął się za daleko, co zarzuca mu wielu polityków?

Różnica między przesłuchaniami z czasów stalinizmu, a tymi z krótkiego, na szczęście, okresu ziobryzmu jest mniej więcej taka sama jak między Stalinem a Ziobrą. Wprawdzie nie byłem nigdy przesłuchiwany ani przez władze stalinowskie, ani przez władze ziobrowskie, ale co nieco wiem na ten temat. Wyrywanie paznokci to jednak zupełnie co innego niż nocne przesłuchania.

Mimo to skojarzenie z czasami stalinowskimi niewątpliwie może się nasuwać, bo przesłuchiwanie w godzinach nocnych osób, często w podeszłym wieku i schorowanych, musiało być dla nich torturą. Będąc sędzią, nie robiłbym jednak tego rodzaju porównań, choćby z szacunku dla ludzi, którzy byli ofiarami stalinizmu. Natomiast nocne przesłuchania nie powinny być stosowane w XXI wieku w demokratycznym państwie europejskim, jakim jest Polska.

Dlaczego polscy sędziowie tak rzadko mówią głośno o nadużyciach czy błędach policji, prokuratury i służb specjalnych, zdobywających dowody z naruszeniem prawa? A jak raz powiedział o tym sędzia Tuleya, to zrobiła się awantura na cały kraj...

Sędziowie pewnie tak robią, bo uważają, że grają z nimi w jednej drużynie, w koszulkach z wizerunkiem bogini sprawiedliwości Temidy. Wielu może się wydawać, że jak trzyma ona w jednej ręce wagę, a w drugiej miecz, to ci, którzy doprowadzają przestępców na salę sądową i ci, którzy wymierzają im karę, stanowią całość.

W istocie każdy powinien trzymać się swojej roli. Poza tym jest to również kwestia naboru do zawodu sędziowskiego. W utrwalonych demokratycznych systemach zachodnich formalne i merytoryczne gwarancje niezawisłości sędziowskiej są jednak znacznie silniejsze niż w Polsce. Tam sędziemu można, za przeproszeniem, „skoczyć”, a u nas bywa z tym różnie.

Z sondaży wynika, że Polacy raczej nie wierzą w niezależność sędziów i prokuratorów?

Ludzie mają oczy i uszy, widzą, co się dzieje i są skłonni domyślać się, że jest jeszcze gorzej niż jest. Trzeba jednak zastanowić się, czy u nas nie za wcześnie można zostać sędzią, w zbyt młodym wieku. Wracając do rozwiniętych demokracji - tam zostaje się sędzią nie tak jak w Polsce, że ktoś skończył studia prawnicze, odbył aplikację sędziowską i idzie orzekać do sądu rejonowego. Tam zostanie sędzią traktowane jest jako ukoronowanie kariery prawniczej.

Taki sędzia ma dogłębną znajomość prawa i praktyki oraz doświadczenie życiowe. A to są podstawy faktycznej niezawisłości. Bo w tym wszystkim wcale nie chodzi o to, żeby sobie powiedzieć: „hurra, jestem niezawisły”. Chodzi o to, żeby nie mieć w tyle głowy myśli, że wprawdzie jestem niezawisły, ale cały czas muszę pamiętać, że jest jeszcze prezes sądu, jest minister sprawiedliwości, że oskarżony nie może mi nic zrobić, ale tamci mogą. Sędzia to jest taki zawód, w którym trzeba mieć instytucjonalne możliwości bycia odważnym i rzeczywiście być odważnym.

Do niezbyt dobrego wizerunku wymiaru sprawiedliwości przyczynia się także Trybunał Konstytucyjny, który wydaje kontrowersyjne wyroki, np. w sprawie Kościelnej Komisji Majątkowej czy waloryzacji emerytur...

Nieszczęściem polskiego prawa, od etapu tworzenia do jego stosowania, jest dramatycznie wysokie przepolityzowanie. A ludzie na to patrzą. To nie jest uwaga wyłącznie do sędziów, lecz do wszelakich zawodów prawniczych, których autorytet jest coraz niższy. I żeby całkiem go nie utracić, trzeba pilnować tej cnoty. I w tym kontekście zachowanie sędziego Tulei jest imponujące, bo pokazał, że jednak można mówić głośno o pewnych sprawach.

Czy gdyby było więcej tak bezkompromisowych sędziów jak Tuleya, autorytet polskiego wymiaru sprawiedliwości mógłby zyskać?

Tak, ponieważ ludzie zobaczyliby, że ci służkowie Temidy naprawdę służą bogini sprawiedliwości, a nie jakiemuś panu Zenkowi, panu Władkowi czy nawet tylko samemu sobie. Jestem przekonany, że gdyby takie zachowania były częstsze, choć niekoniecznie sędzia musi strzelać z aż tak grubej rury i niekoniecznie tylko w głośnych sprawach, mogłoby być z tym lepiej. Ale bycie odważnym w głośnych sprawach to nie jakaś wielka sztuka, bowiem przy naszym wielkim zróżnicowaniu politycznym zawsze znajdzie się jakiś obrońca. Taka bezkompromisowość jeszcze bardziej na miejscu byłaby na niższych szczeblach wymiaru sprawiedliwości, w sądach orzekających w mniejszych miejscowościach, daleko od stolicy.

Z czego wynika dość powszechne przekonanie, że nasze prawo jest niesprawiedliwe?

Po części z tego, że w przeszłości Polacy dostawali mocno po kościach. Tak naprawdę, nie pamiętamy z przeszłości tak dobrego prawa, żeby nawet ten, którego za chwilę mieli ściąć, mimo wszystko mógł powiedzieć, że przynajmniej topór jest błyszczący i ostry, a kat zna się na swojej robocie. Chyba ostatni raz tak było za Jagiellonów, a więc całe wieki temu. No, może był później jeszcze jeden taki moment, kiedy Kodeks karny z 1932 roku, napisany przez wybitnego uczonego lwowskiego Juliusza Makarewicza, obowiązywał przez ładnych parę lat również w czasach PRL. Potem jednak to się zepsuło, bo politycy doszli do wniosku, że nie ma nic łatwiejszego niż napisanie Kodeksu karnego.

Co by Pan zmienił w naszym prawie karnym?

Przede wszystkim wzmocniłbym tzw. kontradyktoryjność przewodu sądowego. Sąd jest bowiem po to, żeby na jego forum rozstrzygać spór między stronami. Niestety, wielu sędziów jest przekonanych, że podczas procesu oskarżony ma siedzieć na ławie i być cicho, bo my i tak dobrze wiemy, co mu się należy. Nikomu nie chce przyjść do głowy, że oskarżony to jest ważna strona procesowa. Nasza Temida w większym stopniu niż dotychczas powinna równo traktować strony procesu, mieć świadomość tego, że sędzia ma tylko rozstrzygać spór, a nie „wbiegać na boisko”. Sędzia nie może pomagać oskarżycielowi, lecz powinien stworzyć takie warunki, żeby obydwie strony miały takie same szanse dowieść swoich racji.

Niebawem ma się rozpocząć proces Katarzyny W., oskarżonej o zabicie swojego dziecka. Nie ma Pan wrażenia, że została ona już osądzona przez opinię publiczną?

Gdyby dzieci Temidy miały naprawdę poczucie, że są dziećmi z prawego łoża, to nie musiałyby latać do mediów i ujawniać wszystkiego, co jest do ujawnienia. Jak to się wszystko dzieje? Najpierw się coś stało, tego samego dnia jest to już w telewizji, a następnego w mediach papierowych. Wszystkim chodzi o to, żeby się załapać.

Tymczasem prawdziwa niezawisłość gwarantuje, że sędzia czy prokurator nie potrzebują sojuszników ani w mediach, ani u polityków. Oni nie powinni biegać z jęzorem, bo są przede wszystkim od tego, żeby sprawiedliwie rozstrzygnąć sprawę. Obawiam się, że proces Katarzyny W. może być pewną parodią. Tym bardziej że wokół tej sprawy od samego początku zostały nakręcone ogromne emocje, bo zabite zostało dziecko. Już widzę, jak to będzie wyglądało.

Nadal jest Pan przekonany o słuszności rozdzielenia stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego?

Byłbym za pewną rewizją tego stanowiska, pod warunkiem, że powoływanie ministra i prokuratora generalnego zostanie całkowicie odpolitycznione. Ale do tego jeszcze bardzo daleka droga. W obecnej sytuacji łatwo można sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby funkcje sądowe i prokuratorskie znowu znalazły się w jednym ręku i faktyczny dysponent wymiaru sprawiedliwości siedział w jednym biurze. Taka kumulacja grozi tym, że jedna strona skupi w swoim ręku zbyt wielką władzę. Choć mimo rozdziału tych stanowisk, wymiarowi sprawiedliwości nadal brakuje koordynacji, sądzę, że warto było spróbować.
Teczka osobowa

Prawnik, polityk, sportowiec

Marian Filar (70 lat) jest profesorem zwyczajnym prawa karnego, obecnie pracuje w Katedrze Prawa Karnego i Polityki Kryminalnej Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zainteresowania badawcze: prawo karne porównawcze, polityka kryminalna, dostęp do broni, prawo karne seksualne, prawo karne lekarskie. Autor blisko 200 publikacji naukowych.

W latach 2007-2011 był posłem na Sejm VI kadencji (najpierw Lewica i Demokraci, potem Demokratyczne Koło Poselskie Stronnictwa Demokratycznego).

Hobby: sport, zimą jazda na nartach.


Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-01-2013 13:01

    Brak ocen 0 0

    - lustrator: No i Nowosci zalozyły kolejna teczkę

    Odpowiedz

  2. 22-01-2013 12:59

    Brak ocen 0 0

    - bywalec : Czyli poczęte w sądzie ? np przy opóznieniu rozprawy o 1 godz

    Odpowiedz