Śnieżna klęska Peerelu

Krzysztof Błażejewski 14 stycznia 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:22

Choć nie była to najbardziej śnieżna i mroźna zima w XX wieku, zachowała się w ludzkiej pamięci jako zima stulecia. Ujawniła ona błędy i niedostatki socjalistycznego systemu gospodarowania, unaoczniła też ludzką słabość wobec bezlitosnego żywiołu.


30 grudnia 1978 roku po południu temperatura zaczęła gwałtownie spadać do dwudziestu kilku stopni poniżej zera. Równocześnie zaczął wiać wiatr, którego siła rosła z godziny na godzinę. Wieczorem pojawił się też śnieg, który sypał bez przerwy przez około 30 godzin. Lawinowo rosły opóźnienia pociągów, gdyż zamarzały zwrotnice i nastawnie.

O godz. 23.06 przed semaforami wjazdowymi na stację Toruń Główny czekało siedem pociągów dalekobieżnych. Miały one w perspektywie kilkugodzinne wyczekiwanie, bowiem wszystkie tory były zajęte przez składy, które z kolei nie mogły opuścić dworca.

Alarm podniesiono w Elanie, gdzie zapas opału wystarczał do godz. 6 rano, tymczasem 40 ton ugrzęzło w pociągu zablokowanym pod Inowrocławiem. Kolejarze, którzy przyszli na wieczorną zmianę 30 grudnia, pracowali non stop i to po trzy doby, gdyż nie dojeżdżali ich zmiennicy, którzy utkwili w zaspach.

Zasypane cytrusy

W samym województwie bydgoskim tej nocy w zaspach ugrzęzły 42 pociągi towarowe. Rekord opóźnienia pociągu osobowego z Bydgoszczy do Torunia to 19 godzin. Pośpieszny Szczecin - Olsztyn w noc sylwestrową dotarł do Torunia z opóźnieniem 547 minut. Przestały kursować tramwaje, autobusy wyjeżdżały na miasto sporadycznie, gdyż potrzebny im był olej napędowy niezamarzający w temperaturze poniżej 20 stopni, ale taki znajdował się tylko w wojskowej bazie pod Toruniem, do której trzeba było... dojechać. Ponad 200 pojazdów utknęło w zaspie między Rogowem a Żninem, a pod Kończewicami, gdzie zepsuty tir zatarasował drogę, podobno aż trzy tysiące! Czekającym na przejazd zamarzało paliwo i przestawały pracować silniki. W kolejce aż do Nowego Roku, kiedy wojsko uporało się wreszcie z przygotowaniem objazdu, stały tiry z cytrusami z Gdyni do Łodzi.

Setki podróżnych porzuciło swoje samochody w zaspach, drogowcy nie mieli jak przejechać pługami. Szosa przypominała zamarzłe złomowisko.

Ci, którzy w ostatniej chwili zrezygnowali z sylwestrowej zabawy, wygrali. Dziesiątki imprez odwołano, trudno było dojechać, jeszcze trudniej wrócić. Najczęściej piesze wędrówki do domów trwały niekiedy w balowych garniturkach i pantofelkach do południa...

Pierwsze trzy ofiary

W Grudziądzu zamarzały i pękały rury, dziesiątki tysięcy mieszkańców nie miało ogrzewania. Taksówkarze odmawiali co odleglejszych kursów. Trzej kierowcy z bazy SKR w Brześciu Kujawskim, oddelegowani do pracy w sylwestra przy odśnieżaniu Włocławka, do domu mogli wrócić dopiero 3 stycznia. Po południu wojewoda bydgoski Edmund Lehmann ogłosił w województwie stan klęski żywiołowej.

W Nowy Rok rano znaleziono pierwsze trzy ofiary mrozu: 24-letniego Leszka R. przy drodze do Rynarzewa, w Dąbrowie 37-letniego Tadeusza M. z Pakości, a przy szosie Rogalin-Plasków 15-letnią Alicję Cz., która zamarzła w drodze ze szkoły do domu.

- Pomyliłem w nocy drogę do domu, gdzie mieszkałem przecież od kilkunastu lat, błąkałem się, tak strasznie było wszystko wokół zasypane - wspomina Stanisław Bąkowski z Szubina.

W noc sylwestrową ustały opady, uciszył się wiatr, temperatura spadła jednak miejscami do minus 24 stopni. Udało się utrzymać przejezdność magistrali węglowej dzięki całonocnej pracy kolejarzy i wojska. Szosa z Bydgoszczy do Torunia została odkopana, a do Gdańska czynny był jeden pas. Pozostałe były nieprzejezdne.

- Obiecałem mojej przyszłej żonie, że przyjadę do niej na sylwestra do Kutna - wspomina Janusz Walczak. - Pociąg ugrzązł kawałek za Włocławkiem. Szczęście, że wiozłem wiktuały. Odkopali nas dopiero w Nowy Rok. Wróciłem do domu, bo szlak do Kutna nadal był nieprzejezdny.

W Bydgoszczy 1 stycznia na ulice wyjechał co trzeci autobus, czynna była tylko jedna linia tramwajowa. W Toruniu za to wyjechały wszystkie tramwaje na ulice, a w Grudziądzu tylko 10 pojazdów.

Macie wolne, panie i panowie

1 stycznia o godz. 18.30 Rada Ministrów ogłosiła przez radio, że z wyjątkiem najważniejszych branż, które wyliczono, urzędów i instytucji, 2 stycznia do pracy winni stawić się tylko pracownicy służb utrzymania ruchu, mężczyźni zamieszkali w siedzibie zakładu oraz pracownicy wezwani przez kierownictwo zakładu. Pozostali dostali wolne. Do 6 stycznia zawieszono działalność szkół i wyższych uczelni.

- Mimo to wybrałem się do pracy, żeby pomóc choć w odśnieżaniu - wspomina Jerzy Małkowski. - Z bydgoskiego Błonia, gdzie mieszkałem, na Kapuściska szedłem ponad dwie godziny. Nic nie kursowało, a zaspy były nie do przebrnięcia, musiałem wędrować naokoło w śnieżnych tunelach.

Express „Kujawiak” do Warszawy pojechał po trzydniowej przerwie dopiero 3 stycznia.

4 stycznia przyszła kolejna fala mrozów. Z powodu braku węgla browary przestały produkować piwo. Zabrakło zapałek, brakowało też prądu - dlatego na kolei elektryczne lokomotywy zastąpiono spalinowymi.

5 stycznia było w naszym regionie minus 23 stopni Celsjusza. 6 stycznia, mimo wolnej soboty, praca wrzała, w zakładach nadrabiano przestoje produkcyjne, transport po w miarę odśnieżonych szlakach woził przede wszystkim węgiel.

Stan klęski żywiołowej w Bydgoskiem odwołano 8 stycznia. W Toruńskiem dzieci tego dnia do szkół jednak nie poszły. Wojewoda postanowił, że zamiast normalnych ferii w lutym, w tym roku uczniowie będą mieli przyspieszone wakacje, w terminie od 8 do 16 stycznia.

Drugi raz zima dała się we znaki po miesięcznej przerwie, w piątek, 9 lutego i poprawiła w środę, 14 lutego 1979 roku. Tego dnia rano zaczął intensywnie sypać śnieg, a podmuchy wiatru doszły do 18 metrów na sekundę. Znowu zasypało setki kilometrów dróg.

W zaspach w nocy z 14 na 15 lutego utknęło 11 pociągów. I to nie tylko tych na mało ważnych szlakach, ale i dalekobieżnych z Wybrzeża na Śląsk, do Krakowa i Łodzi, m.in. w Nowej Wsi Wielkiej i Brzozie. Pociąg Gdynia - Jelenia Góra utknął w Bydgoszczy Głównej. Wojewoda apelował o pomoc w odkopaniu i uruchomieniu pociągów.

16 lutego o 6 rano w zaspach stały jeszcze 3 pociągi osobowe i 120 towarowych. Odwołano 227 pociągów pasażerskich. Poprzedniego dnia bydgoski PKS wykonał tylko 34 proc. swoich kursów. W zaspach ugrzęzło 26 autobusów. Śniegu dosypało w ciągu dnia 10 cm.

Przy ówczesnej technologii odśnieżania nie posiadano środków chemicznych, działających w temperaturze poniżej 10 stopni mrozu.

17 lutego znów obficie posypał śnieg w północno-zachodniej części regionu. Przejezdnych było tylko pięć linii kolejowych w trójkącie Bydgoszcz - Inowrocław - Toruń i z Bydgoszczy do Gdyni oraz Piły. Grubość pokrywy śnieżnej doszła do 2,5 m i nadal rosła.

Na ratunek pociągowi przyjaźni

Pogarszała się sytuacja żywnościowa. Rolnicy nie dowozili mleka do punktów skupu, a do PGR-ów nie docierały pasze dla zwierząt. Największy nacisk położono na odkopanie magistrali węglowej w okolicach Piotrkowa Kujawskiego. Chodziło o to, by uwolnić pociągi z węglem oraz umożliwić dostawę pasz dla uwięzionych w pociągach bydła i koni pod Twardą Górą. Tradycyjnie szlak z Torunia do Olsztyna bardzo był zasypany, zablokowane zostały nawet specjalnie wysłane tam pługi śnieżne. Toruń nie miał też połączenia z Warszawą i Łodzią, gdyż w okolicach Sierpca i Krośniewic zasp, mimo usilnych starań, nie udało sie drogowcom zlikwidować.

W nocy z 18 na 19 lutego z powodu zatoru w Rogowie utknęło ok. 300 samochodów z 600 osobami, w tym uczestnikami wycieczek z ZSRR i CSRS, które zakwaterowano w miejscowym hotelu i szkole. Szczególnie los uczestników „pociągu przyjaźni” z ZSRR wzbudził zaniepokojenie gospodarzy naszego regionu i pomocy dla nich nadano najwyższy priorytet.

W jednym z pociągów, które, z powodu zasypania szyn, miały wrócić do miejsca odjazdu, zbuntowali się pasażerowie, grozili podpaleniem pociągu.

18 lutego pokrywa śnieżna wzrosła w najbardziej zasypanych rejonach województwa do 3 metrów. Silny wiatr spowodował awarie ponad 400 stacji transformatorowych. Nie można było ich naprawić, bo nie było dojazdu, oczekiwano na helikopter. Opału w bydgoskich elektrociepłowniach miało wystarczyć już tylko na trzy dni... Obcięto dostawy ciepła o 50 proc. do wielu dużych zakładów. W EC w Koronowie skończył się opał, kotły stanęły. Obniżono ciśnienia gazu ziemnego. Piekarnie w Bydgoszczy pożyczały opał do wypieku chleba z innych zakładów, gdyż własny się skończył. Zapasów mąki było tylko na tydzień. Nie było jak i dokąd wywozić śmieci, rosły ich sterty na wszystkich osiedlach.

Zawiodła nas technika...

19 lutego w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy odbyła się nadzwyczajna telekonferencja, podczas której sekretarz Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Tadeusz Ludwikowski powiedział: „Dotychczas liczyliśmy w zbyt dużej mierze na technikę. Nie mamy jednak zbyt dużo urządzeń. Często też technika nas zawiodła. Obecne warunki pogodowe pozwalają włączyć w szerszym zakresie ludzi za pomocą prostego sprzętu. Prace te wymagają wyjątkowej mobilizacji i będziemy mogli je wykonać przy koncentracji ok. 100 osób na jednym km szlaku. Z naciskiem podkreślam, że do pracy należy kierować tylko ludzi w zorganizowanych grupach i to zdolnych i przywykłych do prac fizycznych, wyposażonych w prosty i własny sprzęt oraz odpowiednio ubranych”.

Około 21 lutego sytuacja zaczęła się poprawiać i stabilizować - nie przybywało już śniegu i stopniowo udrożniano odcinki szos i linii kolejowych. Do 24 lutego odkopano główne szlaki kolejowe. Ostatnie dokumenty w teczce „Klęska żywiołowa” w bydgoskim UW pochodzą z 2 marca 1979 roku.
WARTO WIEDZIEĆ

Apel, a potem słowa uznania i podziękowania

31 grudnia 1978 roku wojewoda bydgoski Edmund Lehmann wydał zarządzenie o ogłoszeniu stanu klęski żywiołowej na terenie województwa: „uwzględniając aktualną sytuację nadmiernych opadów atmosferycznych, co spowodowało zakłócenie w ruchu transportów oraz nieprzejezdności dróg lądowych oraz częściowo węzłów i dróg kolejowych. Zwracam się równocześnie z apelem do społeczeństwa województwa bydgoskiego o udzielenie wszelkiej niezbędnej pomocy przy oczyszczaniu torów kolejowych, dróg i ulic oraz maksymalną oszczędność energii elektrycznej”.

Na swoim posiedzeniu 7 stycznia 1979 roku egzekutywa KW Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Toruniu stwierdziła, że „zdała egzamin kolej, milicja i wojsko; wszystkim ofiarnym pracownikom, załogom, aktywowi politycznemu, gospodarczemu oraz administracyjnemu, wojsku i milicji wyraża słowa uznania i podziękowania za ofiarną postawę”. Egzekutywa poleciła, aby poszczególne resorty i ogniwa wyciągnęły wynikłe z doświadczeń ostatnich dramatycznych dni wnioski dla poprawy swojego funkcjonowania.


Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-01-2013 14:50

    Brak ocen 0 0

    - tomek: mogę się założyć, że gdyby podobne opady śniegu oraz mrozy nawiedziłyby dziś naszą ojczyznę, to rozmiar klęski byłby taki sam a kto wie czy nie gorszy! Już widzę te braki zasięgu w tel. komórkowch, głupiejącą elektronikę, która towarzyszy nam w każdej dziedzinie życia, to dopiero byłaby katastrofa panie redaktorze...

    Odpowiedz

  2. 15-01-2013 18:38

    Brak ocen 0 0

    - Ola: wspominam te zime jako cos niepowtarzalnego...chodzilam wtedy do LO , bylam zakochana, to byl rok matury i mojej wielkiej milosci do kolegi z klasy:) chodzilismy na sanki, na spacery mielismy mnostwo czasu dla siebie, bo szkole zamknieto....to byla zima milosci :) Teraz tez nie jezdza autobusy, pociagi sie spozniaja, drogi nieodsniezone a nie ma znienawidzonej przez niektorych komuny...

    Odpowiedz

  3. 15-01-2013 12:20

    Brak ocen 0 0

    - historyk: Tak Gierek te opady wymodlil . Tow. Błazejewski ! Zobaczcie sobie film TV RFN co sie u nich wówczs działo

    Odpowiedz