Rządu sztuczny wiatr nie zdmuchnie

Przemysław Łuczak 13 stycznia 2013, aktualizowano: 16-12-2013 12:22




Rozmowa z prof. KAZIMIERZEM KIKIEM, politologiem.

Spogląda Pan w 2013 rok z optymizmem czy pesymizmem?

Raczej z optymizmem. Po pierwsze, uważam, że Polska jest w dobrych rękach, mimo wszystko. Po drugie, Europa, a zwłaszcza Niemcy, powoli przezwyciężają największe trudności ekonomiczne, od czego w dużej mierze zależy pomyślność polskiej gospodarki.

Co w tym roku będzie dla nas najważniejsze?

Właściwie od początku transformacji ustrojowej po 1989 roku mamy pogłębiające się nierówności społeczne i ekonomiczne. One wciąż powiększają się, choć w pewnym stopniu łagodzone są imigracją zarobkową, która zniekształca rzeczywisty obraz obsuwania się kondycji ekonomicznej Polaków. O tym, czy tę negatywną tendencję uda się przynajmniej spowolnić, decydować będzie sytuacja gospodarcza oraz na rynku pracy. Tymczasem nasza gospodarka coraz bardziej hamuje, a bezrobocie rośnie.

Co może się wydarzyć, gdyby zdarzyła nam się recesja?

Prawdopodobnie jeszcze w styczniu zostanie przyjęty budżet Unii Europejskiej na lata 2014-2020 i wiele wskazuje na to, że dostaniemy około 300 mld złotych. Oczywiście, pierwsze pieniądze zaczną napływać później, ale wydaje się, że Polska w najbliższych latach nadal będzie asekurowana tym finansowym zastrzykiem unijnym. Dzięki tym pieniądzom będziemy mogli podkręcać tempo wzrostu rozwoju gospodarczego. Pozostanie jednak problem ich optymalnego wykorzystania. Do tej pory bowiem w większości przeznaczaliśmy te fundusze na konsumpcję, na cele nieprodukcyjne, które nie będą przynosiły dochodów, ale pociągały za sobą koszty. To trzeba zmienić.

Czy rząd PO i PSL przetrwa ten trudny rok?

Przetrwa, ale głównie dlatego, że nie ma dla niego realnej alternatywy. Koalicyjny rząd ma ten komfort, że opozycja jest destruktywna. Nie proponuje nic konstruktywnego, tylko żywi się ewentualnymi słabościami polityki rządowej, niekiedy nawet sama próbuje je stwarzać, a społeczeństwo to widzi. Opozycji brakuje również wiarygodności. To oznacza, że nawet gdyby Prawo i Sprawiedliwość stworzyło rozsądny program, to nie byłoby w stanie zagwarantować jego realizacji, przede wszystkim ze względu na swoje antyeuropejskie nastawienie polityczne i niemożność racjonalnej współpracy z naszymi sąsiadami, zwłaszcza z Niemcami.

Nie powinniśmy zatem spodziewać się znaczących zmian na polskiej scenie politycznej?

Opozycja nadal jest destruktywna, prawica rozbita, lewica tak samo, a koalicja nabiera świeżych sił poprzez nowego ducha z PSL. Dlatego nie widzę najmniejszej możliwości, nawet w przypadku pogłębienia się trudności gospodarczych, żeby zaszły jakieś większe zmiany. Proszę spojrzeć na wyniki najnowszych sondaży. Z jednej strony pokazują one, że coraz więcej ludzi boi się przyszłości i ocenia, że sprawy idą w złą stronę, z drugiej jednak największą popularnością cieszą się politycy rządowi. To znaczy, że Polacy nie widzą alternatywy dla rządzącej ekipy.

Czy Kongres Lewicy Społecznej może zjednoczyć lewicę?

To będzie kompromitacja polskiej lewicy, a nie wstęp do jej zjednoczenia. Trzeba zadać sobie pytanie, czy politycy, którzy wcześniej ją rozbili, są teraz w stanie ją połączyć? A przecież kongres będzie organizowany przez symbole upadku polskiej lewicy, czyli Leszka Millera i Józefa Oleksego. Ponieważ SLD w takiej konstrukcji personalnej nie jest akceptowany przez większość ugrupowań lewicowych, będą obecni tylko sami swoi. Odbudowa polskiej lewicy powinna zacząć się nie od debaty, jak znowu mieć 20 proc. poparcia w wyborach, lecz od poszukania odpowiedzi na pytania, czym ma być lewica i kogo ma reprezentować. Zbieranie się po raz kolejny we własnym sosie nie ma najmniejszego sensu.

Gdzie lewica powinna szukać swoich zwolenników?

Potencjał dla lewicy jest ogromny, społeczeństwo jest coraz biedniejsze, bezradne i oczekujące silnej partii lewicowej jak na zbawienie. Ale w specyficznym przypadku Polski, społeczeństwa w zdecydowanej większości katolickiego i konserwatywnego, w grę może wchodzić tylko lewica socjalna, a nie światopoglądowa. To pewien paradoks, ale lewica socjalna jest u nas lewicą biednego katolika żyjącego na prowincji - w małych miasteczkach i na wsi. Ta lewica znajduje się obecnie w kręgu oddziaływania zupełnie innych sił politycznych niż SLD.

Z winy SLD zresztą, bo ona kiedyś była częścią elektoratu tej partii, ale została tak zniechęcona, że uciekła gdzie pieprz rośnie. I to, co teraz powiem, może być zaskakujące, ale fundament dla polskiej lewicy widzę zwłaszcza w środowisku Radia Maryja. Dlatego, że to są biedni, zmarginalizowani, na ogół mało wykształceni emeryci, stanowiący tradycyjny kapitał społeczny lewicy. Tyle tylko, że w Polsce tzw. lewica poszła drogą lewicy światopoglądowej, zaprzeczającej wyrażanym przez nich wartościom. Potencjał lewicowy znajduje się także w „Solidarności”, w kręgu SLD, na obrzeżach PO i w środowiskach katolickich.

PiS zamierza złożyć wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu. To realny plan zdobycia władzy, czy tylko pomysł na robienie wokół siebie hałasu?

Nie, to jest konsekwentne działanie zmierzające do koncentrowaniu uwagi na polaryzacji politycznej obu największych ugrupowań, czyli PO i PiS, wytrącanie możliwości działania przez pomniejsze ugrupowania opozycyjne. PiS nie mając żadnego konstruktywnego pomysłu, swoją aktywność polityczną opiera na działaniach pozornych. Zgłaszanie kolejnych wotum nieufności w istocie jest tylko wymachiwaniem rękami, żeby stworzyć sztuczny wiatr na scenie politycznej. Na pewno jednak nie będzie to wiatr w żagle PiS.

Czy gra kartą smoleńską może wynieść PiS do władzy?

Smoleńska karta z czasem stanie się przysłowiowym gwoździem do trumny PiS. To jest sprawa z obrzeża polityki, obsesja jednego człowieka Jarosława Kaczyńskiego, która z różnych powodów udzieliła się dużej części polskiego społeczeństwa i stała się jej centrum. Gra kartą smoleńską nie wnosi nic do dyskusji na temat rozwiązywania najważniejszych problemów społecznych i ekonomicznych.

Jakie mogą być skutki ewentualnego zwrotu przez Rosjan wraku tupolewa?

Zwrot wraku stanie się początkiem nowej awantury politycznej w Polsce. Dla PiS bowiem ta sprawa jest pewnym symbolem. Jeżeli dzisiaj robi się atmosferę podejrzliwości wobec tego, że Rosja nie oddaje wraku tupolewa, to jak go odda, rozpocznie się w Polsce prawdziwe odprawianie guseł nad nim. Czyli wrak w ręku Rosjan nie stanowi jakiegoś poważnego problemu, pojawią się one dopiero wtedy, gdy znajdzie się on w Polsce.

Czy PO może rozpaść się na frakcje Tuska i Gowina?

W PO szykują się jeszcze inne podziały, nie zapominając o Radosławie Sikorskim chociażby. W Polsce mamy partie wodzowskie, a wodzowie koncentrują się na tym, żeby pod ich bokiem nie wyrósł nikt, kto mógłby zagrozić ich pozycji. Ten proces ma miejsce także w PO i nie ma w tej chwili alternatywy dla Donalda Tuska. Natomiast Tusk jest człowiekiem coraz bardziej zmęczonym, choć prawdopodobnie dotrwa do końca kadencji.

Chyba że zechce przenieść swoją aktywność do Parlamentu Europejskiego, do którego wybory odbędą się już w 2014 roku. Sądzę, że PO skoncentruje się teraz na tym, żeby zwiększyć liczbę swoich eurodeputowanych. W tym kierunku pójdzie główkowanie nad ordynacją wyborczą do PE. Jeżeli PO i PSL zostałyby najsilniejszą albo - tak jak teraz - przynajmniej drugą siłą w Europejskiej Partii Ludowej, do której należą, to ambicje Tuska sięgające co najmniej stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej, mogą stać się realne.

PO chce likwidacji ciszy wyborczej...

Myślę, że cisza wyborcza zostanie utrzymana, ponieważ powinien to podpowiadać polskim politykom instynkt samozachowawczy. Cokolwiek byśmy nie powiedzieli o polskiej demokracji, jest to demokracja niedojrzała i słaba, a charakter polskiego życia politycznego jest bardzo agresywny i emocjonalny. Jeżeli więc zniesiemy tę siłową barierę, to w dniu wyborów będzie dochodziło do awantur, a przed komisjami wyborczymi do dantejskich scen. Gdyby ktoś powiedział mi, że kultura polityczna Polaków zagwarantuje zachowania demokratyczne po zniesieniu ciszy wyborczej, uznam go za ignoranta.
Teczka osobowa

Politologia, literatura piękna i turystyka

Kazimierz Kik (65 l.), politolog i historyk. Jest dyrektorem Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Jest wiceprzewodniczącym Komitetu Nauk Politycznych PAN oraz ekspertem Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się m.in. na problematyce integracji europejskiej i współczesnych aspektach politycznych Europy, procesach politycznych i gospodarczych, zachodzących w świecie w XXI wieku. Jest autorem wielu prac naukowych o tej tematyce.

Hobby: literatura piękna - latynoamerykańska, książki tureckiego pisarza i noblisty Orhana Pamuka, literatura Europy Środkowowschodniej. Turystyka.