Poproszę fiata za... cztery lata

Krzysztof Błażejewski 31 grudnia 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:23

Towarzysz Edward Gierek, kiedy doszedł do władzy, obiecał samochód dla każdego obywatela. Polacy dwa razy ustawiali się w długich kolejkach do banku, wpłacając gotówkę na tzw. przedpłaty. Niektórzy na swojego „malucha” czy dużego fiata czekają do dziś...


Do II wojny światowej samochód był w Polsce rarytasem. Po zakończeniu działań wojennych - jeszcze większym. Stare pojazdy zarekwirowało wojsko - polskie, niemieckie, sowieckie. Pozostawały auta z tzw. demobilu, z importu i niewielkiej krajowej produkcji.

Aż do czasów Edwarda Gierka to luksusowe dobro sprzedawano osobom prywatnym pod ścisłą kontrolą - na talony i przydziały. Dla prominentów partyjnych i rządowych, dla kierownictwa oraz świata pracy.

Na wieści o przydziałach oczekiwano z wielką niecierpliwością. Na przykład w bydgoskich Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w 1955 roku na obiecane dla załogi warszawy, syreny, moskwicze i wartburgi czekano do jesieni. Kiedy wreszcie radosna wieść za pośrednictwem zakładowej gazety dotarła do załogi, okazała się pomyłką. Pojazdy dostali bydgoscy lekarze, natomiast kolejarze czekać na nie musieli do wiosny.

Na początku lat 60. organizowano pierwsze giełdy aut używanych. Ceny były bardzo wysokie z racji deficytu tego towaru na rynku i systemu sprzedaży, oferującego przywileje nielicznym.

Dla ułatwienia ludności...

Dekadę później, u progu epoki Edwarda Gierka, pojawił się pomysł, aby rozpocząć produkcję auta nowocześniejszego od syreny i dostępnego dla szerszej grupy użytkowników niż drogi, jak na polskie warunki, fiat 125p. W listopadzie 1972 roku prototyp polskiego fiata 126 zaprezentowano na placu Defilad w Warszawie. Niebawem w gazetach pojawiły się ogłoszenia: „W celu ułatwienia ludności nabycia samochodu osobowego Polski Fiat 126p, którego cena wynosi 69 000 zł, Polska Kasa Oszczędności z dniem 5 lutego 1973 r. rozpocznie przyjmowanie przedpłat na książeczki oszczędnościowe”.

W Bydgoszczy PKO uruchomiła w I oddziale aż 13 kas i dwa stoiska informacyjne, ponadto specjalną linię telefoniczną. W Toruniu na chętnych oczekiwano w 11 placówkach pocztowych i 41 ajencjach PKO. Już pierwszego dnia w całym województwie przyjęto 1035 przedpłat. Do końca lutego w Bydgoszczy - 1630. Wszystkie wpłacono w 36 dni, do 15 marca 1973 roku. Najliczniej wśród wpłacających notowani byli (trzeba było wypełniać stosowną rubrykę) pracownicy fizyczni, trzykrotnie częściej niż inżynierowie i pięciokrotnie niż nauczyciele.

Przedmiot westchnień

Produkcja „maluchów” zaczęła się w czerwcu 1973 roku. Pierwsze egzemplarze kosztowały na giełdzie 110 tys. zł. W 1976 roku na rynek rzucono 185,4 tys. różnych aut, ale to wszystko było kroplą w morzu potrzeb.

Na koniec 1976 roku na książeczkach samochodowych było odłożonych 27,5 mld zł - o kilka miliardów więcej niż na mieszkaniowych. Kolejka posuwała się powoli, bo tysiące aut sprzedawano na asygnaty, dające prawo kupna poza kolejką. W połowie 1977 roku rząd wprowadził ceny ekspresowe. „Maluch” kosztował 120 tys. zł - a więc tyle, co na giełdzie. Odbierało się go w ciągu miesiąca, a im dłużej system działał, tym czas oczekiwania stawał się dłuższy. Popyt był tak duży, że Polmozbyt, mimo podniesienia ceny do 150 tys. zł w 1980 roku, zawiesił przyjmowanie wpłat, bo zabrakło samochodów.

W 1980 roku przed salonami „Polmozbytu” ustawiały się gigantyczne kolejki, w których ludzie stali nieraz przez kilka dni. W tej sytuacji 2 marca 1981 ogłoszono nowy projekt systemu sprzedaży. Zlikwidowano dotychczasowy tryb imiennych przydziałów oraz sprzedaż na tzw. talony. Wprowadzono jednolity system sprzedaży samochodów produkcji krajowej za pomocą przedpłat, które miały być wnoszone w systematycznych ratach miesięcznych na specjalną książeczkę oszczędnościową PKO. Zapowiadano, że jeśli liczba przedpłat okaże się większa od liczby samochodów, odbędą się publiczne losowania. Jeśli przez cztery lata posiadacz książeczki nie wylosuje samochodu, w piątym roku otrzyma auto bez losowania.

Przedpłaty były przyjmowane od poniedziałku 23 marca do 22 kwietnia na lata 1982-85.

Najlepiej na raty

W Bydgoszczy można było wpłacać w I i II oddziale PKO, w filiach przy al. Powstańców Śląskich, na osiedlach Leśnym i Błoniu oraz w wybranych 11 urzędach pocztowych w Bydgoszczy i Kotomierzu, Koronowie i Solcu Kujawskim, a także 120 ajencjach PKO w zakładach pracy.

Pieniądze wpłacano za pomocą specjalnych blankietów, których z czasem zabrakło. Jednorazowa wpłata na dużego fiata na 1982 rok była równowartością około 64 średnich płac, na „malucha” - 33. Najtańsze były syreny (121 750 zł) - ok. 30. Kiedy jednak ktoś decydował się na odbiór za 4 lata, to miesięcznie na „malucha” musiał wpłacać połowę średnich zarobków. Ten wariant wybrało najwięcej Polaków.

Wbrew oczekiwaniom, w pierwszych dniach przed kasami PKO nie ustawiały się długie kolejki. Mimo to w pierwszym tygodniu w całym kraju wpłacono gotówkę na ponad 270 tys. aut, czyli opłacono już z góry 82 proc. całej planowanej na czterolecie produkcji!

Większość amatorów zakupu polskich aut odkładała zapisanie się w kolejkę na ostatni dzień. W Bydgoszczy we wtorek, 21 kwietnia 1981 roku, ustawiały się od rana gigantyczne kolejki. W ogonku trzeba było odstać kilka godzin, mimo zwiększenia liczby okienek. Chętni z trudem mieścili się w holu banku, obsługa trwała nawet do północy.

W Toruniu już o 7 rano przed oddziałem PKO przy Szerokiej ok. 10 osób oczekiwało na rozpoczęcie obsługi, jednak kolejka była w ciągu dnia umiarkowana. W mieście wpłaty przyjmowały jeszcze trzy ekspozytury PKO, Bank Spółdzielczy, oddziały NBP przy pl. Rapackiego i Wałach gen. Sikorskiego, dziewięć urzędów pocztowych i 57 ajencji zakładowych PKO.

W ciągu pierwszego tygodnia w Toruniu przyjęto prawie 1700 wpłat, najwięcej chętnych było na „maluchy” na lata 1982 i 1985, tylko 39 przedpłat wniesiono na bardzo drogie polonezy. Zauważono wzmożony ruch na wsiach, gdzie także urzędowały placówki przyjmujące wpłaty.

Ostatniego dnia kwietnia ogłoszono, że uiszczono w kraju w sumie 1,5 mln wpłat na kwotę co najmniej 100 mld zł. Losowanie okazało się konieczne, bowiem w sprzedaży w latach 1982--85 znaleźć się miało tylko po 150 tys. samochodów rocznie, czyli w sumie 600 tys. aut. Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami, najwięcej przedpłat uiszczono na rok 1982 - uczyniło to 1,1 mln osób, tym samym otwarto prawie dziewięć razy więcej rachunków niż miała wynieść zakładana produkcja.

W toruńskim oddziale PKO przyjęto 9 tys. wpłat, w tym na „malucha” aż 7200. Najwięcej, bo 2361 na 1985 rok.

Losowania publicznie, z bębnów, zostały zorganizowane jeszcze w 1981 roku.

Uwaga, papuga

Pierwsze losowanie, zapowiadane jako „samochodowa papuga”, odbyło się 14 maja w Bydgoszczy w głównej sali NOT-u o 10 rano. Bydgoszczanie i mieszkańcy powiatu, tak jak większość Polaków, wpłacili najwięcej na fiaty 126p na 1985 rok. Ale na „maluchy” rocznik 1982 wpłaciło pieniądze 5359 chętnych, a samochodów w planie przydzielono tylko 1341. Najłatwiej było wylosować niechcianą syrenę, ale i tak liczba aut o 50 proc. była mniejsza od liczby wpłat. Ci, którzy nie wylosowali, przechodzili na kolejny rok, powiększając kolejkę. O ile w 1982 roku szanse na fiacika były zatem 25-procentowe, to na kolejne lata znacząco malały.

Losowanie w NOT odbywało się za pomocą systemu dwóch bębnów. W jednym zmieściło się sto numerków, w drugim - 53 (tyle było pełnych setek). Dopiero godzinę przed imprezą wywieszono imienne listy upoważnionych do udziału w losowaniu, co wywołało mnóstwo pretensji. Kto nie przyszedł na losowanie (a większość w tym czasie była w pracy), miał dwa tygodnie na to, aby dowiedzieć się, czy szczęście mu dopisało, bo w takim czasie bank miał zawiadomić o zwycięstwie drogą pocztową. Ci, którzy nie zostali wylosowani, dość powszechnie wycofywali swoje wkłady, licząc na nagły przypływ gotówki i kupno auta na giełdzie. Powstał wielki galimatias przed drugim losowaniem. Szanse na „malucha” były tym razem 20-procentowe, ale przy trzecim losowaniu (organizowano je w cyklach co dwa-trzy tygodnie) spadły do 14 proc.

Na świętego nigdy

Najgorzej wyszli na tym ci, którzy wpłacili pieniądze na 1985 rok. Ich szanse okazały się znikome, bowiem mieli konkurentów w postaci tych, którzy nie wylosowali samochodów wcześniej.

W Toruniu losowania odbywały się także w godzinach pracy, o godz. 9 rano w sali kina „Grunwald”. Na 1984 rok proporcje dla „malucha” wynosiły 3900 chętnych na 570 uprawnień. Najlepiej wyszli, oczywiście, najzamożniejsi. Do rozlosowania przeznaczono 38 polonezów i dokładnie tylu samo było chętnych.

1 czerwca 1982 pojawiła się informacja o tym, że będą dalsze opóźnienia, bo w 1981 roku do wykonania planu zabrakło 111 tys. pojazdów, a w 1982 trzeba będzie jeszcze obniżyć poziom produkcji do 55 proc. planu. Rządowy komunikat wyrażał nadzieję na zrozumienie przez trapiony stanem wojennym i brakami w zaopatrzeniu lud okresowych trudności, zapewniając, że do 1985 roku wszystkie przedpłaty zostaną zrealizowane.

Nie stało się tak do dziś. Nigdy też nie doszedł do skutku kolejny plan, przewidujący następną serię przedpłat na lata 1986-89.