Tam, gdzie rządzą misie [zdjęcia]

Tekst: Jacek kiełpiński Zdjęcia: Tomasz Wawrzyniak 26 grudnia 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:23


Przeżył ponad rok w stacji PAN na Spitsbergenie. A już go tam ciągnie ponownie. Dlaczego? Bo to jedno z najczystszych, pierwotnych, nieskażonych przez działalność człowieka miejsc. Czyli najbardziej fascynujących. A do tego gościnnych.


Polska w Arktyce jest mocna. My, Polacy, mamy pełne prawa do ziemi na wyspach archipelagu Svalbard, w tym na największej jego wyspie - Spitsbergenie. Na razie korzystają z tego naukowcy - mamy tam sześć baz. Ale każdy z nas może tam pojechać bez wizy i osiedlić się.

Zapewnia nam to podpisany przez Polskę w 1931 roku traktat spitsbergeński, na mocy którego Norwegia sprawuje zwierzchnictwo nad archipelagiem Svalbard, ale państwa sygnatariusze mogą tam swobodnie działać - wydobywać surowce, prowadzić badania naukowe i... budować osiedla właśnie.

Trzeba umieć strzelać

Tomasz Wawrzyniak, młody naukowiec z Zakładu Badań Polarnych Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk, wspomniał o tym w trakcie swej prezentacji podczas „Wieczoru podróżnika” w toruńskiej „Od Nowie”. Opowiadał o roku, który spędził w stacji polarnej Hornsund, największej polskiej bazie w tym rejonie świata.

- Bazy naukowe mają tam nawet Chińczycy, ale Polacy są na czwartym miejscu, jeśli chodzi o liczbę realizowanych projektów naukowych - podkreślił. Sporo mówił o pracy naukowej - zajmował się badaniami klimatu, ale głównie pokazywał zdjęcia i dawał rady: - Po pierwsze, trzeba umieć strzelać. Przechodziliśmy specjalne szkolenie na strzelnicy. Chodzi o niedźwiedzie polarne, których jest tam więcej niż ludzi.

Cały Svalbard jest wielkości Litwy, a zamieszkuje go obecnie na stałe trzy tysiące osób. Ocenia się, że białych misiów jest o pół tysiąca więcej. I - nie da się ukryć - stanowią poważne zagrożenie.

- W ubiegłym roku była, niestety, ofiara śmiertelna - przyznaje naukowiec. - Niedźwiedź rozszarpał jakiegoś siedemnastolatka z Anglii. Ale to są rzadkie przypadki, bo wszyscy tam mają broń - najczęściej sam huk wystrzału odstrasza te zwierzęta.

Z bronią nie wchodzi się tylko do sklepów i urzędów w Longyearbyen, stolicy prowincji. Na każdych drzwiach wisi charakterystyczny znak - przekreślona strzelba.

Naukowiec rozwiał mit, że tak blisko bieguna, nieco ponad tysiąc kilometrów, jest strasznie zimno. - Przepływa tamtędy ciepły prąd zachodniospitsbergeński, latem można chodzić w koszulce z krótkim rękawkiem, bywa nawet plus 13 stopni.

Problem w tym, że lato jest krótkie. Położenie za kręgiem polarnym sprawia, że mamy tam do czynienia z dniem i nocą polarną. Co robić, gdy wokół śnieżyca (Tomasz Wawrzyniak na jednym z krótkich filmów pokazał, jak przerażająco to wygląda) i ciemno do wiosny?

TV i dyżury w kuchni

- Wszystkie badania robiliśmy tak samo jak latem - zapewnił naukowiec. - A czas wolny w bazie takiej jak nasza można bez problemu wypełnić. Mamy ogromny plazmowy telewizor, odbieramy 200 kanałów, jest Internet. Pełnimy dyżury w kuchni. Robiliśmy też imprezy...

Szczególnie duże wrażenie zrobiło na uczestnikach spotkania zdjęcie zielonego promienia, bijącego pionowo w niebo. - To lidar, czyli połączenie lasera z radarem - wyjaśnił naukowiec. - Dzięki temu możemy badać zanieczyszczenia atmosfery. Gdy zostało uruchomione, zmieniono korytarze powietrzne, by ominąć naszą bazę. Ale tam to normalne - naukę się szanuje.

Rosjanie się wyprowadzili

Padły pytania o wyprawy do wytopionych wnętrz lodowców, bo zdjęcia oczarowałyby każdego speleologa. Zaskoczyło bogactwo flory tundry, szczególnie kolorowe kwiaty, oraz fauny - okazuje się, że latem jest tam zatrzęsienie ptaków.

- Chodziliśmy na długie wyprawy - wspomina Tomasz Wawrzyniak. - Nie ma tam dróg i nie wolno ich budować. Panuje więc naprawdę dzika przyroda, której symbolem są potencjalnie wszechobecne misie.

Na Spitsbergen trafiają polscy żeglarze. Naukowcy oprowadzają ich po bazie, pokazują okolicę. Takie wycieczki z Polski stają się coraz popularniejsze. Może więc w końcu ktoś wpadnie na pomysł, by wybudować tam osiedle gustownych domków?

- Rosjanie opuścili swoje dwa ośrodki, w których wydobywali węgiel - tłumaczy Tomasz Wawrzyniak. - W Pyramiden zostały domy z wyposażeniem, biblioteka z książkami i najbardziej na północ wysunięty pomnik Lenina. Można by tam zamieszkać już dziś. Ale Rosjanie ciągle zapowiadają, że kiedyś wrócą.






Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii (6) »