Polowanie na pieszego trwa

Piotr Schutta 19 grudnia 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:23

Co 7 godzin ginie w wypadku pieszy. Przeważnie na przejściu i skrzyżowaniu. Wbrew temu, co mówią kierowcy, tak zwany niechroniony uczestnik ruchu nie jest świętą krową. Raczej owcą, na którą polują zmotoryzowane wilki. Sprawdzali to nasi reporterzy.


- W konfrontacji z samochodem pieszy nie ma żadnych szans. Kierowcę chroni karoseria i mnóstwo systemów bezpieczeństwa, jak pasy czy poduszki powietrzne. Pieszego nie chroni nic - mówi podinspektor Maciej Zdunowski z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Bydgoszczy.

Policyjne analizy i dane statystyczne przeczą popularnemu wśród kierowców przekonaniu, że w większości przypadków pieszy sam prosi się o śmierć, ponieważ dopuszcza się wtargnięcia na jezdnię. To fałsz. Prawda wygląda tak, że na 447 wypadków z udziałem pieszych, do których doszło od stycznia do listopada na drogach naszego województwa, tylko jedną czwartą spowodowali niezmotoryzowani uczestnicy ruchu drogowego.

Liczby podawane przez komendę główną wskazują na jeszcze jedną ważną sprawę. Z winy pieszych ginie tylko 10,9 proc. wszystkich ofiar wypadków komunikacyjnych w Polsce. Wartości te nie rozgrzeszają pieszego, ale dobitnie pokazują, że nie jest on zakałą dróg i plagą. W ubiegłym roku z powodu najechania przez pojazd życie straciło 1419 osób. To ponad jedna trzecia wszystkich osób zabitych na naszych drogach. 227 pieszych zginęło na oznakowanych przejściach, a 245 na skrzyżowaniach. Na poboczach - 111.

Wystarczy wyjść na ulicę, by przekonać się, że statystyka nie kłamie.

Kto ma refleks, ten wygrywa

Bydgoszcz. Krzyże przy przejściach dla pieszych: Szubińska, Fordońska, Jagiellońska, Wojska Polskiego. W godzinach szczytu miasto przypomina dżunglę.

Ulica Kujawska, przejście przy rondzie Zbożowy Rynek. Na krawędzi chodnika kilkoro pieszych. Mężczyzna z teczką, kobieta w długim płaszczu, matka z dzieckiem. Nie jest ciemno, nie sypie śnieg, widoczność jest dobra. Żaden z kierowców nie ma zamiaru zatrzymać się przed „zebrą”. Ci, którzy zjechali z ronda, pędzą na złamanie karku, szczęśliwi, że nie muszą już stać w korku. Piesi ich nie interesują. Wreszcie facet z teczką wykonuje ruch nogą, jakby chciał wejść na jezdnię. Reakcja jest natychmiastowa. Biały opel prawie staje dęba. Jadący za nim trąbi zdenerwowany, że musiał nagle hamować.

Przejście sto metrów dalej. Sytuacja ta sama. Człowiek z lustrem długo „kwitnie” na przejściu, żebrząc o łaskę. Kiedy już zostaje wpuszczony na pasy, z wdzięczności biegnie truchcikiem, by nie denerwować litościwego kierowcy.

Inne miejsce w centrum Bydgoszczy. Skrzyżowanie Fredry z Warszawską. Kobieta o kulach. Na lewym pasie zatrzymuje się czerwone auto. Niepełnosprawna niepewnie wchodzi na jezdnię i na środku zatrzymuje się przerażona. Srebrne tico, prowadzone przez starszą kobietę, z trudem wyhamowuje na prawym pasie, tuż przed stopami pieszej.

Kto ma silniejsze nerwy i lepszy refleks, ten wygrywa. Ulica Wojska Polskiego, niedaleko komendy policji. Przejście nieoznakowane, bardzo uczęszczane, łączące dwie części osiedla, rozdzielone ruchliwą dwujezdniową ulicą. Kierowcy, którzy urwali się ze świateł na skrzyżowaniu z Ujejskiego, ani myślą zwalniać na widok ludzi czekających przy przejściu.

Ta sama ulica, osiedle Kapuściska. Piesi czekają przy prawej krawędzi jezdni, ojciec, syn i wnuczek. Szary scenic zatrzymuje się na lewym pasie i daje znak pieszym, że mogą bezpiecznie przejść. Ruszają. Niespodziewanie przed przejściem hamuje granatowa limuzyna, poruszająca się prawym pasem. Jeden z pieszych odwraca głowę i mówi coś do kierowcy. Nie są to przekleństwa tylko delikatne zwrócenie uwagi, że na pasach jest dziecko. Więcej nie trzeba. Kierowca luksusowego auta, mężczyzna po czterdziestce, pod krawatem, w eleganckiej koszuli, wyglądający na inteligenta, po otwarciu ust zamienia się w smoka ziejącego ogniem. „Wypier... ty stary ch....” - krzyczy, nie zważając na dziecko.

Ograniczone zaufanie

Co o prawach pieszych mówi Kodeks drogowy? Kilka ciekawych rzeczy, o których prawdopodobnie większość kierowców albo nigdy nie czytała, albo tego nie pamięta. Po pierwsze, pieszy znajdujący się na przejściu ma pierwszeństwo przed pojazdem. Zawsze. Po drugie, kierujący, zbliżając się do oznakowanego przejścia, jest zobowiązany zachować szczególną ostrożność, cokolwiek to znaczy. Po trzecie, na widok przechodzącej przez przejście osoby niepełnosprawnej, kierowca ma obowiązek zatrzymać pojazd. Poza tym, na „zebrach” nie wolno wyprzedzać ani omijać stojącego pojazdu.

- Zwłaszcza ten drugi błąd popełniany przez kierowców jest bardzo niebezpieczny dla pieszych. Jednak kardynalne błędy popełniają też piesi. Część z nich wynika z przekonania, że człowiek stojący na chodniku przy przejściu dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem. Nieprawda. Nie ma w Polsce takiego przepisu. Pieszy musi sam ocenić bezpieczny moment wkroczenia na jezdnię, pamiętając o zasadzie ograniczonego zaufania - dodaje Maciej Zdunowski.

Dane, którymi dysponuje Instytut Transportu Samochodowego, pokazują, że w kwestii bezpieczeństwa pieszych jesteśmy daleko za Europą. Średnia europejska to 10 zabitych pieszych na milion mieszkańców, podczas gdy u nas giną 33 osoby na milion. Najniższy współczynnik śmiertelności pieszych w wypadkach komunikacyjnych ma Holandia. Wynosi on 10 procent, a w Polsce - 34 proc. Równie tragiczna sytuacja jest tylko w Rumunii i na Łotwie.

Jak to zmienić? - Przede wszystkim nie należy mówić o pieszych jako sprawcach. Piesi to tak zwani niechronieni uczestnicy ruchu drogowego, najsłabsi i najbardziej narażeni na śmierć na drodze. Dziesięć razy bardziej niż użytkownicy samochodów. To najczęściej osoby starsze, gorzej widzące, gorzej słyszące, mające kłopoty z poruszaniem się - mówi Anna Zielińska z Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ITS. Podkreśla, że w Polsce za mało miejsca w przestrzeni publicznej zajmuje dyskusja o poszanowaniu prawa innych do współistnienia na drodze. - Pieszy to nie intruz, lecz równoprawny uczestnik ruchu. W Polsce powinno być tak jak w innych krajach, gdzie pierwszeństwo przed pojazdem ma pieszy dochodzący do przejścia.

Droga krajowa nr 15 pod Mogilnem. W 57-letniego mężczyznę uderza samochód osobowy i nie zatrzymuje się. Po leżącym przejeżdża kilka innych aut. Kawęczyn koło Torunia. Idąca poboczem kobieta zostaje potrącona przez samochód osobowy, a potem dostawczy. Kierowcy uciekają. Ulica Dąbrowskiego w Nakle. 55-letnia kobieta schodzi już z przejścia dla pieszych, gdy uderza w nią renault. W Czamaninie pod Radziejowem pijany kierowca wiezie jedną z potrąconych osób na masce przez kilkaset metrów.

Policjanci, proszeni o wskazanie miejsc szczególnie niebezpiecznych dla niechronionych użytkowników ruchu, bezradnie rozkładają ręce. W każdym mieście takich miejsc jest pełno. W szczegółową analizę nikt się nie bawi. Wiadomo jedynie, że piesi giną częściej jesienią i zimą niż latem i wiosną. W ubiegłym roku najbardziej tragicznym miesiącem był grudzień - w całej Polsce zginęło ponad 200 pieszych.

Wszędzie tak samo

Toruń, plac Rapackiego, środek tygodnia. Przejście z sygnalizacją prowadzi przez dwie jezdnie i jest długie. Na chodniku kilkanaście osób czeka na zielone światło. Gdy się pojawia, ludzie pędzą co sił. Jedna z kobiet nie daje rady. Ostatnie metry pokonuje, uciekając przez metalowym korowodem pojazdów startujących spod świateł.

To samo miasto, ulica Warszawska na wysokości Poniatowskiego. Tym razem przejście bez sygnalizacji. Kilku pieszych od paru minut przestępuje z nogi na nogę, wyczekując najlepszego momentu. Ale ten nie nadchodzi. Tasiemiec pojazdów pędzący z Rubinkowa do centrum Torunia i z powrotem wydaje się nie mieć końca. Żaden z kierowców nie robi gestu sugerującego, że pieszy może wejść na przejście.

Rondo Pokoju Toruńskiego. Do pokonania dwie jezdnie. Przy przejściu spora grupka pieszych. Czekają. Ruch na ulicy jest duży, a żaden z kierowców nie zawraca sobie głowy pieszymi marznącymi na chodniku. Młody mężczyzna wystawia niecierpliwie nogę. Łańcuch samochodów staje w miejscu. Ktoś trąbi.

Odstać swoje trzeba też przy Szosie Chełmińskiej, Wielkim Rowie i na placu Biskupa Jana Chrapka, który jest jednym z najtrudniejszych węzłów komunikacyjnych Torunia. Prędkości samochodów duże, ruch pieszych spory, sygnalizacji świetlnej brak, a do pokonania kilka przejść. Średnio co drugi kierowca z telefonem komórkowym przy uchu. Zajęci konwersacją nie zwracają uwagi na pieszych.

- To mnie zawsze zastanawia. Samochód za kilkaset tysięcy złotych, a kierowcy nie stać na zestaw głośnomówiący. Woli zapłacić 200 zł mandatu - zauważa podinspektor Zdunowski.(mo, szs)
Fakty

Dla ochrony pieszego

Policja namawia pieszych do używania odblaskowych elementów odzieży. Praktyczne są zwłaszcza opaski. Noszone na nodze są dobrze widoczne z każdej strony. Najlepsze są jednak rozwiazania inżynieryjne. W mieście sygnalizacja świetlna wzbudzana przez pieszych, poza miastem oddzielanie dróg dla pieszych od jezdni.