Uważaj, Temido! Mamy na ciebie oko

Małgorzata Oberlan 10 grudnia 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:24

Jawność postępowania sądowego - to o niej przypomina rodakom fundacja. Tylko w wyjątkowych przypadkach sprawa może być utajniona. W zdecydowanej większości pozostałych publiczność ma prawo być na sali.



- Zaufanie Polaków do sądownictwa jest dramatycznie niskie, ale tylko 4 procent obywateli czerpie wiedzę o sądach z własnego doświadczenia. Większość - z telewizji - mówi Bartosz Pilitowski, prezes Court Watch Polska. - My zachęcamy: „Obywatelu, idź do sądu i przekonaj się, jak tam jest. Przy okazji staniesz się elementem społecznej kontroli, która autonomicznej władzy sądowniczej o olbrzymich kompetencjach bardzo się przyda”.



W ciągu dwóch lat - dzięki pieniądzom z fundacji im. Stefana Batorego - setki przeszkolonych wolontariuszy ponad 10 tysięcy razy obserwowało pracę sądów w wielu polskich miastach. W efekcie powstały dwa raporty - obywatelskie monitoringi sądów za lata 2010/2011 i 2011/2012. Pasjonujące.

Proszę opuścić salę!

Reakcje sędziów na obecność obserwatorów fundacji bywają rozmaite - od entuzjastycznych, przez irytację, po wyproszenie z rozprawy. „Sędzia zapytał, dlaczego spośród 10 sędziów w tym sądzie znowu obserwuję jego rozprawę (dwa tygodnie temu obserwowałam cztery sprawy jednego dnia, prowadzone przez właśnie tego sędziego). Zasugerował, że inni sędziowie także ucieszyliby się z mojej obecności” - raportuje obserwatorka z Sądu Rejonowego w Chełmnie (Wydział Rodzinny i Nieletnich).

W Świeciu prezes tamtejszego sądu zażądał od obserwatora zezwolenia wydanego przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy! W Nowym Mieście Lubawskim obserwator trzykrotnie wypraszany był z sali. „Nie zostałem dopuszczony do rozprawy. Bez wyjaśnień sędzia wskazał drzwi” - opisuje swoje przygody wolonatriusz, który chciał przysłuchiwać się rozprawie karnej.

11 maja tego roku w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy (III Wydział Karny) sędzia poprosiła obserwatorkę, by pokazała jej wypełniony formularz z rozprawy. „Przeczytała wszystko na głos, nie omieszkała również skomentować niektórych podpunktów i uzasadnić bezsens pracy obserwatorów (ponieważ „nie rozumiemy się” i rozumiemy część rzeczy opacznie)” - relacjonuje wolontariuszka.

Wielokrotnie jednak zdarzały się przejawy wręcz serdecznego traktowania obserwatorów, co tylko uzasadnia potrzebę nagłaśniania i piętnowania zachowań odmiennych.

Co wy tak słabo słyszycie?

Nieuprzejmością czy wręcz agresją zdarza się grzeszyć Temidzie przede wszystkim wobec zwykłych Kowalskich - oskarżonych, pokrzywdzonych i świadków.

Oto fragment relacji z rozprawy w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy (III Wydział Karny) z 30 marca tego roku: „Sędzia krzyczał również później, kilkakrotnie, na dwóch świadków. Dodatkowo śmiał się z relacji innego (dwukrotnie). Dwóch świadków było niedosłyszących, co sędzia skomentował: „Co wy tak wszyscy słabo słyszycie?”, uśmiechając się złośliwie”.

A to dialog z rozprawy w Sądzie Rejonowym w Toruniu (III Wydział Rodzinny i Nieletnich) z 2 lutego tego roku.

Sędzia: - Pił pan coś dziś?

Zeznający: - Nie.

Sędzia: - To czemu ma pan taką przechlaną twarz?

Osobliwe podejście do życia musi mieć też sędzia, którego styl pracy podpatrywał obserwator w Sądzie Rejonowym w Inowrocławiu (VI Wydział Karny) 20 kwietnia tego roku. „Sędzia powiedział do pokrzywdzonego, który nie chciał się zgodzić na ugodę: „Typowy Polak. Taka jest polska mentalność - nie wybaczy, wszystko zrobi, żeby ukarać kogoś za wszelką cenę” - czytamy w relacji.

Bo sędzia mówi od rana...

Obserwacje świadczą o tym, że część sędziów nie panuje nad emocjami, łatwo się irytuje i nie ma specjalnych względów dla ludzi starszych i schorowanych.

„Sędzia był niemiły dla oskarżonego. Nazwał go idiotą” - Olsztyn, II Wydział Karny.

„Jedna z uczestniczek jako osoba starsza spytała, czy sędzia może do niej głośniej mówić. Na co sędzia odpowiedziała, że mówi od rana” - Mława, Wydział Cywilny.

„Oskarżony opisywał swój stan zdrowia. Mówił o tym, że jest niepełnosprawny, niedowidzi i niedosłyszy. Na co pani sędzia odpowiedziała: „Co pan taki pełen pretensji? To nie sąd jest winien pana wady słuchu i wzroku” - Gdynia, IX Wydział Karny.

Ze Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów wynika, że w odniesieniu do stron i innych osób uczestniczących w postępowaniu sędzia powinien zachować godną postawę, cierpliwość, grzeczność, a także wymagać od tych osób właściwego zachowania. W pierwszym badaniu Court Watch Polska przyglądała się zachowaniu sędziów rejonowych. W drugim poszerzyła monitoring o sądy okręgowe. I tu - niemiłe zaskoczenie. Właśnie w sądach okręgowych zastrzeżeń co do zachowania było wyjątkowo dużo. Na szczycie niechlubnego rankingu znalazły się sądy w Warszawie, Szczecinie, Krakowie i Bydgoszczy.

Za spóźnienie nikt nie przeprasza

Niepunktualność to zmora naszych sądów. Co gorsza, w wielu przypadkach pies z kulawą nogą nie pofatyguje się, by poinformować oczekujących na rozpoczęcie rozprawy zainteresowanych, że będzie opóźnienie i co jest jego przyczyną. O przeprosinach nie wspominając.

- Tymczasem ludziom i informacja, i słowo „przepraszam” są bardzo potrzebne. Sprawiają, że nie czują się zignorowani - podkreśla Bartosz Pilitowski.

W obserwacjach wolontariuszy Sąd Okręgowy w Bydgoszczy wiedzie prym wśród tych spóźnialskich. Jak wynika z ostatniego badania, tylko 28 proc. posiedzeń zaczęło się w nim punktualnie. 31 proc. spóźnionych było krótko - do kwadransa. Ale 41 proc. - już o ponad kwadrans. W Sądzie Okręgowym w Toruniu było to, odpowiednio, 46, 33 i 20 procent.

Niestety, w zdecydowanej większości przypadków we wszystkich badanych 43 sądach - od Gdyni, przez Warszawę, po Kraków - sędziowie nie wyjaśnili przyczyny opóźnienia ani też nie przeprosili.

Siusiu? Klucz u ochroniarzy

Wolonatriusze przygladają się także sądowym budynkom. Sprawdzają, czy są dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, jak sprawnie działają elektroniczne wokandy, czy są osobne pomieszczenia do czytania akt.

Wyniki są raczej smutne. W polskich sądach petent ma kłopot choćby z tak prozaicznymi sprawami, jak opróżnienie pęcherza.



„Toaletę naprawdę trudno znaleźć - opisuje wolontariuszka sytuację w gmachu przy Wałach Jagiellońskich 2 w Bydgoszczy. - Trzeba chodzić i szukać po całym budynku - toalety są ukryte w najdziwniejszych miejscach. O wiele łatwiej znaleźć toaletę dla personelu - te są co krok. Za każdym razem traciłam dużo czasu, żeby znaleźć toaletę i było to naprawdę irytujące! Nie ma nawet oznaczeń w głównych ciągach komunikacyjnych, w którym kierunku się udać.

W Brodnicy w budynku przy ul. Sądowej 5 jest jeszcze ciekawiej. „Jest jedna toaleta dla interesantów z kluczem u ochrony”.

Nic to jednak wobec obserwacji ze Szczecina, poczynionej w Sądzie Okręgowym przy ul. Kaszubskiej 42: „W toalecie brak było mydła, papieru toaletowego, jak i ręczników papierowych. Deski klozetowe były pourywane i pozostawione na podłodze”.

Jak się poprawić?

Dwa lata pracy, tysiące obserwacji, setki zaangażowanych wolontariuszy. Dwa opublikowane raporty. I co?

- Udało nam się spotkać z prezesami niektórych sądów i przedstawić im dane dotyczące ich jednostek. Wiemy, że w niektórych odbyły się zebrania sędziów, na których rozmawiano o sposobach poprawy sytuacji, np. w kwestii opóźnień posiedzeń - dodaje Bartosz Pilitowski. - Wyjątkowy jest przypadek Gdyni. W pewnym momencie tamtejszy sąd przestał się spóźniać (w pierwszym badaniu miał 77 proc. niepunktualnych rozpraw, w drugim już tylko 30), a prokuratorzy przestali, wbrew zasadom, zostawać w salach rozpraw i konwersować z sędziami.