Socjalistyczny patent na pełne półki

Krzysztof Błażejewski 8 grudnia 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:24

Na początku lat 80. zeszłego stulecia, kiedy gospodarka Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej znalazła się w głębokim dołku, wiele produktów można było nabyć jedynie na kartki. Głównie żywność, ale racjonowano też wódkę, papierosy, benzynę, buty...




W PRL kartkowy system racjonowania żywności funkcjonował trzykrotnie. Po raz pierwszy był kontynuacją reglamentacji w okresie okupacji. Wygaszano go stopniowo, do końca 1948 roku. Niebawem jednak wrócił. 1 kwietnia 1952 roku wprowadzono racjonowanie mięsa w barach i restauracjach. 24 kwietnia pojawiły się kartki na cukier, a 2 maja na mydło i proszek do prania. Wszystko dla pracowników zakładów uspołecznionych. System ten zniesiono 3 stycznia 1953 roku przy jednoczesnym drastycznym podniesieniu cen na te towary.

Polacy przyjmowali wówczas kartki jako coś normalnego. Pamiętano jeszcze racjonowanie żywności w czasach obydwu wojen światowych. Potem jednak przyszedł czas rozkwitu jedynego słusznego ustroju - socjalizmu i prezentacji jego osiągnięć przez rządy Władysława Gomułki i Edwarda Gierka. Uczniowie w szkołach i na wieczorowych kursach marksizmu i leninizmu podziwiali słupki, z których wynikało, że produkcja w krajach socjalistycznych rośnie o wiele szybciej niż w zgniłym kapitalizmie.

Pierwszy był cukier

Tym większym szokiem było wprowadzenie 13 sierpnia 1976 roku przez rząd premiera Piotra Jaroszewicza kartek na cukier. Każdemu obywatelowi przysługiwały 2 kg słodkich kryształków. „Bony towarowe” naśladowały wielkością i drukiem znaczki pocztowe. Upoważniały do zakupu określonej ilości cukru po dotychczasowych cenach (10,50 zł za kg), ale można go też było kupić więcej, tyle że już po cenach komercyjnych (26 zł). Po strajkach sierpniowych „komercyjny” cukier jednak znikł.

1 marca 1981 roku obniżono przydziały. 1,5 kg przysługiwało dzieciom, młodzieży, matkom karmiącym i kobietom ciężarnym. Pozostałym - 1 kg. W dodatku nakazano rejestrację bonów w sklepach i zlikwidowano możliwość specjalnych przydziałów na wesela i chrzciny.

Ale że w PRL brakowało niemal wszystkiego, okazało się rychło, że nie ma... nawet kartek.

12 lutego 1981 roku „Ilustrowany Kurier Polski” pisał: „Brak kartek na cukier już nie tylko denerwuje mieszkańców Bydgoszczy, ale także handlowców. Oto, co powiedział nam jeden z kierowników sklepu spożywczego: „Niech w końcu wydadzą te bony, bo nasze magazyny są zawalone cukrem. Nadchodzą ciągle nowe dostawy, że nie mamy gdzie składować towaru, a sprzedawać nie możemy, bo brak kartek”. Skontaktowaliśmy się więc z Oddziałem Wojewódzkim NBP. Jak się okazuje, bony cukrowe miały dotrzeć samolotem z Warszawy przedwczoraj. Ze względu jednak na warunki atmosferyczne samolot wylądował w Poznaniu. Wczoraj samochodami przywieziono kartki do Bydgoszczy, przystąpiono do rozdzielania ich na poszczególne oddziały. Od dzisiaj zakłady pracy mogą już odbierać bony na cukier w oddziałach NBP”.

Bony na cukier zniesiono dopiero 1 listopada 1985, niemal po 10 latach.

Klienci chcą szynkę!

Idea wprowadzenia kartek na mięso i wędliny pojawiła się w sierpniu 1980 roku. Był to jeden z postulatów strajkujących stoczniowców. Jednak rządzący bali się takiego rozwiązania, przewidując jeszcze większy spadek produkcji.

Próbną reglamentację wprowadzono na mocy decyzji samorządów w grudniu na okres świąteczny, początkowo tylko w większych miastach, także w Bydgoszczy i Toruniu. Jednak tzw. teren ostro protestował, kartki więc wprowadzono w całym regionie, tyle że nie po 2,5 kg dla każdego, jak wcześniej proponowano, ale po 2 kg - 1 kg mięsa i 1 kg wędliny z wyłączeniem drobiu i podrobów. Kierownicy bydgoskich sklepów mięsnych zgłaszali potem pretensje, że wszyscy klienci chcieli szynkę, a nikt nie reflektował na biodrówkę i golonkę. Klienci z kolei narzekali, że w sklepie były same wędliny, a oni chcieli choć kawałek mięsa na pieczeń...

15 grudnia 1980 roku w Bydgoszczy zastosowano również tzw. ograniczenia sprzedaży niektórych artykułów żywnościowych. Jednorazowo jednej osobie sprzedawano: 1 kostkę masła (tylko po godz. 15), 2 kostki tłuszczu roślinnego, 1 butelkę oleju, 10 jaj, 3 opakowania galaretek owocowych, 1 kg pomarańczy, 1,5 kg karpia, litr wódki, butelkę wina gronowego i szampana. To było preludium tego, co dopiero miało nadejść.

Koniec kolejek? Niedoczekanie...

Na skutek wciąż narastających trudności gospodarczych ogólnopolski system kartkowy wprowadzono 30 marca 1981 roku. Każda osoba pracująca odbierała kartki na siebie i dzieci w macierzystym zakładzie na podstawie specjalnej wkładki zaopatrzeniowej, emeryci i renciści - w administracjach domów.

W Chełmży masło racjonowano już od 1 marca. Przysługiwały dwie kostki miesięcznie, ale tylko dla zameldowanych lub pracujących w mieście.

Od 1 kwietnia obowiązywały różne kartki mięsne - od 2 do 4,5 kg na miesiąc na osobę (tylko górnicy mieli prawo do większych przydziałów). Nie objęto nimi mięsa nietypowego - końskiego, z nutrii, itp., odpadów z taniej jatki, podrobów, wyrobów garmażeryjnych, mrożonek i tzw. dań półmięsnych oraz konserw, zawierających poniżej 30 proc. mięsa. Towar podzielono na I i II grupę. Później jeszcze wydzielono wołowinę (cielęcinę) z kością w postaci obowiązkowego przydziału na każdą kartkę.

„To kres maratonów kolejkowych” - napisała pomorska prasa, ogłaszając oficjalną decyzję o rozpoczęciu reglamentacji. Początkowo wydawało się, że miała rację.

Pierwszego dnia reglamentacji na sklepowych półkach pojawił się dawno niewidziany towar, zniknęły też długie kolejki. Uciążliwe było jedynie to, że rejestrować trzeba było swoje kartki w konkretnych sklepach na konkretne dni.

Od połowy kwietnia bydgoszczanie mieli możliwość dokupienia mięsa z tzw. uboju gospodarczego w hali przy ul. Magdzińskiego i kilku punktach na większych osiedlach. W Toruniu miejscowe zakłady wytwarzały bezkartkową pasztetową - nawet po 5 ton dziennie.

Wraz z kartkami pojawili się specjaliści od ich kradzieży oraz spekulanci. W Toruniu wykryto dużą grupę osób, która pozyskiwała kartki z dwóch źródeł. Na targowisku przy ul. Nowickiego można było kupić kartkę na cukier za 300 złotych, a mięsną za 500 zł.

Jednocześnie trwał masowy wykup mąki, kasz i ryżu. Reglamentację tych produktów wprowadzono w maju. Dłużej zwlekano z masłem i tłuszczami roślinnymi. Kartki na nie wydawać zaczęły poszczególne województwa, a nawet miasta, już w kwietniu. W Toruniu przydzielano 1,5 lub 2 kostki na miesiąc. W Bydgoszczy po pół kilograma, w Warszawie po 250, a w Poznaniu aż 750 dekagramów. Kto o tym wiedział, ten zyskiwał...

Czekoladę na kartki w naszym regionie rozprowadzano od kwietnia 1981 roku we wszystkich sklepach prowadzących sprzedaż cukru.

Na wczasy z kartką

Kiedy wydawano kolejne kartki, pojawiły się opóźnienia przy ich dystrybucji, doszły więc kolejne kolejki - po kartki. Z dnia na dzień ogłaszano decyzje typu: w tym miesiącu na odcinek nr 8 przysługuje smalec, który można wymienić na słoninę; na odcinek nr 9 - buty z wyłączeniem obuwia zimowego, etc. Objaśnienia, co na którą kartkę przysługuje, zajmowały w ówczesnych gazetach na początku miesiąca niekiedy całe strony. W dodatku, z braku towaru, niektóre terminy ważności kartek trzeba było przedłużać.

Toruński Miejski Sztab Handlowy chciał nawet, by deficytowe towary można było kupować w mieście tylko na podstawie dowodu osobistego z toruńskim meldunkiem, bo w sierpniu zabrako 15 proc. pokrycia na kartki na mięso.

Od 1 czerwca 1981 roku w naszym regionie reglamentowano 1,8 kg proszku do prania „Cypisek” raz na dwa miesiące i 1 kg kaszy manny dzieciom do 3. roku życia. Jesienią 1981 doszły do tego dziecięce ubranka, wata, mydło, oliwka pielęgnacyjna, pieluszki, rajstopy.

Część kartek trzeba było oddawać organizatorom wczasów (na koloniach i obozach młodzieżowych ta zasada nie obowiązywała). Ponieważ kartek na cukier nie dawało się podzielić, wycinano cały odcinek i zwracano wczasowiczom po pół kg cukru. W takiej sytuacji rodziny z dziećmi dopominały się też o czekoladę, ale mało gdzie ją dostawały.

1 lipca wprowadzono racjonowanie papierosów. Wydawano specjalne kartki na 3 miesiące, po 12 paczek miesięcznie, wszystkim, którzy ukończyli 18 lat. Nie przysługiwały kobietom od 5. miesiąca ciąży i karmiącym matkom. Niepalący dostali do ręki cenny towar wymienny, zwłaszcza że od 1 sierpnia na kartki była także czysta wódka (1 butelka miesięcznie). W Toruńskiem papierosy wymieniać można było na słodycze. Zamiast wódki do nabycia było wino, 10 dag kawy albo pół kilo słodyczy. W Bydgoskiem proporcje były inne. Kto o tym wiedział, jeździł i korzystał... Kolejnym reglamentowanym artykułem codziennego użytku były mydło (1 kostka na 2 miesiące) i proszek do prania. Dopiero od 1 października 1981 roku wprowadzono jednolity system reglamentacji w Bydgoskiem, Toruńskiem i Włocławskiem.

Jako dowody zakupu służyły również książeczki zdrowia dziecka, w których sklepy zobowiązane były wpisywać i ostemplowywać zakupy waty, pieluch, mleka w proszku itp.

Jest stempel, jest benzyna

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku doszły jeszcze kartki na benzynę. Najpierw stacje benzynowe miały obowiązek podczas tankowania wbijać stosowny stempel w dowodach opłaty składki ubezpieczeniowej pojazdu, potem zaczęto wydawać odpowiednie karty do stemplowania, wreszcie standardowe kartki z wycinanymi kuponami.

Czasowa i lokalna reglamentacja dotyczyła także oleju, butów, dywanów, owoców cytrusowych i artykułów szkolnych.

Po zakończeniu stanu wojennego system kartkowy na skutek ciągłych niedoborów podstawowych towarów dalej obowiązywał. Dopiero od 1986 roku wraz ze stopniową liberalizacją gospodarki i związanymi z tym podwyżkami cen urzędowych system kartkowy był stopniowo ograniczany.

Z reglamentacji artykułów codziennego użytku ostatecznie wycofał się rząd Mieczysława Rakowskiego. Ostatnim towarem reglamentowanym było mięso - kartki obowiązywały aż do końca lipca 1989 roku.