Ich śmierć, ich sprawa...

Piotr Schutta 17 listopada 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:25

Ciała znaleziono w samochodzie przed domem. Do rury wydechowej przymocowali wężyk odprowadzający spaliny do kabiny, auto przykryli na wszelki wypadek kocem. W listach pożegnalnych napisali, że żegnają się z życiem z powodu długów.


Do Suchomia można się dostać tylko drogą przez las, jeśli nie przegapi się drogowskazu stojącego przy drodze asfaltowej kilkanaście kilometrów za Gostycynem. Zawodzi tu nawigacja, tracą zasięg telefony komórkowe. Wieś tworzy kilka starych domostw i parę domków letniskowych położonych blisko jeziora.

61-letnia Maria A. i 64-letni Zbigniew K. przed dwoma laty kupili tu parterowy domek nad jeziorem i zaczęli go przysposabiać do całorocznego zamieszkania. Prowizoryczna konstrukcja, wykonana podobno ze zwykłych palet, wymagała wzmocnienia i docieplenia. Założyli ogrzewanie gazowe, zagospodarowali ogród, postawili wiatę garażową.

W samochodzie zaparkowanym pod wiatą znalazł ich w miniony piątek po południu mieszkaniec Suchomia. Wysłużony renault twingo przykryty był brązowym pledem. Dopiero ekipa dochodzeniowo-śledcza z Tucholi zauważyła, że z rury wydechowej auta wystaje wąż. Drugi koniec przewodu ktoś zmyślnie wetknął do wnętrza samochodu.

- Nie zauważyłem tego. Starałem się nie wpatrywać za bardzo. Przeskoczyłem przez bramę i podszedłem do samochodu. Od razu było widać, że coś jest nie tak. Pan Zbyszek zawsze zostawiał samochód tyłem do wjazdu. A tym razem auto było odwrócone przodem do bramy. Tak jakby ktoś świadomie chciał ukryć rurę wydechową przed ludźmi patrzącymi z drogi. Kiedy zrzuciłem koc, zobaczyłem, że w aucie są dwie osoby. Otworzyłem drzwi. Pani Maria i pan Zbyszek nie reagowali - opowiada Andrzej Nowak, mieszkaniec Suchomia, który odkrył ciała. Kobieta siedziała na fotelu pasażera, skulona, z głową ukrytą w kapturze. Mężczyzna był w kurtce, wyprostowany, z ciałem odchylonym do tyłu, wyglądał, jak- by zasnął.

Pożegnalne listy

Śledczy odkryli przy zwłokach dwa listy pożegnalne, w których sześćdziesięciolatkowie tłumaczą swoją decyzję i jednocześnie proszą bliskich, by rozdysponowali między siebie to, co po nich zostało.

- Z listów tych wynika, że powód targnięcia się na życie był prozaiczny. Zadłużenie - mówi prokurator Krzysztof Ziehlke z Prokuratury Rejonowej w Tucholi. - To były kredyty na kwotę blisko miliona złotych. Nie wytrzymali psychicznie - dodaje prokurator.

- To byli wyobcowani ludzie. Żyli sami dla siebie - mówi mężczyzna ze starej części wsi.

- Zamieszkali tu dwa lata temu. Z nikim nie utrzymywali bliskich kontaktów. Wyglądało to tak, jakby chcieli się ukryć przed światem. Może faktycznie przed czymś uciekali? - zastanawiają się dzisiaj mieszkańcy wsi.

O tej porze roku Suchom się wyludnia. Połowa domów zamknięta jest na głucho. Z jednego z budynków wychodzi mężczyzna w średnim wieku. - Nic nie wiem. Człowiek tu przyjeżdża na dwa dni. Właśnie dopiero co z żoną przyjechaliśmy. O tym, co się stało, dowiedzieliśmy się od innych - mówi. Jego posesję od posesji Marii A. i Zbigniewa K. dzieli nie więcej niż sto metrów.

- Pan Zbyszek wcześnie rano wyjeżdżał do pracy i tyle go widziałem. A pani Maria raczej nie opuszczała domu, chyba że chciała porozmawiać przez komórkę. Wtedy wychodziła z telefonem na drogę, bo na terenie posesji był słaby zasięg. Nie byli zbyt rozmowni. Czasem człowiek zagadał przez płot o grzybach, o pogodzie. To wszystko. Nikt ich tu też specjalnie nie odwiedzał - mówią sąsiedzi.

- Nie wyglądali na ludzi z kłopotami finansowymi. Zrobili spory remont, pan Zbyszek zmieniał samochody. Chociaż, faktycznie, wcześniej jeździł lepszymi, a teraz miał starego twingo - dodaje Andrzej Nowak. O problemach finansowych pary nic nie wie. Słyszał jedynie, że zmarły miał coś wspólnego z branżą mrożonek.

- Raz pan Zbigniew wspomniał o kłopotach firmy, ale nic więcej nie powiedział - przypomina sobie sąsiadka, która czasem opiekowała się psem sześćdziesięciolatków.

Dwa tygodnie przed samobójstwem mieszkańcy Suchomia zostali zaalarmowani pojawieniem się w ich wiosce karetki pogotowia i policji.

Ludzie byli wyczuleni

- Nie wiadomo dokładnie, jak do tego doszło, ale ktoś musiał zawiadomić policję, że Maria i Zbyszek planują popełnienie samobójstwa. Może wysłali do kogoś SMS-a albo maila, że chcą się zabić? W każdym razie wtedy do niczego nie doszło, ale już byliśmy wyczuleni - opowiadają sąsiedzi. Ci, którzy byli świadkami przyjazdu karetki, twierdzą, że Zbigniew K. miał powiedzieć lekarzowi: „Moje życie, moja sprawa”.

Medycyna i prawo w sytuacji, gdy zabija się więcej niż jedna osoba, używają specjalnego terminu - samobójstwo rozszerzone albo poagresyjne. Jego istotą jest to, że człowiek zdecydowany na popełnienie samobójczego zamachu na własną osobę nie traci z oczu innych osób, na których mu zależy. Co więcej, powodowany swoistą troską o los najbliższych postanawia nakłonić ich do pójścia w swoje ślady i nierzadko im w tym „pomaga”. Czasem wbrew ich woli.

Swego czasu głośno było o popełnionym również pod Tucholą samobójczym zamachu kobiety i mężczyzny, którzy tydzień po ślubie spalili się w samochodzie. Motyw, jakim kierowali się Bożena (23 lata) i Piotr Ch. (33 lata), do dzisiaj jest tajemnicą. Od tragedii minęło 8 lat.

- W samobójstwie rozszerzonym chodzi o to, by ta druga osoba nie cierpiała. Zabierając ja ze sobą, wydaje nam się, że skracamy jej cierpienie. Często trudno jednoznacznie ustalić, co się naprawdę zdarzyło i kto kogo nakłonił do targnięcia się na własne życie - mówi profesor Aleksander Araszkiewicz, konsultant wojewódzki ds. psychiatrii. Zwraca uwagę na fakt, iż mężczyźni pięciokrotnie częściej niż kobiety podejmują próby samounicestwienia.

- Należałoby zastanowić się, czy w opisanym przypadku mamy do czynienia z samobójstwem, u którego podłoża leży depresja czy też z samobójstwem o charakterze bilansowym. To drugie charakterystyczne jest dla osób w podeszłym wieku, które dokonując rozrachunku ze swoim życiem, zwłaszcza w obliczu trudnej sytuacji ekonomicznej, dochodzą do wniosku, że nic dobrego już ich nie czeka i że lepiej jest odejść w tym momencie niż dalej się męczyć - mówi profesor.

Kilka dni przed tragedią w Suchomiu doszło do podobnego zdarzenia w Poznaniu. Tyle że tam motyw był inny. W jednym z mieszkań na osiedlu Świerczewo ujawniono ciała dwojga emerytowanych lekarzy. Z pożegnalnego listu małżonków wynikało, że mężczyzna podał śmiertelny zastrzyk najpierw swojej żonie, a później sobie. Podłożem tej decyzji była prawdopodobnie sytuacja zdrowotna małżonków, jak twierdzi prokuratura.

- Charakterystyczne dla samobójstw popełnianych przez ludzi w podeszłym wieku jest to, że wybierane są najbardziej skuteczne sposoby zadania śmierci. Takie, przy których nie ma szans na odratowanie człowieka - dodaje profesor Araszkiewicz.

Łagodne przejście

Z oględzin przeprowadzonych przez policję na miejscu zdarzenia wynika, że Maria A. i Zbigniew K. zatruli się spalinami.

- W przypadku tego rodzaju śmierci moment przejścia jest łagodny. Lapidarnie mówiąc, ci państwo zasnęli - mówi prokurator Krzysztof Ziehlke.

Cztery lata temu w bloku na osiedlu Kapuściska w Bydgoszczy straż pożarna ujawniła zwłoki 77-letniej Wandy i 79-letniego Macieja K. Tajemnicę śmierci zabrali ze sobą. Nie zostawili listu pożegnalnego ani testamentu. W garażu pozostał po nich czerwony citroen, którym jeździli na działkę. Ciała małżonków odkryto dopiero po kilku miesiącach. Sąsiedzi nie interweniowali wcześniej, ponieważ państwo K. mieli zwyczaj spędzać całe miesiące na swojej działce rekreacyjnej. Wyjeżdżali wiosną, wracali jesienią.

- Skryci ludzie. Z nikim nie utrzymywali kontaktu - mówili o nich sąsiedzi.

Maciej K., który przez lata opiekował się bohatersko chorą żoną, prawdopodobnie odszedł pierwszy. Jego ciało znaleziono przy kaloryferze. Było przykryte poduszkami, jakby ktoś próbował zbudować z nich nagrobek. Zwłoki Wandy K. znajdowały się obok męża. Kobieta zmarła prawdopodobnie później. Wokół ciał leżały zdjęcia małżonków, z wycieczek, wypadów na działkę, rodzinnych spotkań i innych wspólnie spędzonych chwil.
Fakty

Samobójcza fala

W ostatnim czasie liczba samobójczych śmierci zaczyna przewyższać w policyjnych statystykach liczbę ofiar wypadków komunikacyjnych.

Do września tego roku zanotowano 2869 zakończonych zgonem zamachów na własne życie. W całym 2011 roku było ich 3839. Życie odebrało sobie wówczas 3294 mężczyzn i 545 kobiet.

Wśród motywów najczęściej występują nieporozumienia rodzinne, choroba psychiczna i warunki ekonomiczne.